Uncategorized

Benny Gantz nie wykazał się polityczną inteligencją.


Ruthie Blum

Przywódca Partii Jedności Narodowej uważał, że potępienie wszelkiej przemocy jest bezpieczne, zwłaszcza że wymierzył ją w Netanjahu. Niestety, jakże się mylił.

Po nieudanej próbie zabójstwa kandydata na prezydenta Partii Republikańskiej Donalda Trumpa na wiecu w Pensylwanii w sobotę, izraelski gabinet poświęcił swoje cotygodniowe posiedzenie w niedzielę rano podżeganiu.

Podczas spotkania ministrów sekretarz gabinetu Yossi Fuchs zaprezentował zestawienie klipów wideo, w których prominentni Izraelczycy grożą nie tylko premierowi Benjaminowi Netanjahu i jego rodzinie, ale także wszystkim „Bibistim” (obraźliwe określenie zwolenników premiera), używając różnych form przemocy, a nawet zabijania.

Dwugodzinna dyskusja skupiła się na fakcie, że wezwania do zabijania członków koalicji były wielokrotnie wypowiadane bezkarnie. Netanjahu odniósł się do „milczenia wysokich rangą osobistości, [od których] nie usłyszeliśmy potępienia”.

Kilka godzin później lider Partii Jedności Narodowej Benny Gantz opublikował długi tweet, aby odpowiedzieć i obalić to twierdzenie. Zaczął od zacytowania zamordowanego premiera Icchaka Rabina „błogosławionej pamięci”, który stwierdził, że „przemoc jest erozją fundamentów demokracji. Powinna być potępiana, potępiana i izolowana. To nie jest droga państwa Izrael”.

Gantz kontynuował: „Jakkolwiek prawdziwe było to stwierdzenie wtedy, jest ono równie prawdziwe dzisiaj. W tych czasach, gdy powróciliśmy do dyskursu z 6 października na sterydach, należy jasno powiedzieć: w demokratycznym państwie nie ma miejsca na nienawiść i przemoc, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, z jakiejkolwiek strony politycznego spektrum”.

Przemoc, kontynuował, „jest zagrożeniem dla każdego demokratycznego społeczeństwa i nie możemy być na nią obojętni, bez względu na kierunek, bez względu na to, jak znaczące są nieporozumienia. Nie możemy dopuszczać się przemocy fizycznej lub werbalnej wobec protestujących, polityków lub premiera”.

Próbując uprzedzić krytykę zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników, napisał: „Wiem, jakie będą reakcje na ten post. Niektórzy powiedzą: „To oni, a nie my, są odpowiedzialni za tę zatruwającą maszynę”. Inni stwierdzą: „W naszym kraju to się nigdy nie zdarzyło i nie zdarzy”. Niektórzy powiedzą: „Służysz Netanjahu”, podczas gdy inni powiedzą: „Nie jesteś w stanie potępić Kaplanistów [antyrządowych demonstrantów na ulicy Kaplan w Tel Awiwie]”.

Następnie udzielił następującej rady: „Nadszedł czas, aby się obudzić i każdy powinien najpierw spojrzeć na siebie, swój obóz, swoje otoczenie. Dotyczy to również premiera, który musi działać, aby powstrzymać podżeganie rozpowszechniane w Internecie w jego imieniu”.

Tak, nalegał: „Musimy zjednoczyć się, wzywając wszystkich przywódców partii do przeciwstawienia się wszelkim formom podżegania lub przemocy. Wydarzenie w Stanach Zjednoczonych, bez względu na okoliczności, powinno również wzbudzić nasze zaniepokojenie. Musimy po prostu potępić i potępić przemoc i agresywnych ludzi, a także stanowczo radzić sobie z naszymi nieporozumieniami, ale bez podżegania i przekraczania czerwonych linii. Ze wszystkich stron i w każdych okolicznościach”.

Najwyraźniej Gantz uznał, że potępienie wszelkiej przemocy, w tym podżegania skierowanego przeciwko Netanjahu, jest stosunkowo bezpieczne – zwłaszcza, że podkreślił, że pochodzi ono również z obozu premiera. W końcu, który rozsądny Izraelczyk mógłby się z tym nie zgodzić?

Co więcej, żądanie, by prawica dokonała zbiorowego rachunku sumienia po zabójstwie Rabina – i bicie się w piersi przez wielu Izraelczyków, których głośny sprzeciw wobec porozumień z Oslo sprawił, że czuli się winni atmosfery, która doprowadziła do jego śmierci – było wiodącym tematem w kraju od lat.

Napomnienie Gantza nie było więc niczym nowym. Oprócz swojego ogólnego charakteru, było również skierowane do lewicy.

Ups. Można powiedzieć, że przekroczyliśmy czerwoną linię.

Aby zrozumieć oburzenie nieudolną próbą zjednoczenia społeczeństwa przez Gantza (poprzez nie spuszczanie Bibiego z haczyka), warto przejrzeć kilka wybranych komentarzy pod jego postem.

