Uncategorized

Bombardując Izrael, Iran wyświadczył mu przysługę


Konstanty Gebert

Izrael dostał od swoich arcywrogów historyczną szansę, by wygrzebać się z dołu, w którym sam się zakopał. Ale by ten zwrot mógł być trwały, Jerozolima musi się zmierzyć z całą uzasadnioną krytyką i potępieniem: od lekceważenia bezpieczeństwa cywili w Gazie po pogromy Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu.

Stosunki izraelsko-irańskie obfitują w zaskakujące zwroty. Oba państwa, od niepodległości Izraela do upadku reżimu szacha w 1979 roku, wspólnie zagrożone przez arabskie nacjonalizmy i islamski fundamentalizm, blisko ze sobą współpracowały. Rewolucja islamska ajatollaha Chomeiniego dokonała zwrotu sojuszy: zerwała stosunki z Jerozolimą i głosiła nieuchronny upadek „syjonistycznego tworu”. Ale arabskie nacjonalizmy pozostały głęboko antyperskie: Irak Saddama Husseina napadł na osłabione rewolucją państwo, zaś sunniccy islamiści ani myśleli połączyć siły z szyickimi odszczepieńcami. W rezultacie podczas wojny iracko-irańskiej (1980–1988) to z Izraela, który postrzegał Bagdad jako większe zagrożenie, Teheran otrzymywał broń, zaś nieudany nalot irański na Osirak ułatwił lotnictwu izraelskiemu likwidację irackiego reaktora atomowego.

Wymazać Izrael z mapy świata

Mimo to Iran, zawarłszy pokój z Irakiem (który następnie, dzięki obaleniu przez Stany Zjednoczone reżimu Husseina, w znacznym stopniu sobie podporządkował), skierował swą religijnie motywowaną nienawiść na Izrael. Jego „wymazanie z mapy świata” stało się deklarowanym celem polityki ajatollahów. Zamachy na ambasadę izraelską (1992 rok, 25 zabitych) i na siedzibę organizacji żydowskich (1994 roku, 85 zabitych) w Buenos Aires, zrealizowane – co potwierdził tydzień temu ponownie argentyński sąd – przez Hezbollah na zlecenie Iranu otworzyły nową, krwawą fazę konfliktu.

Iran próbował atakować ambasady izraelskie i wspierał pieniędzmi i bronią walczące z Izraelem Hamas i Hezbollah, twierdząc zarazem, że jego konflikt jest z syjonistami, nie z Żydami. Dowodem było zapewnienie, że po nieuchronnym zwycięstwie rewolucji islamskiej w Palestynie pozwoli się pozostać, pod władzą islamu, tym Żydom, których obecność w kraju nie ma nic wspólnego z „syjonistycznym tworem”, przykładem zaś takiej pokojowej koegzystencji miała być sytuacja zaszczutej społeczności żydowskiej w Iranie. Przyznać wszelako należy, że w żadnym kraju arabskim żadna społeczność żydowska, choćby zaszczuta, już nie istnieje.

Izrael odpowiadał, godząc w irański program atomowy, sabotując związane z nim obiekty i zabijając zatrudnionych w nim naukowców, oraz – odkąd Iran zaangażował się zbrojnie w wojnę domową w Syrii – w irańską infrastrukturę militarną w tym kraju. Powołując się na fatwę ajatollaha Chomeiniego, uznającą broń atomową za sprzeczną z islamem ze względu na jej charakter masowego rażenia, Teheran długo i wbrew faktom zaprzeczał, jakoby dążył do wyprodukowania bomby. Zaprzeczał też swej odpowiedzialności za ataki na cele izraelskie, których realizację zlecał podwykonawcom, najczęściej, jak w Argentynie, Hezbollahowi.

Dwustronna strategia „to nie ja”

Izrael z kolei z reguły nie potwierdzał (wykradzenie w 2018 roku archiwum irańskiego programu atomowego było spektakularnym wyjątkiem), że to on stoi za atakami w Iranie i w Syrii. Ta dwustronna strategia „to nie ja” pozwalała przeciwnikom zachować twarz i powstrzymać się od nieuchronnego w przeciwnym razie odwetu, mogącego spowodować eskalację, której żadna ze stron nie chciała.

