Uncategorized

Dzień, w którym z martwych Żydów zrobiono Polaków


MICHAŁ BILEWICZ

Mało kto mógł się spodziewać, że 80. rocznica powstania w getcie warszawskim stanie się dla władz okazją do kolejnej próby zawłaszczania żydowskiej pamięci Holokaustu. W wystąpieniach notabli, w publicystyce prorządowych mediów, w wypowiedziach parlamentarzystów partii rządzącej naprzemiennie przewijały się dwa wątki: przypominano o ratowaniu Żydów przez Polaków i domagano się odszkodowań za żydowskie ofiary — pisze Michał Bilewicz*.

Dzień, w którym z martwych Żydów zrobiono Polaków [OPINIA]
Mateusz Morawiecki w rocznicę wybuchu powstania w getcie

Nawet w trakcie głównej ceremonii pod pomnikiem bohaterów getta z ust prezydenta padły słowa o Polakach ratujących Żydów, choć przecież żadne miejsce na świecie nie jest chyba tak dojmującym symbolem żydowskiego osamotnienia, jak warszawski Muranów w kwietniu 1943 r. Mamy mnóstwo zapisów tej samotności – z obu stron murów getta. Dobrze znane świadectwa literackie i dokumenty państwa podziemnego, z wierszem Czesława Miłosza „Campo di Fiori” i raportem Jana Karskiego na czele. O gawiedzi szyderczo pokrzykującej na widok płonącego getta, że „żydki się smażą” przeczytamy u polskiego pisarza Andrzeja Szczypiorskiego i w relacjach żydowskiej łączniczki Żegoty, Heleny Merenholc.

Od lat obecne polskie władze próbują mnożyć dowody rzekomo masowej pomocy udzielanej Żydom przez Polaków. Liczba 7 tys. „sprawiedliwych wśród narodów świata”, którą dumnie podał w rocznicę powstania premier Morawiecki, przez niego samego jest kwestionowana, jako zaniżona. Stąd strumienie pieniędzy na dokumentowanie „nieuznanych sprawiedliwych”. Suto wspierany przez rząd projekt Instytutu Pileckiego, oczko w głowie byłej wiceminister rządu PiS Magdaleny Gawin, ma upamiętniać historie Polaków, którzy oddali życie za ratowanie Żydów.

Minister Czarnek w rocznicę powstania w getcie warszawskim nie zająknął się nawet o żydowskich bohaterach – zamiast tego wykorzystał okazję, by zaanonsować nowy program Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki badający „zaangażowania społeczeństwa polskiego w ratowanie Żydów”. Gdyby ktoś wiedzę o polskiej historii czerpał z rządowych kont na Twitterze, mógłby odnieść wrażenie, że 19 kwietnia obchodzimy na pamiątkę masowego zrywu Polaków ratujących Żydów.

Bohater, którego nie było

Ogromne dotacje z budżetu państwa na dokumentowanie nieznanych przykładów ratowania Żydów powodują, że rodzinne legendy zaczynają urastać do faktów historycznych, mnożą się kontrowersyjne pomniki. Władze od lat jako przeciwwagę dla faktycznych bohaterów getta warszawskiego z Żydowskiej Organizacji Bojowej, promują rzekomą współpracę polskiego podziemia z Żydowskim Związkiem Wojskowym. Warszawa jest chyba jedynym miastem w Europie, gdzie skwer upamiętnia nieistniejącego bohatera – Mieczysław Apfelbaum, rzekomy przywódca Żydowskiego Związku Wojskowego okazał się postacią zmyśloną po wojnie w celu uprawdopodobnienia historii o polskiej pomocy dla getta.

Nawet najbardziej wiarygodny lider Żydowskiego Związku Wojskowego, Paweł Frenkel, to postać niezwykle enigmatyczna. Jego imię do dziś nie jest pewne, a historycy spierają się co do tego, o kim faktycznie jest mowa: czy był to Paweł Frenkel, żeglarz z Białegostoku czy może warszawiak Abraham Frenkel. Tymczasem Żydowska Organizacja Bojowa to konkretni ludzie — lewicowi syjoniści, socjaliści z Bundu i komuniści. Nie ufało im polskie państwo podziemne (by przypomnieć choćby jednoznaczną odmowę przekazania broni gettu białostockiemu na błagalną prośbę syjonistycznego przywódcy tamtejszego powstania), nie ufają architekci dzisiejszej polityki historycznej.