„Gantz jest niestrudzonym tropicielem sondaży, słuchającym swoich doradców, którzy myślą, że dzięki tym pustym słowom będzie w stanie zdobyć kilka dodatkowych głosów od miękkiej prawicy” – argumentował jeden z niezadowolonych zwolenników. „I nie rozumie, że w rzeczywistości jest współpracownikiem Netanjahu, który pomaga w normalizacji paranoicznego dyktatora”.

Inny mruknął: „Co za odrażająca sadzawka w garnku. Nie ma symetrii i nie mamy przywileju bezsilnego przywództwa. Zostań w domu, ciesz się swoją budżetową emeryturą i zostaw nas w spokoju, ty tani populisto”.

Gantz, jak zauważył ktoś inny, „jest sztucznie stworzonym opozycjonistą, którego rolą jest wzmocnienie reżimu. Jest on zasadniczo organiczną częścią faszystowsko-teokratycznego zamachu stanu i spełnia swoją rolę jako ktoś, kto reguluje i ogranicza opór”.

Ktoś inny wtrącił: „Gantz jest kompletnym zerem, niegodnym przewodzenia czemukolwiek. Odkąd wszedł do polityki, sytuacja Izraela pogorszyła się pod każdym względem”.

Wśród wielu obelg znalazła się i ta: „Jest psem na kolanach tyrana [Netanjahu], podobnie jak [prezydent Izaak] Herzog”.

„To prawda!” – odpowiedział jeden z jadowitych użytkowników X. „Wszystko, co słyszysz od Gantza, to rzekomo mężowskie uwagi, które odnoszą się do obu stron, jakby były na równych prawach. Ani słowa o przemocy policji i kahanistycznego tłumu wobec protestujących, a on nigdy nie stwierdzi ani słowa o ciągłych nadużyciach ze strony armii i osadników w palestyńskich wioskach na terytoriach. Ten człowiek to pozbawiony kręgosłupa klon Netanjahu”.

Powyższe to tylko próbka ponad 900 komentarzy pod postem Gantza. Powinien on wiedzieć, że nie powinien oczekiwać współczucia od samych elit, które uważają za swój obowiązek obalenie Netanjahu za wszelką cenę.

Dla nich przemoc jest usprawiedliwiona, jeśli prowadzi do wyeliminowania wroga. Gantz również chce pozbyć się Bibiego, ale ma nadzieję zrealizować to marzenie przy urnie wyborczej.

Wyobrażał sobie, że opuszczenie nadzwyczajnego rządu jedności, a wraz z nim Gabinetu Wojennego, usunie „plamę” koalicji kierowanej przez Netanjahu i utoruje mu drogę do zostania premierem. Być może teraz wie, że może zapomnieć o liczeniu na lewicę, by to osiągnąć.

Benny Gantz nie wykazał się polityczną inteligencją.

Kategorie: Uncategorized

9 odpowiedzi »

  1. T.P. ” Nie byl w rzadzie”..No i ?
    Caly czas sie usilowal dostac do rzadu, reklamujac sie jako kompetenty do spraw wojskowych.
    Co do Libanu za Olmerta to byla zalosna porazka, z 20-30 Merkva zniszczonych bo czolgisci nie nauczeni w taktyce i wjezdzali w waskie doliny z pozycjami Hezbow po obu stronach
    Zolnierze piechoty nie umiejacy obslugiwac ciezkiej broni. Poslani bez wody i zapasowych skarpetek .
    Dowodzto zachwycone bo mieli holograficzne mapy wiosek libanskich, gdzie zolnierze nie mogli zdobyc domow Hevollahu,, bo nie umieli obslugiwac LAW ( wyrzutni rocket propelled grenades) .

  2. @ml
    ”Ganz jak byly zolnierz, i w Rzadzie, powinien byl zauwazyc stan nieprzygotowania IDF przed Oct. 7. I nic, wolal swoje intrygi.”
    O ile mi wiadomo, to Gantz nie sprawował żadnej funkcji, ani cywilnej, ani wojskowej, przed 7-ym października. Odpowiedzialni za klęskę są chyba ci, którzy wtedy władzę sprawowali? Gantz był chyba tylko posłem opozycji?
    ”Shaul Mofaz byl tez w rzadzie Olmerta w czasie przegranej wlasciwie wojny libanskiej.On przynajmniej siedzi cicho.”
    Że jak? W 2006-tym roku dość szybko skopano ***ska dzikusom, nauczka była tak zdrowa i morowa, że zapewniła spokój na piętnaście czy szesnaście lat. Bezprzykładna klęska to teraz, a nie wtedy. Teraz Żydzi, dziesiątkami tysięcy, musieli uciekać z pogranicza Libanu. Wtedy jakoś nie musieli, palił się Bejrut. Doradzam ciutkę realizmu w ocenie sytuacji, niezależnie od politycznych sympatii i antypatii.

