Uncategorized

Mrzonka o umiarkowaniu Palestyńczyków

Nachum Kaplan

Osiemdziesiąt lat odrzucania pokoju pokazuje, że nie ma umiarkowanych przywódców palestyńskich. Żaden z nich nie uznaje jeszcze prawdziwie legitymizacji Izraela jako suwerennego państwa żydowskiego.

Plan pokojowy prezydenta USA Donalda Trumpa dla Strefy Gazy jest, na dobre i na złe, jedyną opcją dostępną w tej chwili. Jego nieprecyzyjność jest zarówno jego mocną stroną, jak i słabością: brak szczegółów pozwolił wszystkim stronom na przyłączenie się do niego – i sprawi, że kolejne kroki będą prawie niemożliwe.

Elementem, do którego podchodzę z głębokim cynizmem, jest złudzenie, że za dwa lata, lub kiedy władze przejściowe rządzące Gazą mają się wycofać, pojawi się grupa „umiarkowanych, technokratycznych Palestyńczyków”, gotowych przejąć stery.

W ciągu ostatniego stulecia umiarkowani Palestyńczycy rzadko byli spotykani. Bez wątpienia istnieją – sprzedawca tytoniu w mieście Gaza, sprzedawca galanterii męskiej w Ramallah – ale w palestyńskiej polityce są tak rzadcy jak tygrysy tasmańskie.

Od momentu ogłoszenia niepodległości przez Izrael w 1948 r. jego arabscy wrogowie dążyli do jego unicestwienia: najpierw poprzez konwencjonalną wojnę, jak w 1948, 1967 i 1973 r., a następnie poprzez stworzenie palestyńskiego ruchu nacjonalistycznego, który uczynił z terroryzmu swoją misję polityczną.

Żadna z kolejnych frakcji palestyńskich od tego czasu, nawet te, które naiwny Zachód uparcie nazywa „umiarkowanymi”, takie jak Autonomia Palestyńska (AP), nigdy nie podchodziła poważnie do kwestii pokoju. Nadal odrzucają one suwerenność Żydów, odrzucają prawo Izraela do istnienia i prowadzą przeciwko niemu nieustanną wojnę – fizyczną, psychologiczną i polityczną. Wszelkie rzekome reformy lub umiarkowanie były niczym innym jak zasłoną dymną, stworzoną przez drugorzędnych iluzjonistów.

Kiedy w 1947 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) przegłosowała plan podziału brytyjskiego Mandatu Palestyńskiego, przywódcy żydowscy go zaakceptowali. Przywódcy arabscy – termin „palestyński” w jego współczesnym znaczeniu nie był jeszcze w użyciu – odmówili.

Nie było to zwykłe odrzucenie planu ONZ. Było to fundamentalne odrzucenie samej idei suwerennego państwa żydowskiego – w teorii i w praktyce – na ojczyźnie przodków narodu żydowskiego. To odrzucenie pozostaje do dziś ideologiczną podstawą polityki palestyńskiej. Wyjaśnia to, dlaczego po 80 latach nie zbudowali nic poza żalami.

Prawdziwie „umiarkowane” przywództwo palestyńskie, które zaakceptowałoby państwo żydowskie, nigdy nie wyłoniło się z tego pierwotnego aktu negacji. Przez dziesięciolecia społeczność międzynarodowa – a czasami nawet izraelscy przywódcy – próbowali przypisać palestyńskim przywódcom etykietkę „umiarkowanych”, pomimo ich niezmiennego odrzucenia i rewanżyzmu.

W 1964 r. powstała Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP), sponsorowana przez Związek Radziecki, której celem było zniszczenie Izraela poprzez nieustanne akty przemocy pod pozorem postkolonialnej walki narodowościowej.

