Uncategorized

Oburzony agresor i banalność zła

Salam Almasri

W egipskim arcydziele kinematografii z 1953 r. pt. Raya i Sakina, postać Rayi (grana przez Negmę Ibrahim z socjopatycznym dystansem) wypowiada kwestię stanowiącą dogłębną lekcję psychologii agresora. Wychodząc z piwnicy, w której właśnie zamordowała kobietę, Raya skarży się z autentycznym oburzeniem: „Kiedy ją dusiłam, ta kobieta ugryzła mnie w rękę! Można by pomyśleć, że byłam jej wrogiem!”.

Ta scena to coś więcej niż filmowy absurd; to kliniczna obserwacja patologii moralnej. Doskonale oddaje ona postawę „oburzonego drapieżnika” – sprawcy, który postrzega własną przemoc jako codzienną rutynę, a samoobronę ofiary jako osobistą zniewagę lub akt agresji. Podczas gdy Hannah Arendt pisała o „banalności zła”, opisując bezmyślną machinę biurokratyczną, Raya reprezentuje inny etap tej samej choroby: zło, które nie tylko jest banalne, ale uważa się za stronę pokrzywdzoną. To psychologiczna inwersja, w której akt zabijania jest traktowany jako „praca”, a walka ofiary zostaje przekształcona w „niesprawiedliwy atak”.

Pułapka Orientalizmu

Zastosowanie tej perspektywy do współczesnego dyskursu akademickiego, a konkretnie do wpływowej pracy Edwarda Saida, ujawnia podobny mechanizm. W narracji Saida historyczne „ugryzienie” ze strony dawnej ofiary zostaje przedstawione jako „duszenie” wykonane przez agresora.

Orientalizm Saida uznaje się za ostateczną krytykę zachodniej agresji wobec Wschodu. Jednak narracja ta opiera się na radykalnym wycięciu kontekstu. Rozpoczynając historyczny „zegar” od inwazji Napoleona na Egipt w 1798 roku, Said traktuje interwencję Zachodu jako nagły, nieuzasadniony akt przemocy. Aby podtrzymać wizję Zachodu jako pierwotnego i jedynego drapieżnika, celowo ignoruje ponad tysiąc lat ekspansji i imperializmu, które definiowały relacje Wschodu z Europą od VII wieku.

Pominięta historia to nie drobne potyczki, lecz potężne projekty imperialne kształtujące świat. Obejmuje ona system devşirme, w którym Imperium Osmańskie siłą odbierało chrześcijańskie dzieci, by szkolić je na janczarów – narzędzia ucisku ich własnych społeczności. To także dwie próby podboju Europy u bram Wiednia (1529 i 1683), gdy drapieżnikiem nie był Francuz w Kairze, lecz Turcy w samym sercu Europy.

Zapomniany handel niewolnikami

Współczesna narracja niemal całkowicie wyparła również trwający wieki handel niewolnikami z Barbarii. Od XVI do XIX wieku północnoafrykańscy korsarze prowadzili przemysł handlu ludźmi na masową skalę. Szacuje się, że ponad milion Europejczyków zostało pojmanych i zniewolonych, a najazdy sięgały aż do Irlandii i Islandii. Doktrynę tę jasno sformułował ambasador Trypolisu, Sidi Haji Abdrahman, gdy Thomas Jefferson i John Adams pytali go o powód atakowania państw, które nie wyrządziły mu żadnej krzywdy: „W Koranie napisano, że wszystkie narody, które nie uznały Proroka, są grzesznikami, których wierni mają prawo i obowiązek plądrować i zniewalać”.

Kiedy Thomas Jefferson sformował marynarkę wojenną i korpus piechoty morskiej (uwiecznione w hymnie „Do brzegów Trypolisu”), nie wynikało to z ambicji kolonialnych. Była to materialna konieczność, by powstrzymać sprzedawanie obywateli amerykańskich w niewolę – proceder, który w szczytowym momencie pochłaniał 20% rocznego budżetu młodej republiki na opłaty trybutowe. Przedstawiając reakcję Zachodu jako „nieuzasadniony kolonializm”, badacze tacy jak Said przyjmują postawę Rayi: wyrażają moralne oburzenie, że ofiara, po wiekach ucisku, w końcu ośmieliła się ugryźć rękę, która ją dusiła.

Asymetria moralna

Rezultatem tej wybiórczej historii jest głęboka asymetria moralna. Orientowi przyznaje się prawo do historii imperializmu i podbojów jako naturalnego, niemal niewidocznego tła, które nie wymaga analizy ani przeprosin. Natomiast Zachodowi odmawia się prawa do wskazania wroga. Każda próba obrony przed wielowiekowymi najazdami jest etykietowana jako „rasizm” lub „islamofobia”.

