
Autor: Guy Goldstein
Sojusznicy zneutralizowali infrastrukturę wojskową Iranu, oszczędzając jednak nienaruszony mechanizm propagandowy. Jego celem jest zakończenie wojen poprzez rozbijanie demokracji od wewnątrz.
Irański minister spraw zagranicznych opublikował w trakcie wojny zdjęcie – prawdopodobnie sfabrykowane lub wygenerowane przez sztuczną inteligencję – z podpisem: „Spójrzcie, co zrobiliśmy z ich dowództwem lotniczym. Czas najwyższy wyprzeć siły amerykańskie”. (Źródło: Seyed Abbas Araghchi/X)
Sukces militarny, porażka strategiczna
Kampania sojuszników przeciwko Islamskiej Republice Iranu objęła precyzyjne mapowanie systemów obrony powietrznej, baterii rakietowych, obiektów jądrowych oraz centrów dowodzenia. Pod względem operacji kinetycznych wielu ekspertów uznało ją za pełny sukces – i słusznie, gdyż potencjał militarny Teheranu został drastycznie osłabiony.
Jednak ta sama kampania całkowicie pominęła kluczowy zasób przeciwnika. Nie zidentyfikowano ani nie uznano za cel militarny ponad 50 studiów produkcyjnych finansowanych przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Tymczasem dorobek tych „fabryk treści” po 40 dniach wojny wyrządził sojuszniczym wysiłkom większe szkody niż wszystkie irańskie pociski razem wzięte.
Stało się tak mimo lekcji płynącej z wojny kognitywnej, którą Hamas z sukcesem wytoczył Izraelowi. Mimo ogromnych kosztów politycznych i wizerunkowych, jakie poniósł Izrael, prowadząc uzasadnioną wojnę obronną. Mimo świadomości, że irańska „Oś Oporu” od dekad rozwija i udoskonala strategię walki o ludzkie umysły.
Wiedza, której nie wykorzystano
To, że Iran uderzy w ten sposób, nie było kwestią domysłów. Wiedzieliśmy o tym. Narges Bajoghli, antropolog z Uniwersytetu Johna Hopkinsa, przez dziesięć lat badała te studia produkcyjne, a swoje ustalenia opublikowała w 2019 roku nakładem Stanford University Press. Książkę tę recenzowała nawet amerykańska Akademia Wojenna Marynarki Wojennej. Sam Najwyższy Przywódca Iranu publicznie deklarował, że media są skuteczniejsze niż rakiety, samoloty czy drony.
Sojusznicy dysponowali tą wiedzą, a mimo to opracowali kampanię, w której nie uwzględniono ani jednego celu kognitywnego. Powód? Współczesna doktryna wojskowa wciąż traktuje sferę informacji jako drugorzędną.
Dziś musimy zapytać: co jeśli to, czego nie zaatakowano, było najważniejszą warstwą obrony Iranu? Obrona powietrzna nie ochroniła programu rakietowego, a rakiety nie ocaliły obiektów jądrowych. Mimo to Iran nie kapituluje. Przeciwnie – presja wewnątrz USA na zawarcie kompromisu z Teheranem gwałtownie rośnie.
Machina wojny informacyjnej
Fundamentem tej odporności jest zintegrowana z IRGC infrastruktura wojny kognitywnej. Obsadzona przez pokolenie „cyfrowych tubylców” i finansowana przez państwo, ma jeden cel: złamanie woli politycznej demokracji atakujących Iran. Podczas gdy systemy przeciwlotnicze milczały, a wyrzutnie rakiet płonęły, machina propagandowa pracowała na pełnych obrotach – mimo dwumiesięcznej blokady internetu nałożonej na resztę społeczeństwa.
Ten mechanizm budowano przez dwadzieścia lat. Testowano go rękami pośredników i udoskonalano przy każdej okazji. Amerykański historyk Richard Landes już na początku XXI wieku nazwał pierwsze takie próby „Pallywood” – odnosząc się do inscenizowanych materiałów filmowych z terytoriów palestyńskich, które zachodnie media bezkrytycznie powielały jako fakty.
