Uncategorized

Uznanie „Palestyny” oznacza zaprzeczenie rzeczywistości.

Daniel Clarke-Serret

Podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, rządy Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady, Belgii, Portugalii, Luksemburga, Malty, San Marino i Andory uznały „Państwo Palestyna”. Decyzja ta, w ujęciu ulubionego przymiotnika brytyjskiego premiera Keira Starmera, była „przerażająca” z punktu widzenia moralnego, praktycznego i filozoficznego.

Rządy te, jak się wydaje, są przekonane, że ich uznanie to innowacja – że po raz pierwszy uznano państwo arabskie w Ziemi Świętej. Niestety, mylą się. Już w 1947 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła plan podziału ziemi na dwa państwa: żydowskie i arabskie. Od samego początku sprawiedliwym rozwiązaniem było istnienie dwóch państw, żyjących obok siebie w pokoju, w bezpiecznych granicach.

Tak się jednak nie stało. Powód jest prosty: syjoniści żydowscy i społeczność międzynarodowa uznali podział, a Arabowie go odrzucili.

W tym właśnie tkwi sedno całego konfliktu. Problem nie leży w uznaniu przez Izrael czy społeczność międzynarodową, ale w uznaniu „Palestyny” przez samych Arabów. Jak ujął to Ernest Bevin, brytyjski minister spraw zagranicznych w 1947 roku: „Dla Żydów zasadniczą kwestią jest utworzenie suwerennego państwa żydowskiego. Dla Arabów zasadniczą kwestią jest sprzeciwianie się do ostatniej kropli krwi ustanowieniu suwerenności żydowskiej w jakiejkolwiek części Palestyny”.

Jedynym skutkiem działań europejskich rządów jest cofnięcie czasu do roku 1947. Podobnie jak wtedy, polityka międzynarodowa polega obecnie na akceptowaniu palestyńskiego odrzucenia i przenoszeniu całego ciężaru odpowiedzialności na Żydów. Po raz kolejny Palestyńczykom pozwala się na wybór terrorystycznych i odrzucających pokój rządów, bez żadnych konsekwencji. Po raz kolejny palestyńskie władze mogą sankcjonować morderstwa, gwałty, porwania i zniszczenia, z pełną świadomością, że nigdy nie zostaną pociągnięte do odpowiedzialności.

Palestyńscy politycy, wspierani przez lewicowców z Zachodu i odrzucających pokój w całym świecie arabskim, zdają sobie sprawę, że nie mogą przegrać. Bez względu na to, jak oburzająca jest ich polityka i jak niemoralne są ich działania, zawsze będą wspierani jako fałszywie uciskani ludzie.

Gdyby Palestyńczycy naprawdę chcieli mieć swoje państwo, wystarczyłoby, żeby pstryknęli palcami, polecieli do Białego Domu i podpisali odpowiednie dokumenty. Żydzi czekają na to od 1947 roku. Wielka Brytania i reszta świata również czekają. To, że wegetują w namiotach pośród gruzów, jest wyłącznie ich odpowiedzialnością. To oni zdecydowali się nigdy nie pogodzić z rzeczywistością. A my wciąż czekamy, aż rządy państw zachodnich uznają tę podstawową prawdę.

Idea, że Palestyńczycy mają niezbywalne prawo do państwowości, jest błędna. Zgodnie z pamiętnym sformułowaniem Johna Locke’a, żaden rząd nie jest legalny, jeśli nie chroni niezbywalnych praw wszystkich swoich obywateli. Nie tylko sunnickich muzułmanów, ale także wyznawców innych rdzennych religii. Niestety, podobnie jak rządy Iraku, Libii i innych arabskich państw, „Palestyna” dąży do stworzenia kraju bez ani jednego Żyda, jednocześnie doprowadzając do zmniejszenia liczby chrześcijańskich mieszkańców z roku na rok.

