
Autor: Sapir Bluzer
O autorce
Sapir Bluzer to izraelska ekspertka ds. polityki publicznej, specjalizująca się w reformach administracyjnych i przywództwie obywatelskim. Obecnie w Izraelskiej Narodowej Agencji Cyfrowej koordynuje wdrażanie sztucznej inteligencji w sektorze publicznym. Po 7 października współzałożyła Forum Rodzin Rezerwistów, które odegrało kluczową rolę w tworzeniu rządowych programów wsparcia dla bliskich żołnierzy. Bluzer od lat inicjuje projekty społeczne, m.in. ruch „Izrael 2050”. W 2019 roku była dyrektor generalną Krajowego Związku Studentów Izraelskich. Mieszka w Netaf z partnerem i dwojgiem dzieci.
Przymierze Służących
Wyobrażając sobie Izrael w roku 2050 czy 2060, jestem pewna jednego: aby nasz kraj mógł się rozwijać, musimy wzmocnić jego najbardziej produktywną część – ludzi, którzy potrafią ze sobą rozmawiać i nie są więźniami ideologicznych schematów. Musimy zbudować szeroką „przestrzeń konsensusu”, którą filozof Micha Goodman nazywa Sojuszem Syjonistycznym lub Przymierzem Służących. To większość gotowa do dialogu i wspólnej pracy, rozumiejąca, że przyszłość Izraela zależy od kooperacji, a nie od dyktatu ekstremistów, którzy trzymają resztę społeczeństwa jako zakładników.
Poczułam to głęboko, gdy dwa miesiące po wybuchu wojny współzakładałam Forum Rodzin Rezerwistów. Zostałyśmy same z małymi dziećmi. Nasi mężowie byli w Gazie, w tunelach, na północy – w miejscach, których nazw wolałyśmy nie znać. Nie spałyśmy, traciłyśmy pracę, żyłyśmy w paraliżującym strachu. Przywódcy polityczni skupiali się na froncie, ignorując fakt, że zaplecze – nasze domy – zaczynało pękać.
W środku jednej z bezsennych nocy, wyczerpane, spisałyśmy trzy strony konkretów: czego potrzebujemy w kwestii zatrudnienia, wsparcia psychologicznego i finansowego. Ten dokument, zredagowany w mgle strachu, stał się niemal słowo w słowo podstawą pierwszego rządowego programu wsparcia dla rodzin rezerwistów. Ostatecznie na ten cel przeznaczono 30 miliardów szekli.
Matematyka służby
Kiedy otworzyłyśmy grupę na WhatsAppie dla żon rezerwistów, tysiąc kobiet dołączyło do niej przed zachodem słońca. Były tam zwolenniczki rządu i opozycji. Gdybyśmy zaczęły rozmawiać o polityce partyjnej, dzieliłaby nas przepaść. Ale łączyły nas te same wartości i ten sam trud utrzymania rodziny w czasie wojny. Zrozumiałyśmy, że nie jesteśmy po dwóch stronach barykady. To wtedy zaczęłyśmy głośno domagać się rozszerzenia obowiązku służby na te grupy, które dotąd nie służyły. Matematyka była prosta: nie możemy dźwigać ciężaru państwa, jeśli robi to tylko część jego obywateli.
7 października tysiące ludzi po prostu założyło buty i wyruszyło na front. Zostawili firmy, dzieci, wracali samolotami z zagranicy, by bronić rodzin, których nigdy nie poznali. Zrobili to z własnej woli. To dowód, że więź między Izraelczykami a ich ziemią jest o wiele głębsza niż doraźne spory polityczne.
Niestety, równie wyraźne stało się to, że duża część społeczeństwa w tym czasie butów nie założyła. Problem nie dotyczy wyłącznie społeczności charedim (ultraortodoksów) – dane pokazują niskie wskaźniki służby w wielu segmentach społeczeństwa. Ten brak sprawiedliwości stał się dla nas impulsem do działania.
Pułapka inżynierii politycznej
Tradycyjny podział na „prawicową koalicję” i „lewicową opozycję” jest dziś sztuczny. Wyborca centroprawicowego Likudu i centrowego Jes Atid mają ze sobą więcej wspólnego niż z radykałami z własnych obozów. Chcą podobnych szkół dla dzieci, bezpiecznej przestrzeni publicznej i racjonalnego wydatkowania podatków. Zostaliśmy zmanipulowani przez polityczną inżynierię i media, które kreują obraz dwóch wrogich obozów. Prawdziwa bliskość ideologiczna istnieje w centrum – czeka tylko, aż ktoś ją nazwie i zagospodaruje.
Znajdujemy się dziś na rozdrożu podobnym do tego sprzed 130 lat, które nazywam skrzyżowaniem ulic Freuda i Herzla. Obaj mieszkali w Wiedniu, obaj widzieli narastający antysemityzm, ale wyciągnęli inne wnioski. Freud sugerował niemalże wyrzeczenie się żydowskiej tożsamości, by stać się „takimi jak wszyscy”. Herzl odpowiedział: „Jesteśmy Żydami, weźmy los w swoje ręce”. Odpowiedź Herzla poruszyła miliony, bo oferowała dumę i miejsce, gdzie nie trzeba przepraszać za to, kim się jest.
Potrzeba nowego marzenia
Herzl napisał dwie książki: Judenstaat (plan operacyjny państwa) oraz Altneuland (powieść o marzeniu). To to drugie, wizja codziennego życia w nowym kraju, skłoniło ludzi do porzucenia wszystkiego i wyjazdu na pustynię. Plan był ważny, ale marzenie zbudowało państwo.
Dziś znów musimy zacząć marzyć. Nie potrzebujemy kolejnych dokumentów programowych. Potrzebujemy nowej Altneuland – opowieści o tym, jak Izrael może wyglądać za pokolenie. Nie utopii, ale wizji na tyle realnej, by w nią uwierzyć, i na tyle dobrej, by jej pragnąć.
Odbudowa będzie trudna. Choć Izrael strategicznie osłabił zagrożenia ze strony Iranu czy Hezbollahu, wojna się nie skończyła. Będziemy musieli wychować pokolenie o niezwykłej odporności. Ostatnie lata pokazały jednak, że pod ogromną presją wciąż potrafimy trzymać się razem i brać za siebie odpowiedzialność.
To, co przekształci nas w trwały ruch, to nowe przywydztwo. Ludzie sprawujący władzę od trzydziestu lat nie potrafią wyobrazić sobie innej przyszłości niż powielanie przeszłości. Nowi liderzy muszą opowiedzieć nam historię o tym, co nas łączy, a nie dzieli.
Trzysta tysięcy dzieci z rodzin rezerwistów przez dwa lata obserwowało swoich rodziców jadących na front. Te dzieci zobaczyły na własne oczy, jak wygląda wybór wspólnoty kosztem własnej wygody. Mam nadzieję, że kiedy dorosną i będą decydować, czy tu zostać i budować, przypomną sobie tę lekcję. Mam też nadzieję, że do tego czasu stworzymy dla nich historię na tyle dobrą, by chcieli stać się jej częścią. Wciąż uczymy się, jaka to opowieść. Uczymy się tego razem.
Kategorie: Uncategorized

