
Alan Dershowitz
Przez 50 lat mieszkania w Cambridge i kibicowania Red Soxom byłem obecny na niemal każdym otwarciu sezonu w Fenway Park. Często zasiadałem w loży właściciela obok Johna Henry’ego, którego uważałem za przyjaciela. Gościł w moim domu, by świętować zwycięstwo Baracka Obamy w 2008 roku. Wielokrotnie zapraszał moją żonę i mnie na wspólne podróże po świecie jego jachtem i samolotem. Posunął się nawet do mianowania mnie honorowym Prokuratorem Generalnym „Red Sox Nation”. Zaprosił mnie do szatni, abyśmy mogli wspólnie celebrować zwycięstwo w World Series. Byliśmy przyjaciółmi – myślałem, że na zawsze.
Nagle wszystko się zmieniło. Popełniłem grzech śmiertelny: reprezentowałem prezydenta Trumpa przed Senatem w sprawie jego niekonstytucyjnego impeachmentu. Zrobiłem to, mimo że jestem lojalnym Demokratą, który głosował na każdego kandydata tej partii od czasów Johna F. Kennedy’ego. Nie wybieram jednak klientów ani spraw konstytucyjnych na podstawie lojalności partyjnej. Kieruję się wagą kwestii konstytucyjnej. Broniłem prezydenta Clintona, gdy próbowano go odwołać w sposób niekonstytucyjny, i zaoferowałbym to samo prezydentowi Bidenowi, gdyby spotkał go niesłuszny impeachment. Reprezentowałem również demokratycznych senatorów: Teda Kennedy’ego i Alana Cranstona.
To wszystko nie wystarczyło jednak, by powstrzymać Johna i Lindę Henrych przed zerwaniem naszej długoletniej przyjaźni i próbą „skasowania” mojej osoby. Nie jestem już mile widziany w loży właściciela na Fenway. John i jego żona nie zamienili słowa ze mną ani z moją żoną od dnia, w którym podjąłem się obrony Donalda Trumpa. Wygląda na to, że konstytucja „Red Sox Nation” nie przewiduje prawa do odmiennego zdania w kwestiach prawnych.
Mógłbym oczywiście anonimowo kupić bilet na trybunę Green Monster i kibicować Soxom, ale czułbym się tam niechciany, wiedząc, że państwo Henry sobie mnie tam nie życzą.
Jestem pewien, że wielu zawodników i kibiców Red Sox podziela moje zdanie w kwestii reprezentowania prezydenta Trumpa. Nawet ci, którzy się ze mną nie zgadzają, nie chcieliby pewnie, abym po pół wieku lojalnego wspierania bostońskiej drużyny został wykluczony z grona fanów. Jednak „Red Sox Nation” nie jest demokracją. To tyrania, o której działaniach decydują tylko dwie osoby: John i Linda Henry.
Nadal będę kibicował Red Soxom i być może od czasu do czasu pojawię się na meczu – o ile zostanę wpuszczony na święte trybuny Fenway – ale nie będę czuł się tam mile widziany. Podobnie powinni czuć się wszyscy fani drużyny, którzy nie zgadzają się z arogancją właścicieli, wykluczających mnie i prawdopodobnie każdego, kto nie podziela ich linii politycznej.
Red Sox są trwalsi niż ich tymczasowi właściciele, którzy ostatnio wydają się bardziej zainteresowani brytyjską piłką nożną niż bostońskim baseballem. Ich próba ukarania mnie nie zniechęci mnie do obrony ludzi, z którymi oni sami się nie zgadzają. To jest amerykańska droga, to jest droga Boston Red Sox – tyle że nie jest to droga państwa Henrych.
Mógłbym w milczeniu zaakceptować tę niezasłużoną karę, ale uważam, że jestem winien innym kibicom prawdę o głównych właścicielach klubu: są oni nietolerancyjni i nie szanują zasad leżących u podstaw naszej Konstytucji ani różnorodności wartości wyznawanych przez społeczność fanów Red Sox.
