
Rysiek Kerner
Nie pamiętam już, kto przytoczył mi tę zabawną anegdotę; z dawnych lat zachowałem jedynie wspomnienie, że opowiedziano mi ją po rosyjsku. Ponieważ wyszukiwarka Google działa coraz sprawniej (co, mówiąc szczerze, graniczy dla mnie z cudem), wystarczyło wpisać jedno zapamiętane zdanie dotyczące „chamstwa”, by algorytm natychmiast podsunął mi całą historię:
„W 1939 roku, po rozbiorze Polski, Leonid Utiosow przyjechał do Lwowa. W rozmowie z sekretarzem obwodu wspomniał, że Polacy wywarli na nim doskonałe wrażenie: czuli, uprzejmi i pełni kurtuazji.
— Niech pan im nie wierzy, to wszystko jest u nich powierzchowne — żachnął się sekretarz.
— Wie pan, wolę już powierzchowną uprzejmość niż szczere chamstwo — odparł Utiosow”.
Jeszcze przed końcem 1939 roku sowiecka administracja przejęła władzę we Lwowie. Nowy porządek oparto na miejscowych Ukraińcach, ale przede wszystkim na przyjezdnych komisarzach, partyjnych dygnitarzach i urzędnikach, nie wspominając o potężnym garnizonie Armii Czerwonej. Po kilku miesiącach, by umilić pobyt rosyjskojęzycznym przybyszom, do miasta zaczęto zapraszać artystów. Wśród nich znalazł się Leonid Utiosow – popularny śpiewak i aktor (urodzony w Odessie jako Lejzor Wajsbajn).
Miasto i jego polscy mieszkańcy zafascynowali Utiosowa. Meldując się u sekretarza komitetu, nie omieszkał podzielić się entuzjazmem:
– Jacy ci Polacy są uprzejmi i ułożeni! Nigdy nie zapominają o uśmiechu, o „dzień dobry”, „przepraszam” czy „proszę”. Wszystko to robią z taką elegancją i lekkością!
– Ach, to tylko maska, wszystko jest u nich sztuczne i wymuszone – skwitował pogardliwie sekretarz.
Utiosow odparł bez wahania:
– Wie pan, ja jednak wolę wymuszoną grzeczność niż szczere, autentyczne chamstwo!
Tu pojawia się nieuniknione skojarzenie. Z czym? Łatwo się domyślić. Ktoś kiedyś sformułował zwięzłą definicję: „Żydzi to ludzie szczególnie wrażliwi na antysemityzm”. Można by rzec: „uczuleni”, choć to jedynie niuans znaczeniowy. Nic więc dziwnego, że i mi wszystko zaczyna kojarzyć się z tym zjawiskiem.
Obserwując przybierającą na sile falę antysemityzmu – już nie tylko w Europie, ale i w Ameryce czy dalekiej Australii – mam wrażenie, że towarzyszy jej radosny entuzjazm, wręcz euforia. To stan niemal narkotycznego upojenia; przypomina ptaka, który po latach spędzonych w klatce wreszcie odzyskał wolność. W przypadku radykalnego świata muzułmańskiego nienawiść ta wydaje się niemal wpisana w kod genetyczny – tam narracja pozostaje niezmienna, wciąż operując językiem „Protokołów mędrców Syjonu” czy hitlerowskich broszur, bez rozróżniania między Izraelczykami a Żydami.
Skoro jednak w świecie zachodnim poczucie tego „wyzwolenia” jest tak powszechne, musiał je poprzedzać okres uciążliwego skrępowania. Przyczyną były liczne, choć najczęściej niepisane zakazy używania antysemickiej retoryki w przestrzeni publicznej. Zaraz po wojnie, w obliczu Zagłady i ogromu europejskich strat, nastąpiło otrzeźwienie. Procesy norymberskie ukazały światu destrukcyjną moc ideologii nienawiści, a jej odrzucenie było dla wielu szczerym odruchem. Jednak już w kolejnym pokoleniu entuzjazm ten zastąpiło zobojętnienie, a antysemityzm zaczął powoli wychodzić z cienia. Szczególnie uderzające były przypadki znanych postaci świata kultury czy nauki, które na jesieni życia – wcześniej nie budząc podejrzeń – nagle zaczynały oskarżać Żydów i Izrael o najgorsze zbrodnie. Dziś te uśpione dotąd instynkty eksplodowały z pełną mocą.
Przypomina to mechanizm działania wirusa półpaśca. Potrafi on przez dziesięciolecia trwać w uśpieniu, by pod wpływem stresu lub osłabienia organizmu nagle zaatakować ze zdwojoną siłą.
Co zatem stało się katalizatorem dzisiejszego wstrząsu? W latach 20. i 30. ubiegłego wieku były to skutki wielkiej wojny, kryzys gospodarczy, pauperyzacja klasy średniej i masowe bezrobocie. To one stworzyły żyzną glebę pod histerię, w której Żydów wskazano jako jedyne źródło nieszczęść. Obecny kryzys, trwający od kilku dekad, jest równie głęboki, choć paradoksalnie wywołał go długotrwały pokój i niespotykany dotąd dobrobyt. Tyle że dobrobyt ten zbudowano na przeniesieniu produkcji do Azji, co doprowadziło do erozji przemysłu na Zachodzie.
Problem ten maskuje się dziś masowością studiów wyższych, co idzie w parze z drastycznym obniżeniem poziomu edukacji. Młodzi ludzie, którzy mogliby być świetnymi rzemieślnikami, zostają „zapędzeni” na uczelnie, po których otrzymują bezwartościowe dyplomy, skazujące ich na pracę poniżej kwalifikacji. Tradycyjna klasa robotnicza zniknęła, klasa średnia ubożeje, a najcięższe prace wykonują imigranci. Proces alienacji przyspiesza automatyzacja i sztuczna inteligencja. Miliony sfrustrowanych młodych ludzi zasilają radykalne ruchy, których symbolem stała się Greta Thunberg – zaczynająca od strajków klimatycznych, a kończąca na antyizraelskich, żydożerczych kampaniach.
Wirus antysemityzmu wylazł na powierzchnię. Puszka Pandory została otwarta, dżin wypuszczony z butelki i nie wiadomo, co mogłoby go tam z powrotem zapędzić.
Półwiecze względnego spokoju skończyło się bezpowrotnie. Czy to zacisze było szczere, czy wymuszone? Trudno o jednoznaczną ocenę. Chwilami wydaje się, że było po prostu potrzebą odpoczynku. Wielkie drapieżniki po udanym polowaniu zapadają w drzemkę na wiele dni; wtedy, zgodnie z proroctwem Izajasza: „Wilk z jagnięciem będą się paść razem, a lew jak bydło będzie jadł sieczkę”. Inna wersja mówi o baranku śpiącym u boku lwa, co Woody Allen skwitował krótko: „Ale nie pośpi długo”.
Patrząc wstecz, czuję narastającą nostalgię. Czasy, gdy Izrael i Żydzi nie byli codziennym paliwem dla politycznych awantur, a antysemityzm spoczywał na głębokim marginesie, wydają się dziś rajem utraconym. Nawet jeśli tamten spokój był w dużej mierze sztuczny i wymuszony, powtórzę za Utiosowem: wolę „nieszczere” usunięcie nienawiści z przestrzeni publicznej niż ten dzisiejszy, szczery i niepohamowany antysemityzm płynący z każdej strony politycznego spektrum.
Kategorie: Uncategorized

