Uncategorized

Jak nienawiść do Izraela stała się trampoliną do kariery

Hen Mazzig

Najtańszy powrót w Hollywood. Najdroższe kłamstwo na temat aktywizmu.

Magazyn „Variety” opublikował właśnie obszerny, pełen empatii artykuł poświęcony powrotowi Melissy Barrery. Dwa i pół roku temu aktorka została zwolniona z obsady filmu „Krzyk 7” z powodu postów na Instagramie, w których porównywała Strefę Gazy do obozu koncentracyjnego i sugerowała, że zachodnie media są kontrolowane przez konkretne grupy interesów. Dziś Barrera gra rolę Rose w musicalu „Titaníque” na Broadwayu i zakłada własną firmę produkcyjną. Jak wyznała redakcji, na jej liście potencjalnych współpracowników znajdują się „w zasadzie wszyscy zwolennicy Palestyny”.

Artykuł jest sprawnie napisany. Stanowi też pewien wzorzec.

„Wykluczona”. Wielki powrót. Ta historia brzmi znajomo. Ostre wypowiedzi na temat Izraela i Żydów niepostrzeżenie stały się najbardziej niezawodnym sposobem na zdobycie przychylności mediów show-biznesowych i spektakularny restart kariery.

Spójrzmy na Lizzo. W sierpniu 2023 roku trzy jej byłe tancerki oskarżyły ją o molestowanie seksualne i tworzenie toksycznego środowiska pracy. Do pozwu dołączyła również projektantka kostiumów. W marcu 2024 roku, po miesiącach fatalnej prasy, Lizzo opublikowała na Instagramie dramatyczne: „Odchodzę”. Jednak już w maju wróciła z zupełnie innym przekazem. Podziękowała aktywistom działającym na rzecz „wyzwolenia ludzi padających ofiarą ludobójstwa” w Palestynie. Wyznała, że zmagała się z głęboką depresją, z której wyciągnęli ją właśnie owi aktywiści.

Zwróćcie uwagę, co mieści się w tej narracji o ludobójstwie, a co zostaje zamilczane. Na liście Lizzo nie znalazły się rodziny zakładników ani Izraelczycy zamordowani 7 października. Ta lista nie miała być rzetelna – miała służyć rebrandingowi. Pozwoliła zmienić wizerunek gwiazdy oskarżanej o mobbing w obraz szlachetnej sojuszniczki uciśnionych. Wystarczył jeden film na Instagramie. Zadziałało.

Podobnie było w przypadku Boba Vylana. Do zeszłego lata ten brytyjski duet punk-rapowy był formacją niszową. Wszystko zmieniło się podczas festiwalu Glastonbury 2025, gdy frontman wykrzyczał do mikrofonu: „Śmierć, śmierć dla IDF” (Sił Obronnych Izraela) podczas transmisji na żywo w BBC. Cofnięto im wizy na trasę po USA, a agencja UTA zerwała z nimi współpracę. Agencja traktowała to jako karę, ale w rzeczywistości była to najlepsza możliwa promocja. Gazeta „The Telegraph” ujęła to wprost: ten jeden okrzyk wyniósł zespół na poziom popularności znacznie wykraczający poza ich talent muzyczny. Kilka miesięcy wcześniej nikt nie wysłałby reportera ogólnokrajowego dziennika, by relacjonował ich niszowy występ w Glasgow. Podczas tego samego koncertu Vylan wskazał ze sceny dwóch żydowskich biznesmenów, sugerując, że ich darowizny dla brytyjskiej minister edukacji są formą korupcji.

Nawet raperzy z grupy Kneecap, śpiewający w języku irlandzkim, wykorzystali tę samą falę. Wcześniej znani wąskiej grupie fanów, dziś są tematem międzynarodowym dzięki sporom wizowym i konfliktom z Keirem Starmerem na tle politycznym.

