Uncategorized

Pesach w schronie przeciwbombowym

Phyllis Chesler

Większość Izraelczyków spędzi nadchodzące święto Pesach prawdopodobnie w schronach. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Jako naród znajdowaliśmy się w podobnej sytuacji wielokrotnie – tyle że dawniej nie mieliśmy suwerennego państwa ani bohaterskich, znakomicie wyszkolonych żołnierzy, którzy chroniliby nas przed tymi, którzy „w każdym pokoleniu” dążą do naszej eksterminacji.

Ponownie przeżywamy żydowską historię. Z wyjątkiem krótkich, łaskawych przerw, zawsze tak ona wyglądała. Wielu Żydów o tym zapomina, łudząc się, że zdołali od tego uciec. Okazuje się jednak, że koło historii toczy się dalej, także w suwerennej Ziemi Świętej – ziemi, która stała się zarówno cudownym powrotem do korzeni, jak i upragnioną ostoja dla Żydów z diaspory.

Przystańmy na chwilę, by odetchnąć. I by pamiętać.

Żydzi już wcześniej świętowali Pesach w dramatycznych okolicznościach. W nazistowskich gettach i obozach zagłady, takich jak Auschwitz, Dachau czy Westerbork, ryzykowali śmiercią, przemycając do baraków mąkę, by upiec z niej choćby symboliczną macę. Trudno w to uwierzyć, ale niektórym udawało się w tym celu rytualnie oczyścić piec krematoryjny, by stał się koszerny.

Niektórzy więźniowie, choć skrajnie wycieńczeni głodem, przez cały tydzień odmawiali spożycia skromnych racji chleba, byle nie naruszyć zakazu jedzenia chamecu. Kobiety przemycały gotowane ziemniaki i rodzynki, by skompletować składniki niezbędne do sederu. Wielu recytowało całą Hagadę z pamięci i organizowało potajemne wieczerze, wiedząc, że każda chwila modlitwy może być ich ostatnią.

Dla wielu ocalałych te potajemne sedery pozostały najważniejszymi wydarzeniami w życiu. Manifestacja wiary dodawała im sił i przywracała godność.

W Samarkandzie za czasów Stalina chasydzi z ruchu Chabad ryzykowali życiem, prowadząc podziemne jesziwy, ukrywając uciekinierów oraz z niezwykłą starannością wypiekając macę. Starsi i schorowani ludzie przemierzali w ciemnościach kilometry, by zanurzyć się w lodowatej rzece, która służyła im za jedyną dostępną mikwę.

W XV i XVI wieku hiszpańscy Żydzi, którzy nie wybrali wygnania, musieli udawać katolików. Mimo to organizowali potajemne sedery, narażając się na tortury Inkwizycji i śmierć. Wypiekali macę w ukryciu, a ponieważ byli nieustannie obserwowani przez szpiegów i sąsiadów, często świętowali w innym terminie niż pierwsze dwie noce, by zmylić pościg.

Samo źródło rytuału Paschy, jaki znamy dzisiaj, zrodziło się w bolesnych warunkach. Wszystko zaczęło się, gdy Babilończycy zburzyli Pierwszą Świątynię i wygnali Żydów w 586 r. p.n.e. Wcześniej święto w Ziemi Świętej było wydarzeniem publicznym, wspólnotowym, skupionym wokół ofiar składanych w Świątyni. Bez niej Żydzi musieli improwizować – tak seder stał się uroczystością domową. Każdy ojciec rodziny stawał się kapłanem, a każdy stół ołtarzem. To właśnie tam, w „domu niewoli”, Żydzi świętowali wyzwolenie z Egiptu i to tam powstał Talmud Babiloński. Osiągnięcie doprawdy niezwykłe.

Jak to możliwe? Jak można świętować wolność, żyjąc na wygnaniu lub w obozie koncentracyjnym?

Kiedyś prowadziłam seder w więzieniu dla kobiet Bedford Hills. Było to jedno z najbardziej poruszających doświadczeń w moim życiu. Osadzone opowiadały, że w więzieniu czują się bezpieczniej i paradoksalnie „wolniej” niż w domach, z których uciekły przed kazirodztwem i przemocą. Na ulicy stawały się ofiarami handlarzy ludźmi, wpadały w szpony nałogów. W więzieniu „wyczyściły się”. Jedna z nich, więźniarka polityczna (sprawiająca wrażenie maltretowanej), cieszyła się po prostu z tego, że opuściła izolatkę i mogła spędzić czas w grupie. Część z tych kobiet pochodziła z ortodoksyjnych rodzin żydowskich.

Mam nadzieję i modlę się o to, by Izraelczycy pozostali bezpieczni w swoich mamadach i schronach; by organizowali tam wspólne sedery, chroniąc się przed rakietami; by zadbali o zapasy i wszystko, co potrzebne do rytualnej wieczerzy. Mam nadzieję, że osoby starsze i niepełnosprawne, które nie mogą szybko się przemieszczać, zaplanują nocleg w bezpiecznych miejscach – tak jak robili to londyńczycy podczas Blitzu. Instrumenty muzyczne czy przenośne toalety w schronach też nie są złym pomysłem.

Obyśmy ponownie zostali ocaleni w tych trudnych czasach. Oby „Imperium Zła” Chomeiniego w końcu upadło. Oby armia Izraela zwyciężyła. Oby Bóg był przy nas, a my byśmy zachowali wiarę. Oby tym razem oszczędzeni zostali wszyscy, a nie tylko „biblijna reszta”.

Pesach w schronie przeciwbombowym

Chag Pesach Sameach!


Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.