Iran zainwestował w Syrii miliardy dolarów i tysiące zabitych, by utrzymać u władzy podległy mu reżim alawity Baszara al-Asada. Alawici są wprawdzie w oczach i sunnitów, i szyitów odszczepieńcami, ale Syria stanowi pomost lądowy łączący Iran poprzez w większości szyicki Irak z w większości szyickim Libanem. To zaś daje Iranowi strategiczną pozycję w podstawowej, szyicko-sunnickiej (a w istocie persko-arabskiej) bliskowschodniej konfrontacji geopolitycznej. Wobec niej konflikt z Izraelem jest tylko zjawiskiem ubocznym; wystarczy porównać liczbę zabitych w ciągu ostatnich 10 lat w Syrii czy Jemenie z liczbą wszystkich zabitych w ciągu stu lat konfliktu żydowsko-arabskiego.

W wypadku wojny Iran pozycję w Syrii niemal na pewno straci, choć będzie jej bronił. 150 tysięcy rakiet, w które wyposażył Hezbollah, jest skutecznym sposobem odstraszenia Izraela – ale ich użycie sprawi zarazem, że odstraszanie przestałoby działać. Iran jest graczem ideologicznym na poziomie strategii, lecz pragmatycznym na poziomie taktyki, i nie będzie chciał ryzykować utraty tej pozycji.

Zarazem jednak Teheran nie mógł zignorować precyzyjnego ataku na swój konsulat w Damaszku, w którym zginął dowódca Gwardii Rewolucyjnej w Syrii Mohammad Reza Zahedi i czworo jego najbliższych współpracowników. Izrael, jak zwykle, odmówił potwierdzenia, że to jego samolot odpalił rakietę, ale niewielu posiada takie możliwości, a nikt inny nie posiadał. Inaczej niż we wcześniejszych takich sytuacjach, Iran nie mógł odpowiedzieć jakimś atakiem na jakiś izraelski obiekt: zniszczenie konsulatu zostało odebrane jako eskalacja.

Nalot zmasowany i mało szkodliwy

Nie jest jasne, dlaczego Izraelczycy postanowili przeprowadzić ten atak. Były szef Mossadu Yossi Cohen, zapytany przez izraelskiego dziennikarza, czy jego śmierć usuwa jakieś poważne zagrożenie dla Izraela, odpowiedział: „Nie wiem… Mam nadzieję, że tak”.

Odrębną kwestią jest to, czy atakując konsulat, Izrael nie naruszył prawa międzynarodowego. Wydaje się, że nie: konwencja wiedeńska gwarantuje nienaruszalność budynków dyplomatycznych przez państwo, na terenie którego się znajdują, ale nie chroni tych budynków przed atakami państw trzecich. Rzecz jasna, cywile i tak muszą być chronieni – ale ambasada irańska potwierdziła, że wśród ofiar nie było cywili.

Odpowiedź, jaką Iran wybrał, była zarazem dramatyczna: bezpośredni atak 300 rakiet i dronów na różne cele w Izraelu – ale też stonowana. Izrael bowiem od lat przywykł do takich powietrznych ataków w wykonaniu Hezbollahu i Hamasu i było jasne, że obrona przeciwlotnicza zlikwiduje niemal wszystkie pociski. Tak też się stało: wszystkie drony i rakiety manewrujące zostały zestrzelone i jedynie kilka rakiet balistycznych uderzyło w okolice jednej z baz lotniczych, nie wyrządzając przy tym większych szkód. Tylko szrapnel z jednej z zestrzelonych rakiet ciężko ranił 7-letnią beduińską dziewczynkę, jedyną ofiarę nalotu.

Podobnie było po amerykańskim ataku, który zabił dowódcę Gwardii Rewolucyjnej, generała Qasema Soleimaniego: Iran odpalił kilkadziesiąt rakiet na dwie amerykańskie bazy w Iraku, raniąc kilkudziesięciu żołnierzy, lecz nikogo nie zabijając. Szef irańskiego MSZ, Hossein Amirabdollahian, twierdzi, że Teheran ostrzegł o ataku kraje w regionie oraz USA. Ajatollahowie mieli świadomość, że jeśli zginą Amerykanie, odwet będzie nieuchronny. Podobnie by było, gdyby w nalocie zginęli Izraelczycy, zwłaszcza cywile. Za to nalot zmasowany, lecz mało szkodliwy, pozwala Teheranowi otrąbić zwycięstwo i nie zmusza Izraela do zbrojnej odpowiedzi.