Część tych postaw jest szczera. Wielu artystów autentycznie przeżywa śmierć cywilów w Strefie Gazy – także ci, z którymi fundamentalnie się nie zgadzam. Szczerość i chłodna kalkulacja zawodowa nie muszą się wykluczać; mogą współistnieć w jednej osobie. Jednak nie o tym piszę. Piszę o schemacie.

Gdy kariera zachodniej gwiazdy wyhamowuje, najskuteczniejszym sposobem na jej naprawę jest dziś głośna, skrajna wrogość wobec Izraela. Droga do odkupienia nie prowadzi przez wspieranie dialogu, pomoc rodzinom zakładników czy współpracę z palestyńskimi działaczami pokojowymi w Jaffie czy Hajfie. Prowadzi przez ekstremizm. Przez życzenia śmierci i porównania do obozów koncentracyjnych – tak ogólnikowe, by objąć nimi wszystkich poza tymi, którzy faktycznie są więzieni w tunelach pod Gazą.

Właśnie dlatego głosy pragnące realnego pokoju są zagłuszane, podczas gdy ci, którzy nawołują do zniszczenia, trafiają na łamy „Variety”. Algorytm nie jest neutralny – on nagradza skrajne emocje. Im bardziej kontrowersyjna wypowiedź, tym większe zasięgi. Bobby Vylan przyznał to wprost w podcaście Louisa Therouxa, deklarując, że chętnie powtórzy swoje skandowanie „jutro, a w niedzielę nawet dwa razy”.

Piers Morgan świetnie rozumie stronę popytową tego rynku. Nie zaprasza osób o zróżnicowanych, spokojnych poglądach, bo one nie generują wiralowych klipów. Zaprasza najbardziej krzykliwych radykałów, by napędzać zaangażowanie. Bob Vylan i Melissa Barrera rozumieją z kolei stronę podażową. To różne role, ale ten sam model biznesowy.

Zauważcie, ile taki aktywizm kosztuje celebrytę. Nic. Nie trzeba finansować szpitali, uczyć się arabskiego ani hebrajskiego. Nie trzeba spędzać czasu z pogrążonymi w żałobie rodzinami ani odwiedzać punktów kontrolnych. Wystarczy opublikować post, założyć kefiję na czerwony dywan i podpisać list otwarty. To luksusowa demonstracja moralności, która nie wymaga żadnego realnego poświęcenia.

To „szampański aktywizm”, bliźniaczo podobny do szampańskiego socjalizmu. Najgłośniej krzyczą ci, którzy nie ponoszą żadnych kosztów. Skandowanie Vylana kosztowało go kontrakt, ale dało mu globalną publiczność. Walka o wizy Kneecap kosztowała ich trasę, ale zaowocowała filmem fabularnym. Posty Barrery kosztowały ją rolę w horrorze, ale otworzyły drzwi na Broadway i do własnego biznesu. Rachunek zysków i strat jest tu oczywisty.

Prawdziwy aktywizm jest kosztowny, powolny i mało fotogeniczny. Rodziny z organizacji Parents Circle od trzydziestu lat mierzą się z wzajemnym cierpieniem z dala od blasku fleszy. Maoz Inon, którego rodzice zostali zamordowani 7 października, każdy miesiąc spędza na scenie z palestyńskim przyjacielem Azizem Abu Sarahem, którego brat zginął z rąk izraelskich żołnierzy. Wspólnie wzywają do budowania przyszłości. W zeszłym roku przez osiem dni podróżowali furgonetką przez punkty kontrolne, by napisać książkę, której niemal nikt poza wąskim kręgiem działaczy nie przeczyta. Taki jest realny koszt tej pracy. O nich „Variety” nie napisze.

Jesteśmy tym ludziom winni znacznie więcej uwagi. To oni wykonują rzeczywistą pracę. Wspierajmy ich i zapraszajmy do dyskusji. „Algorytm kariery” nie zmieni się sam, ale my możemy przestać go karmić.

Jak nienawiść do Izraela stała się trampoliną do kariery

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.