Uncategorized

Kultową powieść napisała jako 18-latka. Sprzedała ją w milionach. W Watykanie książka była zakazana

Sylwia Chutnik

Francoise Sagan, pisarka, 1955 r.
Francoise Sagan, pisarka, 1955 r. (Fot. Pictorial Parade / Archive Photos / Getty Images)

Françoise Sagan ciągle wpadała w tarapaty. Przez zbyt szybką jazdę o mało nie zginęła w wypadku samochodowym, co nie wpłynęło na dalsze łamanie przepisów drogowych. Życie jest od życia. Na pełnych obrotach.

Ma osiemnaście lat, podbija rynek wydawniczy we Francji. Wywołuje skandale samym faktem, że jest młoda i nudzi ją intelektualny grymas. Chce się bawić, chce żyć. Bardzo szybko wydaje pięć milionów franków zarobionych na książce. Kupuje szybki samochód, prowadzi go boso z szampanem w dłoni. Gra w kasynach, imprezuje wieczorami, zamiast pozować w czarnych golfach, jak robi to cała paryska socjeta w latach pięćdziesiątych (a może współcześnie nadal tam siedzi i debatuje). W każdym razie dziewczyna nie tylko odmawia bycia częścią zblazowanego towarzystwa, ale w ogóle nie poważa swojej debiutanckiej powieści. Nazywa ją wprawką w pisaniu i uważa (czy słusznie?), że cały ten zgiełk wokół niej powodowany jest tym, że stworzyła bohaterkę, która chce być wolna. Kobieta wolną? Szok!

Dostała dwie role do wyboru: pisarskiej skandalistki lub młodej mieszczki. „Nie byłam żadną z nich”, twierdziła w wywiadach. Kim więc była? „Młodą skandalistką i mieszczańską pisarką” – odpowiadała z uśmiechem.

Françoise Sagan. Witaj, życie

Naprawdę nazywała się Françoise Quoirez, ale ojciec nie zgodził się na podpisanie książki prawdziwym nazwiskiem. Wybrała więc Sagan, od Proustowskiej księżnej z książki „W poszukiwaniu straconego czasu”. Czasu nie marnowała, ciągle wpadała w tarapaty. Przez zbyt szybką jazdę o mało nie zginęła w wypadku samochodowym, co nie wpłynęło na dalsze łamanie przepisów drogowych. W wieku 60 lat została skazana na rok więzienia w zawieszeniu za posiadanie narkotyków. W wyniku nadmiernego zamiłowania do hazardu wpadła w długi, musiała sprzedać swoją willę w Normandii. W ogóle się tym nie przejęła. Życie jest od życia. Na pełnych obrotach.

To prawda, różniła się od młodych artystek. Zarówno w książce, jak i w roli pisarki wydawała się swobodna i wolna w sposób naturalny. Nie było w tym prowokacji czy pozy. Miała poczucie humoru i dystans do siebie, co widać w wywiadach, których udzielała. Krótkie włosy, drobna sylwetka i przenikliwe spojrzenie kierowane w stronę rozmówcy, który wszelkimi sposobami chciał w niej wywołać wstyd, pokorę lub – przeciwnie – sprowokować do zdradzenia pikantnych szczegółów. Wychodziły z tego dość zabawne sytuacje, jak ta, w której na początku jej kariery dziennikarz próbuje dowiedzieć się, kiedy straciła dziewictwo, i niezdarnie nawiązuje do inicjacji seksualnej bohaterki powieści. Sagan udaje, że nie wie, o co chodzi, a dziennikarz, nagle speszony, nie kontynuuje tematu, ponieważ nie jest w stanie zadać pytania wprost. W tamtym czasie Francją rządził konserwatywny prezydent René Coty, feminizm nie miał większego wpływu na kobiety, które, jak napisała autorka „mówiły sobie: »spełniłam swój obowiązek«, bo nic nie zrobiły”. Tkwiły w rolach, które niewiele miały wspólnego z ich realnymi potrzebami. Dlatego pewnie „Witaj, smutku” („Bonjour tristesse”), książka wydana w pierwszej połowie lat 50., osiągnęła tak ogromny sukces. Wyprzedziła swoją epokę, przecież w 1968 roku bohaterka powieści nie wywołałaby takiego zamieszania.

