Uncategorized

Piąta kolumna Zachodu

Autor Melanie Phillips

Znaczna część mediów i klasy politycznej pragnie porażki Ameryki i Izraela w starciu z Iranem

Około godziny 2 w nocy, w ostatni dzień święta Paschy, zmęczeni Izraelczycy po raz kolejny zostali wyrwani ze snu przez dźwięk syren i udali się do schronów oraz bezpiecznych pomieszczeń.

Iran wystrzelił kolejną salwę rakiet w kierunku Izraela i państw Zatoki Perskiej. Była to reakcja na ogłoszenie prezydenta USA Donalda Trumpa, że Teheran zgodził się na dwutygodniowe zawieszenie broni. Reżim zareagował natychmiastowym złamaniem porozumienia.

Nikogo w Izraelu to nie zaskoczyło. Reżim irański uważa złamanie słowa danego „Wielkiemu Szatanowi” za religijny obowiązek. Równie przewidywalne, choć na swój sposób ponure i przygnębiające, było to, że liczne media doniosły, iż to Izrael złamał rozejm, atakując Hezbollah w Libanie.

Po raz kolejny zachodnie media powtarzały złośliwą irańską propagandę. Iran twierdził, że zawieszenie broni dotyczy również izraelskich ataków na Hezbollah. Jednak Trump i wiceprezydent USA JD Vance jednoznacznie stwierdzili, że wojna w Libanie nie została uwzględniona w warunkach rozejmu.

Nie miało to żadnego znaczenia. Media epatowały nagłówkami „Izrael łamie zawieszenie broni”, podczas gdy zachodni politycy, którzy odmówili udziału w decydującej bitwie mającej na celu położenie kresu złu irańskiego reżimu, przyłączyli się do wielkiego, „postępowego” spektaklu: ignorowania islamistycznych ataków ludobójczych i obwiniania za nie izraelskich ofiar.

Prezydent Francji Emmanuel Macron orzekł, że Liban powinien zostać uwzględniony w warunkach zawieszenia broni. Brytyjska minister spraw zagranicznych Yvette Cooper powiedziała: „Eskalacja, której byliśmy wczoraj świadkami ze strony Izraela [potężny atak izraelski na siły Hezbollahu], była moim zdaniem bardzo szkodliwa”.

Nie wspomniała ani słowem o tysiącach niszczycielskich ataków rakietowych Hezbollahu, mających na celu mordowanie Izraelczyków. Ataki te dają mieszkańcom północnego Izraela, żyjącym w pobliżu miejsc wystrzeliwania rakiet w południowym Libanie, zaledwie około 15 sekund na znalezienie schronienia od momentu uruchomienia syreny.

Zamiast tego Cooper przekonywała, że Liban musi zostać włączony do zawieszenia broni, gdyż w przeciwnym razie doprowadzi to do „destabilizacji całego regionu”.

Tymczasem to oczywiście Iran zdestabilizował cały region, wykorzystując armie proxy do realizacji swojej fanatycznej agendy polegającej na narzucaniu światu morderczej odmiany islamu.

Ze swej strony Vance, który w administracji Trumpa zgłaszał najsilniejsze zastrzeżenia wobec wojny, uznał, że narracja Hezbollahu dotycząca zawieszenia broni wynikała z „uzasadnionego nieporozumienia” ze strony Iranu.

Gdyby tak było, świadczyłoby to o niezwykłym poziomie niekompetencji osób prowadzących negocjacje. Reżim irański nigdy nie negocjuje w dobrej wierze. Kłamie i oszukuje odruchowo, traktując to jako taktykę wojenną.

Jego 10-punktowy plan był absurdalną listą aroganckich żądań, mających na celu nagrodzenie go za 47 lat brutalnej agresji. Obejmował on zniesienie wszystkich sankcji, zamknięcie wszystkich amerykańskich baz w regionie, utrzymanie irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz, zaprzestanie ataków na jego sojuszników, reparacje wojenne oraz swobodę dalszego wzbogacania uranu – czyli opracowywania broni jądrowej.

Trump stwierdził, że plan ten stanowił „realną podstawę do negocjacji”. Według Vance’a nie chodziło jednak o tę listę 10 absurdalnych żądań, lecz o inną, która nie została upubliczniona. Mimo to komentatorzy natychmiast ruszyli z narracją, że Trump ulega żądaniom, które zapewniłyby Teheranowi całkowite zwycięstwo.

Przerażające było obserwowanie, jak media i klasa polityczna – głównie lewicowa, ale także część prawicowej – od samego początku pragnęły porażki Ameryki i Izraela w tej wojnie. Warunki zawieszenia broni zostały zatem przedstawione jako katastrofalna porażka: „fatalny akt definiujący” prezydenturę Trumpa.

Ogromne osiągnięcia wojskowe i wywiadowcze Izraela oraz Ameryki zostały zlekceważone. Zniszczenie potęgi militarnej Iranu umniejsza się jako jedynie korzyść „taktyczną”, pozbawioną znaczenia strategicznego.