Tak hojne upamiętnianie wszystkich – prawdziwych i zmyślonych – przypadków ratowania Żydów przez etnicznych Polaków, każe zastanowić się, czyim spadkobiercą czuje się obecna władza? Dlaczego w dniu, w którym powinno się upamiętniać opór polskich obywateli pochodzenia żydowskiego przeciw niemieckiemu okupantowi, władze wolą mówić o innych obywatelach – tych, których akurat w ruinach getta nie było? Dlaczego równie duży strumień pieniędzy z budżetu nie płynie na badania ratowania polskich Żydów przez innych obywateli polskich pochodzenia żydowskiego? W końcu te akty pomocy – jak zgodnie zauważają historycy – były znacznie częstsze niż pomoc ze strony etnicznych Polaków.

Odpowiedź na te pytania wydaje się oczywista: rząd polski czuje się spadkobiercą Polaków, ale tylko tych ochrzczonych. O historię tych drugich niech się upomina Izrael. Tyle że w tę samą rocznicę powstania minister Czarnek karci Prezydenta Niemiec za brak reparacji dla Polski za zniszczenie żydowskiego getta. Minister kultury Piotr Gliński na oficjalnych uroczystościach wręcza Prezydentowi Niemiec raport z listą polskich strat wojennych. Lista obejmuje wszystkie straty polskich Żydów, do których nagle – i niespodziewanie – Polska się przyznała. Co więcej, znalazły się na niej ofiary pogromów w Jedwabnem i Radziłowie czy mordu w Bzurach – wszystkich dokonanych przez polskich sąsiadów. Szczególną pozycją na liście „polskich strat wojennych” jest Gniewczyna, gdzie wydani gestapo Żydzi zostali najpierw obrabowani i poddani torturom przez polskich sąsiadów, kobiety zaś były wielokrotnie gwałcone. Teraz spadkobiercy zbrodniarzy mieliby otrzymać rekompensaty?

Narodowcy przy Umschlagplatzu

Ta dziwna dialektyka włączania i wyłączania Żydów do wspólnoty narodowej nie pasuje do obecnej polityki pamięci, w której to narodowa demokracja już od dawna zastąpiła dziedzictwo obozu belwederskiego, Narodowe Siły Zbrojne zastąpiły Armię Krajową, a „Ogień” wygrał z „Radosławem”. Rząd, który jedną ręką rozdaje pieniądze pogrobowcom Dmowskiego, drugą sięga po odszkodowania za żydowskie ofiary, których Dmowski nigdy za Polaków nie uważał. Żydzi stali się więc nieodłączną częścią polskiego narodu, ale tylko martwi Żydzi.

Ten sam minister Gliński, który pod pomnikiem powstania w getcie warszawskim domagał się od Niemców rekompensat za „żydowskich współobywateli”, kilkaset metrów dalej na Muranowie otworzył Centrum Myśli Narodowej imienia antysemity Dmowskiego. Z kolei kilkaset metrów w drugą stronę, na Stawkach, w bezpośrednim sąsiedztwie Umschlagplatzu, ufundował byłym działaczom Młodzieży Wszechpolskiej (poprzez podległy mu Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego) ośrodek szkolenia nacjonalistów „Kuźnia”. Tak oto w najważniejszym na świecie miejscu żydowskiej martyrologii swoją przestrzeń do występów otrzymali skrajni ideolodzy nacjonalistyczni, działacze prokremlowscy i zwolennicy antyszczepionkowych teorii spiskowych. A to przecież dopiero początek. Od lat minister Gliński głosi konieczność zbudowania w Warszawie wielkiego Muzeum Romana Dmowskiego. Zroszona żydowską krwią łąka za Muzeum Polin wydaje się oczywistą lokalizacją…

