
Alan Dershowitz
Od momentu ogłoszenia zawieszenia broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, przeciwnicy Donalda Trumpa oskarżają go o „zbrodnie wojenne” w związku z jego pierwotnym atakiem. To nonsens. Trump działał w uzasadnionym i zrozumiałym przekonaniu, że Iran jest bliski zbudowania arsenału jądrowego, który mułłowie mogliby wkrótce wykorzystać przeciwko Izraelowi, a docelowo być może również przeciwko Stanom Zjednoczonym.
Niezależnie od tego, czy ramy czasowe tego zagrożenia odpowiadają tradycyjnej definicji „bezpośredniości” – czyli działania tuż przed atakiem – było ono realne i niosło ze sobą widmo katastrofalnych skutków. W związku z tym zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael miały prawo – a wręcz obowiązek – uznać ryzyko rychłego opracowania i użycia przez Iran broni jądrowej za wystarczająco poważne, by uzasadnić prewencyjną akcję militarną. Gdyby którekolwiek z tych państw czekało, aż zagrożenie stanie się „nieuchronne”, mogłoby być już za późno na skuteczną reakcję.
Uczy nas tego doświadczenie. Zbyt długo zwlekaliśmy w przypadku Korei Północnej, co pozwoliło temu zbuntowanemu reżimowi opracować broń jądrową niemal na naszych oczach. W konsekwencji „Królestwo Pustelnika” nieustannie szantażuje świat, a my jesteśmy wobec tego bezsilni. Iran, będący największym na świecie państwowym sponsorem terroryzmu, stanowiłby w najbliższej przyszłości znacznie poważniejsze zagrożenie niż Korea Północna.
Nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych w swoim raporcie z 2004 r. pt. „Zagrożenia, wyzwania i zmiany” przyznała, że w odpowiednich okolicznościach nawet niebezpośrednie zagrożenie nuklearną zagładą ze strony wrogiego państwa może uzasadniać prewencję militarną. Jak ujął to Gareth Evans, były minister spraw zagranicznych Australii i członek panelu ONZ: „Klasyczną sytuacją, w której zagrożenie nie jest bezpośrednie, jest nabycie broni masowego rażenia na wczesnym etapie przez państwo uznane za wroga”.
Właśnie taką argumentacją kierował się Izrael, niszcząc programy jądrowe Iraku i Syrii, zanim zagrożenie z ich strony stało się bezpośrednie. Jeszcze silniejsze argumenty przemawiają za uderzeniem w irański program atomowy, ponieważ Teheran otwarcie groził zniszczeniem Izraela – nazywanego przez irańskich przywódców „państwem jednej bomby” – i mógłby równie łatwo szantażować inne narody. Gdy Iran wejdzie w posiadanie broni jądrowej, na jakąkolwiek prewencję będzie za późno.
Iran nie zawahałby się zrzucić bomby atomowej na Tel Awiw, o czym świadczą jego wielokrotne ataki na izraelskie centra cywilne. Izrael jednak nigdy nie odpowiedziałby atakiem nuklearnym na Teheran z dwóch powodów. Po pierwsze: Izrael nigdy nie dążył i nie będzie dążyć do unicestwienia miast wroga za pomocą broni jądrowej. Nieżyjący już premier Menachem Begin, polityk o „jastrzębich” poglądach, którego rodzina zginęła w Holokauście, trafnie ujął to podczas debaty nad irackim zagrożeniem: „To nie jest nasza moralność. (…) Dzieci z Bagdadu nie są naszymi wrogami”.
Zasada ta dotyczy również obecnych władz Izraela i dzieci z Teheranu, których rodzice w dużej mierze sprzeciwiają się obecnemu reżimowi. Po drugie: atak jądrowy na Iran spowodowałby skażenie radioaktywne ogromnych obszarów kraju. Izrael nie ma zatem wyboru – musi działać prewencyjnie, a nie reaktywnie. Teheran wie, że Izrael nie może go powstrzymać przed użyciem broni atomowej wyłącznie groźbą odwetu.
Profesor Michael Walzer, który zazwyczaj sprzeciwia się działaniom zbrojnym (chyba że są one ostatecznością), celnie skomentował tę kwestię we wrześniu 2022 roku: „Izraelski atak na iracki reaktor jądrowy w 1981 roku jest czasem przywoływany jako przykład uzasadnionego uderzenia prewencyjnego. Zagrożenie ze strony Iraku nie było bezpośrednie, ale natychmiastowy atak był jedynym rozsądnym rozwiązaniem”.
Wielu uznanych badaczy uważa, że zasadność ataku prewencyjnego wykracza poza ramy czasowe zagrożenia. Zależy ona od okna możliwości przeprowadzenia akcji oraz od powagi i nieodwracalności skutków ewentualnego ataku nuklearnego na cywilów. Pogląd ten podzielał Dick Cheney – jako sekretarz obrony początkowo potępił on izraelski atak na Irak, by po latach wyrazić dla niego uznanie. Podobnie postąpił Kevin Adelman, członek amerykańskiej delegacji przy ONZ w czasie, gdy organizacja ta potępiała Izrael. Później nazwał on akcję Izraela „najwspanialszym przykładem prewencji w epoce nowożytnej”, dodając: „Patrząc z perspektywy czasu – dzięki Bogu, że to zrobili. Myśl o Saddamie Husajnie jako potędze atomowej od 1985 roku jest przerażająca”.
Decyzja o prewencyjnym uderzeniu na instalacje jądrowe wroga wymaga wyważenia trzech czynników:
- Prawdopodobieństwa, że wróg wkrótce wejdzie w posiadanie broni jądrowej.
- Skali zniszczeń, jakie mogłoby spowodować jej użycie.
- Realnej szansy na to, że operacja wojskowa (w połączeniu z dyplomacją) skutecznie powstrzyma to zagrożenie na długi czas.
W przypadku Iranu wszystkie trzy kryteria zostały spełnione – nawet jeśli egzystencjalne zagrożenie nie było jeszcze na tyle bliskie, by uznać je za „nieuchronne” w tradycyjnym sensie.
Bezpośrednie zagrożenie nie jest już jedynym kryterium prewencyjnych działań wojskowych
Kategorie: Uncategorized

