
Melanie Phillips,
W miarę jak zegar odlicza do kolejnego terminu ogłoszonego przez prezydenta USA Donalda Trumpa: „Proszę negocjować, albo rozpętam piekło”, irański reżim myśli, że wygrywa.
Na Zachodzie zwarte szeregi „ekspertów” również uważają, że Ameryka i Izrael zmierzają albo ku pogłębiającemu się bagnu, albo ku upokarzającemu odwrotowi. Nie da się przewidzieć, jak zakończy się wojna z Iranem – ani nawet co przyniesie kolejny dzień.
Jednak na pierwszy rzut oka twierdzenie Teheranu, że ma przewagę – powtarzane przez zachodnich komentatorów, którzy jeszcze przed rozpoczęciem wojny twierdzili, że będzie to katastrofa, powtarzają, że jest katastrofą i przewidują, że niechybnie skończy się katastrofą – jest ewidentnie absurdalne.
Według wszelkich dostępnych wskaźników wojny reżim wyraźnie przegrywa. Jego obrona powietrzna została praktycznie zniszczona, flota w dużej mierze zatopiona, zapasy pocisków i wyrzutni zostały zdziesiątkowane, kadra kierownicza jest stopniowo eliminowana, a program nuklearny uległ dalszym zniszczeniom.
Pod tym względem Stany Zjednoczone i Izrael odniosły jak dotąd spektakularny sukces w wojnie.
Mimo to reżim nie tylko nie został jeszcze pokonany, ale wciąż stawia czoła przerażającym wyzwaniom. Zamienił Cieśninę Ormuz w śmiercionośną broń, blokując większość normalnych szlaków żeglugowych. Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie są codziennie bombardowane pociskami, powodując zniszczenia, obrażenia i śmierć.
Według doniesień Waszyngton rozważa prawdopodobne koszty, jakie poniosą jego siły zbrojne, jeśli spróbuje zająć wyspę Kharg, aby uzyskać kontrolę nad irańską produkcją ropy naftowej lub wyzwolić Cieśninę Ormuz. Trump prawdopodobnie rozważa szkody, jakie dla jego własnej przyszłości politycznej przyniesie niepopularna w kraju wojna, która może pociągnąć za sobą amerykańską krew.
Stawka jest ogromna. Jeśli irański reżim nie zostanie całkowicie pozbawiony zębów, ale przetrwa, odbuduje się i dozbroi, nie tylko będzie nadal zagrażał regionowi. Taki wynik będzie również dowodem na to, że przywódca wolnego świata jest papierowym tygrysem.
To ogromnie ośmieli Chiny, Rosję i Koreę Północną. Izraelski ekspert ds. obronności, profesor Dan Schueftan, twierdzi, że jeśli Ameryka nie zwycięży w tej wojnie, będzie to początek końca Zachodu.
„Te procesy nie zachodzą z dnia na dzień” – powiedział izraelskiemu komentatorowi Havivowi Rettigowi Gurowi. „Ale jeśli Stany Zjednoczone nie będą w stanie stawić czoła wyzwaniu irańskiemu, zdolność Chin do zmiany porządku światowego będzie znacznie większa niż dotychczas”.
Dlaczego więc Zachód tego nie dostrzega? Dlaczego tak wielu Amerykanów i Brytyjczyków uważa Trumpa i premiera Izraela Benjamina Netanjahu za swoje największe zagrożenie, a nie Iran, największe państwo terrorystyczne na świecie, eksportera przemocy i destabilizacji kulturowej na Zachód i kluczowego osi zła na świecie?
Po części wynika to z faktu, że administracja Trumpa nigdy nie przedstawiła Amerykanom uzasadnionych argumentów za wojną, podczas gdy rządy w Wielkiej Brytanii i Europie są nastawione wrogo.
Częściowo wynika to z przekonania, że kiedykolwiek Zachód wkracza do kotła Bliskiego Wschodu, skutki są katastrofalne.
Podczas gdy wojny w Iraku i Afganistanie zakończyły się katastrofą, nieugięta odmowa Zachodu podjęcia odpowiednich działań przeciwko Iranowi doprowadziła do konfliktu, który jest teraz o wiele trudniejszy i bardziej niszczycielski, niż gdyby zagrożeniu ze strony Teheranu udało się zaradzić wcześniej.
Richard Williams, były dowódca brytyjskich komandosów SAS w Iraku i Afganistanie, napisał w Britain’s Mail , że był naocznym świadkiem tego, jak irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wraz z irańskimi pełnomocnikami zabijał setki brytyjskich i amerykańskich żołnierzy.
Twierdząc, że dało mu to zrozumienie „całkowitego zła, jakim jest irański reżim”, napisał: „Pozwoliliśmy reżimowi rozwijać się i rozrastać od czasu rewolucji w 1979 r. w wyniku tchórzostwa i niezdecydowania naszych przywódców politycznych”.
Robiąc wszystko, co w jego mocy, by uniknąć wojny z Iranem, Zachód sprawił, że ta przerażająca i obecnie desperacka wojna stała się nieunikniona. Katastrofalne porozumienie nuklearne z 2015 roku, wynegocjowane przez byłego prezydenta Baracka Obamę, pozwoliło Iranowi na oszustwa i stałe postępy w budowaniu broni jądrowej przez lata.