W latach 1982–2000 Hezbollah rozwijał tę metodę podczas izraelskiej obecności w południowym Libanie, zalewając izraelskie społeczeństwo treściami mającymi podważyć sens prowadzenia wojny. Po 2006 roku grupa skupiła się na budowaniu wizerunku potęgi tak skutecznie, że na dekadę sparaliżowała decyzyjność Izraela. Jakość produkcji rosła, ale zasada pozostała ta sama: liczy się umysł odbiorcy.
Zmiana paradygmatu: 7 października
Atak Hamasu z 7 października był momentem zwrotnym. Akcję zaplanowano tak, by kampania informacyjna przyniosła zyski znacznie przewyższające militarne koszty. To zadziałało. Izrael zapłacił cenę polityczną nieproporcjonalną do realnego zagrożenia ze strony Hamasu. Teheran uważnie to obserwował – w końcu sam finansował te działania i stworzył infrastrukturę zdolną do powielenia tego sukcesu na masową skalę.
W moich analizach oraz w rozmowach z prawnikiem Warrenem Kinsellą podkreślałem, że doktryna wojny kognitywnej to dziś jedyne racjonalne wyjaśnienie strategii Iranu i jego sojuszników. To, co opisała Narges Bajoghli, to nie teoria, lecz gotowy schemat operacyjny: od szkolenia kadr po algorytmiczne kanały dotarcia do każdej grupy demograficznej na Zachodzie.
Od animacji LEGO stworzonych przez AI, przez zwiastuny filmowe udostępniane przez ruch MAGA, aż po teorie spiskowe wokół Jeffreya Epsteina – irańskie treści są precyzyjnie skrojone pod amerykańskie lęki i frustracje. Ludzie udostępniają je, wierząc, że sami odkryli „prawdę”.
Celowanie w niewłaściwe budynki
3 marca sojusznicy zbombardowali budynek państwowej telewizji IRIB. Był to jednak cios w próżnię. IRIB nie stanowił zagrożenia; nikt – nawet w Iranie – nie brał na poważnie reżimowej propagandy serwującej powtórki programów Tuckera Carlsona. Tymczasem 50 studiów produkujących treści na TikToka, Instagram i Telegram w trzech językach pozostało nietkniętych. Planiści uderzyli w cel, który znali z podręczników, ignorując ten, który faktycznie kształtował rzeczywistość.
Szkody strategiczne są już wymierne. Według Nate’a Silvera poparcie dla wojny w USA spadło do 38%, a według Pew Research Center 59% Amerykanów uważa ataki za błąd. To nie są tylko liczby – to raport o stratach zadanych przez system uzbrojenia, którego sojusznicy wciąż nie potrafią nawet nazwać.
Upadek poparcia społecznego odbiera politykom mandat do dalszych działań. Irańskie studia filmowe osiągnęły swój cel: zmusiły mocarstwa do negocjacji na warunkach reżimu. Gdyby sojusznicy mogli kontynuować presję przez tydzień dłużej, pozycja Iranu byłaby bez porównania słabsza.
Nowy wymiar etyki wojny
Pojawia się więc pytanie, którego nikt w Waszyngtonie ani Jerozolimie nie chce zadać: czy specjaliści od wojny kognitywnej powinni być traktowani jak cele wojskowe na równi z operatorami rakiet?
Sojusznicy uznali za uzasadniony cel fizyka jądrowego Mohsena Fakhrizadeha, ponieważ jego wiedza mogła w przyszłości doprowadzić do stworzenia broni masowego rażenia. Agenci IRGC zajmujący się wojną kognitywną są znacznie groźniejsi – ich broń nie należy do przyszłości; ona już teraz niszczy strategię sojuszników. Jeśli naukowiec jest celem ze względu na potencjał, to propagandysta jest nim ze względu na realne skutki swoich działań.
Dlaczego zatem nie uderzamy? Ponieważ żołnierze wojny informacyjnej chowają się za legitymacjami prasowymi. W ich rękach kamera jest częścią „łańcucha zabijania” (kill chain), a nie narzędziem reporterskim. Reżim w Teheranie zindustrializował tę dwuznaczność.
Dopóki ten dylemat nie zostanie rozwiązany, demokracje będą stawać do walki z przeciwnikiem, którego najskuteczniejsza broń pozostaje praktycznie nietykalna.
Najgroźniejsza broń Iranu nigdy nie trafiła na listę celów
Kategorie: Uncategorized