Międzynarodowo uznawanym przywódcą Autonomii Palestyńskiej jest słaby dyktator, który nigdy nie uznał za konieczne poddać się ponownym wyborom. Prawdopodobnymi zwycięzcami jakichkolwiek wyborów byliby Hamas lub organizacja o tej samej ideologii, lecz pod inną nazwą. Taki rząd byłby niedemokratyczny, homofobiczny, seksistowski, rasistowski i stanowiłby plamę na wszystkich wartościach, które są nam drogie. Prawa jednostki byłyby bez skrupułów deptane. Zgodnie z Locke’owskimi zasadami życia i wolności, żaden realistyczny rząd „Palestyny” nie byłby legalny. W związku z tym poddani Korony w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Australii nie mogą poświęcić swoich zasad dla tyranii. Rządy państw Wspólnoty Narodów mają pełną świadomość, że uznawane przez nie państwo jest fikcją – nie ma granic, waluty, stolicy, prawa do pobierania podatków ani legalnego rządu. Nie jest również zaangażowane w pokojowe współistnienie z jedynym mniejszościowym państwem w regionie. To nie spekulacja, lecz udowodniony fakt.

Palestyńczykom dano okres próbny na utworzenie państwa w Strefie Gazy od 2005 roku, kiedy to Izrael jednostronnie wycofał się z tego terytorium. Palestyńczycy nie tylko ponieśli porażkę, ale również utracili moralne prawo do samodzielnego rządzenia w najbliższej przyszłości. Wybrany przez nich rząd przeznaczył pomoc na terroryzm i zbudował infrastrukturę terrorystyczną. Wykorzystywał cywilów jako ludzkie tarcze na masową skalę. Zbezcześcił meczety, szkoły i szpitale, przekształcając je w składy broni. Podczas gdy Winston Churchill chronił swoje dzieci poprzez ewakuację, a dorosłych, zmieniając przeznaczenie podziemnych stacji metra, wybrany rząd Gazy zatrzymuje dzieci na miejscu, a tunele rezerwuje dla terrorystów i głodujących zakładników. Widzieliśmy państwo palestyńskie w akcji. My, poddani Korony, całkowicie to potępiamy.

Tymczasem na Bliskim Wschodzie istnieje naród, który absolutnie zasługuje na uznanie: Kurdystan. To muzułmański kraj z rozwijającą się demokracją, gdzie kobiety służą na równi z mężczyznami w armii, a dobrobyt gospodarczy jest polityką narodową. Kurdystan wykorzystał swoją ograniczoną autonomię w północnym Iraku i Syrii, aby stworzyć najlepszy możliwy prototyp państwa. To właśnie dzielni żołnierze tego narodu odegrali kluczową rolę w walce z barbarzyństwem Państwa Islamskiego. Dzielą nasze wartości. Są muzułmanami, którzy podzielają nasze wartości. Mimo to, porzuciliśmy ich.

Niepodległość Kurdystanowi obiecano już w 1920 roku w traktacie z Sèvres. Mimo uznania przez Wielką Brytanię jego suwerenności w 1927 roku, Keir Starmer i inni przywódcy Wspólnoty Narodów nie mają nic do powiedzenia na temat tego jedynego prawdziwego muzułmańskiego przyjaciela na Bliskim Wschodzie. W przeciwieństwie do „Palestyńczyków” (znanych wówczas jedynie jako Arabowie), którzy odrzucili plan podziału ONZ, rozpoczęli wojnę i doprowadzili do własnego wysiedlenia, atakując swoich żydowskich sąsiadów, Kurdowie musieli stawić czoła prawdziwym czystkom etnicznym i ludobójstwu.

Podczas gdy Palestyńczycy z własnej głupoty i odmowy porozumienia zdecydowali się, a czasem zostali zmuszeni, do przeniesienia zaledwie 10 kilometrów za zieloną linię, cała ludność żydowska Bliskiego Wschodu doświadczyła całkowitej czystki etnicznej. Przywódcy Młodych Turków deportowali Kurdów z ich ojczystych ziem (co robią ponownie dzisiaj w północnym syryjskim regionie Afrin). Do końca I wojny światowej aż 700 000 Kurdów zostało przymusowo wysiedlonych, a w wyniku ludobójstwa prawie połowa z nich została zamordowana.

