Nikogo się nie przeprasza na dwa miesiące przed wyborami

Z Konstantym Gebertem rozmawia Jakub Bodziony

„To jest wspólna deklaracja dwóch panów i tak się złożyło, że oni są premierami Polski i Izraela krajów. Morawiecki kłamał, bo wiedział, że jedyne, co zrobił, to wymusił na Bibim poparcie dla polskiej linii politycznej, żeby zorganizować szczyt V4 w Izraelu. Bibi kłamał, bo wiedział, że nie mówi w imieniu Izraela, tylko własnym”, mówi Konstanty Gebert.

Jakub Bodziony: Jest luty, więc pora na kolejny kryzys polsko-izrealski?

To jeden z ostatnich nieobsadzonych polskich miesięcy, więc takie mogą być te lute. Z zeszłego roku zostało nam to, że z nowelizacji ustawy o IPN usunięto artykuły karne, ale przesłanie tego aktu pozostało niezmienione. Chodziło to żeby nauczyciel w małym mieście wiedział o czym ma nie uczyć jeżeli mu kariera miła. I to zadziałało idealnie. A pod presją Amerykanów Polacy i Żydzi przestali sobie skakać do oczu.

Na krótko. Kiedy rozmawialiśmy w zeszłym roku, wskazywał pan na to, że wina leży po stronie polskiej. Teraz jest tak samo?

Obecnie wina leży po stronie Izraela, co Polacy wykorzystują do oporu. PiS zapłaciło wizerunkowo w swoim elektoracie za wysługiwanie się Żydom. Na całym świecie ta ustawa została odebrana jednoznacznie – Polacy chcą zakłamywać historię. Inne argumenty się nie przebijały w obliczu tej groteski. Następnie została zawarta umowa dwóch oszustów – pomiędzy Mateuszem Morawieckim i Bibim.

Ilustracja: Max Skorwider

Jak to? PiS uznaje wspólną deklarację szefów rządu za wielki sukces, udało się uzyskać podpis izraelskiego premiera pod dokumentem wyrzekającym się antypolonizmu. To był sukces polskiej strony.

Netanjahu podpisał się pod wszystkim na czym zależało stronie polskiej, ale tam są dwie fundamentalnie nieprawdziwe tezy. Po pierwsze, antypolskie uprzedzenia wśród Żydów istnieją, natomiast nie istnieje żydowska ideologia, która mówi, że Polacy chcą rządzić światem i zabili pana Boga. Nie ma ekwiwalencji w tym co się określa mianem antypolonizmu, a antysemityzmem. Po drugie, bardzo ucieszyłem się, że w tej deklaracji przypomniano polskich sprawiedliwych wśród narodów świata, ale w tym dokumencie odwrócono proporcje. Sugeruje się, że sprawiedliwi byli norma, a szmalcownicy odstępem, a było dokładnie odwrotnie. Bibi zapłacił potrzebną cenę i stłumił bunt, który wybuchł w Knesecie po podpisaniu tej deklaracji, po to to, żeby w Izraelu odbył się szczyt Grupy Wyszehradzkiej. Ale ten dokument nie ma żadnej mocy prawnej i politycznej.

Dlaczego?

To jest wspólna deklaracja dwóch panów i tak się złożyło, że oni są premierami Polski i Izraela. Morawiecki kłamał, bo wiedział, że jedyne, co zrobił, to wymusił na Bibim poparcie dla polskiej linii politycznej, żeby ten mógł zorganizować szczyt V4 w Izraelu. Bibi kłamał, bo wiedział, że nie mówi w imieniu Izraela, tylko własnym. Nikt, nawet gabinet premiera, nie wspominając o parlamencie, tej deklaracji nie poparł. W Polsce również.

Po co Netanjahu chciał zorganizować szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu?

To byłaby pierwsza międzynarodowa konferencja w państwie żydowskim. Jeśli do Izraela jeżdżą ważne postacie międzynarodowe, to tylko w sprawach izraelskich. Przełamanie byłoby ogromnym sukcesem Netanjahu.

Ale premier Morawiecki odwołał swój udział w szczycie…

Przez to Bibi stracił parę punktów, ale był on i trzej inni premierzy. Na zdjęciach są flagi i do tego co druga jest izraelska. To znaczy, że do nas przyjeżdżają, bo jesteśmy ważni.

Grupa Wyszehradzka miała powód żeby organizować ten szczyt w Jerozolimie?

To prawda, to było kompletne nieporozumienie. Ale ma w tym interes Izrael, a państwa Grupy Wyszehradzkiej mają swoje dwustronne interesy z Izraelem.

Wszyscy się dogadali oprócz Polski?

Jeżeli już się postanowiło zadąć w dużą surmę, to wtedy wymusza się na partnerach wyszehradzkich solidarność. Spór polski z Izraelem pokazał jej granice.

Jedynym przekazem z tego wydarzenia nie jest to, że oburzona Polska i jej sojusznicy bojkotują Jerozolimę, a to że Warszawa strzeliła focha, została w domu, a balanga trwa dalej. Kadry z tego spotkania będą w wyborczych klipach Bibiego. Żaden izraelski premier nie miał takiego klipu. Żaden!

A po co nam była konferencja bliskowschodnia w Warszawie?

To dobre pytanie, bo mało kto, po obu stronach politycznego sporu, potrafi wytłumaczyć po co Polska zjadła tę żabę.

Strona rządowa mówi o tym, że wykazaliśmy się jako sojusznik Stanów Zjednoczonych i włączyliśmy się w proces pokojowy na Bliskim Wschodzie.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: