Andrew Fox

Podsumowanie w jednym zdaniu
Choć kluczowi sojusznicy Iranu na Bliskim Wschodzie zostali poważnie osłabieni, Teheran nadal podtrzymuje swoją presję regionalną za pośrednictwem irackich milicji i jemeńskich Huti, co sprawia, że wymuszone na Bagdadzie przez Stany Zjednoczone rozbrojenie tych ugrupowań pozostaje niezwykle trudnym i ryzykownym zadaniem.
Hamas i Hezbollah zostały poważnie osłabione, a Syria wypadła z gry, jednak irackie milicje i Huti nadal biorą udział w walkach.
Choć zdolność Iranu do prowadzenia wojny na Bliskim Wschodzie została znacznie ograniczona, przetrwała ona ciosy wymierzone w jego własne siły zbrojne. W Iraku ugrupowania uzbrojone i wyszkolone przez Islamską Gwardię Rewolucyjną (IRGC) nadal mogą atakować sąsiednie kraje, z kolei w Jemenie Huti zagrażają żegludze przy wejściu do Morza Czerwonego. Każdy, kto ocenia straty Iranu z pominięciem tych sił, nie dostrzega pełnego potencjału, jaki Teheran wciąż ma do dyspozycji.
Donald Trump wycofał już pozostałe amerykańskie oddziały z Iraku, licząc na to, że Bagdad rozbroi milicje, które od lat domagały się właśnie tego kroku. Nie jestem jednak przekonany, czy irackie władze podołają temu zadaniu. Sukcesy Izraela w walce z innymi sojusznikami Iranu są znaczące: Hamas utracił dużą część zorganizowanego potencjału bojowego, Hezbollah poniósł druzgocące straty w dowództwie i zapasach broni, a upadek reżimu Baszara al-Asada zlikwidował syryjski korytarz tranzytowy do Libanu. W obliczu tak poważnego osłabienia tych sił Teheran ma tym większy powód, by polegać na swoich partnerach w Iraku i Jemenie, którzy wciąż zadają ciosy jego wrogom.
Irak i spuścizna PMF
Irackie Siły Mobilizacji Ludowej (PMF) powstały jako masowy ruch w sytuacji kryzysowej w czerwcu 2014 roku. Gdy Państwo Islamskie zajęło Mosul, armia iracka uległa rozpadowi, a Bagdad znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, szyicki wielki ajatollah Ali al-Sistani wezwał Irakijczyków do zgłaszania się na ochotników do sił bezpieczeństwa. Jego biuro sprzeciwiło się tworzeniu nielegalnych milicji, a mężczyźni odpowiadający na wezwanie bronili kraju przed egzystencjalnym zagrożeniem. Istniejące ugrupowania zbrojne oferowały jednak gotowe struktury, broń oraz doświadczonych dowódców.
Część z tych liderów od dziesięcioleci współpracowała z Iranem. Represje Saddama Husajna zmusiły irackich szyickich opozycjonistów do wygnania, gdzie podczas wojny irańsko-irackiej IRGC sponsorowało Korpus Badr. Po obaleniu Saddama w 2003 roku formacja ta powróciła do kraju, obsadzając kluczowe stanowiska w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i służbach bezpieczeństwa. Inne grupy wyłoniły się z ruchu sadrystów – w tym Asa’ib Ahl al-Haq – podczas gdy Kata’ib Hezbollah nawiązał szczególnie bliskie więzi z Siłami Quds IRGC. Iracki opór korzystał z irańskiego wsparcia, w tym bomb przydrożnych i penetratorów formowanych wybuchowo, zdolnych przebijać pojazdy opancerzone. Relacje te zacieśniono na długo przed tym, jak Państwo Islamskie dało tym ugrupowaniom nową sprawę do walki.
Walka z Paunstem Islamskim przyniosła PMF prestiż społeczny okupiony realnymi poświęceniami, zjednoczyła jednak formacje, których nigdy nie należy traktować jako monolit. Oddziały związane ze świątynią Sistaniego, zwolennici Muktady as-Sadra oraz ugrupowania mniejszościowe mają zupełnie inne lojalności niż frakcje najściśleją powiązane z Teheranem. Sprowadzanie każdego bojownika PMF do roli irańskiej marionetki zaciemnia zarówno genezę tej siły, jak i podziały, które Bagdad mógłby sprytnie wykorzystać. Osiągnięciem Iranu było wzmocnienie własnych sojuszników w ramach mobilizacji, która w swych założeniach miała charakter rodzimy.
