
Autor: Valerie Milhado
O autorce
Valerie Milhado jest redaktorką magazynu „Prophecy” i od 15 lat mieszka w Izraelu. Z wykształcenia filolożka angielska, zawodowo zajmuje się edukacją okołoporodową. Ataki z 7 października stały się dla niej impulsem do głębszego zaangażowania w sprawy narodu i państwa żydowskiego, co realizuje poprzez pracę dziennikarską.
Wybór, który powraca
Jest rok 2066. Żydzi na całym świecie zasiadają do sederu. Dzieci zadają cztery pytania, na stole dymi rosół, a maca kruszy się na odświętne stroje. Czytamy: „W każdym pokoleniu każdy ma obowiązek postrzegać siebie tak, jakby sam wychodził z Egiptu”. Różnica między tym wieczorem a dniem dzisiejszym jest jedna: w 2066 roku zakończyliśmy już walkę z własnymi wątpliwościami. Odnaleźliśmy jasność co do naszej przynależności i przeznaczenia.
Obrazem, który towarzyszy mi przez ostatnie dwa lata, jest krew na odrzwiach. To biblijne przykazanie – nakaz oznakowania domów w noc dziesiątej plagi – było jasną deklaracją: Tu mieszkają Żydzi.
Izraelici w Egipcie musieli dokonać wyboru, który dziś brzmi znajomo. Wokół szalały plagi, narastał gniew Egipcjan, a Bóg nakazał Żydom, by otwarcie przyznali, kim są. Jak przerażające musiało być umieszczenie takiego znaku na własnym progu?
Plaga ciemności i ciche odejścia
Tradycja mówi, że wielu Żydów zaginęło już podczas plagi ciemności – zasymilowali się, gdy wokół panował chaos. Kolejni odeszli, bo bali się naznaczyć swoje domy krwią. Dziś, w każdym zakątku świata, stoimy przed tym samym pytaniem: czy założę naszyjnik z gwiazdą Dawida? Czy powieszę mezuzę? Czy nadam judaizmowi centralne miejsce w moim domu? Czy „pomażę odrzwia krwią”?
Fala nienawiści narasta. Możemy albo chwycić się liny naszej tradycji, albo pozwolić nurtowi, by nas porwał. Przez ostatnie trzy lata bywały chwile, gdy żałowałam, że muszę uczyć moje dzieci pływania w tak wzburzonych wodach. Narażanie ich na tę rzeczywistość jest bolesne, ale konieczne.
Musimy zmierzyć się z faktem, że niektórzy z nas odejdą. Nie w dramatyczny sposób – większość po prostu po cichu wmiesza się w otoczenie, aż nić łącząca ich z przeszłością stanie się zbyt cienka. Cena przynależności do narodu i państwa wydaje im się dziś zbyt wysoka.
Koszt widoczności
Presja jest realna. Przed 7 października dzieliła nas polityka. Po 7 października pękła sama tożsamość żydowska. Mezuzah na drzwiach przestała być tylko przedmiotem kultu – stała się deklaracją polityczną. Szczera odpowiedź na pytanie o wojnę może kosztować przyjaźń lub pracę. Dla jednych ten koszt jest oczyszczający, dla innych – nie do udźwignięcia.
Mój mąż i ja wybraliśmy Izrael. On przyjechał z Holandii, ja z Ameryki. Nasi przodkowie pochodzili z całej Europy i Afryki. Przez ostatnie lata ten wybór wielokrotnie „uderzał mnie w twarz”, a mimo to wciąż go dokonuję. To jest właśnie to ziarno przyszłości: akt świadomego wyboru.
Widzę to też u innych. U tych, którzy po latach znów założyli gwiazdę Dawida. U rodzin, które mimo kłótni zasiadają do szabatowego stołu. U młodych w diasporze, którzy zamiast się odwrócić, wyciągają rękę w stronę Izraela. W tym pokoleniu, po raz pierwszy w historii, mamy realną zdolność do obrony.
Budowanie, nie tylko wyjaśnianie
Co zrobić z tą siłą? Zacząć od codziennych decyzji. Założenie naszyjnika czy wysłanie dziecka na żydowski obóz to nie są wielkie gesty, ale to one decydują o tym, czy nasze wnuki uznają to życie za swoje.
Nasze instytucje zbyt długo marnowały energię na tłumaczenie się ludziom, którzy i tak nas nienawidzą. Te środki muszą trafić do wewnątrz – do szkół, języka i praktyki, które sprawią, że przynależność do narodu żydowskiego będzie warta trudu.
Musimy też nauczyć się rozmawiać. Bycie dumnym Żydem nie oznacza bezkrytycznej akceptacji status quo. Ludzie, którzy kochają Izrael na tyle, by walczyć o jego naprawę, muszą mieć głos. Jeśli uznamy każdą krytykę za zdradę, nasza społeczność stanie się krucha i mała.
Musimy jednak odróżnić tych, którzy walczą o lepszy Izrael, od tych, którzy sprzymierzyli się z siłami dążącymi do jego unicestwienia. Ci drudzy wybrali stronę „Egipcjan”. Mamy prawo to głośno powiedzieć.
Wspólna przyszłość
Ta dwoistość jest trudna: na zewnątrz powinniśmy stać zjednoczeni, deklarując, że nigdzie się nie wybieramy. Wewnątrz powinniśmy spierać się i wymagać zmian. Izrael musi stworzyć przestrzeń dla głosów diaspory, a diaspora musi wspierać prawo Izraela do samoobrony. Te dwie prawdy mogą i muszą współistnieć.
Każde pokolenie musiało ogłaszać swoją tożsamość „krwią na drzwiach”. My mamy przywilej i obowiązek kształtować to, co nastąpi po nas. Nie poprzez kontrolę sumień, ale poprzez budowanie życia, w którym ludzie będą chcieli pozostać i z dumą oświadczyć:
Tu mieszka Żyd. Tu jest państwo żydowskie. Na drzwiach jest krew.
Kategorie: Uncategorized


Test