Przyslal Leon Schatz

Wokół konkursu piosenki doszło do wielu manipulacji politycznych, które naruszały jasno określone zasady. Żadna z nich nie była jednak dziełem państwa żydowskiego.
„The New York Times” opublikował obszerny artykuł, który jest niczym innym jak ckliwym ćwiczeniem z budowania tendencyjnej narracji. W swoim śledztwie dotyczącym postępowania Izraela podczas Eurowizji gazeta z wielką powagą twierdzi, że tamtejszy rząd wydał pieniądze na reklamy internetowe, aby zachęcić do głosowania na swój utwór. Według dziennikarzy miało to niemal doprowadzić do upadku tego najpopularniejszego na świecie popowego widowiska. „The Times” sugeruje nieuczciwą grę, cyniczną manipulację oraz operację typu soft power ubraną w cekinowe szaty.
Jednak rzetelna analiza dowodów prowadzi do zupełnie przeciwnych wniosków.
W okresie, którym zajmował się „Times”, rzeczywiście miało miejsce wiele politycznych manipulacji naruszających jasne zasady konkursu. Były one udokumentowane i znane z nazwiska. Mowa o sytuacjach, w których osoby prywatne publicznie przyznawały się do wykroczeń w mediach społecznościowych, a nadawcy łamali wytyczne Europejskiej Unii Nadawców (EBU) podczas transmisji na żywo. Żadne z tych działań nie pochodziło jednak z Izraela.
W 2025 roku hiszpański nadawca publiczny złamał regulamin, emitując podczas finału Eurowizji na żywo polityczne oświadczenie popierające Palestynę. Premier Hiszpanii osobiście wzywał do wykluczenia Izraela z konkursu. Instytucjonalny sprzeciw hiszpańskiego rządu wobec udziału tego kraju nie mógł być bardziej dosadny. A jednak hiszpańska publiczność przyznała Izraelowi „douze points” – maksymalną liczbę punktów.
Podobnie stało się w Irlandii, której krajowy nadawca należał do najgłośniejszych krytyków obecności Izraela i która całkowicie bojkotuje konkurs w 2026 roku z powodów politycznych. Tamtejsza publiczność w 2025 roku również przyznała reprezentantowi Izraela dwanaście punktów. Gdyby głosy te były fikcją wyczarowaną przez rządową propagandę, oznaczałoby to, że ktoś zapomniał poinformować o tym wyborców w Madrycie i Dublinie. Populacja Żydów w Irlandii liczy około 2500 osób. W Hiszpanii to około 40 000 mieszkańców w 47-milionowym kraju. To nie są liczby, które mogłyby realnie wpłynąć na wynik ogólnokrajowego głosowania telefonicznego.
Eurowizja od dziesięcioleci cieszy się dużym zainteresowaniem środowiska akademickiego właśnie dlatego, że wzorce głosowania są niezwykle wymowne. Naukowcy z Uniwersytetu Centralnej Florydy przeanalizowali dane z ostatnich 60 lat i potwierdzili to, o czym wszyscy wiemy od dawna: bloki geograficzne, bliskość kulturowa oraz społeczności diaspory tworzą spójne, istotne statystycznie skupiska głosów, całkowicie niezależne od muzycznej wartości utworów.
Niemcy przez lata przyznawały Turcji wysokie noty, co łatwo wyjaśnić obecnością 750 000 tureckich pracowników, którzy przybyli tam w ramach umów o zatrudnieniu z lat 60. i zostali na stałe. Francja konsekwentnie faworyzuje Portugalię i Izrael, co wynika odpowiednio z obecności dużych społeczności portugalskiej i żydowskiej. Litwa osiąga ponadprzeciętne wyniki w Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka jedna z największych litewskich diaspor w Europie. Z kolei badanie przeprowadzone w 2026 roku przez ETH Zurich, w którym przeanalizowano prawie 1800 eurowizyjnych piosenek, wykazało, że kraje od dziesięcioleci systematycznie uczą się i dostosowują swoje strategie. Najskuteczniejsza jest Szwecja, która dzięki festiwalowi Melodifestivalen zindustrializowała ten proces, zamieniając go w fabrykę hitów i wysyłając swoich producentów oraz kompozytorów do połowy krajów na kontynencie.
