Uncategorized

WIADOMO, JAK SIĘ DOGADAĆ

Przemyslaw Wiszniewski

Szczególny wybuch niekontrolowanej złości społecznej obserwujemy w kraju po 2010 roku. Tego typu emocje uniemożliwiają jakąkolwiek rozmowę. Pamiętam, że w 2011 roku profesor Janusz Grzelak, wybitny psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego i opozycjonista antykomunistyczny powołał do życia inicjatywę społeczną pod nazwą „Zmowa obywatelska”.

Zależało mu na umożliwieniu wymiany poglądów między zwaśnionymi stronami w atmosferze wzajemnego szacunku. Pod apelem postulującym dbanie o godność i reputację wszystkich stron sporu, podpisali się wówczas m.in. Agnieszka Holland, Andrzej Seweryn, Andrzej Zoll, Michał Bilewicz oraz prof. prof. Anna i Jerzy Brzezińscy (i moja skromna osoba).

Zabiegi ówczesne nic nie dały. Nie przyniosły skutku nie dlatego, że były nieudolne, ale dlatego, że stanowiły barierę dla strategii politycznej Jarosława Kaczyńskiego, który pragnął czegoś wręcz przeciwnego. Dążył do konfliktu na śmierć i życie, oraz do włączenia weń całego społeczeństwa. Nie było zatem woli politycznej z jego strony, by uszanować apel Janusza Grzelaka i licznych sygnatariuszy. Przez kolejne lata pod pałacem prezydenckim wylewał się spod ustawionego tam krzyża smoleńskiego ocean nienawiści i pogardy wobec politycznych oponentów.

Dzięki temu architekt ludzkich dusz doprowadził do utworzenia dwóch wrogich sobie plemion, które zwalczały się wzajemnie, i dzięki temu Zjednoczona Prawica doszła do rządzenia na osiem długich lat, a i teraz po oddaniu przezeń władzy atmosfera nienawiści nie maleje, wciąż podsycana kolejnymi manipulacjami propagandy politycznej.

Ów przesycony nienawiścią projekt opierał się na pełnej identyfikacji wyborców z wybieranymi, oraz na całkowitej lojalności wobec nich i posłuszeństwie, nawet w imię przekreślenia elementarnych zasad etycznych, osobistych odczuć, a także własnych przekonań, czy nawet interesów.

W miniony czwartek (wczoraj) miałem okazję uczestniczyć w debacie Otwartej Rzeczpospolitej i Teatru Polskiego, której patronował profesor Janusz Grzelak. Z Tomaszem Grzybem, Anną Husarską i Wawrzyńcem Smoczyńskim rozmawiała Dominika Bulska. Sytuacja od wspomnianego 2011 roku znacznie się zmieniła za sprawą mediów społecznościowych, lecz stan na dziś pozostał niezmieniony: nie potrafimy i nie chcemy ze sobą rozmawiać. Traktujemy się wrogo i odwracamy na pięcie, realizując to, na czym zależy Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Przecież jednak nie wszyscy „z drugiej strony barykady” są przedstawicielami byłego czy obecnego rządu, a nawet nie wszyscy są fanatycznymi ich wyznawcami. Ludzi są ludźmi niezależnie od politycznych barw i wyborów, które bywają chwilowe. Spójrzmy na Amerykanów. Cóż zostało z masowego ruchu MAGA, gdy wyborcy Trumpa poczuli się oszukani? Ludzie dają się ogłupiać, bo stronią od polityki i wówczas ona podstępnie ich namawia do przyjęcia swojej, nierzadko kłamliwej wersji zdarzeń. Politycy są handlarzami marzeń, sprzedają kiełbasę wyborczą, a potem nie kwapią się z rozliczeniem z wyborczych obietnic.

Badania pokazują, że Polacy w poszczególnych kwestiach budzących kontrowersje nie są społeczeństwem tak spolaryzowanym, jak chcieliby politycy. Innymi słowy nie różnimy się wzajemnie tak bardzo, jak wynikałoby z narracji liderów partii politycznych, którym na tej wiecznej kłótni szczególnie zależy. I tam, i u nas są ludzie szlachetni, są też podli, są naiwni i są spryciarze, są ideowcy i są cynicy, etc.

