
Nachum Kaplan
Najmniej imponujący lider Europy
Premier Hiszpanii, Pedro Sánchez, pielęgnuje obsesyjną wrogość wobec Izraela, która stała się znakiem rozpoznawczym tego – w innym przypadku dającego się łatwo zapomnieć – polityka. Jego najnowszy ruch – wezwanie Unii Europejskiej do zerwania umowy stowarzyszeniowej z Izraelem – to czysta pokazówka. Inicjatywa ta nie ma szans na powodzenie, gdyż w europejskiej wspólnocie wciąż pozostało kilku racjonalnie myślących dorosłych.
Sukces nie jest tu jednak celem. Działania te należą raczej do sfery teatru politycznego – i to niezbyt wyrafinowanego – niż do realnej polityki zagranicznej. Nie wynikają one z autentycznej postawy moralnej ani z dryfu rządu pod presją społeczną. To celowe, wykalkulowane i uporczywe działanie. Obsesja. Postawa reklamowana jako cnota humanitarna, obliczona na poklask w tych częściach Europy, gdzie oburzenie mylone jest z powagą, a krzykliwa retoryka z odpowiedzialnością.
Jeśli jednak odrzeć te działania z warstwy propagandowej, ukaże się nam niesmaczna mieszanka oportunizmu, wybiórczego oburzenia i ignorancji historycznej. Wszystko to dzieje się w cieniu coraz gęstszego odoru skandali gromadzących się na progu gabinetu Sáncheza.
Ten kontekst jest kluczowy: Sánchez nie przemawia z pozycji uczciwości czy wiarygodności. Przemawia z wnętrza ekosystemu politycznego, który koroduje z każdym dniem jego urzędowania.
Cień korupcji i erozja autorytetu
W kwietniu 2026 roku, po wieloletnim śledztwie, jego żona, Begoña Gómez, została oskarżona o defraudację, płatną protekcję, korupcję w biznesie i sprzeniewierzenie funduszy. Nie są to błahe zarzuty ani błędy proceduralne. Uderzają one w samo sedno państwa: pytają o to, czy bliskość władzy wykorzystywano dla prywatnych korzyści, a instytucje publiczne traktowano jak narzędzia osobistego awansu. Choć oskarżona zaprzecza zarzutom, ich ciężar kładzie się cieniem na wszelkich pozorach autorytetu moralnego, jakie mógłby rościć sobie Sánchez.
Na tym jednak gnicie się nie kończy. Brat premiera objęty jest śledztwem w sprawie domniemanej korupcji na stanowisku publicznym. Wysoko postawieni politycy z otoczenia Sáncheza zostali powiązani z dochodzeniami dotyczącymi łapówkarstwa i nieprawidłowości przy kontraktach publicznych. Skumulowany efekt tych afer to coś więcej niż szkody wizerunkowe – to stopniowa erozja zaufania. A wiarygodność to waluta, którą Sánchez próbuje dziś płacić, wygłaszając moralizatorskie tyrady pod adresem Izraela.
Izrael jako wygodny rekwizyt
Sprzeczność ta jest rażąca. Przywódca sprawujący władzę w cieniu tak licznych skandali ma autorytet moralny na poziomie przysłowiowego buszmena. A jednak Sánchez przemawia tak, jakby stał na czele wzorcowej demokracji – pewny siebie, prawy, niewzruszony zapachem rozkładu emanującym z jego rządu. Potępia Izrael, jakby Hiszpania była niedoścignionym wzorem etycznego rządzenia.
To przejrzysty spektakl, który ma swój konkretny cel. Antyizraelska retoryka Sáncheza nasila się w niemal idealnej synchronizacji z wewnętrzną presją polityczną: nagłówkami o korupcji, niestabilnością koalicji i spadkami w sondażach. W takich momentach polityka zagraniczna staje się sceną, a Izrael – wygodnym rekwizytem.
Atakowanie Izraela nic go nie kosztuje wewnątrz własnej koalicji. Wręcz przeciwnie – przynosi zyski: konsoliduje skrajnie lewicową bazę, przypodchlebia się modnym nurtom europejskiej opinii publicznej i pozwala kreować się na moralnego giganta bez ryzyka realnych konsekwencji. Mało który cel oferuje tak niski koszt przy tak wysokim zwrocie z „moralnego ekshibicjonizmu”.
Podwójne standardy i ich źródła
Przyczyny tego stanu rzeczy są strukturalne. Izrael leży na przecięciu ideologii, emocji i uprzedzeń. Jest krajem na tyle małym, by można go było piętnować, na tyle widocznym, by bez końca go analizować i na tyle niezrozumianym, by bezkarnie tworzyć jego karykaturę. Sánchez przyjął tę dynamikę z entuzjazmem, obnażając przy tym własną powierzchowność.
Warto zwrócić uwagę na tę asymetrię: kiedy oskarżenia o korupcję dotykają jego otoczenia, Sánchez sięga po język uników. Oskarża oponentów o „wojnę prawną” (lawfare), spiski i nadużycia ze strony sądownictwa. Śledczy stają się stronniczy, kontrola – prześladowaniem, a odpowiedzialność – atakiem. Jednak gdy Izrael mierzy się z wrogami otwarcie nawołującymi do jego unicestwienia, Sánchez traci zdolność do dostrzegania niuansów. Nie ma mowy o złożoności sytuacji, egzystencjalnym zagrożeniu czy realiach strategicznych. Jest tylko potępienie.
Stosowanie podwójnych standardów jest intelektualną nieuczciwością. Jednak gdy są one konsekwentnie wymierzone w jedyne państwo żydowskie na świecie, przestają być tylko kwestią polityczną. Jest na to konkretne określenie: antysemityzm.
Europa powinna to dostrzec pierwsza. Hiszpania w szczególności, gdyż od czasu wygnania Żydów w 1492 roku antysemityzm jest w niej stale obecny w różnych formach. Postawa Sáncheza normalizuje dyskurs, w którym Izrael jest demonizowany w sposób wyjątkowy, co z czasem przenika do mediów i świadomości społecznej, kształtując postawy wobec Żydów w ogóle.
Koszt politycznej próżności
Autorytetu moralnego nie zdobywa się deklaracjami – trzeba na niego zapracować. Wymaga on konsekwencji, uczciwości i stosowania tych samych standardów wobec siebie, co wobec innych. Pod rządami Sáncheza Hiszpania nie wykazuje żadnej z tych cech. Poucza innych za granicą, potykając się o własne nogi w kraju.
Co więcej, Hiszpania nie posiada dziś takiego znaczenia strategicznego, by móc pozwolić sobie na taką butę. Nie jest kluczowym graczem na Bliskim Wschodzie, nie kształtuje architektury bezpieczeństwa i nie ponosi konsekwencji zagrożeń, przed którymi stoi Izrael. Wnosi niewiele w sensie „twardej siły”, a jeszcze mniej w kwestii odpowiedzialności. Oferuje jedynie moralizatorski szum – głośny, lecz w gruncie rzeczy nieistotny.
Ostatecznie antyizraelska fiksacja Sáncheza świadczy o jego politycznej kruchości. To efekt zastąpienia zasad przez doraźne korzyści, rzeczywistości przez retorykę, a wewnętrznej odpowiedzialności przez zewnętrzne potępienie. Hiszpania zasługuje na lepszego lidera niż ktoś, kto traktuje państwo z taką obojętnością. To samo dotyczy prawdy.
Pedro Sánchez i polityka wygodnego oburzenia
Kategorie: Uncategorized