Dla Romana Dmowskiego, patrona tych wszystkich działań, Żydzi byli w Polsce elementem obcym, a pozbycie się ich miało być warunkiem rozwoju nowoczesnej Polski. „Ludność żydowska jest niezaprzeczalnie pasożytem na ciele społeczności tego kraju, który zamieszkuje” – pisał Dmowski już w XIX w., u progu swojej politycznej kariery. „Choćby Żydzi moralnie byli aniołami, a umysłowo geniuszami, choćby byli o wiele wyższego od nas gatunku, sam fakt ich istnienia wśród nas i ich bliskiego udziału w naszym życiu, jest dla społeczeństwa naszego zabójczy i trzeba się ich pozbyć”, głosił Dmowski w jednej ze swoich ostatnich książek. Przez całe swoje życie pozostawał wierny antysemickiej idei. Zaś jego kontynuatorzy z Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej wcielali te myśli w czyn, wzniecając antysemickie burdy, domagając się segregacji na uczelniach i dyskryminacji we wszystkich praktycznie obszarach życia.

Czy politycy nie czytali wspomnień?

„Jest ONR-u spadkobiercą Partia” pisał przed laty Czesław Miłosz i słowa te brzmią dziś nader aktualnie w odniesieniu do partii rządzącej. Premier Mateusz Morawiecki, nie tak dawno składający kwiaty na grobach nacjonalistów z Brygady Świętokrzyskiej, gdy w rocznicę powstania przywoływał bohaterów ratujących Żydów, wymienił prawie wyłącznie ludzi związanych z ONR i przedwojenną antysemicką ekstremą.

Zarówno premier Morawiecki, jak i nadzorujący polską naukę minister Czarnek, poczuli się w obowiązku skarcić uznaną polską badaczkę Holokaustu, profesor Barbarę Engelking. „Skandaliczne słowa, które nie mają nic wspólnego z rzetelną wiedzą historyczną”, grzmiał Morawiecki. Minister Czarnek pospieszył z zapewnieniem, że ogromne fundusze, które przeznaczył na badania ludzi ratujących Żydów spowodują, że nikt już w tak podły sposób nie będzie obrażał Polaków. Jakie to słowa tak rozjuszyły rządzących?

Chodziło o zdanie „Żydzi się nieprawdopodobnie rozczarowali co do Polaków w czasie wojny”, w ustach badaczki, która przeczytała tysiące relacji z czasów Holokaustu. I faktycznie, rozczarowanie zachowaniem ludzi w czasie ludobójstwa było wtedy powszechne. I nie dotyczyło tylko Polaków. Najbardziej chyba poruszające świadectwo z tamtych czasów, jakim jest „Spowiedź” Calka Perechodnika, zaczyna się od dedykacji: „sadyzmowi niemieckiemu, polskiej podłości, tchórzostwu żydowskiemu”.

Żydzi spodziewali się zbyt wiele nie tylko po Polakach, ale też po Niemcach i po innych Żydach. Czy to znaczy, że Perechodnik nie spotkał na swojej drodze ludzi uczciwych i prawych? Przeciwnie, znaleźli się przecież ludzie, którzy zaoferowali mu pomoc po „aryjskiej stronie”. Podał też przykłady godnych zachowań Żydów, nawet wśród funkcjonariuszy gettowej policji. Ludobójstwa obnaża jednak naturę człowieka. Odruchy moralne są niezwykle rzadkie. Większość ludzi troszczy się o własne przetrwanie, zapewnienie bezpieczeństwa i bytu swoim najbliższym. Mało kto gotów jest ryzykować. Jest to oczywiste dla każdego, kto czytał relacje z czasu Holokaustu. Aż trudno uwierzyć, że polscy politycy nigdy z tymi relacjami nie mieli do czynienia.

A co, jeśli rzeczywiście znają oni historię, lecz cynicznie próbują ugrać coś w zbliżającej się kampanii wyborczej? Wydaje się to zresztą całkiem prawdopodobne. Antysemityzm wtórny, sprowadzający się do zniekształcania i przemilczania historii Holokaustu, ma się w Polsce dobrze. Badania ostatniej edycji Polskiego Sondażu Uprzedzeń pokazują, że ponad połowa Polaków irytuje się, gdy ktoś wspomina o zbrodniach dokonanych w przeszłości przez Polaków na Żydach. Co czwarty Polak uważa, że Żydzi cynicznie wykorzystują polskie wyrzuty sumienia. Antysemityzm wtórny jest dziś najbardziej powszechną formą antysemityzmu. Z wszystkich przejawów antysemityzmu to ten jest najbardziej widoczny wśród elektoratu prawicowo-konserwatywnego.