Przede wszystkim ten grecki chór wieszczów zagłady (w którym śpiewają liczni izraelscy komentatorzy lewicowi, dla których klęska Iranu ma znacznie mniejsze znaczenie niż klęska premiera Benjamina Netanjahu) zakłada, że wojna już się zakończyła, ignorując negocjacje, które dopiero się rozpoczną.

Trudno dostrzec, w jaki sposób negocjacje te mogłyby w ogóle zakończyć się porozumieniem. Warunki Trumpa oznaczają całkowitą kapitulację Iranu. Opublikowane warunki Iranu oznaczają jego całkowite zwycięstwo. Między tymi dwoma maksymalistycznymi stanowiskami nie ma pola do kompromisu.

Jak zawsze, próba odgadnięcia intencji Trumpa jest daremna. Nie możemy jeszcze stwierdzić, czy jest on naiwnym pionkiem w rękach reżimu, który – według własnych słów Trumpa – nigdy nie wygrał wojny, ale nigdy nie przegrał negocjacji, czy też daje mistrzowską lekcję geopolitycznych szachów.

Niepokojące jest to, że w ogóle negocjuje z religijnymi fanatykami, których piekielny plan nie podlega negocjacjom, a dla których rozmowy są jedynie dowodem na słabość przeciwnika bojącego się podjąć działania zbrojne.

Być może Trump wykorzystuje te negocjacje jako manewr strategiczny. Istnieje jednak podejrzenie, że wierzy on, iż każdy konflikt można rozwiązać poprzez „dealu”. Jeśli tak jest, to popełnia katastrofalny błąd kategoryczny. Iran zawsze zaskakiwał negocjatorów, ponieważ wierzyli oni, że podobnie jak wszyscy inni, reżim ten kieruje się racjonalnym, osobistym lub narodowym interesem.

To nieprawda. Fanatycy z Teheranu w razie potrzeby poświęciliby całą populację Iranu, a swoją śmierć uważają za uświęconą celem, jakim jest wywołanie Armagedonu i powrót na ziemię szyickiego mesjasza.

Bombastyczna retoryka Trumpa nie wzmacnia przekonania, że doprowadzi on tę sprawę do końca. Twierdzenie, że doprowadził do zmiany reżimu, jest absurdalne, skoro reżim pozostał ten sam, a nawet stał się bardziej radykalny. Chwalenie się, że reżim został pokonany, jest ewidentnie nieprawdziwe, skoro nadal kontroluje on Cieśninę Ormuz i wciąż może wystrzeliwać salwy rakiet.

Kiedy ogłoszono zawieszenie broni, mówiono, że Iran zgodził się ponownie otworzyć Cieśninę, będącą międzynarodową drogą wodną. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Iran wymusił zgodę na usankcjonowanie swoich działań, a jego siły zbrojne umocniły kontrolę nad tym, kto może przepłynąć przez cieśninę – władzę, której nigdy wcześniej formalnie nie sprawował.

Reżim zachowuje trzy ważne punkty nacisku. Pierwszym jest Cieśnina Ormuz. Drugim są wciąż znaczne zapasy rakiet i wyrzutni. Trzeci jest bardziej nieuchwytny, ale jeszcze bardziej niszczycielski.

Reżim uważa, że jest w stanie znieść znacznie większy ból niż Zachód. Dlatego opiera się na wywieraniu presji na Trumpa poprzez takie czynniki, jak cena ropy, przeciwnicy wojny w Partii Republikańskiej, a przede wszystkim jego bezcenna komora echa w postaci propagandy medialnej. Innymi słowy, jego największą bronią jest tchórzostwo i defetyzm Zachodu, który nie jest już gotowy do obrony.

To, co stało się oczywiste po okrucieństwach popełnionych przez Hamas 7 października 2023 r. i jest obecnie jasne jak słońce, to fakt, że światowa oś zła – Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna (znana jako CRINK) – dysponuje nieocenioną armią sprzymierzeńców wśród zachodniej inteligencji i klasy politycznej.

Jak zauważył w tym tygodniu profesor Gwythian Prins, były doradca brytyjskiego Ministerstwa Obrony, wojna z Iranem jest wojną światową przeciwko najgorszemu wrogowi, z jakim Zachód miał do czynienia od czasów nazistów. Osią CRINK jest Islamska Republika Iranu, którą Rosja wyposaża w coraz bardziej precyzyjną broń.

Prins pochwalił nie tylko genialność operacji wojskowej i wywiadowczej przeprowadzonej przez Izrael i Amerykę, ale także wojnę psychologiczną, którą Trump z wielkim skutkiem wykorzystał w swojej powszechnie wyśmiewanej retoryce.

Jednocześnie, jak zauważył Prins, Iran wygrywa wojnę propagandową. Niektóre pozornie autorytatywne głosy sugerują, że być może dobrze byłoby, gdyby Amerykanie i Izraelczycy przestali „ścinać głowę irańskiemu wężowi”. Innymi słowy, Zachód ma piątą kolumnę, która udziela milczącego wsparcia wrogowi.

Wielu Amerykanów może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale pozbawienie irańskiego reżimu siły i położenie kresu temu złemu porządkowi świata leży w żywotnym interesie samych Stanów Zjednoczonych. Musimy wstrzymać oddech, aby Trump nie dał się zbić z kursu.

Piąta kolumna Zachodu

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.