
Hamas wzywa świat do natychmiastowej mobilizacji: ONZ, Ligę Arabską, Organizację Współpracy Islamskiej, wszystkich gwarantów rozejmu. „Dostarczcie więcej jedzenia, więcej leków, więcej schronień, więcej wszystkiego – już, natychmiast, bez dyskusji.” Ton roszczeniowy, jakby mówili do własnych poddanych, a nie do społeczności międzynarodowej, która od lat wykłada miliardy na utrzymanie ich własnej nieodpowiedzialności. I wszystko to w chwili, gdy ci sami terroryści strzelają do żołnierzy eskortujących konwoje humanitarne, bo każda obecność izraelskiego munduru, nawet gdy chroni pomoc, jest dla nich pretekstem do ataku. Bezczelność osiąga tu poziom groteski: domagać się pomocy od świata i jednocześnie otwierać ogień do tych, którzy fizycznie umożliwiają jej dotarcie. Jakby logika i elementarny wstyd dawno odpłynęły wraz z resztką odpowiedzialności za własną ludność.
W tym absurdzie głos izraelskiego rezerwisty brzmi jak ostatni przejaw zdrowego rozsądku: „To niemoralne ryzykować nasze życie, by pomagać wrogowi.” Człowiek, który stoi między ciężarówką z mąką a człowiekiem z karabinem. Człowiek, który widzi, jak terrorysta potrafi jednego dnia krzyczeć o „katastrofie humanitarnej”, a następnego strzelać do konwoju, z którego jego własna żona będzie potem jadła chleb. Człowiek, którego życie w każdej sekundzie może skończyć się tylko dlatego, że świat wciąż wierzy, iż Hamasu da się nauczyć wdzięczności. Ryzyko, które Izrael bierze na siebie, by ratować populację zakładników własnych oprawców, jest nieporównywalne z jakąkolwiek inną sytuacją na świecie. I nikt poza Izraelem nie musiałby nigdy tego znosić.
A jednak, w tym morzu cynizmu, kłamstw i terrorystycznych żądań, pojawia się jedna informacja, która – nawet jeśli zaledwie na moment – pozwala dostrzec światło. Mahmoud Abbas wysyła delegację wysokiego szczebla do UNESCO, by „zrewidować” palestyńskie programy szkolne. Przez lata w tych podręcznikach karmiono dzieci antyizraelską obsesją, wizją świata, w której kompromis jest zdradą, a śmierć bohaterstwem. Jeśli choć odrobinę prawdy jest w jego deklaracji o zmianie, jeśli choć jeden rozdział historii zostanie oczyszczony z gloryfikacji przemocy, jeśli choć jedno dziecko w Judei i Samarii przestanie uczyć się, że życie zaczyna się od nienawiści do Izraela – to może właśnie tam, w tej jednej decyzji, zaczyna się pierwszy realny pozytyw. W miejscu najmniej spektakularnym, najmniej medialnym, najmniej krzykliwym. Nie w oświadczeniach ONZ, nie w apelach Hamasu, nie w groteskowych debatach o „proporcjonalności”. Tylko w cichym uznaniu, że system edukacji, który przez dekady reprodukował przemoc, musi w końcu przestać być fabryką gniewu.
Może to jeszcze nic. Może to tylko polityczny gest. Ale jeśli jest gdzieś okruszek nadziei, to właśnie tam, w podręczniku, którego jeszcze nie wydrukowano, i w dziecku, które być może nie nauczy się, że Izrael jest wrogiem z definicji. Bo kiedy żołnierz musi ochraniać konwój dla tych, którzy do niego strzelają, każdy ślad rozumu po drugiej stronie jest już niemal cudem.
Najpierw strzelają, potem proszą o lekarstwa – logika Hamasu w pigułce.
Kategorie: Uncategorized


Niestety brytyjski spis ludnosci z 1945 roku zaprzecza temu
Jak wczesniej pisalem, Palestynczycy mieszkajacy na Zachodnim Brzegu jest ludnoscia naplywowa z Transjordani (teraz Jordania) kiedy Transjordania okupowala Zachodni Brzeg w 1948 roku.. Na podstawie tego faktu, Izrael powinien nadac ustawe, ze kazdy palestynczyk uznaje Zachodni Brzeg nalezy do Izraela, w przeciwnym wypadku powinnien byc ewakowany z powrotem do Jordani, wzglednido Gazy. W ten sposob zniknie problem uznawania panstwa Palestynskiego.