Francoise Sagan w Paryżu, rok po publikacji swojej debiutanckiej książki, lipiec 1955 r.

Francoise Sagan w Paryżu, rok po publikacji swojej debiutanckiej książki, lipiec 1955 r.Fot. Bert Hardy / Picture Post / Hulton Archive / Getty Images

„Witaj, smutku” znów po polsku

A może to nieprawda – przecież powieści Françoise Sagan nadal cieszą się wielką popularnością, i to po tylu latach, zmianach obyczajowych, debatach i politycznej emancypacji. „Witaj, smutku” ukazało się znowu na polskim rynku, po siedemdziesięciu latach od premiery we Francji i prawie tylu samo w Polsce. Poznaliśmy bowiem książkę młodej Francuzki dość szybko, raptem dwa lata po premierze, na dodatek z piękną okładką autorstwa Janusza Stannego i w tłumaczeniu Anny Gostyńskiej oraz Jadwigi Olędzkiej. Teraz czytamy ją przełożoną przez Adrianę Celińską, może bardziej unowocześnioną językowo, ale nadal oddającą wiernie klimat opowieści. Jej tytuł został zaczerpnięty z wiersza „À peine défigurée” Paula Éluarda, od niego zresztą autorka zaczyna snuć historię: „Żegnaj, smutku / witaj, smutku / jesteś wpisany w linie sufitu / jesteś wpisany w oczy, które kocham”.

No dobrze, ale o czym jest historia, skoro wywołała tak wielkie zainteresowanie?

Właśnie, nie ma tam wielkich fajerwerków, oryginalnych tez i oryginalnych bohaterek. Jest za to ostentacyjna wolność, może i sybarytyzm zmieszany z egoistyczną chęcią radości życia niezmąconej niczym i nikim. Oto siedemnastoletnia Cécile spędza wymarzone wakacje z tatą, wdowcem, który lubi romanse z młodymi i atrakcyjnymi dziewczynami. Lubi też zabawę, również w towarzystwie córki. Wydaje się, że ich relacja jest tak silna, że stanowi coś w rodzaju uzależnienia. Do domu na francuskiej Riwierze przyjeżdża z nimi kochanka ojca, Elsa. I nawet wszystko to się układa, chociaż Cécile wnikliwie analizuje zmieniający się wygląd młodej kochanki i wie, że jej czas przemija. Natomiast zmiana dotychczasowego układu następuje, kiedy nieoczekiwanie zjawia się na wakacjach koleżanka zmarłej matki Cécile, czyli dojrzała Anne. Imponuje dziewczynie swoją powściągliwością, elegancją i opanowaniem. Widać jednak, że Anne żywi uczucia względem Raymonda. Zaczyna się napięcie, gra. Do tego główna bohaterka interesuje się z wzajemnością Cyrilem, młodym studentem, który również spędza niedaleko czas. Wakacyjny romans? Owszem, ale przede wszystkim perfidna intryga, która wymyka się spod kontroli. To właśnie brak moralnych skrupułów wobec jawnego manipulowania ludźmi stanowi clou powieści. Tytułowy smutek kojarzyć się może ze spleenem i wyrachowaniem, ale jest być może częścią pustki, która wcale nie jest wywołana łatwym i przyjemnym życiem. Czytając o losach nastoletniej i rozpieszczonej dziewczyny, czujemy jednocześnie, że to ona może mieć rację, chociaż łamie wszelkie zasady moralne i społeczne. I tu jest trik, tu jest ten haczyk, który między innymi sprawił, że powieść o dość banalnej fabule stała się takim hitem wywołującym emocje po wielu dekadach od premiery.

Sagan w swoim paryskim mieszkaniu, 1955 r.

