
Nachum Kaplan
Sposób, w jaki Australia traktuje żony bojowników ISIS, ujawnia cywilizację tak przerażoną własnym osądem, że nie potrafi już odróżnić współudziału od roli ofiary. Ten kraj zgubił moralny kompas.
W starożytnym Rzymie istniało przestępstwo tak poważne, że wykraczało poza zwykłą zdradę stanu: perduellio. Nie była to pospolita przestępczość, lecz świadome sprzymierzenie się z wrogami cywilizacji. Rzymianie rozumieli, że istnieją wybory tak jednoznaczne, iż na zawsze obnażają charakter człowieka. Przystąpienie do Państwa Islamskiego (ISIS) w Iraku i Syrii jest tego koronnym przykładem.
Jednak dziś rządy i elity medialne świata zachodniego uparcie forsują narrację, jakoby „żony z ISIS” – kobiety, które uciekły, by dołączyć do kalifatu u boku mężów lub zawrzeć tam aranżowane małżeństwa – były jedynie ofiarami niefortunnych okoliczności. Przedstawia się je jako naiwne dziewczęta, zagubione matki, które po prostu podjęły „złe decyzje”.
Australia, pod rządami apologetycznego premiera Anthony’ego Albanese’a i amoralnej minister spraw zagranicznych Penny Wong, z entuzjazmem uległa tej groteskowej amnezji moralnej. Kobiety, które dobrowolnie zasiliły szeregi ISIS, są po cichu repatriowane, rzekomo rehabilitowane i reintegrowane ze społeczeństwem. Ich prawa są chronione z najwyższą starannością. Armia psychologów ocenia ich traumy, mobilizowani są pracownicy socjalni, a dziennikarze z emfazą rozpisują się o ich „złożonych” losach.
W tym festiwalu świętoszkowatego dobroczyństwa rzadko wspomina się o ofiarach: o kobietach z plemienia jazydów sprzedawanych do niewoli seksualnej i masowo gwałconych, o gejach zrzucanych z dachów, o dziennikarzach ścinanych przed kamerami czy o dzieciach indoktrynowanych w kultach śmierci.
Co najważniejsze, debata omija kluczową kwestię: cywilizacyjne znaczenie faktu, że te kobiety dołączyły do ISIS dobrowolnie. „Narzeczone dżihadu” nie były turystkami, które zgubiły się w Rakce po drodze na Bali. Podjęły świadomą decyzję o opuszczeniu demokratycznej Australii na rzecz totalitarnego kalifatu.
Osobliwą cechą współczesnej kultury postępowej jest obsesja na punkcie odbierania pewnym grupom sprawczości. Gdyby biały księgowy w średnim wieku z Perth dołączył do neonazistowskiej bojówki w Syrii, nikt nie nazwałby go „osobą wrażliwą”. Nie powstałyby o nim ckliwe reportaże tłumaczące, że „szukał poczucia przynależności”. Zostałby słusznie uznany za obłąkanego fanatyka.
Jednak gdy w grę wchodzą islamistki, zachodnie elity nagle odkrywają determinizm. Te kobiety „musiały” być manipulowane, marginalizowane, wyalienowane. Ta podwójna moralność to objaw głębokiej patologii ideologicznej. Współczesny Zachód przestał wierzyć, że zło może być świadomym wyborem. Wszystko musi zostać zpsychologizowane, usocjologizowane i rozmyte w abstrakcji, aż poczucie winy całkowicie wyparuje.
Nikt już nie jest winny. Każdy jedynie „reaguje na okoliczności”.
To prowadzi do całkowitego rozkładu etycznego. Owszem, niektóre z tych kobiet mogły być zmanipulowane lub szczerze żałować swoich czynów – ale to czyni je podobnymi do niemal każdej innej osadzonej w więzieniu. Wiele z nich było jednak fanatyczkami. Świętowały ataki terrorystyczne w sieci, narzucały innym niewolniczą moralność ISIS i wychowywały dzieci w duchu ludobójczego projektu. Pozostały lojalne wobec kalifatu aż do jego upadku.
Cywilizacje przetrwają tylko wtedy, gdy zachowają zdolność do odróżniania ofiar od oprawców. Bez tego rozróżnienia społeczeństwo traci swój cywilizacyjny system odpornościowy.
Zjawisko „narzeczonych ISIS” obnażyło również absurdalną sprzeczność współczesnego feminizmu. Od dekad głosi on, że kobiety posiadają pełną sprawczość moralną, równą mężczyznom. Są liderkami, sędziami, wojowniczkami. Z jednym wyjątkiem: gdy dołączają do ISIS. Wtedy nagle stają się bezradnymi listkami na wietrze historii. Ta niekonsekwencja oszałamia. Jeśli 19-latka jest wystarczająco dojrzała, by redefiniować płeć i obalać kapitalizm, to dlaczego odmawia się jej sprawczości, gdy wstępuje do najbardziej sadystycznego kultu śmierci na świecie?