Nigdy nie uważano tego za skandal. Tak po prostu działa Eurowizja. Konkurs ten nigdy nie był i nie miał być sterylną oceną wartości muzycznej dokonywaną za „zasłoną niewiedzy”.
Czym więc jest ten rzekomy skandal? Prawdziwa polityzacja Eurowizji przebiegała w zupełnie innym kierunku, miała szerszy zasięg i w kilku udokumentowanych przypadkach rażąco łamała zasady – czyli robiła to, o co kampanię Izraela oskarża się tylko dlatego, że okazała się skuteczniejsza.
Norweski juror, Daniel Owen, po konkursie w 2024 roku publicznie przyznał na Instagramie, że celowo nie przyznał punktów izraelskiej wykonawczyni, Eden Golan, z powodu swoich poglądów politycznych na temat sytuacji w Strefie Gazy. Doskonale wiedział, że łamie regulamin. Jurorzy przed pracą oglądają film instruktażowy, który wyraźnie zabrania dyskryminacji jakiegokolwiek uczestnika ze względów politycznych. Mimo to zrobił to, a następnie przeprosił – ale nie za naruszenie zasad, lecz za to, że jego koledzy z jury w ogóle przyznali Izraelowi jakieś punkty. EBU wyraziła jedynie rozczarowanie. Nie podjęto żadnych publicznych działań dyscyplinarnych.
Analiza statystyczna głosów jury w porównaniu z głosami publiczności oddanymi na Izrael maluje druzgocący obraz. Przed 7 października 2023 roku różnica między ocenami jurorów a widzów dla tego kraju wahała się w granicach normy, tak jak w przypadku każdego innego państwa. Po 7 października poparcie profesjonalnych jurorów w całej Europie drastycznie spadło, podczas gdy poparcie publiczności gwałtownie wzrosło. Obie krzywe mocno się rozjechały i ten trend się utrzymuje. Tego rodzaju wzorca, widocznego jednocześnie w dziesiątkach niezależnych komisji jurorskich, nie da się wytłumaczyć nagłą, zbiorową zmianą oceny walorów artystycznych izraelskiej muzyki.
W tym samym czasie pięciu nadawców krajowych bojkotuje konkurs w 2026 roku z wyraźnych powodów politycznych. Ruch BDS prowadził zorganizowane kampanie wzywające wykonawców, ekipy techniczne i widzów do bojkotu wydarzenia. Ponad tysiąc artystów podpisało listy domagające się wykluczenia Izraela. Hiszpański nadawca umieścił polityczne hasło na ekranie podczas transmisji na żywo – co stanowiło bezpośrednie naruszenie wytycznych EBU – i nie poniósł z tego tytułu żadnych konsekwencji.
Wszystkie te udokumentowane, skoordynowane instytucjonalnie i łamiące regulamin działania przyciągnęły zaledwie ułamek tej uwagi, którą poświęcono Izraelowi za zakup reklam w Google. A przecież ta kampania reklamowa była prawdopodobnie jedyną reakcją obronną mającą na celu przeciwdziałanie międzynarodowym próbom politycznego uderzenia w Izrael. Samą obronę potępił „New York Times”, mimo że formalnie nie złamała ona żadnych reguł.
Pozostaje też pytanie, do czego właściwie zachęcały izraelskie reklamy. Namawiały one sympatyków do wykorzystania limitu 20 głosów, które system wprost pozwala oddać każdemu widzowi. Ta zasada istnieje po to, by zaangażowani fani mogli wyrazić silne poparcie. Gdyby intencją organizatorów była zasada „jedna osoba, jeden głos”, limit wynosiłby jeden. Głosujący widzowie – niezależnie od tego, czy kierowali się miłością do piosenki, solidarnością kulturową, sympatią polityczną czy poczuciem przynależności – robili dokładnie to, na co pozwalał regulamin.
Można głosować, ponieważ oprawa sceniczna zapierała dech w piersiach; ponieważ uwagę przykuł islandzki techno-wiking w skórach; ponieważ piosenkarz biegał w trykocie po wielkim kołowrotku dla chomika (i szanuje się to poświęcenie); ponieważ czyjś dziadek pochodził z danego kraju; ponieważ modulacja tonacji połączona z maszyną do wiatru wywołała ciarki, albo po prostu dlatego, że chce się wyrazić manifest polityczny. Wszystkie te motywacje są legalne. Jedynymi ludźmi w całej tej układance, od których bezwzględnie wymagano odłożenia na bok polityki i oceniania wyłącznie muzyki, byli profesjonalni jurorzy – a jeden z nich bez żenady pochwalił się na Instagramie, że te zasady zignorował.