Izrael znów stał się sojusznikiem, którego należy bronić

Jerozolima może nadal wybrać taki wariant: według przecieków, premier Benjamin Netanjahu miał już wydać odpowiednie rozkazy i odwołał je dopiero po rozmowie z prezydentem Joe Bidenem, który poinformował go, że USA odwetu nie poprą. Szersza wojna na Bliskim Wschodzie byłaby dla Waszyngtonu katastrofą, szczególnie w roku wyborczym. Ale Izrael ma znacznie ważniejsze powody, by wyrzec się odwetu.

Izraelska obrona przeciwlotnicza zapewne sama poradziła by sobie z irańskim nalotem – ale w zestrzeliwaniu pocisków uczestniczyły też rozmieszczone na Morzu Czerwonym w ramach walki z jemeńskimi Huti lotnictwo i marynarka amerykańska, brytyjska i francuska. Izrael, który jeszcze wczoraj był obiektem coraz bardziej kategorycznej krytyki ze strony tych państw za sposób prowadzenia wojny w Gazie, nagle znów stał się sojusznikiem, którego należy bronić.

Co więcej, pociski zestrzeliwała też obrona przeciwlotnicza Jordanii, nad terytorium której przelatywała irańska nawała. Nigdy wcześniej siły zbrojne państwa muzułmańskiego nie atakowały pocisków odpalonych przez inne państwo muzułmańskie, by bronić państwa żydowskiego. To precedens o trudnych do przecenienia konsekwencjach. W końcu Jordania mogła się zachować tak, jak w 1981 roku, kiedy król Hussein sam zauważył izraelskie samoloty przelatujące nad Jordanią w drodze do zbombardowania irackiego reaktora atomowego Osirak – i rozkazał jedynie, by ostrzec Saddama Husseina.

Istnieje precedens dla pragmatycznego braku reakcji. W 10 lat po ataku na Osirak, podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, Saddam odpalił na Izrael 42 rakiety balistyczne, zabijając dwóch cywili; większość pocisków zestrzeliły amerykańskie PATRIOT-y. Izrael nie odpowiedział zbrojnie, bo groziło by to rozłamem w antysaddamowskiej koalicji zmontowanej przez USA. Państwa arabskie nie mogłyby walczyć przeciw Irakowi, jeśli w tym samym czasie Irak byłby atakowany przez ich izraelskiego arcywroga, niezależnie od powodu. Za swą wstrzemięźliwość Jerozolima zyskała potem dużo od Amerykanów – i tak może stać się i obecnie.

Szansa na wyjście z międzynarodowej izolacji

Izrael żąda, całkiem rozsądnie, uznania przez społeczność międzynarodową irańskiej Gwardii Rewolucyjnej za organizację terrorystyczną, oraz obłożenia sankcjami irańskiego programu budowy rakiet i dronów. Dodatkowym argumentem jest masowe użycie przez Rosję irańskiego sprzętu w atakach na Ukrainę. Jeżeli te kroki zostaną podjęte, bezpieczeństwo Izraela będzie zapewnione w większym stopniu, niż gdyby zdecydował się na odwet. Netanjahu oczekuje również powstania międzynarodowej koalicji antyirańskiej, czyli jakiejś formalizacji tego, co się w odpowiedzi na irański atak już dokonało. To będzie trudniejsze, ale sukces dałby Jerozolimie nieporównanie więcej, niż – powiedzmy – zbombardowanie irańskiego ośrodka atomowego w Natanz.

Ale najważniejsze – odmowa zbrojnej odpowiedzi na irański nalot pozwoliłaby Izraelowi wyrwać się z międzynarodowej izolacji, w której się, w znacznym stopniu za własną przyczyną, znalazł. Za wojnę w Gazie, wywołaną, przypomnijmy, rzezią 1200 Izraelczyków przez oddziały Hamasu, Izrael jest oskarżany o ludobójstwo. Przyczyną jest odmowa zrozumienia przez zachodnią opinię publiczną, że wojna z przeciwnikiem, który traktuje własnych cywili jako żywe tarcze, nieuchronnie oznaczać musi śmierć tysięcy z nich – a odmowa zbrojnej odpowiedzi oznaczałaby nieuchronnie śmierć kolejnych Izraelczyków w kolejnych zbrodniach Hamasu. Ale Izrael kompletnie zlekceważył to, jak bardzo jest mu niezbędne poparcie tej opinii i, zamiast czynić wszystko, by liczbę cywilnych ofiar ograniczyć, najwyraźniej się nimi nie przejmował: atak na konwój WCK postawił tylko kropkę nad „i”. Teraz Izrael znów padł ofiarą agresji – ale brak zbrojnej odpowiedzi uniemożliwi ponowne potępianie go za to, że się broni.

