
Kiedy Zohran Mamdani wygrał wybory na burmistrza, napisałem, że niebezpieczeństwo, które nadchodzi, nie będzie polegało na otwartej wrogości, jak wielu się spodziewało. Będzie ono wynikało z uprzejmości. Z rozmów o jedności i partnerstwie. Z powolnego włączania żydowskich problemów do szerokiego, pochlebnego słownictwa dotyczącego różnorodności. Napisałem też, że Mamdani wywyższy pewien typ żydowskich aktywistów, którzy już podzielają jego światopogląd. Staną się oni jego partnerami. Będą Państwo stać u jego boku jako dowód, że jest mile widziany przez Żydów, nawet jeśli główny nurt znalazł się na uboczu.
Ten schemat już się ukształtował.
Liga Przeciwko Zniesławieniu ogłosiła utworzenie Mamdani Monitor, ponieważ burmistrz-elekt, który od dawna wykazywał wrogość wobec żydowskich spraw, właśnie został mianowany szefem najbardziej symbolicznego miasta diaspory. ADL zrobiła to, do czego została powołana. Przygotowała się do uważnej obserwacji. Zanim nowojorczycy zdążyli przetrawić tę informację, kilka postępowych organizacji żydowskich zaatakowało ADL za islamofobię. Retoryka była znana. Grupy te od lat dyscyplinowały instytucje żydowskie, aby pozostać w zgodzie z postępowymi ruchami.
W ich języku nie ma nic nowego. Nowością jest to, że ich język służy teraz burmistrzowi-elektowi, którego poglądy polityczne są zbieżne z ich poglądami. Ich oświadczenia, mimo że pozostają marginalne w świecie żydowskim, zyskały nową wartość. Ich potępienia mają znaczenie polityczne. Osłabiają autorytet ADL dokładnie w momencie, gdy Mamdani potrzebuje tego osłabienia. Dostarczają mu i DSA żydowskich głosów, które odzwierciedlają jego światopogląd. Tworzą publiczne wrażenie, że niepokój Żydów jest reakcyjnym impulsem, a nie uzasadnioną troską.
Grupy te przedstawiają się jako moralni przewodnicy życia żydowskiego, ale odzwierciedlają priorytety środowisk aktywistów, w których funkcjonują, a nie rzeczywiste doświadczenia żydowskich nowojorczyków. JFREJ, Bend the Arc, IfNotNow, J Street NYC, T’ruah. Ich elektorat jest niewielki, ich polityka przewidywalna, a dystans do głównego nurtu oczywisty. Jednak obecnie traktuje się ich tak, jakby przemawiali w imieniu społeczności, ponieważ są wygodni dla nowo wybranego burmistrza i otaczającego go ruchu.
To są nowi dworscy Żydzi
Nadają oni żydowski charakter projektowi politycznemu, którego tożsamość opiera się na wrogości wobec syjonizmu. Dają Mamdaniemu kogoś, na kogo może wskazać, gdy chce odrzucić krytykę. Pomagają DSA twierdzić, że troskę Żydów jest w rzeczywistości uprzedzeniem. Pozwalają sympatyzującym dziennikarzom kształtować narrację wokół idei podzielonej społeczności, podczas gdy prawdziwy podział istnieje między większością Żydów a niewielką grupą aktywistów.
Gdy te głosy zostaną wywyższone, zaczynają wypierać wszystkich innych. Instytucje, które od pokoleń bronią życia żydowskiego, są przedstawiane jako sztywne lub przestarzałe. Żydowskie obawy są opisywane jako brak empatii. Żydowska tożsamość jest przedstawiana jako coś, co należy interpretować przez pryzmat potrzeb innych. Burmistrz-elekt nie musi nikogo uciszać. Robią to wybrani przez niego partnerzy, wypowiadając się jako pierwsi, głośno i w sposób służący jego polityce.
Ta zmiana nie wymaga dramatycznych gestów. Działa poprzez reprezentację. Garstka aktywistów otrzymuje mikrofon, a reszta społeczności może tylko patrzeć, jak ktoś wypowiada się w jej imieniu. Nowy Jork nadal zaprasza Żydów do swojego grona, ale tylko poprzez głosy, które nie podważają światopoglądu osób sprawujących władzę. W ten sposób po cichu redefiniowana jest żydowska legitymizacja.
I ta chwila nie jest wyjątkowa. Jest to powracający motyw w historii Żydów. Ilekroć zewnętrzna siła staje się wroga lub niepewna, zawsze znajduje się kilku Żydów, którzy wystąpiają i sprzymierzają się z tą siłą. Zhellenizowani Żydzi z opowieści o Chanuce wierzyli, że służą oświeceniu. Yevsektsia wierzyli, że służą sprawiedliwości. Kapo wierzyli, że służą przetrwaniu. Każdy przypadek miał swój własny kontekst i swoje własne naciski, ale mechanizm był taki sam. Niewielka grupa stanęła po stronie swoich oprawców i przemawiała ich głosem. A reszta społeczności zapłaciła za to cenę.
Moja własna rodzina ma jedno z takich wspomnień. Mój dziadek przeżył getto warszawskie i obozy. W swoim świadectwie mówił o Kapo. Nawet w getcie, nawet w obozach, nawet w obliczu głodu i terroru, Żydzi mieli do czynienia z kolaborantami. Robili to po cichu. Robili to zdecydowanie. Pięćdziesiąt lat później nie było wyrzutów sumienia. Rozumiał coś, co się nie zmieniło. Lud, który nie potrafi bronić się przed zagrożeniami zewnętrznymi, nie przetrwa. Lud, który nie potrafi bronić się przed wewnętrznymi sprzymierzeńcami, również nie przetrwa.
Nie porównuję różnych epok. Wskazuję na pewien wzorzec. Niewielka grupa Żydów stoi po stronie władzy i zapewnia wszystkich, że wszystko jest w porządku. Mówią reszcie z Państwa, że Państwa strach jest irracjonalny. Ukrywają wrogość pod płaszczykiem postępu. Utrudniają dostrzeżenie niebezpieczeństwa, które nas czeka. A jeśli nie rozpoznamy ich wcześnie, stracimy grunt pod nogami, zanim zdążymy zrozumieć, co się stało.
Obecna sytuacja wymaga, abyśmy odzyskali nasz głos, póki jeszcze możemy to zrobić. Instytucje żydowskie muszą odmówić przekazania swojej władzy marginalnej grupie, która nie reprezentuje naszej rzeczywistości. Przywódcy społeczności muszą jasno i publicznie stwierdzić, kto przemawia w imieniu społeczności żydowskiej Nowego Jorku, a kto nie. Zwykli Żydzi nie mogą sobie pozwolić na milczenie, podczas gdy aktywiści sprzymierzeni z nowo wybranym burmistrzem na nowo definiują tożsamość żydowską, aby dostosować ją do potrzeb swojego ruchu politycznego. Milczenie nie jest neutralnością. Milczenie jest przekazaniem władzy.
Pojawienie się współczesnej elity żydowskiej pełniącej funkcje wpływowych doradców.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