Sagan w swoim paryskim mieszkaniu, 1955 r.Fot. Bert Hardy / Picture Pos t/ Hulton Archive / Getty Images

Nowa Colette

Jak doszło do pierwszego wydania powieści? Na początku 1954 roku przyszły wydawca Rene Julliard znajduje na biurku niewielki objętościowo tekst autorstwa młodej dziewczyny (tak, podobieństwo ze spektakularnym debiutem Doroty Masłowskiej narzuca się samo). Po latach Sagan wspominała, że napisała powieść z nudów. Tego roku nie dostała się na wymarzoną Sorbonę, więc chciała sobie udowodnić, że mimo wszystko coś znaczy i nie jest głupia. Miała złe oceny w szkole, bardziej od nauki interesowały ja nocne eskapady. Może właśnie z tego życiowego luzu napisała szybko w cienkim zeszycie opowieść o równie młodej co ona dziewczynie. Wróżka przepowiedziała jej literacki sukces (prosimy o adres tej wróżki!), więc przepisała tekst na maszynie i zaniosła do wydawnictwa. Kilka tygodni później podpisała umowę. W domu nie zrobiło to na nikim żadnego wrażenia. Sytuacja zmieniła się, kiedy bardzo szybko powieść stała się bestsellerem. Ponad milion sprzedanych egzemplarzy, przełożona na dwadzieścia języków. Zakazana w Watykanie, Portugalii i Hiszpanii (czy może być lepsza reklama?). Wreszcie nagroda krytyków, co stanowiło oficjalną pieczątkę pisarską. I tu ciekawostka: czytając nie tylko uzasadnienie, ale i późniejsze komentarze, można odnieść wrażenie, że krytycy docenili walory językowe, ale nie samą treść. Zarzucano, że wiek pisarki napędza koniunkturę, ale oburzano się na cynizm postępowania głównej bohaterki i czyste zło. Trudno widocznie było im połączyć fascynację artystyczną z moralnym oburzeniem. Jeden z dziennikarzy napisze: „Przykro mi, że ludzie chcą czytać takie książki, jest przecież tyle innej dobrej literatury”. Niektórzy dopatrywali się w Sagan „nowej Colette”, wyzwolonej pisarki i symbolu erotyki kobiecej, która zmarła tuż po wydaniu powieści młodej debiutantki. Symboliczne przekazanie pałeczki naczelnej edukatorki seksualnej Francji?

Kiedy w 1958 roku powstał film na podstawie powieści w reżyserii Ottona Premingera i z wybitną rolą Jean Seberg, pozycja Sagan była już ugruntowana. Podróż do USA, gdzie jej książka sprzedawała się w niebotycznych nakładach, była kolejnym dowodem na idealne trafienie z tematyką zgodnie z nadchodzącą erą wyzwolenia kobiet w świecie zachodnim. Anegdotka: nie znała dobrze angielskiego, po jakimś czasie okazało się, że w dedykacjach pisze „wyrazy współczucia” zamiast „wyrazy sympatii”.

Pisarka uderzyła w wartości swojej epoki. Wyzwolenie seksualne, feminizm, krytyka tradycyjnego modelu rodziny – wszystkie te zagadnienia nabiorą znaczenia dopiero dekadę później i staną się jednym z głównych tematów publicznej debaty. Zanim to nastąpiło, Sagan dostarczyła ognia pod nadciągającą rewolucję. Anne Ernaux w swojej książce „Lata” wspomina, że w „Witaj, smutku” jej pokolenie jak gdyby przygotowywało się do zmian, które miały nastąpić niebawem.

„Lepkie nastoletnie ciało spotykało »nadmiarowy« byt egzystencjalizmu. Do albumu wklejało się zdjęcia Brigitte Bardot z »I Bóg stworzył kobietę«, na pulpicie ławki wycinało inicjały Jamesa Deana, przepisywało się wiersze Préverta, słowa zakazanych w radiu piosenek Brassensa, »Je suis un voyou« i »La Premi?re Fille«. Czytało się po kryjomu »Witaj, smutku« Françoise Sagan i »Trzy rozprawy z teorii seksualnej« Freuda. Ogromniała przestrzeń pragnień i zakazów. Uchylała się furtka do świata bez grzechu. Dorośli podejrzewali, że jesteśmy »zdemoralizowani« przez współczesnych pisarzy i niczego już »nie szanujemy«” – napisała Ernaux.

Francoise Sagan ze swoim psem.