Ta sprzeczność wynika z nowej hierarchii zła. Progresywizm stał się na tyle pewny siebie, że otwarcie usprawiedliwia ekstremizm islamistyczny, podczas gdy zachodni nacjonalizm potępia w kategoriach absolutnych. Elity boją się krytykować islamizm z obawy przed oskarżeniem o „islamofobię” – kategorię moralnej paniki, której podstawy naukowe są zbliżone do astrologii. Zamiast o ideologii, wolą więc mówić o traumie, kolonializmie i wykluczeniu.
ISIS nie było „projektem walki z ubóstwem”, który wymknął się spod kontroli. Był to ruch teologiczny oparty na podboju, niewolnictwie i apokaliptycznej przemocy. Jego członkowie wierzyli w te idee, a przekonania determinują działania.
Współczesny Zachód wierzy w resocjalizację tak gorliwie, jakby każdy sadysta był jedynie „niedostatecznie przytulonym liberałem”. Jednak w przypadku dżihadyzmu mówimy o ludziach ideologicznie ukształtowanych, o właścicielach niewolników i fanatykach. To nie jest problem behawioralny, który można wyleczyć warsztatami deradykalizacyjnymi. Niebezpiecznym błędem jest zakładanie, że wyjaśnienie mechanizmu zbrodni jest równoznaczne z jej rozgrzeszeniem.
Urzędnicy łakną historii o odkupieniu, ponieważ potwierdzają one ich terapeutyczny światopogląd. Daje im to złudne poczucie, że zło można pokonać empatią i zasiłkami. Jednak niektórzy ludzie nie są „zdezorientowani” – są oddani przerażającym celom. Cywilizacja, która tego nie widzi, sprowadza na siebie niebezpieczeństwo.
Język używany przez rząd Australii w kontekście repatriacji jest irytujący: „sprowadzanie do domu”, „zmniejszanie stygmatyzacji” i inne terapeutyczne banały. Canberra mówi o żonach dżihadystów z większą czułością niż o własnych, praworządnych obywatelach – a już z pewnością z większą troską niż o prześladowanej społeczności żydowskiej. Zwykli Australijczycy, zmagający się z inflacją i brakiem mieszkań, są pouczani o „osobistej odpowiedzialności”. Tymczasem członkinie ludobójczej sekty otrzymują „wyrafinowane plany opieki uwzględniające traumę”.
W wyczerpanej kulturze świeckiej, która przestała w cokolwiek wierzyć, nawet barbarzyńskie przekonania dżihadystów mogą wydawać się elitom w dziwny sposób pociągające ze względu na swoją „autentyczność” i antyzachodni charakter.
Oczywiście, dzieci urodzone w kalifacie zasługują na współczucie. Jednak ochrona dzieci nie może oznaczać wybielania decyzji ich rodziców. Dorośli dokonali wyboru. Przemierzyli kontynenty, by sprzymierzyć się z organizacją, której brutalność przerażała nawet Al-Kaidę. Teraz urzędnicy proszą obywateli, by udawali, że to jedynie „trudne wyzwanie z zakresu pracy socjalnej”.
Dla Australii, która nie potrafi poradzić sobie z rosnącym antysemityzmem, jest to ostateczny sprawdzian. Społeczeństwo niezdolne do potępienia członków ISIS bez terapeutycznych uników jest cywilizacją w stanie rozkładu. Większym zagrożeniem niż same powracające kobiety jest erozja moralna – utrata zdolności do zapamiętania tego, co nigdy nie może stać się normą.
Bez zdolności do osądzania cywilizacja traci zdolność do obrony. Rzymianie to wiedzieli. Elity w Canberze najwyraźniej o tym zapomniały.
Dołączyły do ISIS. Australia wita je z otwartymi ramionami
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


…”zony bojownikow ISIS”…
Nie nazywajmy bandytow i mordercow ISIS bojownikami.
Stefcia
pewien dziennikarz w czasie wywiadu zapytal znanego muzulmanskiego kaplana: ” Uciekliscie ze swoich krajow przed terrorem waszych okrutnych wladcow. Europa Zachodnia dala wam schronienie. A wy teraz w Paryzu i w innych wielkich miastach Europy robicie terrorystyczne zamachy na niewinna ludnosc. skad ta niewdziecznosc ? ” Na to kaplan odparl: To nie wy przyjeliscie nas tu. Wszystko jest za sprawa Allaha !
On was celowo oglupil i wy dlatego przyjeliscie nas !