Uncategorized

Palestyński Hamas: bez dachu nad głową i wyrzucony z Kataru

W cieniu konfliktu z Iranem Hamas został zmuszony do opuszczenia swojej luksusowej i bezpiecznej siedziby w Katarze. Khalil al-Hayya, główny negocjator ugrupowania, opuścił swoją pięciogwiazdkową rezydencję w Dosze, udając się w rzekomo krótką podróż dyplomatyczną do Kairu.

Po odrzuceniu wspieranej przez USA propozycji rozbrojenia – która zakładała stopniowe wycofanie się Izraela ze Strefy Gazy – al-Hayya otrzymał wiadomość z informacją, że został eksmitowany ze swojego apartamentu i objęty oficjalnym zakazem wjazdu do Kataru.

Wygląda na to, że kolejna fala nieustępliwości Hamasu ostatecznie wyczerpała cierpliwość jego patrona. Po 20 latach Katar wycofuje swoje udziały w tej organizacji. Według Amita Segala Doha rezygnuje z roli gospodarza i mediatora, a większość liderów Hamasu opuściła już terytorium kraju.

Dlaczego właśnie teraz?

Decydującym punktem zwrotnym nie były rozmowy w Kairze ani nawet atak z 7 października (który, prawdę mówiąc, był dla Dohy krwawą dywidendą z lat inwestycji).

Katalizatorem zmian stała się operacja „Ryczący Lew”. Po 16 dniach wymownego milczenia Hamas – rozdarty między dwoma patronami – wydał oświadczenie, w którym bronił „prawa Iranu do samoobrony”, jednocześnie prosząc Teheran o powstrzymanie się od ataków na „kraje sąsiednie”. Dla Kataru, którego suwerenne terytorium stało się celem irańskich rakiet, tak słabe i spóźnione potępienie agresji ze strony grupy, którą finansował przez dekady, było nie do zaakceptowania.

W zamian za luksusowe warunki życia Hamas świadczył Katarowi specyficzną usługę: pośrednictwo w kontaktach z terrorystami. Pozwalało to Katarowi wbijać klin między USA a Izrael, jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że ta strategia stała się dla emiratu obciążeniem.

Poza ideologicznym pokrewieństwem, to właśnie monopol na mediację skłonił Katar do przygarnięcia Hamasu po jego wyborczym zwycięstwie w 2006 roku, gdy reszta świata zerwała z nim kontakty. Dziś wartość tej usługi gwałtownie spada. Nie tylko ze względu na nowy status quo w Strefie Gazy, ale także dlatego, że główny odbiorca kataru – Stany Zjednoczone – straciły cierpliwość do tak bliskich relacji Dohy z terrorystami.

W poszukiwaniu nowej przystani

Hamas szuka teraz nowego domu – zarówno w sensie dosłownym, jak i politycznym. Od początku regionalnej wojny wewnątrz organizacji trwa konflikt. Skrzydło pragmatyczne pod wodzą Khaleda Mashala dążyło do dywersyfikacji poparcia poprzez sunnickie państwa arabskie. Frakcja twardogłowa, którą kieruje al-Hayya, chce pozostać integralną częścią irańskiej „Osi Oporu”.

Przez pewien czas udawało im się balansować między oboma obozami, utrzymując placówki w Teheranie i Dosze. Teraz z jednej zostali wyrzuceni, a druga jest dymiącą ruiną. Niemniej, nawet ruina wydaje się lepsza niż całkowity brak bazy. Odcięcie Hamasu przez Katar prawdopodobnie wzmocni frakcję proirańską – mimo znikomego wsparcia, jakie może obecnie zaoferować osłabiony Teheran, i fatalnego wizerunku na arenie międzynarodowej.

Pozostaje jedna niewiadoma: Erdogan. W Ankarze może znaleźć się dla nich miejsce, jeśli Turcja uzna, że przygarnięcie Hamasu zwiększy jej wpływy w regionie (być może pod szyldem planowanej przez Trumpa „Rady Pokoju w Strefie Gazy”).

Na razie sytuacja pozostaje niepewna. Choć mgła wojny wciąż gęstnieje, konflikt ten ma niezwykle oczyszczający wpływ. Odpowiada na fundamentalne pytania: za czym się opowiadasz, kogo nazywasz wrogiem, a kogo przyjacielem. Nawet gdy ucichną strzały, te wnioski pozostaną w mocy.


Z podziękowaniami i uznaniem dla Amita Segala.

Barry Shaw

The View from Israel, Izraelski Instytut Studiów Strategicznych

Palestyński Hamas: bez dachu nad głową i wyrzucony z Kataru

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.