Przyjęta w 2016 roku ustawa włączająca PMF w struktury irackich sił zbrojnych skomplikowała sytuację. Państwo zaczęło wypłacać im pensje, nie zyskując przy tym faktycznej kontroli nad poszczególnymi frakcjami. Partie powiązane z milicjami zyskały wpływ na tworzenie rządu, a ich sieci biznesowe czerpały zyski z kontraktów i handlu przygranicznego. Dowódcy zbudowali stabilne zaplecze finansowe i polityczne, którego zechcą bronić. Chcieli wycofania Amerykanów, ale zarazem pragną zachować broń gwarantującą im pozycję w kraju. Choć „Islamski Ruch Oporu w Iraku” – szyld, pod którym różne frakcje przyznają się do ataków – pozwala im prowadzić kampanię regionalną przy zachominu oficjalnej tożsamości PMF, nie reprezentuje on całej organizacji.
Regionalna sieć powiązań
Konsekwencje te wykraczają daleko poza amerykańskie bazy. W lipcu bojownicy Huti wspierali irackie frakcje w atakowaniu Arabii Saudyjskiej z terytorium Iraku pod nadzorem IRGC. Dzięki temu Huti zyskali możliwość uderzania w cele saudyjskie od północy, podczas gdy Irakijczycy skorzystali z jemeńskiego doświadczenia operacyjnego.
Wrześniowe ataki na rurociąg wschód–zachód w Arabii Saudyjskiej ujawniły podatność alternatywnych szlaków transportowych królestwa, omijających Cieśninę Ormuz. Bagdad potwierdził, że drony wystrzelono z irackiej prowincji Majsan, choć Islamski Ruch Oporu w Iraku zaprzeczył odpowiedzialności, a sprawców nie zidentyfikowano publicznie. Rurociąg – transportujący ropę do Yanbu – został tymczasowo zamknięty. Zajęcie przez Huti Mokhy i wyspy Perim w tym samym miesiącu wzmocniło ich pozycję w rejonie Bab al-Mandab. Choć załadunek w Yanbu wznowiono, Arabia Saudyjska musi stale chronić infrastrukturę, a tankowce płynące na południe stają w obliczu zagrożenia na morzu.
Strategia jest czytelna: kilka udanych uderzeń wystarczy, by zakłócić eksport, odciągnąć obronę powietrzną na odległe instalacje i zmusić armatorów do zmiany tras. Huti kontrolują terytorium, podatki oraz infrastrukturę telekomunikacyjną i paliwową, co pozwala im uzupełniać straty. Irańskie wsparcie dostarcza nowoczesną broń, a jemeńskie dochody finansują aparat, który z niej korzysta.
Trwałość Hamasu i odporność sieci finansowych
Sytuacja w Strefie Gazy i Libanie przypomina, że poważnie osłabiony ruch zbrojny nie znika automatycznie. We wrześniu szef izraelskiego sztabu, Eyal Zamir, uznał Hamas za pokonany, lecz wywiad ostrzegał, że organizacja prowadzi rekrutację i odbudowuje struktury. Szacowana siła Hamasu w Strefie Gazy wynosi obecnie około 40 000 bojowników – tyle samo, co przed 7 października. Zastąpienie doświadczonego dowódcy jest trudne, ale rekrutacja ludzi do zastraszania wyczerpanej ludności cywilnej nie wymaga wielkich kompetencji. Dopóki nikt inny nie zapewni cywilom ochrony, ocalałe kadry Hamasu odzyskają autorytet.
Sojusznicy ruchu dysponują też potężnym zapleczem finansowym. 2 października Departament Skarbu USA zidentyfikował siatkę zbierania funduszy przez Hamas, która od 2020 roku zgromadziła ponad 2 miliony dolarów za pomocą rzekomych organizacji charytatywnych i kryptowalut. Z kolei w czerwcu opisano firmy powiązane z Hezbollahem, czerpiące zyski z handlu w kilku krajach.