Te same badania pokazują tylko jeden paradoks: mimo że wcale nie jesteśmy spolaryzowani, wszyscy jesteśmy przekonani, że sprawa wygląda inaczej. Mamy w sercach przekonanie, że Polacy są społeczeństwem spolaryzowanym ostatecznie i nieodwracalnie.

Podczas debaty Wawrzyniec Smoczyński referował dokonania Fundacji Nowej Wspólnoty, która aranżuje eksperymentalnie, na poziomie lokalnym dyskusje, czy też negocjacje między zwaśnionymi stronami społecznych sporów. Michał Bilewicz zapytał prelegenta, jak efekty tej pracy upowszechnić.

Pamiętam, że w Irlandii trwała wielomiesięczna dyskusja dotycząca legalizacji aborcji. W tym katolickim kraju w 1983 roku wprowadzono ósmą poprawkę do Konstytucji, zrównującą prawo do życia płodu z prawem do życia matki, praktycznie uniemożliwiając legalną aborcję. W 2012 roku irlandzką opinię publiczną zelektryzowała śmierć Savity Halappanavar, której odmówiono aborcji mimo trwającego poronienia, co stało się katalizatorem masowych protestów i impulsem do zmiany prawa.

I nadeszło referendum z 2018 roku, w którym 66,4% głosujących opowiedziało się za uchyleniem Ósmej Poprawki. Sukces ten przypisuje się szerokiej kampanii społecznej, która skupiła się na realnych historiach kobiet zmuszonych do podróży za granicę w celu wykonania zabiegu. Odbyła się ogólnospołeczna debata, trwająca na tyle długo, że Irlandczycy mogli wyrobić sobie własne zdanie i głosować w referendum zgodnie z sumieniem. Nikt niczego nie narzucał na siłę. Rozmawiano, debatowano i spierano się na ten temat.

Sukces populistów polega na wmawianiu ludziom wokół, że nie ma o czym rozmawiać, że druga strona sporu jest niegodna rozmowy, głupia i zacietrzewiona, że należy się trzymać jednego kursu podpowiadanego przez polityków ulubionej partii, że wyborca nie może się wahać, musi być wierny swoim liderom, nawet gdy dopadają go wątpliwości, że co po drugiej stronie kierują się jedynie złymi intencjami.

Kilka dni temu zamieściłem tu felieton potępiający antysemicki wyczyn posła Berkowicza w polskim Sejmie. W komentarzach wylała się na mnie fala tzw. hejtu, ponieważ w porę nie zastrzegłem ograniczeń. Wiele tysięcy wypowiedzi, które miały rozmaity charakter. Te obrażające mnie osobiście i takie, które nadawałyby się na materiał dla organów ścigania. Nie wiem, po co ludzie tak plują na innych, podejrzewam, że z osobistej frustracji.

Na koniec się zwierzę, że sympatyzowałem z wyborczynią PiS dekadę temu. Oboje dorabialiśmy w pewnej restauracji, ja na zmywaku, a ona krojąc obok warzywa. Rozmawialiśmy i dość szybko ujawniliśmy swoje polityczne preferencje. Połączyło nas uwielbienie dla Joanny Kołaczkowskiej i jej kabaretowego talentu. W różnych dziedzinach się spieraliśmy, w niektórych dochodziliśmy do porozumienia, w innych pozostawaliśmy na swoich stanowiskach. Szczerze się polubiliśmy pomimo dzielących nas różnic.

Dopóki nie nauczymy się ze sobą rozmawiać, będziemy narażeni na władzę populistów, siejących nienawiść. I my, w naszej „bańce” ponosimy odpowiedzialność za ten stan rzeczy, bo nawet nie próbujemy rozmawiać.

Przemysław Wiszniewski

„Otwarta Rzeczpospolita” Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii

Link do debaty: https://www.youtube.com/live/J51-bDnvNo4?si=3U5SPsfpJ4JB8ugK

Otwarta Rzeczpospolita

WIADOMO, JAK SIĘ DOGADAĆ

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.