Francoise Sagan ze swoim psem.Fot. ORSON / Gamma-Rapho / Getty Images

Saganka i jej wpływ

Jakkolwiek zarzuty wydają się stałym refrenem słów każdego pokolenia, które patrzy z niedowierzaniem na młodszych, zapominając o własnej młodości, o tyle zestawienie Sagan z Bardot (ciekawe, że obie gwiazdy doczekały się spolszczeń na Sagankę i Bardotkę, swojskich dziewuch) portretuje różne wizerunki kobiece. Długie włosy kociaka lub krótkie włosy w stylu comme des garcons. Głęboki dekolt lub sweterek. Szpilki lub baleriny – nieważne, każda rola jest dobra, o ile jest własna.

Interesującym byłoby dodać do tej wyliczanki kontekst polskich pisarek młodego pokolenia z początku lat pięćdziesiątych. Debiutowała wtedy między innymi Magdalena Leja, której pierwsze opowiadania ukazały się w „Sztandarze Młodych” i „Po prostu”, dokładnie w tym samym roku co „Witaj, smutku”.

W jednym z opowiadań Magdy Lei bohaterką jest Judyta, która wyjeżdża z kolegami „na brygadę”, czyli do pracy na wsi. Zaczyna flirt z jednym z miejscowych brygadzistów. To nie podoba się jej kolegom, którzy zaczynają oskarżać ją o psucie reputacji miastowym, którzy posądzani są później o „wódkę, rozpustę i nic świętego”. Sama Judyta staje się ofiarą takiej opinii, kiedy kolega z akademika próbuje ją zgwałcić.

Kilka miesięcy później bohaterka dostaje list od brygadzisty. Zaczyna z nim korespondencję, która rozwija się w wymianę czułych słów. Kiedy okaże się, że autorem listów jest ktoś inny, Judyta skwituje sytuację wybuchem śmiechu.

Krótkie opowiadanie pokazuje nie tylko napięcie między dziewczyną z miasta a chłopcem ze wsi, ale i to, jak zdaniem autorki powinna zachowywać się dziewczyna i co się może stać, jeśli postępuje zbyt po męsku. Rozwódka bałamucąca brygadzistę naraża się na złą opinię i ponosi podwójną karę: próbę gwałtu lub wręcz gwałt oraz wykpienie swoich uczuć.

Podobny wizerunek kobiety wyłania się z opowiadań Moniki Kotowskiej. W jednym z nich, „Wieczór jak płatek śniegu” z 1955 roku, dziewczyna odrzuca miłość chłopca na rzecz niepewnego uczucia do praktycznie nieznanego mężczyzny. Niestałość uczuć i miłosne zamieszanie jest desperacką próbą szukania dla siebie lepszego świata.

Dziewczyny z opowiadań młodych pisarek są pewne siebie, ale pełne sprzeczności. Ich ciała stanowią pole gry z mężczyznami i własną, rodzącą się seksualnością.

To zupełnie jak u Sagan, gdzie cielesność niesie powieść i zdaje się odpowiedzialna za to, co finalnie staje się z bohaterami. Są zmysły: rozgrzana latem skóra dotykająca chłodnej wody, nagie ciało budzące się po krótkim śnie. Jest też nieustanne napięcie między młodym ciałem i starszym, zarówno samej Cecile, jak i Anne oraz Elsy i Anne, kwestiami starzenia się, również mężczyzn, oraz witalności i wszelkich uchybień urody. Ale jest również niezgoda na życie sztampowe i banalne. Postaci uczestniczące w przyjęciach czy balach może i się nudzą, wiedzą jednak, że to cena, którą mają zapłacić za beztroskę. Podobnie jak dobry wygląd stanowi kartę przetargową w towarzystwie, a reguł gry nie należy bojkotować, tylko się do nich czym prędzej przyzwyczaić i nie zdradzać oznak zniecierpliwienia.

Françoise Sagan napisała ponad czterdzieści powieści i sztuk teatralnych, przewodniczyła jury konkursu głównego w Cannes, była zapraszana do mediów głównego nurtu i znana w całym zachodnim świecie. A jednak nie zdołała pobić rekordu własnego sukcesu debiutanckiej powieści, która nadal witana jest z entuzjazmem przez kolejne pokolenia.

Kultową powieść napisała jako 18-latka. Sprzedała ją w milionach. W Watykanie książka była zakazana

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.