Uncategorized

Historyk Simon Schama: W obliczu „stref zamkniętych” w częściach Londynu Żydzi utracili podstawowe prawa obywatelskie

Autor: Robert Philpot

W obliczu brutalnych ataków w całej Wielkiej Brytanii uznany brytyjski autor dostrzega, że nastroje antysemickie i antyizraelskie stają się coraz powszechniejsze. Widzi jednak również „chwile ogromnej nadziei”.

LONDYN — Simon Schama, który dorastał jako „mały żydowski chłopiec” w powojennej Wielkiej Brytanii, wspomina, że nigdy nie czuł się fizycznie zagrożony, spacerując po ulicach w jarmułce. Jak dodaje, przed drzwiami lokalnej synagogi nie musieli wówczas na stałe stać strażnicy.

Jednak, jak zauważa ten wybitny historyk, dzisiejsze żydowskie dzieci w Wielkiej Brytanii mają zupełnie inne doświadczenia. Twierdzi on wręcz, że jest to najtrudniejszy okres dla młodych Żydów od zakończenia II wojny światowej.

„To naprawdę bolesne, że małe dzieci – na przykład uczniowie szkół Hasmonean czy Jewish Free School – muszą ukrywać swoje mundurki” — mówi Schama w rozmowie z The Times of Israel. „To poczucie straszliwej utraty nie tylko godności, ale i podstawowych praw obywatelskich. Nikt nie zrywa hidżabów z twarzy muzułmanek i bardzo się cieszę, że tak nie jest. Jednak dla nas to straszny czas; poczucie, że ma się takie same prawa jak reszta wielokulturowej społeczności, zostało zachwiane”.

Część londyńskiego West Endu, zdaniem Schamy, stała się obszarem, do którego lepiej nie wchodzić – Żydzi noszący jarmułkę lub gwiazdę Dawida narażają się tam na bycie „wykrzyczanymi”.

Wypowiedź Schamy padła w tygodniu, w którym brytyjska społeczność żydowska – i tak zmagająca się z rekordową liczbą incydentów antysemickich – została wstrząśnięta podpaleniem czterech karetek należących do żydowskiej organizacji wolontariackiej w dzielnicy Golders Green, zamieszkanej w większości przez Żydów.

Schama, ceniony historyk sztuki oraz badacz dziejów Wielkiej Brytanii, Francji i narodu żydowskiego, jest wyraźnie przygnębiony antyizraelską wystawą w Margate, która w tym samym tygodniu trafiła na czołówki gazet.

„Obrzydliwe, okropne, szalone – przypominające najgorsze karykatury Juliusa Streichera, przedstawiające Żydów zjadających niemowlęta” – mówi Schama. „Niepokojące jest to, jak te ekstremalne, mordercze i groteskowe treści stały się naturalną częścią słownika pokolenia Z”.

Wszystko to drastycznie odbiega od świata, w którym dorastał historyk. „Mój ojciec uważał, że po Holokauście w Wielkiej Brytanii nie ma się już czego obawiać” – wspomina. „Zarówno moi rodzice, jak i całe ich pokolenie wierzyli, że życie brytyjskie i żydowskie idealnie do siebie pasują”.

Choć ojciec Schamy był zwolennikiem Partii Pracy, „czcił Churchilla zarówno jako syjonistę, jak i za jego postawę podczas wojny”. Schama wspomina dumę ojca z przemówienia arcybiskupa Canterbury, Williama Temple’a, który w marcu 1943 roku potępił w Izbie Lordów bierność aliantów wobec rzezi europejskich Żydów. „Stoimy przed sądem historii, ludzkości i Boga” – oświadczył wówczas hierarcha.

„Mój ojciec był tym głęboko poruszony” – mówi Schama. „Przekonanie, że głowa Kościoła anglikańskiego mówi: »Nie odwracajcie wzroku«, było dla niego znakiem życzliwości i harmonii między historią brytyjską a żydowską”.

Schama, pracujący obecnie nad trzecim tomem trylogii „The Story of the Jews”, odrzuca jednak pogląd, że Żydzi nie mają przyszłości w Wielkiej Brytanii. Sprzeciwia się też bezpośrednim porównaniom z latami 30. XX wieku – w dzisiejszej Brytanii nie ma „systemowego, państwowego antysemityzmu”, jaki panował w nazistowskich Niemczech.

Podkreśla, że wciąż zdarzają się „chwile fantastycznej nadziei”. Przypadkowo w dniu podpalenia w Golders Green ogłoszono, że król Karol III zostanie patronem Community Security Trust (CST) – organizacji monitorującej antysemityzm i chroniącej żydowskie instytucje.

„To niesamowite, że król objął patronat nad CST. Właśnie tego potrzebowaliśmy” – mówi Schama, który zna monarchę od lat. Karol, jak twierdzi, jest „szczerym przyjacielem Żydów. Nie traktuje ich jako ciekawostki intelektualnej – on po prostu naprawdę lubi ich jako ludzi”.