Tym bardziej, że Iran – inaczej niż Hamas, który całkiem niesłusznie utożsamiano z całym społeczeństwem palestyńskim i jego walką o swoje prawa – naprawdę się na obiekt sympatii zachodniej opinii nie nadaje. Tu nie chodzi o sam nalot – wielu zapewne przyklasnęłoby bombardowaniu Tel Awiwu – ale o to, że teokratyczny reżim ajatollahów, mordujący kobiety za to, że nie dość starannie zakrywają włosy, wykonujący najwięcej po Chinach wyroków śmierci, brutalnie tłumiący wszystkie mniejszości etniczne, religijne czy seksualne, militarystyczny i nacjonalistyczny, jest po prostu antytezą wszystkich wartości, jakie wyznają uczestnicy antyizraelskich demonstracji. Zaś oś konfrontacji się zmienia: od dziś wrogość do Izraela musiałaby by być uzasadniana sympatią dla Iranu, nie tylko dla Hamasu.

Izrael dostał od swoich arcywrogów historyczną szansę, by wygrzebać się z dołu, w którym sam się zakopał. Ale by ten zwrot mógł być trwały, Jerozolima musi się zmierzyć z całą uzasadnioną krytyką i potępieniem: od lekceważenia bezpieczeństwa cywili w Gazie po pogromy Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu. Inaczej opinia światowa, zamiast dokonania koniecznej, lecz trudnej rewizji ocen, uznać wygodnie może, że Jerozolima i Teheran są siebie warte.

Już dziś Iran domaga się od Zachodu uznania, że w swej reakcji na atak na konsulat był „powściągliwy”, zaś Rada Bezpieczeństwa ONZ nie potrafi zająć w sprawie zmasowanego nalotu na terytorium innego państwa zdecydowanego stanowiska. Jeśli taka reakcja się upowszechni, istotnie nie pozostanie nic innego, jak strzelać. Dopóki starczy amunicji.

Bombardując Izrael, Iran wyświadczył mu przysługę

Kategorie: Uncategorized

25 odpowiedzi »

  1. Paluchu, jak zwykle chlapiesz ,
    Slownik WSJP:
    „kolonista
    Hasło ma wiele znaczeń,
    wybierz to, które Cię interesuje

    1. osadnik
    2. kolonizator
    3. uczestnik kolonii ”

    A poza tym, masz z pewnością racje.

  2. Paluchu, mantra izraelskiej propagandy to twierdzenie ze Izrael walczy o uznanie przez wrogi swiat. Nie trzyma się kupy i sam bez trudu to zobaczyles.
    3/4 tych co nie uznaja Izraela to kraiki bez znaczenia. Czy sen spędza ci fakt ze Afghanistan nie uznaje Izraela? Get real!
    A z waznymi arabskimi Izrael ma de facto dobre stosunki i wspólpracę wywiadowcza.
    Saudia i Jordan stracaly drony lecace na Izrael.
    Więc odetchnij, twoje strachy sa nieuzasadnione. Israël jest swiatowo uznany i wspierany. Natomiast element Izraelskiej polityki, kolonializm tubylców jest nie do zaakceptowania.

  3. Wlodek S.
    „A nielegalni żydowscy imigranci sami siebie nazywali kolonistami.”
    Kiepsko ze znajomoscia polskiego u tego Wlodka S. Nie rozroznia miedzy kolonista a kolonizatorem. Kolonista to jechal w krotkich spodenkach na kolonie letnie. A Zbrodniczy Imperialistyczny Kolonializm reprezentowal Kolonizator.
    Merytorycznie zas – cos bylo na rzeczy. „Żydowscy imigranci” byli rzecz jasna „nielegalni”. Legalnie to mozna bylo pojechac wylacznie to Treblinki. Albo do Sobiboru. Albo do Belzca. Ewentualnie do oblanej benzyna stodoly.

