Uncategorized

Europa nie jest neutralna, jest bezbronna

Anna Grabowska

Europa nie przegra tej wojny dlatego, że zabraknie jej broni, lecz dlatego, że nie rozumie, w jakiej wojnie uczestniczy. Iran może tę wojnę przegrać militarnie. Europa może przegrać ją razem z nim – politycznie, gospodarczo i poznawczo. To nie jest już tylko konflikt rakiet, systemów obrony i zasięgów operacyjnych, tylko konflikt definicji. Ergo: konflikt tego, kto narzuca język, a więc, kto narzuca rzeczywistość. I właśnie tutaj Zachód, a szczególnie Europa, zachowuje się jak uczeń, który z dumą cytuje podręcznik, nie zauważając, że egzamin już dawno zmienił zasady.

Iran nie musi wygrać militarnie. Wystarczy, że przekona europejskie społeczeństwa, że wojna jest nierozwiązywalna, że wszyscy są winni, i że eskalacja nic nie da. To nie są opinie, lecz narzędzia paraliżu. Europa jest na nie wyjątkowo podatna, ponieważ od lat myli moralność z symetrią. W jej języku każda agresja musi mieć swoją równoważną odpowiedź, a każda wojna – dwie strony, a co za tym idzie każda rzeczywistość – narrację. Tyle, ze to nie jest neutralność, ale odmowa myślenia w kategoriach rzeczywistości, co więcej, podniesiona do rangi zasady. I to nie to, co mówi Teheran, jest tu kluczowe, lecz to, jak szybko jego język zostaje przetłumaczony na język europejskich redakcji, debat i uniwersytetów. Bez rozkazu i bez spisku. Z czystej zgodności odruchów.

Mechanizm jest banalny i za każdym razem skuteczny. Najpierw pojawia się teza, że Zachód został wciągnięty w konflikt, że istnieje racjonalny partner po drugiej stronie, i że presja opinii publicznej może wymusić deeskalację. Następnie teza zaczyna krążyć, najpierw na marginesach, potem w półpoważnych analizach, wreszcie w nagłówkach. A gdy do nich trafia, jej źródło przestaje mieć znaczenie. Zostaje tylko fakt medialny. Europa nie widzi, że uczestniczy w tej operacji nie jako ofiara, ale jako narzędzie. To często nie jest nawet kwestia złej woli, ale kwestia struktury. Europejskie media zostały wychowane na konflikcie jako spektaklu. Debata była formą równoważenia racji, a nieufność wobec siły była podporządkowana zasadzie moralnej. Przeciwnik nigdy nie gra według tych zasad. Nie prowadzi debaty, tylko operację.

Dlatego właśnie w europejskiej przestrzeni publicznej tak dobrze sprzedaje się fikcja rozsądnego partnera, który tylko czeka na negocjacje. To echo zimnowojennego mitu, że zawsze istnieje jakiś Gorbaczow w poczekalni historii. Tyle że tutaj go nie ma i nie będzie. Nie dlatego, że jeszcze się nie pojawił, ale dlatego, że system nie dopuszcza jego istnienia. A mimo to Europa wciąż mówi językiem, który zakłada jego obecność. To jest moment, w którym iluzja przestaje być błędem poznawczym, a staje się zagrożeniem strategicznym.

Bo jeśli społeczeństwa uwierzą, że wojna jest nie do wygrania, presja polityczna zrobi to, czego nie są w stanie zrobić rakiety. Zatrzyma działania zanim przyniosą trwały efekt. Zastąpi nieodwracalność – chwilowym komfortem. A ten w takich konfliktach ma jedną właściwość: bardzo szybko zamienia się w przyszłe zagrożenie. Stary kontynent lubi mierzyć wojny czasem i cierpieniem. Każdy dzień trwania konfliktu staje się dowodem porażki a każdy obraz zniszczeń – argumentem za zatrzymaniem działań. To głęboko ludzki odruch i właśnie dlatego jest tak łatwy do wykorzystania.

Rzeczywista miara jest inna: nieodwracalność. To, co zostało zniszczone i nie może zostać szybko odbudowane. To, co zostało rozbite strukturalnie i to, co przestaje istnieć jako zdolność, nie jako obraz. Tego Europa nie chce widzieć, bo nie mieści się to w jej moralnym języku. Można oczywiście przemawiać do sumienia Putina czy teokratów w Teheranie. Można budować całe przemówienia na moralnym oburzeniu. Fakt jest prosty: język moralności nie zmienia kursu rakiet i nigdy nie kończy wojen.

A jednak to właśnie ten język, miękki, symetryczny, pełen dobrych intencji, staje się dziś jednym z najskuteczniejszych narzędzi przedłużania konfliktów. Powodem nie jest to, że jest fałszywy, tylko że jest nieadekwatny. Największym zwycięstwem tej wojny nie będzie zdobyte terytorium ani zniszczona infrastruktura. Będzie nim moment, w którym Zachód uwierzy, że nie ma sensu jej kończyć.

To jest więc także moment prawdy dla Europy. Bo ten kryzys ją dosięgnie – finansowo, politycznie, strategicznie. I od tego, jak z niego wyjdzie, zależy jedno: czy następnym razem będzie jeszcze udawała, że rzeczywistość jest negocjowalna, czy wreszcie nauczy się ją rozpoznawać. Zwłaszcza że kolejny kryzys już istnieje. Tuż za jej ścianą. I od lat nie daje się rozwiązać językiem, którym stary kontynent wciąż próbuje opisywać świat.

I wszystko wskazuje na to, że Europa jest o krok od tego, by znów się pomylić, bo nadal nie chce zobaczyć, z czym ma do czynienia.

Wszystkie wpisy Anny TUTAJ

Europa nie jest neutralna, jest bezbronna

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.