Ta asymetria ma swoje korzenie w najwcześniejszych teologicznych deklaracjach ekspansji, takich jak formuła Aslim Taslam („Poddaj się i bądź bezpieczny”). W umyśle oburzonego drapieżnika stanowi to ofertę pokoju. Rozum drapieżnika podpowiada, że jeśli ofiara pozwoli zacisnąć pętlę, nie dojdzie do przemocy. Zatem to walcząca ofiara „wprowadza” przemoc do relacji. Prawdziwa „banalność zła” tkwi dziś w intelektualnej bezmyślności współczesnego historyka, który oczyszcza drapieżnika z winy.

Rola Sakiny we współczesności

W filmie z 1953 roku Sakina jest wspólniczką: to ona przytrzymuje ofiarę i tłumi jej krzyki, by sąsiedzi nie słyszeli walki. We współczesnym dyskursie tę rolę pełnią liczne media i środowiska akademickie. Funkcjonują jako „ludzka tarcza” agresora, wykorzystując manipulację polegającą na utożsamianiu ludzi z ideologią. Dzięki temu sprawca jest chroniony samą tożsamością swoich ofiar.

Obserwujemy aktywistów popierających brutalne reżimy, o ile te deklarują się jako antyzachodnie. Dynamika ta jest widoczna w przypadku Iranu. Media rutynowo utożsamiają naród irański, ryzykujący życie dla wolności, z Islamską Gwardią Rewolucyjną (IRGC). Gdy zachodni krytycy kwestionują ideologię IRGC, media klasy „Sakina” oskarżają ich o „atakowanie muzułmanów”. To mistrzowski zabieg: twierdzi się, że krytykowanie rąk zaciskających się na gardle jest obrazą samego gardła.

Szejk Yusuf Al-Qaradawi mówił wprost o przywróceniu czasów, gdy muzułmanie byli władcami świata. W 2004 roku ówczesny burmistrz Londynu Ken Livingstone zorganizował dla niego oficjalne przyjęcie, chwaląc go jako autorytet. Krytyków oskarżył o ksenofobię, urzeczywistniając logikę Rayi: ręka jest na gardle, sąsiad słyszy walkę i to on zostaje oskarżony o zakłócanie porządku.

Cywilizacyjne samookaleczenie

Akceptując krytykę orientalistyczną bez analizy, Zachód został wprowadzony w stan moralnego paraliżu. Jeśli każdy akt samoobrony jest „rasizmem”, jedyną „moralną” drogą pozostaje kapitulacja. Taka narracja wymazuje sprawczość kalifatów rządzących regionem przez czternaście wieków i porzuca tamtejszych reformatorów. Liberalne, świeckie głosy Wschodu – te faktycznie dławione – są przez zachodnich naukowców pogardliwie określane jako „kolonialny import”.

Prawdziwa jasność moralna wymaga rozróżnienia między człowiekiem a ideologią drapieżnika. Aby uwolnić się od tej inwersji, musimy powrócić do ugruntowanego spojrzenia na historię. Musimy przestać być zszokowani, gdy ofiara odpowiada ugryzieniem. A przede wszystkim musimy przestać udawać, że osoba trzymająca ręce na gardle i intelektualista usprawiedliwiający zaciskanie tej liny są kimś innym niż wrogami ludzkiej wolności.

Salam Almasri Członek Ideological Defense Institute


Ideological Defense Institute (IDI) to konserwatywny think tank i organizacja analityczna, której celem jest budowanie „intelektualnej samoobrony” zachodnich społeczeństw przed radykalnymi ideologiami.

Kluczowe filary działalności:

  • Zwalczanie radykalizmu: Instytut koncentruje się na demaskowaniu islamizmu oraz innych ideologii totalitarnych, które postrzega jako egzystencjalne zagrożenie dla liberalnej demokracji.
  • Krytyka „inwersji moralnej”: IDI analizuje mechanizmy propagandowe, w których agresorzy (np. autorytarne reżimy lub grupy terrorystyczne) przedstawiają się jako ofiary, by sparaliżować reakcję obronną Zachodu.
  • Rewizja narracji postkolonialnej: Organizacja ostro polemizuje z teoriami Edwarda Saida i współczesnym nurtem „woke”, twierdząc, że jednostronnie obarczają one Zachód winą za konflikty światowe, ignorując wielowiekową historię wschodniego imperializmu.
  • Wsparcie dla dysydentów: Instytut promuje głosy liberalnych reformatorów i ateistów ze świata muzułmańskiego, którzy są często ignorowani przez zachodnie media z obawy przed oskarżeniami o islamofobię.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.