Uncategorized

Słodko-gorzkie obchody Jom Ha-Acmaut

Autor: Sally Prag

Nigdy nie spędziłam Jom Ha-Acmaut w Izraelu, ale kilka lat temu matka przesłała mi zdjęcie, które otrzymała od swojego brata. Zostało ono opublikowane w hebrajskiej gazecie w tym roku, przy okazji obchodów niepodległości Izraela.

Powodem, dla którego fotografia krążyła w naszej rodzinie, jest fakt, że uwieczniono na niej naszych bliskich. Moja matka rozpoznała swojego ojca na balkonie w lewym dolnym rogu. Miała wówczas dziewięć lat, a był to jej dom rodzinny przy ulicy Rehov Allenby w Tel Awiwie.

Na tym zdjęciu widać ponurą atmosferę świętowania. Wyobrażam sobie, że ten nastrój nigdy nie zniknie z historii Izraela – państwa niepodległego, będącego swego rodzaju bezpieczną przystanią, w której, miejmy nadzieję, Żydzi nie będą już prześladowani za to, kim są. W głębi serca odczuwam ogromny konflikt między radością a smutkiem; zyskiem, który okupiono tak wielką stratą.

Wiemy, że stworzenie miejsca, w którym Żydzi mogliby znaleźć ochronę, nie powinno było zająć tylu dziesięcioleci. Nie powinno to kosztować życia sześciu milionów ludzi w Europie. Podobnie jak nie powinno doprowadzić do pogromów i rozlewu krwi wśród Żydów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Nie powinno też wymagać ofiar śmiertelnych, utraty domów i rozdarcia ziemi, by móc w końcu powiedzieć: „Mamy dom”.

Ale tak się stało. A wraz z tym przyszło rozliczenie, które trwa do dziś.

Jednym z aspektów historii Izraela, który uważam za najbardziej przejmujący, jest proces powstania jego flagi. Powstała ona na dziesięciolecia przed ostatecznym utworzeniem państwa – niemal z czystego pragnienia, by marzenie stało się rzeczywistością.

Początki były skromne. W miarę jak ruch syjonistyczny zyskiwał na popularności, zmagano się z wyborem flagi, która reprezentowałaby naród. Szukano właściwego rozwiązania na gruncie intelektualnym. Herzl wymyślił wyszukany i elegancki projekt, który jednak został po prostu zignorowany.

Właściwe rozwiązanie znalazło się jednak w torbie jednego z uczestników I Kongresu Syjonistycznego w Bazylei. David Wolffsohn, który opisywał swoje wczesne życie jako wrodzoną tęsknotę za Syjonem i wolnością – zrodzoną z ucisku i prześladowań definiujących losy jego rodziny – wyciągnął tallit. Był to tradycyjny szal modlitewny z niebieskimi pasami techelet, wykonany zgodnie z nakazem Tory.

I tak się stało – z tym centralnym elementem, który stał się symbolem żydowskiej tożsamości religijnej, czyli Gwiazdą Dawida, flaga zaczęła reprezentować nie tyle jeden stały wyraz tożsamości, co raczej kolaż żydowskiej historii i skromnej nadziei. Starożytną i współczesną, religijną i świecką, zjednoczoną i podzieloną zarazem.

Trudno nie podziwiać tej śmiałości. Podczas gdy Herzl szkicował wyidealizowane, utopijne symbole, Wolffsohn sięgnął do torby i wyciągnął coś, co Żydzi nosili ze sobą od wieków. To po prostu zadziałało.

Pomiędzy wczesnymi planami syjonistów a istniejącymi już społecznościami w Palestynie, flaga ta ugruntowała swoją pozycję pod koniec XIX wieku. Powiewała w miejscach takich jak Riszon le-Cijjon, gdzie osadnicy budowali już pierwsze sieci handlowe. Symbolizowała nadzieję, która była wówczas tak daleka od rzeczywistości społeczności żydowskich żyjących pod wrogimi rządami w Europie.

Przez kolejne dekady pozostawała jedynie symbolem pragnienia czekającego na spełnienie. Przez dziesięciolecia, w trakcie których stracono tak wiele istnień w wyniku okropności nienawiści w Europie i świecie arabskim, flaga była jedynym trwałym, wizualnym wyobrażeniem przyszłego państwa.

Syjonizm nigdy nie był odpowiedzią idealną. Był tak samo wadliwy, jak każda inna ideologia. Przyniósł ze sobą ogromne problemy. A jednak dla wielu był jedyną nadzieją na wyzwolenie, na którą faktycznie mogli liczyć.

Flaga utrzymała swój kurs, aż w końcu powstało państwo, o którym marzyła. Dla zbyt wielu stało się to za późno. Państwo to jest pełne nieszczęścia, strat i nakładających się na siebie konfliktów. To narodziny kraju, który na zawsze będzie definiowany przez ponury podtekst, istniejący tuż obok radości i obietnicy przyszłości.

Historia Żydów jest naznaczona żalem. Ale jest też przepełniona nieustępliwą wiarą w to, że życie musi być nasycone nieustannym spojrzeniem w przyszłość – bez względu na wszystko. To ostatecznie cecha charakterystyczna narodu żydowskiego. To dzięki niej nigdy się nie poddaliśmy i byliśmy w stanie traktować życie jako wartość, którą należy celebrować pomimo trudnej historii, porażek i błędów.

Jesteśmy za to ostro krytykowani. A jednak, pomimo wszystkich potępień – czy to uzasadnionych, czy nie – prawda o odwiecznej nienawiści ujawnia się raz po raz, ukazując swoje prawdziwe oblicze.

Pochylaliśmy głowy ze wstydu z powodu niektórych naszych czynów. Jednak za każdym razem, gdy podnosimy je ponownie, spotykamy się z wyrzutami. Być może oferujemy jedynie symboliczne gesty pokoju, ale wiemy, że to one nie ochronią nas przed tymi, którzy pragną naszej śmierci. Widzieliśmy ten schemat zbyt wiele razy; wiemy, czego się spodziewać.

W końcu więc opieramy się na tym, co sprawdzone. Żyjemy z ciężarem przeszłości, ale patrzymy w przyszłość. Radzimy sobie z wewnętrznym konfliktem i mimo wszystko świętujemy.

Jom Ha-Acmaut Sameach dla wszystkich!

Słodko-gorzkie obchody Jom Ha-Acmaut

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.