  4. Teoria kolonializmu w USA a osadnictwo żydowskie w Erec Israel to dwie różne rzeczy. Nie słyszałem żeby nazywali się kolonistami, byli pionierzy (Chaluce) i byli olim. W moim rozumieniu kolonistami byli uczestnicy kolonii TSKZu.

  5. No widzisz Paluchu, sam sobie jestem winny bo nie miałem ci odpowiadać, jest pewien poziom wulgarności który trzeba ignorować. Ale zlitowałem się nad tym przestraszonym Paluchem który ma taki negatywny obraz Izraela. Otwórz okno, Izrael to piękny kraj. Izraelscy artyści, muzycy, orkiestry, naukowcy, lekarze, inżynierowie, programiści są cenieni, zapraszani i dobrze widzeni na całym świecie. Izrael jest światowym leader w paru dziedzinach i ma długofalowe projekty i kontrakty z całym cywilizowanym światem.
    Izrael jest zintegrowany w reszta świata, nawet od 2000 ma Assosiation Agreement z EU.
    Sa rowniez ludzie, marginalni, którzy nie lubią Izraela, zdarza się.

    Fatalna kolonialna polityka Izraela skończy się kiedyś i nie będzie dalszych przeszkód w dalszej integracji.

  6. Marku, ” wymyślona na amerykańskich uniwersytetach teorią kolonializmu i” , widzisz, kiedyś, w czasach wczesnego syjonizmu, kolonializm był uważany za coś dobrego i postępowego i nikt nie wstydził się używać tego terminu. Pierwszy syjonistyczny bank nazywał się Jewish Colonial Trust Limited, dziś Bank Leumi.
    A nielegalni żydowscy imigranci sami siebie nazywali kolonistami.
    Z Wiki:
    „Zionism has been described as a form of settler colonialism in relation to the region of Palestine and the Israeli–Palestinian conflict. Many of the fathers of Zionism themselves described it as colonialism, such as Vladimir Jabotinsky, who said „Zionism is a colonization adventure.””
    Dziś w Izraelu słowo „kolonializm” jest zakazany i politycznie niepoprawne, wiec rozumiem twoja postawę.

  7. ” …mantra izraelskiej propagandy
    …odetchnij, twoje strachy…
    …kolonializm …
    …Nie trzyma się kupy”
    Jedyna kupa, ktora tu dostrzegam, to ta kupa, ktora ( cenzura ) na tym blogu Wlodek S.

  8. Prosze nie uzywac slowa „pogrom” w kontekscie operacji IDF w Gazie. Pogrom urzadzili Hamasowcy w przygranicznych kibucach i wioskach.

  9. WlodekS
    Ciekawe że szermujesz wymyślona na amerykańskich uniwersytetach teorią kolonializmu i raczej bezmyślnie stosujesz ją w związku z Izraelem. Pod tym względem jesteś na tym samym poziomie, co skandujacy studenci Harvardu, którzy nie wiedzieli od jakiej rzeki i do jakiego morza ma być Palestyna wolna.

  10. WlodekS
    Co tu dużo mówić reprezentujesz postawę zachowawcza typowa dla diaspory, przypomina mi stary dowcip: dwóch Żydów idzie po ulicy naprzeciw idzie dwóch nie Żydów. Żydzi – uciekamy, ich jest dwóch a my jesteśmy sami…

  11. Paluchu, mantra izraelskiej propagandy to twierdzenie ze Izrael walczy o uznanie przez wrogi swiat. Nie trzyma się kupy i sam bez trudu to zobaczyles.
    3/4 tych co nie uznaja Izraela to kraiki bez znaczenia. Czy sen spędza ci fakt ze Afghanistan nie uznaje Izraela? Get real!
    A z waznymi arabskimi Izrael ma de facto dobre stosunki i wspólpracę wywiadowcza.
    Saudia i Jordan stracaly drony lecace na Izrael.
    Więc odetchnij, twoje strachy sa nieuzasadnione. Israël jest swiatowo uznany i wspierany. Natomiast element Izraelskiej polityki, kolonializm tubylców jest nie do zaakceptowania.