Według doniesień w rękach Teheranu wciąż znajduje się około 440 kilogramów wzbogaconego uranu — ilość wystarczająca do wyprodukowania 11 bomb atomowych w ciągu dwóch tygodni.
Sankcje okazały się niemal bezużyteczne, ponieważ reżim po prostu je ominął i sprzedał ropę Chinom.
Nie przeznaczył tych dochodów na zaspokojenie podstawowych potrzeb narodu irańskiego. Zamiast tego wykorzystał je na budowę podziemnych miast rakietowych – niektóre zakopane głęboko w górach, najwyraźniej poza zasięgiem nawet najpotężniejszych amerykańskich bomb, skąd reżim nadal ostrzeliwuje rakietami Izrael i jego sąsiadów w Zatoce Perskiej.
Śmierć i zniszczenia, jakie w rezultacie ponoszą – nie tylko uciskani Irańczycy – stanowią prawdziwą katastrofę. Winę za nią należy przypisać Zachodowi, który od dziesięcioleci śpiewa syreni śpiew ustępstw.
Dzieje się tak głównie dlatego, że wyznaje dogmat, iż wojna jest bezsensowna, a wszystkie konflikty można i należy rozwiązywać drogą negocjacji i kompromisu. Przestając cenić własną tożsamość historyczną, którą rozczłonkował poprzez multikulturalizm i kulturę ofiary, popadł w samobójczy defetyzm, wierząc, że nie ma za co walczyć ani umierać.
Powodem, dla którego Izrael przetrwał i rozwija się tak, jak to robi, jest to, że nigdy nie jest defetystyczny i wierzy, że jest wszystko, za co warto walczyć lub ginąć.
Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie również rozumieją śmiertelne zagrożenie, jakie stanowi dla nich reżim w Teheranie. Dlatego też pilnie naciskają na Trumpa, aby położył kres temu konfliktowi, zamiast ogłaszać całkowicie fałszywe zwycięstwo i odchodzić.
Trump nie dowierza, że reżim nie chce zaakceptować przegranej wojny. To może być jedynie trumpowska retoryka, mająca na celu upokorzenie Teheranu. Co gorsza, być może próbuje on zmienić rzeczywistość na taką, jaką sobie życzy, ale tego nie robi.
Ale z drugiej strony, stosuje niewłaściwą miarę. Możliwe, że w kontekście wojny konwencjonalnej reżim nie ma szans na zwycięstwo. Ale fanatyczni islamiści tacy jak oni myślą w zupełnie innych kategoriach. Dla nich samo przetrwanie jest zwycięstwem.
Minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Aragczi, triumfował w tym tygodniu: „Żaden naród w historii nie sprzeciwiał się przez prawie miesiąc największemu mocarstwu posiadającemu broń jądrową na świecie i nie powstrzymał go przed osiągnięciem choćby jednego celu. To powód do dumy dla całej ludzkości”.
Zachód po prostu nie rozumie fanatyzmu religijnego. Nie rozumie, że dla islamistów z Teheranu, którzy wierzą, że wywołanie apokalipsy sprowadzi na ziemię szyickiego mesjasza, „męczeństwo” – ich masowa śmierć – jest czymś, co należy przyjmować z ekstazą.
Zachód nie rozumie również czegoś, co Izrael zmuszony jest akceptować od dziesięcioleci. Reżim irański może być słabszy od amerykańskiej przewagi militarnej, ale może go przechytrzyć, stosując „wojnę asymetryczną”, która odmawia uznania konwencji wojennych ustalonych przez społeczność międzynarodową.
Oznacza to, że podczas gdy Zachód będzie uważał, aby nie atakować ludności cywilnej ani nie uderzać w podstawową infrastrukturę cywilną, taką jak dostawy prądu czy wody, Irańczycy nie tylko będą atakować wszystkie wrogie linie energetyczne, ale bez wahania poświęcą również wszystkich swoich obywateli.
Dlatego uważają, że im więcej rakiet wystrzelą, tym wyraźniej pokażą, że trzymają wszystkie karty w ręku, a zatem Ameryka musi „negocjować” na ustalonych przez nich warunkach.
Jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest podwojenie wysiłków w celu ich całkowitego i radykalnego pokonania.
Miejmy nadzieję, że Trump doszedł do tych samych wniosków.
Dokończ robotę, Panie Prezydencie!
Kategorie: Uncategorized


@Adam Grublys
Błąd w tłumaczeniu, jak było do przewidzenia;
Richard Williams, a former commander of Britain’s SAS commando force in Iraq and Afghanistan, wrote in Britain’s Mail that he witnessed Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps up close as they and Iranian proxies killed hundreds of British and American soldiers.
”Richard Williams, były dowódca brytyjskich komandosów SAS w Iraku i Afganistanie, napisał w Britain’s Mail , że był naocznym świadkiem tego, jak irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wraz z irańskimi pełnomocnikami zabijał setki brytyjskich i amerykańskich żołnierzy.
”
Nie napisał, w każdym razie nie o ”setkach”, warto sprawdzać źródła, które się przywołuje.
Inaczej zostaje się nie filozofem, a propagandystą.