Jaser Arafat, jej przebiegły przewodniczący, był równie podstępny, co nikczemny. Wielokrotnie oszukiwał łatwowierny Zachód słodkimi oświadczeniami o negocjacjach i „dwóch państwach”, podczas gdy jego statut nadal odrzucał legitymację Izraela, domagał się „zwrotu” całej Palestyny i nalegał na „prawo powrotu uchodźców”, które zlikwidowałoby żydowską suwerenność.

Arafat i jego świta rozumieli, że międzynarodowa legitymizacja wymaga zmiany kostiumów. Dlatego, oprócz samego Arafata, założyli garnitury, zwoływali szczyty i doskonalili sztukę dwujęzycznego kłamstwa – mówiąc o umiarkowaniu po angielsku, a o męczeństwie po arabsku. Tak rozpoczęła się wielka maskarada terroryzmu w szytych na miarę wełnianych garniturach.

Tak zwani umiarkowani przywódcy palestyńscy nigdy nie byli umiarkowani w jednej ważnej kwestii, a mianowicie czy państwo żydowskie ma prawo istnieć i bronić się. Raz po raz ich odpowiedź brzmiała zdecydowanie „nie”.

Główny powierzchowny przełom nastąpił wraz z porozumieniami z Oslo w 1993 roku. Przemiana OWP w Autonomię Palestyńską została okrzyknięta historyczną. W rzeczywistości była to zmiana kosmetyczna. Autonomia Palestyńska była OWP w lepszych garniturach. Zamiana mundurów na stroje biznesowe była mistrzowskim posunięciem – takim, które obecnie naśladuje prezydent Syrii Ahmed al Shaara, aby ukryć swoje terrorystyczne pochodzenie.

Tak, Autonomia Palestyńska „uznała” Izrael – niewidzialnym atramentem. Nigdy nie zaakceptowała ona legitymizacji Izraela jako żydowskiego suwerennego państwa, dlatego negocjacje graniczne nigdy nie posunęły się naprzód. Autonomia Palestyńska nie chciała żadnych granic, tylko panowanie „od rzeki do morza”. W ciągu kilku lat Palestyńczycy rozpoczęli drugą intifadę, która była najprawdziwszym wyrazem ich przekonań.

Nawet Salam Fayyad, premier Autonomii Palestyńskiej w latach 2007–2013, uważany przez Zachód za wzór palestyńskiego pragmatyzmu, okazał się mirażem. Fayyad był chwalony jako technokrata, budowniczy instytucji, reformator unikający przemocy. Jednak on również odrzucił wszelką prawdziwą koegzystencję opartą na żydowskiej suwerenności. Zarządzał biurokratyczną fasadą państwowości, ale nigdy nie zmienił leżącego u jej podstaw dogmatu negacji. Było to ponownie pozorne umiarkowanie, a nie jego istota.

Tymczasem Autonomia Palestyńska nadal wypłaca stypendia terrorystom, którzy mordują Żydów, co jest polityką, którą publicznie twierdzi, że zniosła, ale po cichu kontynuuje. Utrzymywanie się tej groteskowej praktyki rodzi oczywiste pytanie: dlaczego Zachód nadal pobłaża kłamstwu o umiarkowaniu Palestyńczyków?

Odpowiedź leży w psychologicznej potrzebie Zachodu. Pragnienie pokoju – a przynajmniej jego pozorów – jest tak silne, że Zachód tworzy palestyńskiego partnera z czystej pobożnej nadziei. Zachodni dyplomaci tak desperacko pragną, aby istniał ktoś, z kim Izrael mógłby zawrzeć pokój, że są gotowi udawać.

Autonomia Palestyńska doskonale to rozumie i nie może uwierzyć w swoje szczęście. Kilka uspokajających fraz w języku angielskim, podczas gdy w języku arabskim wylewa się żółć, i już otwierają się kanały pomocy zagranicznej. Wille w Ramallah stają się coraz większe, a fantazje w Brukseli coraz silniejsze.