  12. Marku, pytanie bylo, jedyne interesujace, czy to zbombardowanie zwiększylo bezpieczeństwo izraelczyków czy narazilo na odwetowy i grozny atak?
    Sam sobie odpowiedz.
    Sam pewnie swietnie wiesz ze oslabienie irańskich terrorystów , jezeli wogóle rzeczywiste, jest tylko tymczasowe.
    I mimo wczesnego ostzezenia, ograniczonej skali i wspólpracy sojuszników, cos jednak się przedarlo, na szczęscie nikt nie zgina.

  13. WlodkuS
    Likwidacja generałów Gwardii Rewolucyjnej osłabia wrogów Izraela i o to chodzi w toczących się od lat zmagań z próbą Iranu usadowienia się w Syrii. Tu chodzi o strategiczne zagrożenie i o konkretne działania, które są raz mniej raz więcej udane, ale są. W odróżnieniu od sceptycznych pomrukiwan z daleka.

  14. @Wlodek S.

    … napisal:

    ”Interesujace, z 193 państw w ONZecie, 168 uznaje Izrael, więc ten twój pomysl z walka o uznanie to jakies nieporozumienie,”

    Nie wiem, co w oenzecie a co w komitecie. Za to wiem, ze prawa Izraela do istnienia nie uznaja w ogole dwa panstwa graniczace z Izraelem (Liban i Syria). Z terytorium co najmniej jednego z tych panstw prowadzony jest non-stop ostrzal rakietowy. W odniesieniu do kazdego innego panstwa na swiecie to bylby oczywisty casus belli. Poniewaz chodzi o Izrael – dziesiatki tysiecy ludzi musiano ewakuowac, z czego ciesza sie spece od strzelania do wlasnej bramki.

    Spece od strzelania do wlasnej bramki ”nie zauwazaja”, ze miazdzaca wiekszosc krajow arabskich i muzulmanskich nie uznaje prawa Izraela do istnienia:

    ”28 UN member states do not recognize Israel: 15 members of the Arab League (Algeria, Comoros, Djibouti, Iraq, Kuwait, Lebanon, Libya, Mauritania, Oman, Qatar, Saudi Arabia, Somalia, Syria, Tunisia, and Yemen); ten non-Arab members of the Organization of Islamic Cooperation (Afghanistan, Bangladesh, Brunei, Indonesia, Iran, Malaysia, Maldives, Mali, Niger, and Pakistan); and Cuba, North Korea, and Venezuela.”

    Samo ”uznanie” jest tyle warte, co zawartosc zuzytego Pampersa. ”Uznanie” mozna w kazdej chwili cofnac. Tak postapil m in Iran w roku 1979-tym. Tak postapil ZSRR i wszystkie demoludy w roku 1967-ym. To wszystko rozumiem – od tego jest tygrys-ludojad, zeby ludzi zjadal. Trudniej zrozumiec postepowanie i motywy specow od strzelania goli do wlasnej bramki.

  15. ”Widać służenie jako tuba antysemicka bardzo się opłaci.”

    Zgadza sie.

    Obowiazujaca stawka to podobno trzydziesci srebrnikow od szpalty.

  16. “ uzasadnione potępienie Izraela za pogromy Palestynczykow na Zachodnim Brzegu”.
    Po takim wstępie, dalej Geberta nie warto czytać. Mysle ze autor, mimo dużej wiedzy na temat Bliskiego Wschodu, zdecydował się zerwać z uczciwością dziennikarską. Podobnie jak inny antysemita, niejaki “profesor “ Szewko. Widać służenie jako tuba antysemicka bardzo się opłaci.

  17. MEF « Walka Izraela nie jest o bezpieczeństwo obywateli, ale o uznanie go jako państwo narodowe Żydów« 

    Interesujace, z 193 państw w ONZecie, 168 uznaje Izrael, więc ten twój pomysl z walka o uznanie to jakies nieporozumienie, ale jak juz to jak zbombardowanie konsulatu przybliza to uznanie?