Schama jest jednak mniej entuzjastyczny wobec liderów politycznych. Wyśmiewa puste obietnice „wspierania społeczności”. „Mówią, że stoją obok nas, ale może 100 metrów dalej” – żartuje gorzko.

Twierdzi, że retoryka polityków jest wzorowa, ale brakuje jej przełożenia na konkretne działania, zwłaszcza na szczeblu lokalnym. Jako przykład podaje policję, która odwiedziła wystawę w Margate, lecz uznała ją za „krytykę państwa”, a nie antysemityzm.

„Trzeba czekać, aż wydarzy się coś strasznego, jak w Golders Green czy Heaton Park, aby policja w końcu przyznała: »To koszmar, musimy coś z tym zrobić«”.

Cienie hiszpańskiej inkwizycji

Schama ostro krytykuje obie strony politycznego spektrum. Potępia promowaną przez progresywną lewicę „ideologiczną selekcję” na „dobrych” i „złych” Żydów.

„Dziś wymaga się od Żydów publicznego potępienia prawa Izraela do istnienia, by mogli zostać przyjęci do świata progresywizmu. To absolutnie przerażające” — mówi. Historyk porównuje tę postawę do traktowania „konwertytów” podczas hiszpańskiej inkwizycji.

„Wtedy nie wystarczyło porzucić wiary. Trzeba było dowieść chrześcijańskiej gorliwości, stając się inkwizytorem lub publicznie paląc Talmud. Dziś wymaga się od Żydów, by zniweczyli wszystko, co czyni ich Żydami”.

Schama krytykuje również decyzję radnego (w tekście błędnie nazwanego burmistrzem) Nowego Jorku, Zohrana Mamdaniego, o odrzuceniu definicji antysemityzmu IHRA. „To było niezwykle głupie i niemoralne posunięcie”. Dla Schamy związek między syjonizmem a antysemityzmem jest oczywisty: „Syjonizm był skutkiem antysemityzmu, a nie jego przyczyną”.

Historyk wyznał, że był przerażony reakcją świata na masakrę z 7 października 2023 r. Porównał to do „podniesienia wykładziny, pod którą kryła się ropiejąca kałuża dehumanizacji”. Przyznał, że jako profesor Uniwersytetu Columbia był „zdumiony” postawą kolegów akademików, którzy w listach otwartych nazywali sadystyczną rzeź Hamasu „działaniem wojskowym” lub „prawem do oporu”. „Eufemizowanie tej zbrodni było nikczemne” – ocenia.

Według Schamy „teza o osadnikach-kolonistach” stała się akademicką normą, co jest o tyle ironiczne, że Żydzi mają organiczną, tysiącletnią więź ze swoją ziemią i językiem, w przeciwieństwie do kolonizatorów Ameryki czy Australii.

Historyk dostrzega również niebezpieczeństwo w działaniach skrajnej prawicy i internetowych aktywistów pokroju Nicka Fuentesa. Ich motywacją jest „adrenalina płynąca z zakłócania tabu”. „W ich ujęciu Trzecia Rzesza staje się »seksowna«, a Żydzi to ludzie, którzy »znowu jęczą o Auschwitz«”. Schama ostro krytykuje także Tuckera Carlsona za udostępnianie platformy takim postaciom.

Czas na „zresetowanie anteny”

Z okazji 80. rocznicy wyzwolenia obozów, BBC wyemitowało dokument Schamy „The Road to Auschwitz”. Historyk kończy go cytatem z Mariana Turskiego: „Auschwitz nie spadło z nieba. Zło nadchodzi krok po kroku”.

Czy potrafimy jeszcze rozpoznać te kroki? Schama uważa, że tak, ale musimy „zresetować naszą antenę”. Sugeruje, że nie należy szukać wyłącznie powtórki z III Rzeszy w skali 1:1. Proces dehumanizacji przybiera dziś inne formy – i jedną z nich jest sytuacja, w której dzieci boją się nosić szkolne mundurki ze względu na swoje pochodzenie.

Mimo że pisanie trzeciego tomu „The Story of the Jews” w obecnych czasach jest dla niego bolesne, Schama nie chce, by historia Żydów była postrzegana wyłącznie przez pryzmat rozpaczy. W książce znajdą się rozdziały o kulturze, muzyce i chwilach piękna.

„Nie chcę, by ta książka była tylko kolejną autostradą do Auschwitz” – mówi. „Chcę wzbogacić ją o nadzieję… oddając hołd moim rodzicom i temu dawnemu światu, w którym można było bez problemu znaleźć swoje miejsce w kulturowej mozaice”.

Historyk Simon Schama: W obliczu „stref zamkniętych” w częściach Londynu Żydzi utracili podstawowe prawa obywatelskie

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.