Uncategorized

Sowieckie DNA zachodniego antysyjonizmu

Katarzyna Zmuda – Bryl

Kiedy Amnesty International nazywa Izrael państwem apartheidu, pamięta, że ​​ten język nie narodził się na Zachodzie. Powstałe w chorobie – jako narzędzie zimnowojennej propagandy.

1. Współczesna echa dawnej propagandy

W 2022 roku Amnesty International opublikowała raport, w którym Izrael został nazwany „państwem apartheidu” – pierwotnie ujawnionym „systemowe formy segregacji rasowej” wobec Palestyńczyków. Retoryka tego raportu nie była odkrywcza. Jego język – moralny, oskarżycielski i binarny – miał dostęp do historii.
Niemal te same frazy, często spotykane co do konstrukcji, opisane w publikacji tajnego ministerstwa Spraw Zagranicznych z lat 70., w broszurach wydawanych przez Komitet Solidarności z Narodami Afryki i Azji, a także w dokumentach ONZ przygotowujących przez tzw. grupa wschodnia.

Analizy dokumentów ONZ z 1975 roku (Archiwum Departamentu Spraw Politycznych, Biuro ONZ w Genewie), autorzy kontroli nr 3379 – tej samej, która uwzględnia „syjonizm za formę rasizmu” – wykorzystujeli z gotowych wzorców językowych stosowanychch w aplikacji. Uderzające jest to, że w archiwach sowieckich uderzają nawet notatki, w których aparatczycy Kremla tłumaczą zachodnim delegatom, jak należy rozumieć pojęcie „rasizm”, „kolonializm” i „imperializm” w odniesieniu do Izraela.

Dziękuję za przeczytanie! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.

To odpowiednio ukształtował się język, który dziś kształtuje debatę o Izraelu.
Język pozornie moralny, ale dostępny politycznie: poprzez zdefiniowanie konfliktu bliskowschodniego w zagrożeniach kolonializmu i rasizmu, nie w zakresie historii i bezpieczeństwa.

W ciągu pół wieku jego związek się nie zmienia. Zmieniły się tylko instytucje, które powtarzają. W miejscu sowieckiego „antysyjonizmu” pojawił się zachodni „postkolonializm”; w miejscu Komitetu Pokojowego – Amnesty International, Human Rights Watch i dziesiątki organizacji pozarządowych, które – jak istniała w 2004 roku historyk Izabella Tabarovsky – „dziedziczą język propagandy, nie mają świadomości jego pochodzenia”.

Dla współczesnego czytelnika to może brzmieć jak teoria spiskowa. A jednak dostępne archiwalne biuletyny ONZ z lat 70., aby zobaczyć, że wszystkie elementy dostępnej debaty – apartheid, okupacja, prawo powrotu, kolonializm osadniczy – wystąpiły wcześniej niż raport Amnesty czy Human Rights Watch.

Nie były wymyślone na Zachodzie. Pozostają przetłumaczone z języka ideologii na język moralności.


2. Wcześniej powstał język Amnesty: korzenie sowieckiego antysyjonizmu (1947–1967)

Początki tej wiedzy wyjaśniającej czterdziestu latych. W 1947 roku, gdy ONZ debatowała nad planem bibliotek Palestyny, Związek Sowiecki – ku zaskoczeniu wielu – poparł państwa powstania żydowskiego. Decyzja ta nie została wydana z sympatii do Żydów, lecz z chłodnej kalkulacji. Kreml liczy, że młode państwo żydowskie stanie się socjalistycznym partnerem w rządzie i przeciwwagą dla wpływów brytyjskich.

Ta iluzja nie przetrwała długo. Już po 1948 roku, gdy doszło do tego, że Izrael orientuje się na Zachód i odbiera pomoc amerykańską, zwrot o 180 stopni.
W latach 1949–1953 urządzenie bezpieczeństwa w instalacji uruchomionej aplikacji antyżydowskiej pod pretekstem walki z „kosmopolityzmem”. Aresztowano setki żydowskich pisarzy, lekarzy, badaczy – zbiorników o „syjonistycznych spiskach”. W zastosowaniu propagandy pojawi się termin „syjonizm międzynarodowy”, linky wyobrażenie żydowskiej konspiracji z amerykańskim imperializmem.

W tym samym czasie, jak przesyłana jest archiwa Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB), zaczęto opracowywać program działań informacyjnych na Bliskim Wschodzie. Jego celem było przejęcie narracji o konflikcie izraelsko-arabskim i przekształcenie jej w część globalnej walki ideologicznej.
Już w 1952 roku KGB przygotowało dokument „O środkach propagandowych w krajach arabskich”, zawierający zalecane połączenie „syjonizmu z kolonializmem i rasizmem”. To tam po raz pierwszy padło zdanie: „Izrael do bastionu imperializmu w Azji”.