Koniec II wojny światowej przyniósł ogromne wysiedlenia i niewyobrażalną liczbę ofiar w dawnym Brytyjskim Raju. Od dawna osiedleni Niemcy zostali wysiedleni ze swoich ziem w Europie Wschodniej. Żydzi w setkach tysięcy zostali wysiedleni z Bliskiego Wschodu. Nie słyszymy żadnych apeli o restytucję ani sprawiedliwość historyczną w ich przypadku. Mimo niewiarygodnego cierpienia narodu kurdyjskiego, ta nieugięta ludność przezwyciężyła smutek i ustanowiła samorząd polityczny w ramach niesprawiedliwych granic geopolitycznych. Ale w przypadku Kurdów nie słyszymy żadnych apeli o zadośćuczynienie ani sprawiedliwość historyczną.

Jednak w przypadku Arabów z „Palestyny” nieustannie słyszymy o historycznych krzywdach i moralnej potrzebie utworzenia „państwa palestyńskiego”. Słyszymy deklaracje o uznaniu „Palestyny”, które są przedstawiane jako kwestie moralnych zasad. Co za bzdury! Co za historyczna ignorancja! Podczas gdy Żydzi, Kurdowie, Hindusi, Pakistańczycy i być może Niemcy mają prawdziwe roszczenia do zadośćuczynienia, Palestyńczycy sami spowodowali swoje cierpienia, odrzucając wcześniejsze uznanie „Palestyny”.

I pomimo nieustannej przemocy, edukacji nastawionej na nienawiść i niekończących się dążeń do wojny, większość Palestyńczyków (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych grup) nadal mieszka na ziemiach swoich przodków podlegających brytyjskiemu mandatowi i nadal odrzuca własne państwo – przynajmniej jeśli niezbędnym warunkiem jest współistnienie z Żydami.

Trudno jest zrozumieć jakiekolwiek moralne roszczenia dotyczące państwa palestyńskiego, dopóki sami Palestyńczycy nie uznają państwa palestyńskiego, które będzie pokojowo współistnieć z Izraelem. Jednak żaden z naszych przywódców nie wymaga tego od nich. Nie wymagają nawet bezwarunkowego uwolnienia zakładników jako warunku wstępnego. Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział w tym tygodniu, że Francja otworzy ambasadę w państwie palestyńskim dopiero, gdy wszyscy zakładnicy przetrzymywani przez Hamas zostaną uwolnieni.

Palestyńczycy mają dwie możliwości: zaakceptować życie w zdemilitaryzowanym państwie zaangażowanym w pokój z Izraelem albo stać się obywatelami Jordanii i Egiptu, przywracając status quo z lat 1948–1967. Żaden rozsądny rząd izraelski – żaden rozsądny rząd zachodni – nie może zaakceptować Gazy w stylu Hamasu na środku Zachodniego Brzegu. Jako obywatele Jordanii i Egiptu, mieszkający na terytorium kontrolowanym przez izraelskie siły zbrojne, Palestyńczycy mogą przynajmniej uzyskać to, czego Niemcy, Hindusi i Pakistańczycy nigdy nie otrzymali. Choć w pełni na to nie zasługują, otrzymają przynajmniej ochronę, która pozwoli im nadal mieszkać na ziemi swoich przodków.

Uznałem „Palestynę” jeszcze przed moim urodzeniem. Uznałem ją w 1947 roku. Jednak Palestyńczycy ją odrzucili. Dlatego też słusznie ponoszą konsekwencje. Tymczasem ja uznaję państwo Kurdystan. Kiedy Wielka Brytania, Kanada, Australia i moralizatorzy Zachodu dołączą do mnie?

Uznanie „Palestyny” oznacza zaprzeczenie rzeczywistości.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.