Uncategorized

Nagranie, które położyło kres karierze Mahmuda Abbasa

Hen Mazzig

Myślał, że nikt go nie słucha. Saudyjczycy słyszeli wszystko. Autonomia Palestyńska może się z tego nie podnieść.

W tym miesiącu wśród arabskich służb wywiadowczych krąży nagranie. Słyszymy na nim Mahmuda Abbasa, 89-letniego prezydenta Autonomii Palestyńskiej – sprawującego urząd już dwudziesty rok w ramach czteroletniej kadencji – który wyraża cichą satysfakcję z faktu, że podczas wojny Arabia Saudyjska została zaatakowana przez rakiety irańskiego reżimu. Abbas, posługując się zakodowanym językiem, którego palestyńscy politycy używają, gdy sądzą, że nikt ich nie słucha, stwierdza, że Saudyjczycy „zasłużyli na to”.

Nie wiedział, że jest nagrywany. Teraz już wie.

Ta taśma to tylko symptom. Ujawnia ona, że prezydent Autonomii Palestyńskiej nie ma już przyjaciół w świecie arabskim. Przywódcy Hamasu, siedząc w luksusowych hotelach w Dosze, przez ostatnie sześć tygodni demonstrowali dokładnie to samo. Anglojęzyczna prasa niemal tego nie zauważyła. Nie powinno to jednak dziwić. Oto, co faktycznie się wydarzyło.

Koniec palestyńskiego prymatu

Kiedy tej wiosny Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę z reżimem w Iranie, palestyńskie frakcje odkryły prawdę, od której przez dziesięciolecia starały się odgrodzić: przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Rozgrywała się największa wojna na Bliskim Wschodzie od pokolenia, a w żadnej poważnej stolicy nie pytano Ramallah ani Gazy o zdanie.

Palestyński komentator Ahmad al-Attawna ujął to dosadnie w arabskiej telewizji:

„Naród palestyński najwyraźniej nie ma przywództwa i nie mówię tego w przenośni. W rzeczywistości brakuje liderów zdolnych przedstawić narodowi jakąkolwiek wizję czy poczucie kierunku”.

To słowa Palestyńczyka skierowane do arabskiej publiczności. Wyrażają one to, co palestyńscy intelektualiści od Ammanu po Ramallah szepczą prywatnie od lat.

Hamas: Od strategicznego sojuszu do komunikatu prasowego

Zacznijmy od Hamasu. Przez dwie dekady organizacja ta była najcenniejszym atutem Iranu w regionie. Finansowana i uzbrojona przez Teheran, została starannie przekształcona w siłę zdolną do przeprowadzenia ataku z 7 października. Ismail Haniyeh, zabity przez Izraelczyków w 2024 roku, mówił przed kamerami: „Mogę jedynie podziękować Islamskiej Republice Iranu, która nie odmówiła nam pieniędzy, broni ani technologii”.

Bez wsparcia Teheranu Brygady Al-Kassam byłyby jedynie ulicznym gangiem z ambicjami. Dzięki Iranowi stały się najskuteczniejszą niepaństwową armią terrorystyczną na świecie.

Właśnie dlatego tak wymowne jest to, co Hamas zrobił po wybuchu wojny: nic.

Ani jednej rakiety z Gazy. Ani jednego drona. Nic poza lakonicznym oświadczeniem Abu Obeidy, zamaskowanego rzecznika zbrojnego ramienia Hamasu. Oświadczenie było tak rutynowe, jakby napisała je biurokratyczna komisja: „Z zadowoleniem przyjmujemy irańską reakcję, która zadała ciężki cios zbrodniczym siłom okupacyjnym”.

Dwadzieścia lat irańskich inwestycji sprowadzone do jednego komunikatu prasowego. Według doniesień ze stolic krajów Zatoki Perskiej, Hamas po cichu prosił Iran, by ten podczas wojny zaprzestał ataków na sąsiednie państwa arabskie. Powód jest prosty: geografia władzy.

Iran ostrzeliwał Arabię Saudyjską, ale rakiety latały w pobliżu Kataru. To w Katarze mieści się biuro polityczne Hamasu, tam płyną pieniądze i tam zapadają decyzje. Stojąc przed wyborem między patronem, który zbudował im armię, a gospodarzem, który płaci ich rachunki, liderzy Hamasu wybrali gospodarza.