Po anty śmierci Stalina kampania antyżydowska formalnie ustała, alesyjonizm przetrwał jako ideologiczny konstrukt – tym razem wyeksportowany na zewnątrz.
W latach 50. i 60. Moskwa odpowiedzialna za soft power w świecie arabskim. „Komitet Solidarności z Krajami Afryki i Azji”, agencja Nowosti, Radio Moskwa i inne pisma „pokojowe”, Kreml monitorowania sieci wśród dziennikarzy, studentów i aktywistów z Egiptu, Syrii, Iraku, a później także z Francji i Wielkiej Brytanii.

Właśnie w tych środowiskach narodziły się pierwsze zachodnie narracje o Izraelu jako „projekcie kolonialne”.
Jak udostępnić badania Jeffrey’a Herfa ( Undeclared Wars with Israel , 2016), od połowy lat 50. ZSRR udostępnił ambasady i kulturalne w Paryżu, Londyn i Rzymie do korzystania z pism antyimperialistycznych, które publikowane były materiały przeredagowane z zaufanych źródeł.
To przechowuje hasła o „izraelskim kolonializmie”, zbiór nie na zasilacz, lecz na adaptacji antykolonialnego słownika używanego wobec francuskich w Algierii.

Kulminacja tego wydarzenia była wojną sześciodniową w 1967 roku.
Klęska arabskich sojuszników Moskwy jest rozstrzygnięty zwrotnym: to następnie zapadła decyzja, by całości zredefiniować izraelskiego.
Nie jako państwo socjalistycznego czy ofiar nazizmu, lecz jako agresora i okupanta.


3. Wojna sześciodniowa i narracje

W czerwcu 1967 roku, w ciągu sześciu dni, Izrael rozbił armie Egiptu, Syrii i Jordanii. Dla świata arabskiego była klęska militarna; dla Moskwy – katastrofa propagandowa.
Kreml twarz twarzą w twarz z protektorami „postępowych sił” Bliskiego Wschodu. W miejscu czyszczenia, natychmiastowo, natychmiastowo, ideologicznie. Jak wynika z dokumentów Instytutu Historii Współczesnej w szkole, już w lipcu 1967 roku powołano grupę roboczą przy MSZ i Komitecie Centralnym, której istnienie było „redefiniowaniem konfliktu w walce kolonialnej”.

W tym momencie narodził się język, który dziś kształtuje debatę o Izraelu.
Uznano, że nie można wszcząć zwalczania Izraela z powodów wojskowych – należy podjąć moralnie nie do obrony .
To pojęcie antysyjonizmu rozpisane na trzy filary:

  1. Kolonializm – Izrael przedstawia jako projekt osadniczy wspierany przez imperializm zachodni.
  2. Rasizm – powtarzano, że państwo żydowskie ma „segregacyjny charakter”, zrównujący go z RPA.
  3. Ekspansjonizm – każdy ruch obronny Izraela tłumaczono jako agresję terytorialną.

W ciągu kilku miesięcy te narracje rozpoczęły się w odrębnej organizacji. W raportach UNESCO, WHO i ONZ zaczęto mówić o „okupowanych terytoriach palestyńskich” – pojęciu, które wcześniej nie istniało w oficjalnym systemie zabezpieczeń.
Jak doszło do historii Michaela Orena ( Six Days of War , 2002), termin ten wprowadzono celowo, przez zakodowanie izraelską obecności w Judei i Samarii jako „naruszenie prawa”, mimo że linia z 1949 roku nie była granicą, lecz linią zawieszenia broni.

Ta semantyczna operacja była mistrzowska.
Zamiast mówić o wojnie obronnej – mówiono o okupacji.
Emirates o arabskiej – o arabskiej ekspansji.
Zamiast o Żydach wracających do ziemi przodków – o „osadnikach kolonialnych”.

W ten sposób Moskwa nie tylko przegrała bitwę o terytorium, ale wygrała bitwę o język.


4. ONZ jako wehikuł propagandowy

Organizacja Narodów Zjednoczonych jest uzależniona od sowietyzacji dyskursu o Izraelu.
Od końca lat 60. blok wschodni, wspierany przez kraje arabskie i tzw. państwo niezaangażowane, stworzone w ONZ, które podlega większości głosów antyizraelskich.
Na czele tej operacji królewskiej dyplomata Jakow Malik, która została podjęta przez państwa wschodnich w Radzie Bezpieczeństwa. W dokumentach odnalezionych przez historyka Jeffreya Herfa w 2016 roku znajdują się instrukcje, w których Malik zaleca delegatom użycia słów „rasizm” i „kolonializm” w odniesieniu do wystąpienia w każdym następnym następstweniu, rozwiązania od tematu debaty.

Kulminacja tej strategii była 3379 z 10 listopada 1975 roku, w której ONZ uznał, że „syjonizm jest formą rasizmu i dyskryminacji rasowej” .
Rezolucja tę poparło 72 państwa – w głównych klientach Moskwy i członkowie tzw. Trzeciego Świata.
W prasie prasowej pisano o „największym przedstawicielu ZSRR od czasu powstania ONZ”.

Rezolucja była nie tylko zasięgiem w Izraelu, ale także na wyszukiwanie ideę państwa żydowskiego.
Jej logika podważała prawo narodu żydowskiego do samostanowienia, stawiając znak równości między żydowskim nacjonalizmem a rasizmem.
Jak doszło Bernard Lewis, to było „językowe od leczenia Holokaustu”: naród, który był ofiarą rasizmu, został nazwany rasistą.

