Uncategorized

Kulmowie (12)


Jakub Kopec

Raport mniejszości

   Notatka Mariana Kutiaka była długa jak raport. Ale przytaczam ją w całości ze względu na doniosłość sprawy. W końcu rzecz dotyczy rozliczenia finansowego wielkiej imprezy z udziałem dwojga naszych noblistów.

                                                 „Notatka

   Na cztery tygodnie przed tradycyjnym terminem Warszawskich Spotkań Literackich zatelefonował do mnie Kuba Kopeć i spytał, czy nie podjął bym się organizacji tej imprezy z udziałem dwojga żyjących noblistów. Kulmowie tę robotę zaproponowali Kubie, ale odmówił, nie czując się na siłach.

          Zadzwoniłem do Kulmów i umówiłem się na rozmowę. Otworzył mi Jan i zaprosił do środka. Coś nie pasowało mi w jego sposobie chodzenia. Jakby lekko utykał i był trochę wyższy niż zazwyczaj. Na nogach miał damskie buty. Widząc moje zakłopotanie, wyznał, że to buty żony, a on je musi rozchodzić.

       Przy herbatce przedstawiłem  kalkulację. Liczby oszołomiły Kulmów. Nie zdawali sobie sprawy, że to może aż tyle kosztować. Postanowiliśmy, że ja spróbuję znaleźć sponsorów, a oni wezmą na siebie rozmowy z artystami. Ustaliliśmy, że  – jeżeli uda mi się znaleźć sponsorów – otrzymam 20 procent kwoty sponsorskiej, nie biorąc nic za produkcję tego przedsięwzięcia. Pan Jan wyjął maszynę do pisania. Spisał nasze ustalenia, co do mojego honorarium, i wręczył mi kartkę.

        I  zaczęło się szaleństwo. Jak zdobyć 150 000 zł w kilka tygodni?

Compaq Computer dał trochę pieniędzy, PLL Lot zapewnił bilety dla Czesława Miłosza z małżonką z San Francisco do Warszawy i z powrotem. Magda Gessler zobowiązała się zrobić catering na Zamku i wydać uroczystą kolację dla Noblistów i ich gości „U Fukiera”, szampana i wino też dostałem za darmo w ramach promocji.  Hotel „Bristol” oddał Noblistom swoje  reprezentacyjne komnaty itd., itp.. Pozostało znaleźć sponsora głównego. Dzwoniłem do wielu firm. Wszystkie miały zamknięte budżety na cały rok. Ale udało się dzięki ówczesnej szefowej International Paper. Firma produkująca papier skontaktowała się ze mną i, choć także miała zamknięty budżet, postanowiła wyłożyć brakujące pieniądze. Miałem się w tej sprawie skontaktować z ich przedstawicielem PR, panią G.. Podczas spotkania z panią G. usłyszałem warunki IP. Banery firmy podczas wszystkich spotkań i podziękowania Noblistów dla IP. Napisałem tekst, pod którym mieli podpisać się Nobliści.

   „Dziękujemy bardzo firmie Compaq Computer International Paper za pomoc w zorganizowaniu Warszawskich Dni Literatury i naszego spotkania” . Niżej podpisy obojga noblistów.

    Spotkałem się z Kulmami. Pani Joanna stwierdziła, że nie będzie żadnych problemów z podpisaniem takiego podziękowania i zażartowała, że jakby coś, to ona położy kartkę na szybie i skopiuje potrzebne podpisy . 

      No i zaczęło się. W domu telefon dzwonił bez przerwy. Okazało się, że mamy masę znajomych, bo wszyscy chcieli być na Zamku Królewskim. Nagle, po wielu latach braku jakiegokolwiek kontaktu, zadzwoniła do nas Magda Dygat i jej mąż Andrzej Dudziński. To byli znajomi, jeszcze z czasów sopockich, mojej żony – Zosi. Przyszli do nas do domu i otrzymali zaproszenia na spotkanie Noblistów. I już nigdy nie mieliśmy z nimi kontaktu. 

      Zamek Królewski miał sprzęt do nagłośnienia spotkań. Wolałem jednak wynająć specjalistów, by zrobili nagłośnienie profesjonalnie. Koszt około 700 zł. I tu usłyszałem od Jana Kulmy, że nie, on się na to nie zgadza. Wystarczy nagłośnienie darmowe. I wyszło tak , jak zwykle. Nic nie było słychać.

      Na godzinę przed rozpoczęciem  spotkania noblistów  ustaliłem wszystko co trzeba z realizatorem telewizyjnym. Kamery zostały ustawione. Czekaliśmy na dostojnych gości i dwoje narodowych bohaterów. Na piętnaście minut przed otwarciem sali dla gości przyszedł Jan Kulma i zaczął wszystko przestawiać. Nobliści nie wyjdą z antyszambru, tylko z sali obok, goście mają czekać, aż on da znak, kiedy ich wpuszczać. Z męża, pozostającego w cieniu sławnej żony, wyszedł  władczy reżyser. Gdy spytałem go, czy aktualna jest kolacja noblistów u Fukiera, padła odpowiedź: – Nie, nobliści ( z naciskiem na nobliści) nie będą chodzić po knajpach.