Eurowizja nigdy nie była wydarzeniem neutralnym politycznie. To święto tożsamości narodowej, różnic kulturowych i swoistej plemienności. Flagi, pocztówki wideo, stroje narodowe, prezenterzy ogłaszający wyniki z patriotyczną dumą – wszystko to jest przesiąknięte narodowym duchem, który nierozerwalnie wiąże się z polityką. Kultura nie jest podporządkowana polityce; to polityka wynika z kultury, tożsamości i tego, kogo postrzegamy jako bliskiego sobie.
gdyby EBU naprawdę zależało na stworzeniu sterylnego konkursu muzycznego, opublikowałaby wszystkie utwory w wieczór finału bez podawania krajów pochodzenia. Jurorzy słuchaliby ich po raz pierwszy w całkowitej niewiedzy. Bez występów na żywo. Bez flag. Bez pocztówek z pięknych miast. Bez komentarza Grahama Nortona. Ślepa degustacja muzyki.
Tylko że nikt by tego nie oglądał. Nikogo by to nie obchodziło. Dramat, rosnące napięcie, kampowa przesada, łzy, plemienne sympatie, blichtr i geopolityczne podteksty – to właśnie esencja tego festiwalu. Radosna absurdalność całego widowiska opiera się na tym, że wiemy, skąd pochodzą uczestnicy, i że te kraje nas emocjonują. Nie da się odrzeć Eurowizji z polityki, nie zabijając jednocześnie tego, co czyni ją Eurowizją. Zasady mają jednak dbać o to, by konkurs nie został przejęty przez agresję i zastraszanie.
Izrael grał według reguł. Działał jawnie i w granicach prawa. Skandal, który „The New York Times” faktycznie powinien zbadać, nie dotyczy tego, że Izrael zachęcał swoich zwolenników do głosowania. Prawdziwym problemem jest to, że profesjonalni jurorzy z całej Europy pozwolili, by geopolityka wpłynęła na ich oceny, że publiczny nadawca pokazał polityczny manifest w czasie antenowym oraz że instytucjonalna reakcja EBU polegała na uszczelnieniu zasad dotyczących reklam, przy jednoczesnym przymknięciu oka na realne naruszenia po drugiej stronie barykady.
Oto cała prawda. Ale należą się „douze points” dla „New York Timesa” za próbę stworzenia alternatywnej rzeczywistości.
Rzekomy skandal „The New York Timesa”. Izrael w kontekście Eurowizji
Kategorie: Uncategorized


Autor ma duzo racji, oczywiscie konkurs ten ma ten plemienno-narodowy wymiar i nie jest jakims objektywny pomiarem muzykalnosci.
Sa jednak pewne granice przyzwoitisci jak bezposrednie zaangazowanie rzadu Izraela. Wydatki na ESC znaleiono w buchlterii PM Bibi M. Ambasador Izraela w Islandii wyslal list protestacyjny do Radia i Telewizji Islandii. To sa dowody na bezposrednie rzadowe zaangazowanie, niezgodne z zasadami ESC (reguly ponizej).
Autor tego teksty wygodnie pomija te fakty.
A te « 20 glosów » jako silne zaangazowanie pomija fakt ze glosowanie daje 15-20 miljonów USD zysku w budzecie na 30-60 mln $.
Pewnie sam widzisz konflikt interesu między « sprawiedliwoscia » a sila plemiennegi zaangazowania.
ESC ma być fajnym wydarzeniem rozrywkowym , tak to ogladalem w mlodosci, a nie pelnym napięć sprawdzianem jakichs podtekstów politycznych.
Regly ESC
« “The ESC is a non-political event.”
“No promotion, reference or display of political, geopolitical or comparable causes, organisations or messages…”
“No actions that would instrumentalise the ESC for purposes unrelated to its artistic and entertainment nature.”
The rules also specifically prohibit:
political advocacy
political gestures/statements during the event
attempts to manipulate voting
“government-backed campaigns” influencing voting integrity
Wlodek S , a co ty na to ?