Nic dziwnego więc, że przed każdymi praktycznie wyborami politycy PiS wybierają się na owocne łowy za pomocą kłamliwej polityki historycznej. W 2015 r. próbując zanegować zbrodnię w Jedwabnem. W 2020 r. strasząc Polaków rzekomymi roszczeniami do mienia bezspadkowego. Dziś – zniekształcając historię Holokaustu, atakując badaczy Zagłady i „broniąc dobrego imienia Polski”. A przypomnijmy, że przeciętny Polak nadal uważa, że w czasie okupacji połowa narodu była zaangażowana w niesienie pomocy Żydom, dwie trzecie Polaków współczuło Żydom, zaś tylko mniejszość spośród Polaków stanowili ludzie obojętni. Tak wynika z naszych niedawnych badań tego, jak Polacy postrzegają zachowania w czasie Holokaustu.

Opowiadając o powszechności ratowania Żydów i atakując historyków Zagłady, polskie władze odnalazły kolejne „polityczne złoto”. Przekonując wbrew własnym przekonaniom, że martwi Żydzi to jednak Polacy, a Polska jest ich prawną spadkobierczynią, próbują odnaleźć złoto nie tylko „polityczne”, ale również to realne. Cyniczne wypowiedzi premiera-historyka i ministra-socjologa to zatem próba zarządzania polskimi złudzeniami i wymuszania odszkodowań kosztem wierności własnemu wykształceniu i ze szkodą dla przyszłych relacji Polaków i Żydów.

Dzień, w którym z martwych Żydów zrobiono Polaków


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

15 odpowiedzi »

  1. Tomcio Paluch
    Nie tak trudno się połapać.
    Po angielsku mówi się: Follow the money,
    w Polsce, Ameryce czy Izraelu a nawet w
    Szwecji.

  2. A moze pani Ewo zaczniemy pisać „Żyd ” zamiast „zyd”? Sugestia że z małej litery to tylko religia a narodowość Polak („jak cholera”) jest bardziej niż watpliwa.

  3. Pierwszy raz pisze komentarz do artykulu. Jestem szwedka polskiego pochodzenia. Obserwuje artykuly w tym blogu. Ten mnie zainteresowal, gdyz temat okazal sie bliski historii mojej rodziny. Te historie znam z opowiadan jeszcze z okresu dziecinstwa.
    Opowiadanie 1. Moi dziadkowie ze strony taty mieszkali podczas wojny w Iwkowej, w Beskidzie Sadeckim. Przez 2 lata ukrywali iwkowskiego wlasciciela karczmy, zyda, w swojej ziemiance. Dziadek, Jan, byl bardzo biednym stolarzem z 9ga dziecmi. Dorabial u tegoz zyda pracami stolarskimi. ”Janie schowaj mnie . Wez sobie wzamian meble z karczmy. ” – prosil zyd. Jan wzial do domu komode i zegar z wachadlem. Pamietam te rzeczy w ich domu. Ktorejs nocy zyd wyszedl z ziemianki i nigdy nie powrocil. Jan nie wiedzial co sie stalo i byl bardzo zmartwiony. Lubil swojego pracodawce.
    Opowiadanie 2. Moj byly maz pochodzi z rodziny polsko-zydowskiej. Matka polka, ojciec zyd. Poznali sie na poczatku wojny, gdy ojciec matki, rolnink z Podkarpacia ukrywal mlodego zyda cala wojne w stodole. Jego przyszla zona przynosila codzienie jedzenie do stodoly….
    Opowiadanie 3. Moi dziadkowie ze strony mamy mieszkali na Podlasiu bliskp Lomzy. Byli biedni jak na nasze dzisiejsze warunki ale dosc zamozni aby dobrze wychowac 8 dzieci. Miejscowi okreslali ich jako zamoznych. Ktorejs nocy podczas wojny podrzucono im mala zydowska dziweczynke w zawiniatku. Wychowali ja. Po wojnie oddali do domu dziecka. Przyszedl komunizm do Polski i dziadkowie zostali ograbieni z wiekszosci tego co posiadali. Bylo im ciezko.
    Tych opowiadan nigdy nikt nie zarejestrowal w historii polsko-zydowskiej. Moze ja powinam to zrobic teraz?