    Zadzwoniłem do Magdy Gessler, przeprosiłem za zamieszanie i uroczystą kolację odwołałem.

    Po spotkaniu w zamkowej zbrojowni, gdzie zorganizowałem mały poczęstunek dla gości, podszedłem do Pani Joanny i przypomniałem jej, że potrzebuję podpisu Szymborskiej i Miłosza pod ustalonym tekstem. W odpowiedzi usłyszałem : „Co? Jakie podpisy? Oni niczego nie będą podpisywać żadnej firemce!”

   Poczułem miękkość w kolanach. Gdzieś zapodziała się obietnica skopiowania podpisów na szybie okiennej. Kompletna katastrofa i niedotrzymanie warunków kontraktu ze sponsorem. Siadłem na krześle i zobaczyłem tryumfujące spojrzenie pani G., przedstawicielki sponsora. Musiałem mieć straszną minę, bo podeszła do mnie żona Andrzeja Miłosza, brata Czesława. 

– Niech się pan nie martwi, zaraz to załatwię. Czesiu weź Panią Wisławę i przyjdźcie tutaj – powiedziała. Pani Wisława i Pan Czesław zbliżyli się do nas.

   Podpisali bez wstrętów, dodając od siebie osobne podziękowania. To wszystko obserwowali Kulmowie. Po chwili ze słodkim uśmiechem, jakby nic się nie stało, podszedł do mnie Jan Kulma.: – Teraz idziemy na kolację do „Fukiera”. Chyba wszystko aktualne?

     Zadzwoniłem do Magdy Gessler i przepraszając solennie, odwołałem odwołanie biesiady z noblistami. Najsławniejsza  restauratorka nie marudziła, lecz szybko zakrzątnęła się wokół biesiady.

     Cztery dni później zadzwonił do mnie Kuba Kopeć i spytał, o co chodzi. Nie wiedziałem o czym on mówi. Wyjaśnił, że Kulmowie twierdzą, iż okradłem ich i SPP z pieniędzy. Byłem, delikatnie mówiąc, zaskoczony, bo na konto stowarzyszenia przelałem  50 000 zł. Tyle jeszcze zostało po rozliczeniu Warszawskich Dni Literatury. 

– Ale zatrzymałeś sobie 20 procent?

– Bo tak się umówiliśmy.

– Coś pamiętam, ale Janek twierdzi, że nie było takiej umowy….

    Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Tyle się działo przez ostatnie kilka tygodni, że byłem trochę skonfundowany. Ale, momencik, przecież mam jego pismo w sprawie wynagrodzenia dla mojej Agencji. Muszę tylko  znaleźć je w stercie papierów. I na  szczęście znalazłem. 

   Zadzwoniłem do Kuby Kopcia i powiedziałem mu, żeby umówił mnie z Kulmami i żeby był przy tym spotkaniu, ale nie wspomniałem mu o piśmie.

   Spotkaliśmy się w czwórkę w gabinecie prezesa w „Domu Literatury”: oboje Kulmowie, Kuba Kopeć i ja.   Nie było miło. Na dzień dobry usłyszałem od pani Joanny, że jestem złodziejem. Po chwili patrząc mi prosto w oczy dodała, że pisze pamiętniki i mnie w nich odmaluje jako złodzieja, który ukradł  pieniądze  pisarzom. Nic na to nie odpowiedziałem, tylko wyjąłem z torby kopię naszej umowy.

     Pierwszy bezsłownie wyszedł Kuba Kopeć. Ja podążyłem za nim.  

                                                             Marian T. Kutiak”

    Na odnalezionym świstku papieru tekst napisany był przez Janka na elektrycznej maszynie Joanny, lecz ponad wierszami widoczne były odręczne poprawki poczynione  przez Jana niebieskim atramentem i bez wątpienia shefferem należącym do Joanny.  To był ostateczny dowód na to , że w warszawskim SPP nie rządził żaden pisarz czy poetka, lecz reżyser teatrów operowych Jan Kulma. Dwadzieścia procent od pozyskanych sum sponsorskich należało się firmie Agencji Dziennikarskiej MAD jak psu kość. 

     Wszelki mój kontakt z Kulmami ustał na długie  lata. Była to dla mnie męczarnia, ból, jakby mi ktoś wbił siekierę w tył głowy.

Jakub Kopec


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. przeczytałem z zainteresowaniem; znałem Joannę i Jana z okresu „Strumiany”… ta historia BARDZO pasuje do Jana; nie dane mi było spotkać Pana Jakuba Kopeć, ale w rozmowach z Kulmami, nazwisko często się przewijało; wyłącznie w SUPERLATYWACH! 🙂

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.