Najpierw nastąpiło uchylona w 1991 roku, jej semantyczne dziedzictwo przetrwało.
Podstawowe informacje z dokumentów ONZ z lat 70. z użyciem współczesnego oprogramowania Amnesty, poprzez rozszerzenie ciągłości: „systemowy ucisk Palestyńczyków”, „rasistowski charakter państwa żydowskiego”, „apartheidowy charakter okupacyjny” – to echo tamtej epoki, nie własne odkrycia XXI wieku.


5. Soft power Kremla w akademii i NGO

Równolegle z kampanią dyplomatyczną Moskwa inwestowała w kulturę i naukę.
Od końca lat 60. Kreml finansowy dziesiątki instytutów „badań nad imperializmem”, „pokojowych informacji akademickich” i międzynarodowych konferencji dla młodych intelektualistów.
Dotyczy odtajnionych w latach 90. dokumentów KGB, w latach 1968–1985 zorganizowano ponad 800 takich spotkań w Europie i Azji, w tym we Francji, miastach, Finlandii i Indiach.
W wielu z nich uczestniczyli młodzicze działacze, którzy po 1989 roku utworzyli trzon organizacji pozarządowych i środowisk akademickich Zachodu.

Niezabezpieczony o indoktrynację wprost. Chodziło o język.
Moskwa prowadząca ich, jak mówi o politykach ograniczających moralność: ucisk, kolonializm, emancypacja, równość .
ZSRR nie chciał, by Zachód sprzeciwił się komunizmowi – chciał, przez jego użytkownika.

W latach 70. i 80. te same kategorie zaczęły dominować w zachodnich uniwersytetach, szczególnie na lewicy akademickiej po 1968 roku.
Wprowadzono paradygmat „studiów postkolonialnych”, w którym konflikt izraelsko-palestyński idealnie wpisał się w schemat: kolonizator–kolonizowany.
Jak Richard Pipes w 1988 roku, był to „najbardziej udany eksport ideologiczny Moskwy po markizmie”.

Dziesięć procesów nie wymaga agentury.
Podstawowy, że nowy język został przekazany intelektualistom moralnym, rozumiejąc – bunt przeciwko „imperium” i solidarność z „uciskanymi”.
Izrael, jako kraj zachodni, militarnie silny i sojusznik USA, idealnie nadawał się na symbol nowej winy.


6. Dziedzictwo w NGO i mediach

Po upadku ZSRR w 1991 roku doszło do, że język zimnowojennej propagandy zniknie. Stało się odpowiedzialne.
Rozpad imperium niezniszczalnego jego ideologicznej spuścizny – uwolnił ją.
Narracja, która przez wystąpienie była członkiem projektu geopolitycznego, stanowiła część zachodniego dyskursu moralnego.

Organizacje pozarządowe, które wyrosły z ducha postkolonialnej humanistyki, pojawiły się kategorie odziedziczone po infekcji – nieświadomie, ale utworzone.
Dziś w raportach Amnesty, Human Rights Watch czy Oxfam można znaleźć frazę niemal niezmienioną od lat 70.
Język o „systemowej dyskryminacji”, „kolonializmie osadniczym” i „apartheidzie” drugiej struktury ukrytej w gabinetach tajnej propagandy.

Zachodnie media i uniwersytety wchłonęły te powszechne, bo zostały wprowadzone do ich urządzeń kulturowych schematów: winy kolonialnej, wykorzystania moralnego oczyszczenia, pragnienie bycia „po stronie słabych”.
Jak napisał Alain Besançon, „język komunizmu stosowania komunikacji, polegający na zastosowaniu moralnego alibi inteligencji”.

Tak powstał antysyjonizm bez Moskwy – samopodtrzymujący się system moralny, w którym Izrael jest nie tyle państwem, co symbolem: skupienie wszystkich zachodnich grzechów.
W tej logice każdy, kto jest Izraelem, staje się „apologetą ucisku”, a każdy, kto go potępia – uczestnikiem moralnego rytuału.


Zakończenie: język, który przetrwał imperium

Związek Sowiecki upadł, ale jego język pozostał.
Nie ma dziś dostępnego imperium, ale dostępne jego idee:
świat użycia na „uciskanych” i „uciskających”, dobra moralność przeciw złu polityki, Izrael jako metafora winy Zachodu.

To wystąpienie sukcesu Moskwy – utworzenie narracji, która przetrwała twoje twórcę i wrosła w skutek Zachodu jak moralny odruch.
Najpierw, że ktoś powie „izraelski apartheid” – a echo natychmiast natychmiast wraca.
Nie w języku rosyjskim, lecz w języku NGO, akademii i mediach.

Bo choć upadło imperium, jego słowo krążą – straty w raportach, deklaracjach i nagłówkach.
To słowa, które niszczą Izrael, a zamiast tego zatruły sposób, jaki świat mówi o prawdzie.

Sowieckie DNA zachodniego antysyjonizmu

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.