  3. @ml

    ” Nie byl w rzadzie”..No i ?
    Caly czas sie usilowal dostac do rzadu, reklamujac sie jako kompetenty do spraw wojskowych.”

    Bardzo możliwe, że na domiar złego zdradzał żonę, przekraczał linię ciągła i przejeżdżał na czerwonym świetle. Tyle, że to nie ma nic do rzeczy. Za klęskę odpowiedzialność ponoszą ci, którzy rządzili w przededniu klęski (a nie ci, których nie lubimy). Tej klęsce można było bardzo łatwo zapobiec.

    ”Co do Libanu za Olmerta to byla zalosna porazka, z 20-30 Merkva zniszczonych bo czolgisci nie nauczeni w taktyce i wjezdzali w waskie doliny z pozycjami Hezbow po obu stronach”

    Ta, jasne. Tyle, że dziwnym trafem działania wojenne miały miejsce na terytorium wroga. Fajczył się Bejrut. Mostów tak jakby ubyło – ale w Libanie. Plaże były oblepione pięknym, czarnym mazutem – ale w Libanie. Premier popłakał się publicznie, jak dzidziuś – ale premier Libanu. Pewnie z nadmiaru zwycięstw tak się popłakał.

    ”Zolnierze piechoty nie umiejacy obslugiwac ciezkiej broni. Poslani bez wody i zapasowych skarpetek .
    Dowodzto zachwycone bo mieli holograficzne mapy wiosek libanskich, gdzie zolnierze nie mogli zdobyc domow Hevollahu,, bo nie umieli obslugiwac LAW ( wyrzutni rocket propelled grenades) ”

    Nie wiem, jak było ze skarpetkami, ale wiem, że po krótkim czasie Tzahal stał nad rzeką Litani. Jeśli Arabowie rzeczywiście zniszczyli wszystkie ”Merkawy”, to żołnierze pewnie tam dojechali na kucykach. A może na hulajnogach? Tak czy siak, premier Libanu skamlał o ”zawieszenie broni” i popłakał się publicznie. Premier Siniora. A cywile w Izraelu na pograniczu Libanu mogli sobie żyć spokojnie.

    Doradzam pisanie o 200-300 ”zniszczonych” Merkavach. Co sobie będziemy żałować!

    Klęska to jest wtedy, kiedy ludzie muszą uciekać ze swoich domów, żeby życie ocalić. A nie wtedy, kiedy terytorium wroga wygląda jak szwajcarski ser, a premier wrogiego kraju publicznie płacze i skamle u ”reszty świata” o ”zawieszenie broni”.

  4. T.P. ,Ganz jak byly zolnierz, i w Rzadzie, powinien byl zauwazyc stan nieprzygotowania IDF przed Oct. 7. I nic, wolal swoje intrygi.
    Nic dobrego nie przyszlo od bylych zolnierzy w rzadzie: Rabin, Barak, Sharon-porazka za porazka.
    Shaul Mofaz byl tez w rzadzie Olmerta w czasie przegranej wlasciwie wojny libanskiej.On przynajmniej siedzi cicho.

  5. TP:
    W Izraelu istnieje warstwa zawodowych oficerów na odstawce, którzy mają czas i energię na drugą karierę, dzięki hojnej i wczesnej emeryturze.
    Ci co nauczyli się robić interesy, wykorzystują swoje doświadczenie organizacyjne nabyte w wojsku. Niektórzy z nich odnoszą sukcesy.
    Inni, z braku perspektyw biznesowych, zakładają partie polityczne, zbędne i krótkotrwałe. To zjawisku cykliczne, dobrze znane od pierwszych chwil państwa żydowskiego.
    Jak dotąd żadna z tych partii nie zostawiła trwałych śladów w polityce izraelskiej. Ale niektórzy Izraelczycy nie uczą się z doświadczenia ani nie słuchają rodziców. Bo po kilku latach znowu wierzą w dyżurnych proroków i w ich partie.

  6. Zaraz, zaraz. Jeśli dobrze rozumiem, ten człowiek całe właściwie swoje życie był zołnierzem i narażał życie każdego dnia, żeby Izrael mógł istnieć. Może odrobina szacunku jest wskazana ze strony ludzi, którzy całe życie przemieszkali daleko od strefy zgniotu?

    Tym bardziej, że nie wiadomo, z której strefy za moment trzeba będzie sp(CENZURA).

  7. @Leon Rozenbaum

    ”jiches”

    Nie wiedziałem, co to takiego – ale już wiem! I nawet wiem, kto zacz ten Norman Podhoretz. Brawo wujek Google! A swoją drogą – człowiek uczy się całe życie.

  8. <p Autorka krytyki postaci generała w rezerwie Gantza nosi nazwisko Blum a nie Blom. A przecież cechuje ją solidny jiches. Jest mianowicie córką Midge Decter i Normana Podhoretza, filarów żydowskiego neo-konserwatyzmu.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.