  4. @Leon Rozenbaum

    ”Ten artykuł jest sprzed roku. Czy coś się zmieniło przy nowej liberalnej władzy?”

    Moim zdaniem trochę się zmieniło, nie wiem, czy to warte dyskusji.

    IPN funkcjonuje jak za PIS-u, Instytut Pileckiego nadal działa.”

    Wszędzie coś działa. W USA działa na przykład prężnie i zamaszyście ”Jewish Voice for Peace”. Zamaszyście i prężnie działa CAIR. Głośno i z przytupem działa ”The Squad”.

    ”Nie zapominajmy o tym, że Polska może się ”chlubić” pierwszeństwem w rozpowszechnianiu wiary w ”próby Żydów zawładnięcia światem”

    Każdy ma jakieś powody do dumy i chluby. Jedni mają za uszami aferę Dreyfusa i welodromy specjalnego przeznaczenia, inni ścisłą blokadę Mandatu Palestyńskiego, żeby się aby żaden Żyd od gazu i pieca nie wyreklamował, jeszcze inni tak skutecznie ujęli sprawy we własne ręce (szaulisy, Norwegia), że Niemcy nie musieli palcem kiwnąć. Amerykanie mogą się chlubić tym swoim szefem dyplomacji, co to przeszedł do historii powiedzonkiem ”F*ck the Jews”. To prawdziwa, ehmm… Międzynarodówka, nie należy kwestii zawężać wyłącznie do Polski.

  5. Ten artykuł jest sprzed roku. Czy coś się zmieniło przy nowej liberalnej władzy? IPN funkcjonuje jak za PIS-u, Instytut Pileckiego nadal działa.
    Przerabianie żydowskich ofiar na Polaków nie zaczęła się jak artykuł sugeruje, niedawno. Już za PRL- u pomniki i tablice pamiątkowe (wzorem ZSSR, ale nie tylko…) wymieniały wyłącznie polskie ofiary, Żydów nie wymieniając. Nie zapominajmy o tym, że Polska może się ”chlubić” pierwszeństwem w rozpowszechnianiu wiary w ”próby Żydów zawładnięcia światem” na blisko 70 lat przed niesławnymi ”Protokołami Mędrców Syjonu” (Zygmunt Krasiński – ”Nieboska komedia”).

  6. @Wolfie

    ”Wielu Polakow ratowalo Zydow bo robili to za pieniadze. Gdy kasa konczyla sie Zydow wyganiano na pastwe. Natomiast niewielu Polakow ratowalo i uratowalo Zydow. ”

    Wszystko się zdarzało. Znam przypadek, kiedy Polacy nie tylko uratowali od gazu kolegę-Żyda, ale i przechowali przez czasy wojny jego majątek i oddali mu ten majątek po wojnie. Zaczęło się od tego, że go wywieźli z niemieckiego obozu pracy przymusowej w tak niezwykły i brawurowy sposób, że o tym samym mógłby powstać film w Hollywood. Majątek już po wojnie oddawali po kawałku, bo w czasach stalinowskich nie należało się majątkiem chwalić.

    Człowiek, o którym piszę, miał tzw ”dobry wygląd”. I miał kolegów-Polaków. Jeden z nich był na tyle bogaty, że mógł sobie pozwolić finansowo na ukrywanie Żyda.

  7. Wielu Polakow ratowalo Zydow bo robili to za pieniadze. Gdy kasa konczyla sie Zydow wyganiano na pastwe. Natomiast niewielu Polakow ratowalo i uratowalo Zydow. W kolejce do Yad wa Shem po dyplom Sprawiedliwych stali jedni i drudzy. Wielu Polakow w tym celu prosilo swoich uratowanych nie wspominac o pieniadzach.

  8. @RF twierdzi:

    ”Żydowski Związek Wojskowy, Jidisze Militerisze Farajnikung powstał w grudniu 1942.”

    Skąd RF to wie? Pewnie z wykopalisk. A może z fusów od kawy? Bo chyba sam w tym ”Związku” nie uczestniczył?