Co więcej, ta sprawa wykracza poza mnie i samą drużynę. Odzwierciedla ona szerszą nietolerancję, jaką wielu przedstawicieli lewicy wykazuje wobec każdego, kto postąpi wbrew ich wizji poprawności politycznej. To dowód na rosnące podziały w naszej kulturze, polityce i relacjach międzyludzkich. Ta niechęć do akceptowania różnic politycznych i konstytucyjnych jest szkodliwa dla narodu. Będę z nią walczył bez względu na koszty osobiste.
Mam nadzieję, że inni dołączą do mnie i uświadomią Johnowi i Lindzie Henrym, że nie ma zgody na wykluczanie tych, którzy myślą inaczej. Red Sox i fani baseballu mają zróżnicowane poglądy polityczne i ideologiczne, a właściciele mają obowiązek to szanować.
Dlaczego nie pojawię się na otwarciu sezonu na Fenway!
Kategorie: Uncategorized


Marku, dla mnie sprawa Simpsona i Epsteina pokazuj pewne braki amerykańskiego systemu prawnego gdzie wyrafinowany adwokat manipulator moze zasiać watpliwosci wsród jurorów i tym samym sparalizowaç sad. Jest na ten temat swietny film braci Cohen , The man that was not there. Co do pedofili Dercho, mial chyba trzy procesy wszystkie zakończone « out of court agreements », bylo to widocznie korzystniejsze rozwiazanie niz proces.
Dercho zapomnial wspomnieć ze bronil prezydenta Trumpa I w pierwszym procesie za darmo, co jest aktem politycznego poparcia, i pewnie dlatego zerwal z nim jego dlugoletni przyjaciel.
Dercho lubi rolę ofiary.
Wyciąganie spraw Simpsona Epsteina ktorych Dershovitz z powodzeniem reprezentowal oraz pomawianie o seks z nieletnia to jest kohabitacja z rzeczywistoscia…
Specjalista od ”nieletniej prostytucji” zada ukarania Derszowicza za bycie skutecznym adwokatem. Wszystkich mu niewygodnych adwokatow usunac !.
Sam za to pokornie stwierdza ze policjanci czekajacy pod drzwaiami torurowanej kobiety, zanim ja nie wyrzucono z okna na bruk z 7go pietra, ”zachowywali sie skandalicznie”.
Ani slowa o nie ukarani ich, albo o adwokatach francuskich skutecznie bronicy mordercy tak ze dostal smiesznie niska kare tak ze znowu byl na wolnosci miesiac temu, kiedy go zaaresztowano za zbrojny napad..
Ani o adwokatach teraz skutkujacych w stwierdzeniu sadu francuskiego ze arabka otruwajaca dzieci zydowskiej rodziny gdzie bya nania ” nie dzialala z powodow antysemickich”, mimo ze sama oswiadczyla ze” nigdy nie powinna byla pracowac u Zydow”.
Nie , ci adwokaci sa swieci, jakto cos pisnac przeciw nim, trzeba by przemykac sie pod sciano z obawy ze zawyja ” Juif!!!”
Alan Dershowitz skarzy się na na stratę miejsca w lozy stadionu Czerwonych Skarpet i pomija swoje największe sukcesy wybronienie O J Simpdona i pedofila Epsteina.
Simoson zamordowal zonę kijem golfowym, zakrwawiony kij i rękawiczki znaleziiono w jego samochodzie. OJ byl popularnym sportowcemi komentatorem radiowym.
Simpson zostal natomiast skazany w procesie cywilnym.
Wybronil Epstaina w procesie na Florydzie za co z wdzięcznosci Epstain podeslal mu nieletnia prostytutkę. Sprawa wyciekla i Dercho zostal pozwany, jednak oskarzenie wycofano za spora sumę.
Za przyjazń z Epstainem i seks z nieletnia powinen być wyrzucony ze srodowiska.