Uncategorized

Walka czy ucieczka?

Autor: Matthew Taub

Suwerenność, odpowiedzialność i wybory stojące przed diasporą żydowską.

Moja żona podczas naszych wieczornych spacerów zwykła zadawać mi pytanie, którego nigdy nie zdołałem zapomnieć. Byliśmy w połowie drogi, życie toczyło się zwyczajnym rytmem, powietrze było spokojne, a ona nagle odwracała się do mnie i pytała: „Jak myślisz, kiedy zdali sobie sprawę, że jest już za późno na wyjazd? Kiedy do nich to dotarło?”.

Mówiła o Żydach w Europie. O tych, którzy wyczuli nadchodzącą zmianę na długo przed tym, zanim podręczniki historii nadały jej ramy i daty. O tych, którzy obserwowali, jak zmieniają się prawa, język i sąsiedzi. O tych, którzy wmawiali sobie, że to minie, że przecież już kiedyś przechodzili przez podobne rzeczy, że sytuacja z pewnością nie może się już pogorszyć. O tych, którzy zostali o rok za długo.

Myślę o tym pytaniu każdego dnia. Czy właśnie teraz znajdujemy się w takim momencie?

Podczas wydarzenia, w którym brałem udział, Mosab Hassan Yousef powiedział coś, co głęboko zapadło mi w pamięć: „Kiedy zaproponują ci miejsce na arce, wsiadaj”. To niezwykle wymowne porównanie. Noe nie czekał, aż deszcz zmieni się w potop. Nie polemizował z prognozą pogody. Gdy nadchodziła burza, był gotowy.

A jednak wciąż tu jestem. Nadal trwam. Nadal walczę.

Więc jak to właściwie jest? Walczyć czy uciekać?

Tak, możemy przenieść się do Izraela. I dzięki Bogu, że mamy taką możliwość. Po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat Żydzi nie są bezpaństwowcami. Nie jesteśmy zdani na łaskę obcych władców. Mamy suwerenność. Mamy ojczyznę. To całkowicie zmienia postać rzeczy. Oznacza to, że nigdy więcej nie pozostaniemy bez schronienia.

Ale Żydzi są potrzebni także w diasporze.

Historia Żydów nigdy nie była kwestią wyboru „albo-albo”. Zawsze opierała się na zasadzie „i-i”. Izrael jest centrum grawitacji, diaspora zaś – zasięgiem oddziaływania. Jeśli każdy Żyd opuści zachodnie demokracje, co stanie się z żydowską obecnością obywatelską? Co z żydowskim głosem w mediach, medycynie, prawie, nauce, biznesie, filantropii i życiu publicznym? Co stanie się z sojuszami budowanymi przez pokolenia, z instytucjami wzmocnionymi przez nasz udział i z moralnym oraz intelektualnym wkładem, który ukształtował wolne społeczeństwa?

Wycofanie się Żydów z Zachodu nie byłoby zwykłą przeprowadzką. Stworzyłoby próżnię. A próżnia nigdy nie pozostaje pusta.

Musimy też szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie oznacza „wyjazd”. Jeśli nie do Izraela, to dokąd? Do mniejszego kraju, który chwilowo wydaje się stabilny? Do miejsca, które dziś jest spokojne, ale jutro może już takie nie być? Małe narody nie są w stanie bezproblemowo przyjąć nagłego napływu ludności. Gospodarki się chwieją, polityka imigracyjna zaostrza, a retoryka polityczna ulega radykalizacji. To, co dziś wydaje się przyjazne, może stać się restrykcyjne w ciągu jednej kadencji wyborczej lub jednego kryzysu gospodarczego.

Historia uczy, jak szybko zmieniają się polityczne wiatry. Jeden kryzys, jedna fala populizmu czy wstrząs geopolityczny mogą z dnia na dzień zmienić status mniejszości. Przekonanie, że poza Izraelem istnieje jakaś trwale odizolowana bezpieczna przystań, ignoruje fakt, jak bardzo współczesny świat jest ze sobą powiązany. Ideologie rozprzestrzeniają się cyfrowo, narracje błyskawicznie przekraczają granice, a wrogość nie zna barier geograficznych.

Niegdyś historia oferowała Żydom tragiczną mobilność. Uciekaliśmy z Hiszpanii, z Rosji, z Niemiec. Raz po raz odbudowywaliśmy życie na nowych ziemiach. Dziś jednak wrogość nie ma charakteru wyłącznie terytorialnego – jest ideologiczna. Zakorzenia się w instytucjach, organizuje w sieciach, staje się trendem w mediach społecznościowych. Migruje szybciej niż posiadacz paszportu.

Jeśli uciekniemy do kraju trzeciego, niebędącego Izraelem, co tak naprawdę zyskamy? Chwilę wytchnienia? Spokój dla jednego pokolenia? Tymczasowe odroczenie wyroku, zanim te same problemy dopadną nas ponownie?

Jeśli zaczniemy uciekać, będziemy uciekać już zawsze.

Co więcej, ucieczka uczy świat czegoś niebezpiecznego: że presja działa, że zastraszanie jest skuteczne, a nękanie przynosi rezultaty. Izrael istnieje nie po to, by Żydzi musieli opuszczać wszystkie inne miejsca, ale po to, by nigdy więcej nie byli do tego zmuszeni.