Z danych COGAT wynika, że od zawieszenia broni w październiku 2025 roku do 7 czerwca 2026 roku do Strefy Gazy trafiło prawie 892 000 ton pomocy żywnościowej oraz ok. 887 000 ton importu komercyjnego. Jak wykazałem w raporcie Cash to Terror, pomoc humanitarna napędza gospodarkę kontrolowaną przez Hamas. Uwzględniając comiesięczne przelewy cyfrowe od UNICEF-u, WFP i Autonomii Palestyńskiej oraz wartość samej pomocy, do gospodarki Strefy Gazy napłynęło w czasie wojny około 8 miliardów dolarów – a jest to szacunek ostrożny. Od wypłat gotówkowych pośrednicy powiązani z Hamasem pobierają 20–40% prowizji. Środki te trafiają na rynki, gdzie Hamas czerpie zyski z opodatkowania handlu. Co więcej, odsprzedaż skradzionej pomocy sprawia, że darczyńcy finansują zarówno sam towar, jak i jego odkupienie, bogacąc bojowników. Pieniądze te pozwalają utrzymać organizację, której zaplecze Izrael niszczy od lat.
Wyzwanie dla Bagdadu i dyplomacja Trumpa
Harmonogram wycofania wojsk USA wywodzi się z porozumienia administracji Bidena z 2024 roku. Donald Trump podtrzymał ten plan, uzależniając zacieśnienie relacji gospodarczych i obronnych od rozbrojenia wspieranych przez Iran milicji przez premiera Muhammada Sziję al-Zaidiego. Podczas lipcowego spotkania w Białym Domu Zaidi zadeklarował, że ugrupowania zbrojne złożą broń do 30 września – dnia wyjazdu Amerykanów. Waszyngton miał się wycofać, a Bagdad przejąć kontrolę nad siłami, z którymi dotychczas walczono.
Amerykanie dotrzymali terminu, jednak Zaidi przesunął swój ostateczny termin na 30 czerwca 2027 roku. Jego zrewidowany plan zakłada 90-dniowe zawieszenie broni, gwarancje, że siły USA nie będą atakować milicji, a w dalszej kolejności – przekazanie broni. Premier dąży do rozwiązania czterech opornych frakcji jako niezależnych bojówek i włączenia ich członków w szeregi PMF. Pozwoliłoby to zachować PMF, rozbijając zarazem niezależne łańcuchy dowodzenia. Irak od dekady przekonuje się jednak, jak gigantyczne to wyzwanie.
Część frakcji przejawia gotowość do negocjacji, chcąc chronić dotychczasowe zdobycze polityczne, co daje Zaidiemu pole manewru. Kata’ib Hezbollah i Harakat Hezbollah al-Nujaba będą jednak stawiać opór. Ich dowódcy musieliby zrezygnować z mechanizmów generujących dochody i wpływy polityczne, a Teheran straciłby kluczowe narzędzie w trwającej wojnie. Choć wycofanie USA stanowi odpowiedź na hasła o obcej okupacji, nie zmienia fundamentalnych interesów tych grup. Zaidi musi zmierzyć się z ugrupowaniami posiadającymi głębokie wpływy w strukturach państwowych i przekonać bojowników, że rządowa pensja oznacza lojalność wobec dowództwa państwowego, a nie frakcyjnego.
Waszyngton dysponuje potężnymi narzędziami nacisku, takimi jak kontrola nad transferami dolarów z irackiej ropy, które w tym roku już raz wstrzymano. Użycie tej dźwigni grozi jednak uderzeniem w całą iracką gospodarkę. Od Zaidiego oczekuje się konfrontacji z milicjami przy jednoczesnym łagodzeniu wewnętrznych napięć wywołanych amerykańską presją. Same ograniczenia finansowe mogą przynieść obietnice z Bagdadu, lecz nie przełożą się automatycznie na realną zdolność rządu do egzekwowania rozkazów.
Stany Zjednoczone wciąż mogą uderzać z innych kierunków, lecz ich wycofanie pozbawia lokalnych partnerów cennej tarczy – kurdyjscy urzędnicy już ostrzegają przed utratą amerykańskiej obrony powietrznej. Dowódcy milicji zachowują broń, a zagrożeni przez nich ludzie tracą ochronę, co dodatkowo utrudni rozbrojenie.
Trump słusznie oczekuje, że Irak weźmie odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, lecz żaden kolejny termin nie zmusi Bagdadu do wyegzekwowania tego postulatu. Zanim Waszyngton uzna tę strategię za sukces, potrzebuje dowodów, że iraccy oficerowie potrafią odebrać broń frakcjom, zdyscyplinować nieposłusznych dowódców i zapobiec nielegalnym ostrzałom. W przeciwnym razie czerwiec przyniesie jedynie kolejne rundy rozmów z uzbrojonymi aktorami, których państwo opłaca, podczas gdy Iran nadal zachowuje nad nimi kontrolę.
Wojna Iranu wykracza poza granice Iraku
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

