
Melanie Phillips
Były dyplomata ujawnia antyizraelskie uprzedzenia i infiltrację islamistów
„Szczególne stosunki” między Wielką Brytanią a USA są dziś podtrzymywane sztucznie. Donald Trump nie kryje wściekłości na brytyjskiego premiera, Sir Keira Starmera, za odmowę przyłączenia się do koalicji przeciwko Iranowi. Waszyngton potępia pasywność Londynu i Europy, które nie chcą bronić nawet Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku naftowego, od którego są bardziej uzależnione niż Ameryka. Efekt? Ruch w cieśninie zamarł, a ceny ropy poszybowały w górę.
Upadek moralnego kompasu
Postawa Wielkiej Brytanii to nie tylko „pacyfistyczne tchórzostwo” i pasożytowanie na amerykańskiej tarczy. To coś znacznie gorszego: systematyczne zaprzeczanie trwającej od 47 lat wojnie, którą Iran wypowiedział Zachodowi. Dzisiejsze elity, chowając się za pokrętnymi interpretacjami prawa międzynarodowego, nazywają walkę z reżimem „nielegalną agresją”.
U podstaw tej postawy leży toksyczna mieszanka: strach przed moralną jasnością Trumpa, jadowita wrogość wobec Izraela oraz rozpad tożsamości narodowej. Premier Starmer, który obiecywał walkę z antysemityzmem w Partii Pracy, dziś zdradza te ideały. Odmawiając udziału w obaleniu irańskiej tyranii, udowadnia, że jego partia przestała być „projektem moralnym”.
Iran to państwo z rękami splamionymi krwią własnych obywateli oraz żołnierzy zachodnich. To centrum „osi zła” (wraz z Rosją, Chinami i Koreą Północną), które finansuje globalny terroryzm i handel narkotykami. Aby wolny świat mógł odetchnąć, należy „odciąć głowę węża”. Tymczasem Wielka Brytania – niegdyś „naród o sercu lwa” – odwraca wzrok, jednocześnie karząc Izrael za walkę o przetrwanie i promując kłamstwa Hamasu.
Szokujący bankiet w cieniu szubienic
Symbolicznym upadkiem brytyjskiej dyplomacji był udział urzędników MSZ (Foreign Office) w przyjęciu w ambasadzie Iranu w Londynie. Świętowano tam rocznicę rewolucji islamskiej z 1979 roku – tej samej, która oddała władzę fanatykom. Jak donosił „The Telegraph”, brytyjscy oficjele stali w milczeniu podczas irańskiego hymnu, otoczeni portretami ajatollahów.
Ten skandal skłonił do przerwania milczenia Edmunda Fittona-Browna, wybitnego dyplomatę (ambasadora w Jemenie w latach 1984–2017). W swoim artykule wskazał on na fundamentalne patologie brytyjskich elit:
- Brak jasności moralnej: MSZ przestało rozróżniać przyjaciół od wrogów.
- Podwójne standardy: Izrael jest grillowany z chorobliwą dokładnością, podczas gdy zbrodnie jego wrogów są „racjonalizowane” lub ignorowane.
- Infiltracja islamistyczna: Fitton-Brown wprost pisze o wpływach islamistów w służbie cywilnej, co prowadzi do inwersji pojęć – sojusznicy stają się „problemem”, a agresorzy „ofiarami z uzasadnionymi pretensjami”.
Gdzie jest granica?
Iran od dekad realizuje hasło „Śmierć Ameryce” i „Małemu Szatanowi” (Wielkiej Brytanii). Reżim ten nigdy nie wycofał fatwy nakazującej zabójstwo Salmana Rushdiego. Mimo to Starmer, który obiecywał uznać irański Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) za organizację terrorystyczną, wciąż zwleka – mimo że zrobiła to już nawet Unia Europejska.
„Kto musi zginąć, zanim podejmiemy zdecydowane działania?” – pyta retorycznie Fitton-Brown. Jeśli brytyjscy urzędnicy nie widzą nic złego w świętowaniu z reżimem, który planuje zamachy na ich własnej ziemi, to znaczy, że Wielka Brytania przestała być liczącym się graczem, a stała się krajem trwożliwie liczącym na to, że konflikt go ominie.
Fakt, że poza „GB News” i „The Telegraph” niemal żadne media nie podjęły tematu rewelacji Fittona-Browna, jest ostatecznym dowodem na głębokość kryzysu, w jakim znalazł się naród Churchilla.
Dlaczego naród Churchilla przestał istnieć?
Kategorie: Uncategorized