Należy podkreślić, że etykieta „umiarkowany” jest projekcją Zachodu, a nie samoopisaniem Palestyńczyków. Ani Autonomia Palestyńska, ani Hamas nie uważają się za umiarkowanych lub ekstremalnych; po prostu sprzeciwiają się istnieniu Izraela z powodu swoich przekonań. Nie ma tu introspekcji, moralnych kalkulacji, tylko wieczna wojna mająca na celu zniszczenie państwa żydowskiego.

Tymczasem międzynarodowa prasa uwielbia swoje binarne moralitetowe przedstawienia – bohaterowie i złoczyńcy, ofiary i ciemiężcy – redukując najbardziej nierozwiązywalny konflikt na świecie do scenariusza komiksu. Jest to ponura ironia, biorąc pod uwagę, że relacje zachodnich mediów z wojny w Strefie Gazy pokazały, że same nie potrafią odróżnić dobra od zła.

Prawdziwie umiarkowane palestyńskie przywództwo zaczęłoby od rzeczywistości: Izrael istnieje, ma prawo istnieć jako suwerenne państwo żydowskie i będzie bronił tego prawa z niezachwianą determinacją. To byłby punkt wyjścia dla dyplomacji, a nie ustępstwo wywalczone na jej końcu.

Zamiast tego palestyńskie przywództwo traktowało każde negocjacje jako taktyczną przerwę – chwilę wytchnienia między atakami, dyplomatyczną przerwę w trwającej od stulecia kampanii odrzucenia. Zachodnie ministerstwa spraw zagranicznych za każdym razem dają się na to nabrać, myląc upór z godnością, a dwulicowość z niuansami.

To odrzucenie ma wysoką cenę i to Palestyńczycy zapłacili ją w całości – utratą wiarygodności, dobrobytu i brakiem państwowości. Izrael nie widzi żadnego podmiotu palestyńskiego zdolnego do rządzenia Gazą nie z powodu arogancji, ale z doświadczenia i faktu, że taki podmiot nie istnieje. Przywódcy palestyńscy są skorumpowani, fanatyczni i uzależnieni od roli ofiar.

Prawda jest taka, że palestyńska „umiarkowanie” zawsze była tylko strategiczną fasadą. Ministrowie spraw zagranicznych, którzy gadają o „ożywionej Autonomii Palestyńskiej” lub „zreformowanym procesie dwupaństwowym”, nie mają pojęcia, o czym mówią.

Zachód powołuje się na „reformę” bez jej zdefiniowania, „pokój” bez warunków wstępnych i „suwerenność” bez odpowiedzialności. Dopóki Palestyńczycy nie uznają suwerenności Żydów za fundamentalną prawdę – nie jako stanowisko podlegające negocjacjom, nie jako dyplomatyczną uprzejmość, ale jako fakt moralny i historyczny – pozostaną poza jakąkolwiek architekturą pokoju, bez względu na to, jak eleganckim językiem ukrywają swoje złudzenia.


Mrzonka o umiarkowaniu Palestyńczyków


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. « Kiedy w 1947 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) przegłosowała plan podziału brytyjskiego Mandatu Palestyńskiego, przywódcy żydowscy go zaakceptowali.« 
    A czy państwa arabskie i ich Liga czy lokalni palestyńscy dzialacze byli konsultowani? Czy państwa arabskie glosowaly za tym planem? Oczywiscie ze NIE. A czym byl ten plan? Dano najlepsze pól kraju jednej trzeciej ludnosci skladajacej się w większosci z nielegalnych emigrantów. I to w najlepszym kolonialnym stylu decydowania i tubylcach bez ich udzialu. Musialo to się skończyć katastrofa i tylko niesamowita odwaga i poswięcenie zydów zapobieglo jej.
    Z PA dawno uznala Izrael i od pól wieku wsólpracuje z Izraelem w sprawach bezpieczeństwa i innych, e mieszanymi rezultatami.?

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.