Egipski analityk Ahmed Sultan podsumował to krótko: „Przywódcy Hamasu mają pragmatyczną strategię; stosunki z krajami arabskimi opierają na interesach, podczas gdy relacje z Iranem nazywają strategicznymi. To doprawdy haniebne”. W arabskim dyskursie słowo „haniebny” to oskarżenie o moralne bankructwo. Sugeruje, że organizacja utraciła swój honor.

Autonomia Palestyńska: Uraza i marginalizacja

Historia Autonomii Palestyńskiej jest jeszcze mroczniejsza. Na papierze Mahmud Abbas powinien powitać tę wojnę z radością. Reżim w Iranie wspiera jego najgorszych wrogów – siły, które w 2007 roku dokonały zamachu stanu w Gazie i od tego czasu podkopują jego rządy na Zachodnim Brzegu. Upokorzenie Teheranu powinno być dla Abbasa wielkim triumfem.

Zamiast tego spędził ten czas, pielęgnując urazy.

Arabia Saudyjska od lat systematycznie ogranicza wsparcie finansowe dla Autonomii – to powolne dokręcanie śruby, którym monarchowie z Zatoki wysyłają sygnały ostrzegawcze. Abbas nigdy im tego nie wybaczył. Do tego dochodzą Zjednoczone Emiraty Arabskie, które pominęły go przy Porozumieniach Abrahama w 2020 roku, oraz Katar finansujący Hamas. Abbas patrzy na Zatokę i widzi tylko ludzi, którzy go ignorują lub wspierają jego oprawców.

Gdy więc irańskie rakiety poleciały w stronę Rijadu, Abbas – o ile nagranie jest autentyczne, a moi rozmówcy w to nie wątpią – dał upust radości. Cieszył się, że Saudyjczycy „dostają to, na co zasłużyli”. Saudyjczycy, jak zwykle, dowiedzieli się o wszystkim.

Abbas został zmuszony do wysłania do Rijadu swojego potencjalnego następcy, Husajna al-Szejcha, z pokornymi przeprosinami. Samir Hulileh, były sekretarz generalny palestyńskiego gabinetu, przyznał z rzadką szczerością: „Od początku nie mieliśmy wpływu na bieg zdarzeń; teraz staliśmy się jeszcze mniej istotni”.

Sumienie świata arabskiego?

To, co ujawnił ten miesiąc, to prawda, którą palestyński ruch narodowy przez pół wieku ukrywał przed światem i samym sobą: brak zasad.

Lojalność Hamasu wobec Iranu trwała tylko tak długo, jak długo Iran był najsilniejszym graczem w regionie. Lojalność Abbasa wobec arabskiej solidarności trwała tylko tak długo, jak długo Saudyjczycy wypłacali czeki. To nie jest ruch narodowy – to operacja franczyzowa.

Przez lata w zachodnich stolicach słyszałem, że sprawa palestyńska to „sumienie świata arabskiego”. Tymczasem świat arabski właśnie zobaczył Hamas, który nie kiwnął palcem w obronie swojego wieloletniego patrona, oraz prezydenta Autonomii, który śmiał się z ataków na kraj wypłacający pensje jego urzędnikom.

Teheran ukarze Hamas po cichu – wstrzymanym przelewem, opóźnioną dostawą, brakiem kontaktu ze strony Sił Al-Kuds. Saudyjczycy zaś zdecydują o losie Abbasa. Podejrzewam, że następca tronu, Mohammed bin Salman (MBS), już kalkuluje, czy łatwiej będzie zastąpić starca, niż próbować go reformować. Normalizacja stosunków saudyjsko-izraelskich wraca na stół, a MBS nie dopuści do negocjacji kogoś, kto cieszy się z bombardowania jego kraju.

Ludu palestyńskiego – tych prawdziwych ludzi, z którymi nikt w Ramallah, Dosze czy Teheranie się nie konsultuje – nikt o zdanie nie pyta. Otrzymają to, co ich liderzy wynegocjują dla siebie.

Taka jest konsekwencja przywództwa, które próbowało grać na trzy fronty jednocześnie, zapominając o najstarszej zasadzie polityki na Bliskim Wschodzie: w tym pokoju zawsze jest ktoś, kto nagrywa.

Nagranie, które położyło kres karierze Mahmuda Abbasa

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Co za stary odgrzewany kotlet a nie sensacja, kraje zatoki perskiej odpuscily sobie PA i Abbasa od 2018 i zblizenia z Izraelem. Ich finansiwanie UNWaR spadlo z okolo 40 do 1 mln usd.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.