    Re: ml, wyglada na V1 ChatGPT…

  18. Nasz domowy Spec od ” Risk Analysis” i przeciwnik ”zbombardowania” ( w skrocie S.) zapomnial 3 rzeczy(oprocz oczywiscie samych fundamentow tej ”Analizy”) :

    1.Law of Dimnishing Returns
    2.Rabin
    3. Josele

    Ad.1.
    Kiedys to musial byc jakis usluzny Zyd , ktory wyskakiwal i oswiadczal ” Ja jako Zyd potepiam izraelska soldateske…”
    Teraz ich nikt nie potrzebuje, ich ” Jews for Adolf” demonstruja w splendid solitude przeciwko tejze ” soldatesce”, ich kiedys wdzieczna audiencja demonstruje po prostu przeciwko Kikes.
    Moze S. synowa to tylko doceni, ” no nie tacy to zli ci Zydzi jak mnie rodzice ostrzegali, samokrytyke i krytyke Zydow uprawia Tesc S,”

    Ad 2.
    Generalissimus Rabin twierdzil kiedys ” Restraint is strength” kiedy jego partner Arafat zaczal wysadzac autobusy z pasazerami, a Generalissimus zadowalal sie spiewaniem Kumbaya zamiast ” bombardowaniem” tak znienawidzonym przez S.
    Kiedy Kumbaya nie pomagala jakos, Generalissimus rechotal ” Mowiono nam ze rakiety beda spadaly na Aszkelonn. No i gdzie te rakiety, gdzie?!” -I tlumy S. rechotaly razem z nim.

    Ad. 3.
    Josele juz 2 tysiace temu wzywal do ” nastawiania drugiego policzka”, Bron Boze bombardowania.
    Wiec nawet medaliku od Pedo Papieza za orginalsc nie dostanie S.

    Konkluzja :
    Zamiast p cie tracac w kacie niech S. glosuje w Zjednoczonym Hamas Froncie.

  19. WlodkuS
    Niepokój niepokojem a twoje wyobrażenia chodzą innymi drogami.

  20. Walka Izraela nie jest o bezpieczeństwo obywateli, ale o uznanie go jako państwo narodowe Żydów. Bo państwo obywatelskie pod tytułem Izrael-Palestyna jest bezsensowne. Jeśli już ktoś jest gotów powierzyć bezpieczeństwo Żydów w ręce wrogów, to po co mu państwo żydowskie na BW? Więcej bezpieczeństwa i lepsze warunki życia dostanie w Niemczech i w Kanadzie, pod warunkami gospodarzy.

  21. Jakie szczęście ma Izrael że ma takiego doradcę. Karci po ojcowsku gdy trzeba, surowo ocenia błędy przeszłości i głaszcze po główce za posłuszeństwo. I ta cała mecyja za darmo.

  22. Marku, a może niepokój o bliskich ?
    Jakoś trudno wam chłopcy trzymać się tematu bez ataków osobistych albo podejrzewania o jakieś nieczyste motywy, nieciekawe dyskusje.
    Zadajcie sobie pytanie, czy atak na konsulat zwiększył bezpieczeństwo izraelaczykow ? Czy podjecie ryzyka riposty było uzasadnione ? Czy następy atak Izraela na Iran polepszy wasze bezpieczeństwo ?
    Odpowiedzcie sami sobie.

  23. @Wlodek S
    „akręci się nowa spirala przemocy.”
    Cos w tym jest. Na przyklad w Treblince nie nakrecila sie zadna spirala przemocy, wszystko przebiegalo spokojnie i bez ekscesow, az do dnia 2-go sierpnia 1943-go roku, kiedy wredni i bezczelni Zydzi, lamiac obowiazujace przepisy, popsuli dzialanosc obiektu Treblinka.
    W Belzcu, w Chelmnie – tez nie nakrecila sie zadna spirala przemocy.

  24. Izrael musi zareagować na iranski atak. Takie oceny jak Geberta, naszego eksperta pod oko ”goja”, pojawiły się w izraelskiej prasie zaraz po ataku. Przemyślany atak jest lepszy niż strzemiezliwosc
    WlodekS: niechęć do Izraela wychodzi wszystkimi porami.

  25. Nie trzeba niedoceniać izraelskiej zdolnosci strzelania sobie w stopę; zgodnie z doktryna o niesymetrycznej odpowiedzi,
    pewnie znów cos zbombarduja i nakręci się nowa spirala przemocy.
    I jak zwykle będzie gorzej dla bezpieczństwa izraelczyków nie mozna sobie wuobrazić.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.