Mimo to pytanie powraca: czy jest już za późno?

Tak. Jest.

Czuliśmy się zbyt bezpiecznie. Wierzyliśmy, że instytucje same się skorygują. Zakładaliśmy, że fundamenty liberalnej demokracji są nienaruszalne. Ufaliśmy, że rozsądek wygra z radykalizmem. Podczas gdy my debatowaliśmy nad niuansami i odpowiednim tonem, inni z żelazną dyscypliną budowali infrastrukturę ideologiczną i wpływy.

Więc tak – spóźniliśmy się na tę walkę. Ale bycie spóźnionym nie oznacza porażki.

Oznacza to jedynie, że musimy nadrobić zaległości, i to szybko. Musimy przestać udawać, że to tylko przejściowy szum. Musimy przestać zlecać naszą obronę innym. Czas zbudować siłę prawną, polityczną obecność, pewność kulturową i odporność społeczną, które dorównają powadze obecnej chwili. Spóźnienie się na walkę nie jest śmiertelne. Śmiertelna jest odmowa podjęcia rękawicy.

Nie opuszcza się stabilnych demokracji przy pierwszej oznace dymu. Dym jest ostrzeżeniem, nie wyrokiem. Demokracje uginają się, zanim pękną. Wiatry polityczne zmieniają kierunki, zanim się utrwalą. Gdyby każde pokolenie uciekało przy pierwszych symptomach presji, żadna trwała społeczność nigdy by nie przetrwała.

Walczymy teraz, aby nigdy nie było za późno. Walczymy, aby nasze dzieci nie musiały zadawać pytania, które zadała mi żona. Walczymy, ponieważ ucieczka przed narastającą presją nie jest strategią – jest dryfowaniem. A dryfowanie prowadzi do zaniku społeczności. Powoduje cichą erozję obecności, aż pewnego dnia nie pozostaje już nic, czego można by bronić.

To walka pozwala społecznościom przetrwać.

Być może nadciąga burza. Być może wiatry się zmieniają. Ale tym razem nie błądzimy po omacku i nie jesteśmy pozbawieni głosu. Nie jesteśmy bezpaństwowcami ani ludźmi bezsilnymi. Mamy suwerenność, mamy struktury, mamy pamięć i mamy siłę.

Mamy Izrael.

A skoro mamy Izrael, nie musimy już uciekać przed historią. Możemy ją kształtować.

Tak, jesteśmy spóźnieni. Dlatego musimy działać szybciej. Organizować się mądrzej. Stać niewzruszenie. Wzmacniać Izrael i wzmacniać diasporę. Musimy jasno zakomunikować, że życie żydowskie w wolnych społeczeństwach nie jest tymczasowe ani przejściowe.

Jest zakorzenione. Jest trwałe.

To nie panika. To jasność widzenia.

To nie ucieczka.

To walka.

Walka czy ucieczka?

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. „Młodzi którzy utracili żydowskie korzenie i nie czują więzi z Izraelem” przestają być Żydami. Aż do momentu kiedy antysemita im to przypomni.

  2. Prolog
    Musab Hasan Jusuf
    Ilustracja
    Data i miejsce urodzenia
    1978
    Ramallah

    Rodzice
    Hasan Jusuf

    Multimedia w Wikimedia Commons
    Wstęp
    Musab Hasan Jusuf, Mosab Hassan Yousef (arab.: مصعب حسن يوسف; ur. w 1978 roku w Ramallah) – syn szejka Hasana Jusufa, jednego z założycieli Hamasu. Od 1997 do 2007 roku pracował w ukryciu dla służby bezpieczeństwa Izraela Szin Bet, gdzie był uważany za najbardziej wartościowe źródło informacji wewnątrz Hamasu[1].

    Według izraelskich źródeł Jusuf dostarczył wiele informacji zapobiegających dziesiątkom samobójczych ataków i zamachów na Izraelczyków i wspomagał Izrael w polowaniu na wielu bojowników, w tym własnego ojca. W 2007 roku przeniósł się do Kalifornii. Jego prośba o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych rozpatrzona została w toku rutynowej kontroli w dniu 30 czerwca 2010 roku. W marcu 2010 roku wydano jego autobiografię zatytułowaną „Syn Hamasu”.

    Konwersja
    W 1999 roku Jusuf spotkał brytyjskiego misjonarza, który wprowadził go do chrześcijaństwa. W latach 1999–2000 Jusuf stopniowo przyjmował chrześcijaństwo. W 2005 roku został potajemnie ochrzczony w Tel Awiwie przez chrześcijańskiego turystę. Po przyjeździe do Ameryki wstąpił do baptystycznego kościoła Barabbas Road Church[2].

  3. M. Taub zapomina, że w starszym wieku (tak po 60.) nie jest łatwo zmienić otoczenie i zaczynać wszystko od nowa. A młodzi z kolei często utracili żydowskie korzenie i nie czują więzi z Izraelem. Izrael także nie jest w stanie przyjąć milionów emigrantów. Kraj jest na to za mały.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.