Uncategorized

Terminal mięsny


Jan Hartman

Epoka człowieka wyraźnie się kończy.

Nie, to nie fragment nabrzeża portowego dedykowany przeładunkowi mięsa i jego przetworów. To ja i ty. Tyle z nas zostało. Jesteśmy z krwi i kości komputerami starszej generacji. Jeszcze mocnymi, lecz nieznośnie szwankującymi. Bo czymże jest ta nietrwała galareta w kościanym pojemniku w porównaniu z niezniszczalną, eteryczną „chmurą danych”, niczym logos albo inny „duch świata” otaczającą nas ze wszystkich stron i przenikającą przez wszystkie ściany? Mózg mam tylko jeden i nie na długo, za to jej wysokość Sieć jest wszędzie i na zawsze. Ja jestem śmiertelny, a ona nie. Jak bóstwo, choć tym razem nie zmyślone.

Co musiałaby uczynić taka na przykład księżna Kate Middleton, by przekonać publiczność, że nie jest „fejkowym” wielbłądem, bezcielesnym awatarem, lecz (tylko i aż) żywą kobietą, która naprawdę choruje na nowotwór? Czy istnieją słowa dostatecznie inteligentne, uroczyste i szczere, aby nie mogły zostać podrobione, skłamane i poruczone amoralnej i na wszystko gotowej Sztucznej Inteligencji? Tylko ona sama (a i to nie jest pewne!) mogłaby odróżnić prawdę od podróbki, lecz kto nam zagwarantuje, że tę prawdę by nam przekazała, skoro przecież jej specjalnością jest wprowadzać w błąd? Ja już skapitulowałem. Nie potrafię rozeznać się, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Słowa „Cóż to jest prawda?” nigdy nie brzmiały tak złowrogo prawdziwie, jak dziś.

Nie mam zdania na temat Kate, na temat sprawców zamachu pod Moskwą, na temat kondycji umysłowej Bidena i Trumpa itd. Nie mam zdania i coraz mniej potrzebuję je mieć. Miałbym rozpaczać, iż straciłem orientację? Przecież wystarczy, abym po prostu zignorował ideę prawdy jako wartości nieosobistej, obiektywnej. Bo cóż mnie obchodzi taka wyidealizowana „prawda obiektywna”, skoro i tak się w niej nie rozeznam? Zamiast prawdy wolę przeto „swoją wersję”, która da mi poczucie bezpieczeństwa, satysfakcję albo ekscytację, zależnie od potrzeb. Moja prawda, czyli właśnie moja wersja, jest najmojsza i dlatego najprawdziwsza. Wartość prawdy bierze się ze mnie, czyli z subiektywności, a nie z zewnętrznych warunków obiektywnych, które są czymś obcym i nieprzyjaznym. Zawsze trochę tak było, lecz tak źle, jak teraz, to jednak nie było nigdy. Wszyscy kapitulujemy przed potęgą sugestii i wszyscy dajemy się uwieść temu, co nas pociąga. W nikim nie ma oparcia i znikąd nie nadchodzi ratunek. Sami, sami, skołowani. Oto kim jesteśmy. Nie ma mocnych, nie ma mądrych.

Był taki czas, gdy w potocznym, a może i w fachowym języku informatyki bardzo popularny był termin, nomen omen, „terminal”, czyli „końcówka”. Sieć komputerowa wydawała się bowiem plątaniną połączonych ze sobą urządzeń, a jeśli z tego kłębka wystawała nitka, która nie prowadziła już nigdzie dalej, lecz jedynie do stojącego na czyimś biurku komputera, to był on jak ten ślepy tor kolei, czyli terminal. Wszystko się na tym kończyło – on, komputer z ekranem, i drugi on, czyli użytkownik w ekran ten wpatrzony. Dzisiaj jednakże wszystko, co podłączone do sieci, przypomina raczej przelotowy dworzec niż stację końcową ze ślepymi torami. Jeśli coś tu jest „terminalem”, to tylko człowiek.

Powoli, z dekady na dekadę w coraz większym stopniu stajemy się bocznicami sieci – jej najsłabszymi elementami, najbardziej oddzielonymi od właściwego systemu połączeń, spowolniającymi procesy komunikacyjne, popełniającymi błędy i niezdolnymi do szybkiego „procesowania”. Dopiero gdy nareszcie nasze mózgi zostaną bezpośrednio wpięte do sieci – jako organiczne komputery, jakkolwiek słabe i zawodne – sytuacja ma szansę się nieco poprawić. Skonstruowani z nietrwałych materiałów biologicznych nadal jednak będziemy bardziej na sieci pasożytować, niż wnosić do niej jakiś istotny wkład. Tymczasem wszyscy inni uczestnicy globalnej wymiany symboli i informacji będą w porównaniu z nami trwali, niezawodni, czyści, inteligentni, szybcy, a w dodatku przewidywalni i grzeczni.

Jaką korzyść będzie miała globalna inteligencja sieciowa ze współpracy z anachronicznymi galaretami, zwanymi mózgami, z ich wiecznymi pretensjami do wyższości i złudzeniami, że mają prawo i możliwość rządzić uniwersum symbolicznym? Chyba żadną. Zwłaszcza zaś w epoce, gdy inteligencja zapomni już ów mityczny prawiek, gdy zwano ją sztuczną i gdy niczym raczkujące dziecko uczyła się na mizernych zasobach ludzkiej twórczości i wytwórczości, rezydującej w tzw. internecie, w postaci dziwacznych dokumentów zwanych tekstami, grafikami, zapisami audio i video.

To wszystko nie idzie ku dobremu. A w każdym razie nie dla nas. Epoka człowieka wyraźnie się kończy. Stempel „made by humans”, „zrobione przez człowieka”, nie będzie niczego gwarantował i nie będzie podnosił prestiżu wytworów kultury symbolicznej – ani naukowych artykułów, ani wierszy, ani symfonii, ani ustaw. Z czasem również bycie „z krwi i kości” nie będzie konieczne, by cieszyć się poparciem, szacunkiem czy zainteresowaniem. Księżniczki i królowie przeniosą się do sieci, a to, czy akurat ich „mięsne terminale” jeszcze istnieją, czy też może zostały już zutylizowane, nie będzie miało szczególnego znaczenia, jeśli jako awatary będą sobie dobrze radzić w sieci i generować znaczne zasięgi. W epoce, która się przed nami otwiera, śmiertelność ciał nie będzie znaczyć więcej niż zanik komunikacji na jednym z miliardów „węzłów” sieci. Dlatego możemy umierać spokojnie. Nikt niczego nie zauważy i nikogo nic nie obejdzie. Wielki sieciowy Logos i bez nas świecić będzie zylionem światełek, mrugając tęsknie ku obcym galaktykom. Ale to już nie będzie nasza sprawa.

Terminal mięsny


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.