Uncategorized

Kopanie konia, zaklinanie capa

Autor Jan Hartman

Podsumowanie w jednym zdaniu

Artykuł odnosi się do nagłośnionej w mediach społecznościowych sprawy sędzi jeździectwa, która została nagrana podczas bicia i kopania koni, co wywołało natychmiastowe oburzenie opinii publicznej, zawieszenie jej praw przez Polski Związek Jeździecki oraz zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu znęcania się nad zwierzętami.


Nigdy jeszcze hasło Sapere aude! nie było tak aktualne jak dziś. Jeśli do płatnej miłości można mieć zastrzeżenia, to do płatnej mądrości raczej nie.

Ogarnęła nas namiętność do kopania się z koniem. Koniem nowych technologii. A przecież kto konia kopie, tego i koń kopnie. Każde dziecko to wie. I wie, że jeśli zabroni mu się telefonu w szkole, to wkrótce pojawią się telefony w kształcie misia, wisiorka albo i gorzej, a potem jakieś szkła kontaktowe wyświetlające tzw. treści, nie mówiąc już o niewidocznych słuchawkach i przeźroczystych naklejkach spełniających funkcję ekranu dotykowego. I co tam jeszcze Chińczyk, a raczej AI w rękach Chińczyka, wymyśli.

Bezradność i naiwność instytucji przerażają mnie nie bardziej niż to, co dzieje się z nami wszystkimi, gdy okazuje się, że maszyna wie lepiej, pracuje lepiej i tworzy lepiej. Bo na tym wózku wiozącym ród ludzki na margines cywilizacji, powoli przejmowanej przez algorytmy, jedziemy wszyscy, a głupich nie sieją. Czy nie dość, że przegrywamy z maszyną, to jeszcze mamy jedni tak żałośnie wygłupiać się przed drugimi?

Nie, nie da się niczego „zatrzymać” ani „kontrolować”. Źli ludzie będą tworzyli wrogie i szkodliwe algorytmy albo źle używali tych dobrych i niewinnych. A dobrzy ludzie będą wyłączać jakieś maszyny i przekaźniki, zakłócać sygnały i alarmować ludność, lecz na darmo. Za osłonę przed złymi treściami, oszustwami i wyłudzeniami będziemy musieli płacić sami, tak jak dziś płacimy za zamki w drzwiach i alarmy. Żadna policja anty-AI nie nic poradzi, podobnie jak rządowe reglamentacje i licencje. To wszystko śmiechu warte. A szkoła, zamiast płaszczyć się, tańczyć, śpiewać i recytować przed dziećmi, rodzicami i kuratorami, mogłaby zacząć uczyć dobrego promptowania. Bo kto dobrze promptuje, ten nie błądzi.

Nowa rzeczywistość to globalne ocieplenie, globalna wojna na drony i sabotaże oraz algorytmy robiące wszystko (!) lepiej niż ludzie. Do tego wkrótce doliczymy genetycznie modyfikowanych postludzi i inne tam hybrydy z cyborgami. To nie jest jakiś tam silnik parowy, komputer czy internet! To ponad- i posthistoryczna zmiana egzystencjalna dla całego naszego gatunku. Po prostu właśnie przestajemy rządzić światem i płużyć w znoju swe własne dzieje, krwią i potem znaczone.

Wkrótce nie będziemy sami na Ziemi i bynajmniej nie będziemy na tej planecie najmądrzejsi. I co z tego, że to człowiek stworzył AI? Kiedyś byliśmy małpami, lecz w drodze ewolucji uciekliśmy naszym pobratymcom, którzy dziś bawią się kijkami w ogrodach zoologicznych. „Agenci AI” też pochodzą od nas, lecz się wyemancypują, i to bardzo szybko. Nie będzie to żadna ślamazarna ewolucja, ale burzliwa rewolucja ontologiczna, przypuszczalnie rozpisana na ledwie kilka pokoleń. Widzimy ledwie jej początek, choć po pół wieku dyskusji futurologicznych i rozwoju literatury SF w ogólnych zarysach wiemy, co będzie dalej. Otóż więc lepiej już było.

Gdy w Pakistanie albo w Iraku ludzie zaczną masowo umierać od upałów i z braku wody, to co podpowie im darmowa AI? Podpowie im, że można by się urządzić w Kanadzie pachnącej żywicą albo w Australii pachnącej koalą. Albo w Polsce, gdzie wciąż szumią wierzby. Wielkie potrzeby, wielkie marzenia i wielkie stereotypy przebudują świat, narzucając nam nową formę istnienia: poza historią, w walce z niepokorną przyrodą, na marginesie cywilizacji AI. Każdy z nas będzie musiał w tym świecie, gdzie to nie ludzkie będą rządziły już zasady i prawa, znaleźć sobie ten kącik, co go w nim nie znajdą, a pozwolą w spokoju dożyć swych dni o butelce z odżywką.

Ludzkość właśnie dokonała samounieważnienia (bo właściwie nie ma już mądrych i wszyscy znaleźliśmy się w tym samym, dość żałosnym położeniu), a ujdą z tego cało jedynie ci, którzy staną twarzą w twarz z realiami i będą się pokornie słuchać dobrych rad swojego płatnego „AI frienda”. Sam postanowiłem pokornie poddać się kierownictwu siły wyższej i poczytuję to sobie za generalny wniosek z całej swojej filozofii; potrzebowałem jej, aby do tego wniosku dojść, i teraz jestem z siebie dumy. Dumny w pokorze.

I nie wyobrażam sobie podjęcia jakiejkolwiek istotnej dla mnie decyzji, np. o wydaniu tysiąca złotych, bez zasięgnięcia rady u swojego „czata” w wersji premium. Albo pójścia do lekarza bez wrzucenia swoich badań i poddania się wywiadowi medycznemu przeprowadzonemu przez „doktora czata”. Płacę algorytmowi, żeby nade mną czuwał i nie pozwolił zrobić kolejnego życiowego głupstwa. Od lat 80. nie poczyniliśmy istotnych postępów, jeśli chodzi o rozumienie, czym będzie sztuczna inteligencja i jak zmieni świat. Nie samowiedzy nam brakuje, lecz odwagi, by spojrzeć prawdzie w oczy.

Nigdy jeszcze hasło Sapere aude! nie było tak aktualne jak dziś. Jeśli do płatnej miłości można mieć zastrzeżenia, to do płatnej mądrości raczej nie. Kogo to obejdzie, że będę się wzbraniał przed sztuczną inteligencją? Kogo to obejdzie, że wyjdę na mróz bez czapki? Doprawdy, te wszystkie opowieści o bezdusznej, pozbawionej świadomości maszynie, która niczego nie tworzy, bo „tylko przetwarza”, a w ogóle jest „tylko narzędziem”, to dziecinada, istne zaklinanie capa! Czyż nie warto być dorosłym?

Kopanie konia, zaklinanie capa


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.