Uncategorized

Izrael się nie załamuje. Staje się czymś lepszym.

Autor Joshua Hoffman

W chwili, gdy Izraelczycy zatrzymują się, by świętować 78. rocznicę niepodległości, kraj odprawia jeden ze swoich najsilniejszych rytuałów. Dzień wcześniej wspominamy poległych. Świętujemy nasze wspólne istnienie. Mówimy sobie – zarówno wprost, jak i między wierszami – że mimo wszystko nadal stanowimy jedno społeczeństwo.

Ale czy to prawda?

W ostatnich latach utrwaliła się znana opowieść o kierunku, w jakim zmierza Izrael. Spacerując po centrum kraju, wydaje się ona potwierdzać na każdym kroku: kawiarnie pełne osób pracujących zdalnie, rozmowy o karierze i rosnących kosztach życia, rodziny spędzające weekendy w centrach handlowych, które mogłyby stać w dowolnym miejscu rozwiniętego świata. Wniosek wydaje się nieunikniony: Izrael staje się bardziej indywidualistyczny, mniej ideologiczny i bardziej zorientowany na osobisty wybór.

To nie jest tylko wrażenie. Maoz Azaryahu uchwycił tę zmianę lata temu w eseju „McIsrael?”, opisując otwarcie restauracji McDonald’s tuż obok Muzeum i Miejsca Pamięci Brygady Golani. Ten obraz idealnie oddawał głęboką transformację: społeczeństwo, które niegdyś organizowało się wokół wspólnego poświęcenia, zaczęło redefiniować się wokół konsumpcji. Izrael stawał się czymś znajomym, „normalnym”, podobnym do innych zachodnich demokracji.

To atrakcyjna historia, bo jest prosta. Sugeruje jasny kierunek i ruch. Nie opisuje jednak tego, co faktycznie się dzieje.

Od zbieżności do rozbieżności

Jeśli spojrzymy szerzej, ukaże się nam inny obraz. Nie zbieżności, lecz rozbieżności. Badania Pew Research Center opisują kraj głęboko podzielony wzdłuż linii religijnych, etnicznych i ideologicznych – nie tylko w polityce, ale w strukturze życia codziennego i tożsamości. Społeczeństwo izraelskie opiera się na wielu nakładających się podziałach, które kształtują stosunek obywatela do państwa.

Te różnice widać na co dzień:

  • Klasa globalna: Izraelczycy, których życie kształtuje kultura międzynarodowa i technologie. Myślą w kategoriach osobistych możliwości, a ich troski są praktyczne: mieszkalnictwo, kariera, jakość życia.
  • Środowiska narodowo-religijne: Tu służba wojskowa to nie tylko obowiązek, ale część religijnej i historycznej narracji. Od 1967 roku społeczności te stają się coraz bardziej asertywne, kładąc nacisk na tożsamość i ziemię.
  • Społeczność ultraortodoksyjna (Haredim): Życie organizowane wokół studiów religijnych i wewnętrznych systemów funkcjonujących równolegle do państwa. Ich zaangażowanie w życie szerszego społeczeństwa pozostaje wybiórcze i ostrożne.

Wynika z tego obraz kraju, w którym różne grupy podążają odrębnymi ścieżkami, zamiast zbliżać się do jednego modelu. Podziały ekonomiczne ustąpiły miejsca fundamentalnym sporom o tożsamość i znaczenie państwa.

7 października: Jedność w działaniu, nie w interpretacji

Wydarzenia z 7 października zdawały się początkowo podważać ten podział. Błyskawiczna mobilizacja rezerwistów, sieci wolontariuszy i zryw społeczeństwa obywatelskiego sugerowały istnienie wspólnego rdzenia. Jednak z czasem interpretacja tej tragedii tylko pogłębiła różnice.

Dla jednych był to dowód na nieustanną walkę o przetrwanie wymagającą siły. Dla innych – powód do radykalnej krytyki przywództwa i żądania odpowiedzialności. W społecznościach ultraortodoksyjnych reakcja skupiła się na modlitwie i wewnętrznej odporności. Doświadczenie było wspólne, ale jego znaczenie – całkowicie odmienne. Izrael zjednoczył się w działaniu, ale nie w narracji.

Mit małego państwa

Jednolitość jest łatwiejsza w małej skali. W 1948 roku populacja Izraela wynosiła 800 tysięcy osób. Dziś to ponad 10 milionów. Kraje nie powiększają się dziesięciokrotnie, zachowując prostą strukturę społeczną.

To, co często umyka obserwatorom, to skład tej populacji. Początkowy fundament aszkenazyjski został radykalnie poszerzony przez przybycie 850 tysięcy Żydów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – od Jemenu po Maroko. Każda fala imigrantów – z ZSRR, Etiopii czy krajów anglojęzycznych – nakładała kolejne warstwy na tę mozaikę, w której istotną rolę odgrywają także zróżnicowani wewnętrznie arabscy Izraelczycy. Nie da się zbudować tak gęstego i obciążonego historią społeczeństwa bez tarć.

Nowa normalność

Dziś Izrael jest potęgą regionalną. Ma rozwiniętą gospodarkę i nowych sojuszników w regionie – od Jordanii po Zjednoczone Emiraty Arabskie. Coraz ściślejsza współpraca z państwami arabskimi przeciwko zagrożeniu ze strony Iranu pokazuje nową dynamikę Bliskiego Wschodu.

Izrael staje się krajem „normalnym”. Nie idealnym, nie wyjątkowo zjednoczonym, ale właśnie normalnym – złożonym, pełnym niuansów i wewnętrznych sporów, podobnie jak USA czy Francja. Nienormalny pozostaje jedynie sposób, w jaki świat go ocenia.

Często oczekuje się od Izraela absolutnej spójności i moralnej jasności, których nie wymaga się od innych państw. Kiedy Izrael nie spełnia tych wyobrażonych standardów, interpretuje się to jako porażkę. Tymczasem prawdziwym sukcesem Izraela jest to, że po 78 latach nadal tu istnieje, funkcjonuje, spiera się i trwa. Jest żywy, niedoskonały i bezsprzecznie realny. To właśnie ta złożoność, a nie wymuszona jedność, jest jego nową formą trwania.

Izrael się nie załamuje. Staje się czymś lepszym.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.