    ”O działalności ŻZW wiemy bardzo niewiele, ponieważ prawie nikt z jego żołnierzy nie przeżył okupacji. Ta okoliczność ułatwiła po wojnie działalność rozmaitym kłamcom i mitomanom, takim jak Henryk Iwański i Tadeusz Bednarczyk, którzy twierdzili, że nie tylko dostarczali do getta broń, żywność i leki, ale również współorganizowali ŻZW i brali udział w powstaniu w getcie.”

    ”Powodzenie konfabulacji Iwańskiego nie jest, zdaniem Libionki, przypadkowe i pokazuje pewien aspekt stosunku Polaków do historii Holokaustu. ”Stosunek polskiego podziemia do powstania w warszawskim getcie można określić jako obojętny i po wojnie Iwański znakomicie wyczuł koniunkturę, zapotrzebowanie na narrację o polsko-żydowskim braterstwie. Z jego opowieści wynikało, że osobiście dostarczył do getta więcej broni niż AL, GL, AK razem wzięte, pomagał Żydom za darmo, w walce u ich boku stracił dwóch synów, brata i ojca. Zaufanie, z jakim jego opowieści przyjęli historycy pokazuje, jak bardzo potrzebna była taka postać Polaka pomagającego bojowcom z getta. Do dziś dnia w większości słowników i opracowań przy haśle o ŻZW powtarzane jest nazwisko Iwańskiego i bzdury, jakie opowiadał” – mówił Libionka.”

    https://dzieje.pl/aktualnosci/libionka-69-lat-manipulacji-historia-zydowskiego-zwiazku-wojskowego

    Ściemę i kit wciskany przez jednego ze ściemniaczy kupiono niestety w Izraelu:

    ”Henryk Iwański zrobił ogromne wrażenie na Chai Lazar, izraelskiej dziennikarce, która w 1962 r. przyjechała do Warszawy szukać informacji o ŻZW. Uwierzyła w jego historię, opisała ją w książce, popularyzując w ten sposób jego postać. Konfabulacje Iwańskiego zaczęły żyć własnym życiem. W 1964 r. przyznano mu medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”

  9. Nieukom do sztambucha: Żydowski Związek Wojskowy, Jidisze Militerisze Farajnikung powstał w grudniu 1942.

  10. Aby unaocznić bezmiar współczucia i pomocy walczącemu gettu, pozwalam sobie zacytować „Zeszyty Historyczne”, wydawane wespół z „Kulturą” przez Instytut Literacki w Paryżu.

    „Większość przyjęła walkę w getcie z kpiącym uśmiechem niedowierzania w żydowski wysiłek
    zbrojny. Że nie idzie tam walka o militarne osiągnięcia, ani nawet
    o życie, ale o ludzką, godziwą śmierć, nie wszyscy rozumieli.
    Były i głosy , że Żydzi spalić postanowili Warszawę i że czyn
    taki rozwścieczyć tylko może Niemców i skierować ich w rezultacie
    przeciw całej ludności warszawskiej. Był głos oburzonego
    strażaka, „że nie naród to a bydło”, bo gdy zwrócił się do da,
    stojącego z dzieckiem na ręku na dachu płonącego domu, by
    zanim skoczył w płomienną przepaść, oddał mu swe kosztowości,
    tamten splunął tylko … Ludzie stali godzinami całymi tuż
    obok getta, patrząc na to jedyne w swoim rodzaju widowisko.
    Żywe fajerwerki. Płonęli ludzie, płonęły dzieci. I jeżeli widok
    nawet tych dzieci nie zdołał wtedy zatwardziałych w nienawiści
    serc ludzkich skruszyć, to serc tych widocznie nie było. Maleństwa
    z przewiązanymi przez rodziców oczyma trzymały się kurczowo
    framugi okna, którą lizały już płomienie, nie mając odwagi iść
    tak strasznej śmierci na spotkanie. Czy może być coś bardziej tragicznego
    od widoku matki czy ojca popychających własne dziecko
    w objęcia śmierci? A jednak byli i ludzie, których serca nie skruszały
    wówczas.

