
Jak ogłosił 50 lat temu mój ojciec, Chaim Herzog, syjonizm nie jest rasizmem. Jest to ruch narodowowyzwoleńczy narodu żydowskiego.
Pięćdziesiąt lat temu, 10 listopada 1975 r., mój ojciec, Chaim Herzog, ówczesny ambasador Izraela przy ONZ, a później szósty prezydent tego kraju, stanął przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, aby odpowiedzieć na niesławną rezolucję stwierdzającą, że „syjonizm jest formą rasizmu”.
Przed wrogą publicznością potwierdził: „Syjonizm jest niczym więcej – i niczym mniej – niż poczuciem pochodzenia i przeznaczenia narodu żydowskiego w ziemi na zawsze związanej z jego imieniem”.
Oświadczył, że tego dnia przed sądem nie stanął syjonizm ani państwo Izrael, ale sama Organizacja Narodów Zjednoczonych.
W jednym z najbardziej poruszających i niezapomnianych momentów w historii tej organizacji podarł swoją kopię rezolucji na pół, stojąc na podium.
Później powiedział mi, że czuł, iż przemawia nie tylko jako ambasador Izraela, ale w imieniu przeszłych i przyszłych pokoleń prześladowanego i zniesławionego narodu. Jego zdaniem rezolucja ta nie była tylko kolejnym politycznym posunięciem ONZ.
Był to bezpośredni atak na tożsamość, historię i fundamentalne prawo narodu żydowskiego do samostanowienia – forma zorganizowanego politycznego znęcania się, mająca na celu uciszenie głosu i zdemoralizowanie narodu. Ton, jaki [mój ojciec] wybrał, był po prostu odpowiedni; instynktowna, choć nadal racjonalna, odpowiedź na jadowite ataki skierowane przeciwko naszemu narodowi.
Było to przemówienie powszechnie uznawane za jedno z najlepszych i najskuteczniejszych w historii. Jednak chociaż sama rezolucja została później uchylona, widmo nastrojów, które ją podsycały, nadal odbija się echem – utrzymujące się oskarżenie, szeptane lub wykrzykiwane w różnych formach – że syjonizm jest w jakiś sposób plamą na moralności, nielegalną aspiracją.
Było ono słyszalne, czasem cicho, czasem przenikliwie, przez kolejne dziesięciolecia – i ponownie w naszych czasach. Było ono natychmiast obecne, zawarte w języku wielu osób, 7 października 2023 r. W ciągu ostatnich dwóch lat wyniszczającej wojny z Hamasem w Strefie Gazy stary refren zdecydowanie powrócił: Izrael, broniąc się, istniejąc, jest już winny.
Narzędzia i retoryka mogły ewoluować od 1975 r., ale podstawowy impuls pozostał ten sam: odmówić narodowi żydowskiemu moralnego prawa do samostanowienia, przedstawić samo istnienie naszego państwa jako wykroczenie i przedstawić Izrael jako rasistowską jednostkę, która nie zasługuje na bezpieczeństwo ani pokój.
Jednak, jak twierdził wówczas mój ojciec – i jak musimy nadal twierdzić teraz – prawda jest sprzeczna z tymi oskarżeniami.
Syjonizm nie jest rasizmem. Jest to ruch wyzwolenia narodowego narodu żydowskiego, powrót do ojczyzny po tysiącleciach prześladowań. Poprzez naprawę historycznej niesprawiedliwości, pragnienie przywrócenia godności narodowi, jest on wyrazem tych samych uniwersalnych dążeń do równości, wolności i godności, które ożywiały wszystkie walki o sprawiedliwość.
To jest prawdziwa moralna podstawa naszej historii. I chociaż ostatnie dwa lata wystawiły ją na próbę w sposób, którego nie mogliśmy sobie wyobrazić, to ból i cierpienie tego okresu potwierdziły jej prawdziwość: niezwykłą odporność, solidarność i wzajemną odpowiedzialność, które nas definiują.
To ta sama energia moralna, która odbudowała naród z popiołów. To ona pozwoliła nam z odwagą, godnością i determinacją zareagować na katastrofę z 7 października i to ona nadal napędza nasze życie narodowe.
Jako Żydzi i Izraelczycy przetrwamy obecny atak nienawiści. Pokonamy tych, którzy nadal próbują nas podzielić i zdemoralizować. [Przetrwamy] dzięki wierze w naszą wspólną misję, w moralną powagę naszego powołania i w sprawiedliwość naszej drogi.

Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