    Małą dziewczynkę żydowską, która nie wiadomo, jakim cudem wydostała się z tego piekła w tych strasznych dniach, otoczyła obok Placu Trzech Krzyży gawiedź ludzka i przy akompaniamencie złowrogich okrzyków oddała w ręce niemieckich żandarmów.

    A na Placu Krasińskich, tuż obok muru niemal, huczało rozśpiewane Wesołe Miasteczko. Wirowały karuzele i huśtawki, przelewali się zabawowicze. A tamci, stojący na najwyższych piętrach płonących domów widzieli to niewątpliwie. Kto wie co myśleli w ostatnich chwilach swego życia. ”

    Tyle „Zeszyty historyczne”, Zeszyt 14-ty. Myślę, ze rozrywka musiała być przednia. Karuzele i huśtawki, wesoła muzyczka. Dziś to już jednak nie to samo. Dziś co najwyżej jakaś wrażliwa duszyczka na tym blogu może się rozczulać nad „krwawymi aktami przemocy”, których to „krwawych aktów” dopuszcza się „izraelskie wojsko i osadnicy”.

    Link do „krwawych aktów” poniżej, szukać w części opatrzonej podtytułem „Nie chcemy innej ziemi”.

    https://dzismis.com/2024/05/31/wiersz-na-dzisiejszy-wieczor-odc-286/

  11. @Marek Pelc napisał:

    ”Bilewicz sieje wątpliwości co do udziału Żydowskiego Związku Wojskowego, zupełnie niepotrzebnie, tylko dlatego bo podpierają się nim politycy PiSu.”

    Mam pytanie do osób poinformowanych: w którym roku wynaleziono ten ”Żydowski Związek Wojskowy”? 1968? 1969? Chyba to wynalazek ciut starszy, co ”Naród palestyński”. Ale głowy nie dam.

  12. Bilewicz sieje wątpliwości co do udziału Żydowskiego Związku Wojskowego, zupełnie niepotrzebnie, tylko dlatego bo podpierają się nim politycy PiSu.

  13. Wiekszosc Polakow, ktorzy ratowali Zydow,byli zabijani albo wydawani do Gestapo. Wiekszosci wypdkow Niemcy nie byli w stanie rozroznic, kto byl Zydem, a kto Polakiem. Polacy powinni przyznac sie do zbrodniczej dzialalnosci, tak jak to zrobili Niemcy wczasie 2-giej wojny swiatowej

  14. @jozek

    ”BARDZO WAZNY ARTYKOL MYSLE ZE WARTO GO OPUBLIKOWAC W INNYCH SRODKACH MASOWEJ INFORMACJI. JOZEK SHPILMAN”

    Artykuł jest sprzed roku. Z 23 kwietnia 2023-go roku.

    ”Tyle że w tę samą rocznicę powstania minister Czarnek karci Prezydenta Niemiec za brak reparacji dla Polski za zniszczenie żydowskiego getta. Minister kultury Piotr Gliński na oficjalnych uroczystościach wręcza Prezydentowi Niemiec raport z listą polskich strat wojennych. Lista obejmuje wszystkie straty polskich Żydów, do których nagle – i niespodziewanie – Polska się przyznała”

    Czarnek już od dawna nie jest ministrem, podobnie Gliński. Morawiecki już od dawna nie jest premierem. W międzyczasie PiS przegrał wybory i władza się zmieniła. Artykuł w dużej mierze przestał być aktualny.

    Co do strat wojennych, to rzeczywiście polska prawica ma trochę pod górkę. Z jednej strony żadnej Zagłady w ogóle nie było, to tylko żydowski ”Holoszwindel”. z drugiej strony, jak się chcemy załapać na niemieckie ”reparacje”, to jednak ta Zagłada była. Z jednej strony ”Żydzi sami sobie winni” i ”całe pokolenia Żydów pracowały na Holocaust” (profesor Jasiewicz i ichniej Akademii Nauk), z drugiej strony, jak się chcemy na te ”reparacje” załapać, to ”Polska straciła sześć milionów obywateli”. Trudno się połapać. Biez wodki nie razbieriosz.

  15. BARDZO WAZNY ARTYKOL MYSLE ZE WARTO GO OPUBLIKOWAC W INNYCH SRODKACH MASOWEJ INFORMACJI. JOZEK SHPILMAN

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.