Uncategorized

Dlaczego Iran nie pali się do pomszczenia Hassana Nasrallaha i obrony Hezbollahu

Robert Stefanicki

Ludzie gromadzą się w Teheranie, by opłakiwać zmarłego przywódcę libańskiego Hezbollahu Sajjada Hassana Nasrallaha, 28 września 2024 r.

Ludzie gromadzą się w Teheranie, by opłakiwać zmarłego przywódcę libańskiego Hezbollahu Sajjada Hassana Nasrallaha, 28 września 2024 r. (Fot. REUTERS/Majid Asgaripour)

WTeheranie rozgorzał spór, czy i jak odpowiedzieć na zabójstwo przywódcy najważniejszej organizacji sojuszniczej. Jastrzębie wzywają do boju, ale kontrują ich zwolennicy pojednania z Zachodem, którzy wrócili z wewnętrznej emigracji – i to za pozwoleniem Chameneiego.

– Zabójstwo Hasana Nasrallaha nie pozostanie niepomszczone — oznajmił najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei po potwierdzeniu w sobotę przez Hezbollah, że jego niekwestionowany lider zmarł w izraelskim nalocie na Bejrut.

Radykałowie: zamknąć cieśninę Ormuz, atakować izraelskie bazy lotnicze

Radykalne gazety i komentatorzy w mediach społecznościowych podpowiadają, jak Iran powinien odpowiedzieć na ten afront. Na przykład zamknąć Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej. Władze Iranu wielokrotnie tym groziły, ale nigdy się do tego nie posunęły, bo taki ruch mógł doprowadzić do starcia z siłami USA, a w efekcie do wojny regionalnej.

Gazeta „Farhikhtegan” zasugerowała, że prezydent Joe Biden może stać się „uzasadnionym” celem po opuszczeniu urzędu, gdyż dostarczył Izraelowi bomby niszczące bunkry, których użyto w nalocie na Nasrallaha.

Dziennik „Kayhan”, bliski biuru najwyższego przywódcy, wezwał do atakowania dostaw wojskowych dla Izraela na pełnym morzu lub przeprowadzania ataków na izraelskie bazy lotnicze. „Izrael wykopał sobie własny grób; teraz idźcie i pochowajcie jego zwłoki”, grzmi komentator tej gazety, osławionej negowaniem Holokaustu.

Inny pomysł krążący w mediach społecznościowych: niech Iran wreszcie zbuduje bombę atomową. Po pogrzebaniu przez Donalda Trumpa porozumienia o zamrożeniu irańskiego programu nuklearnego został on wznowiony, ale Chamenei nie zdecydował się na przekroczenie progu, czyli dokonanie testu ładunku jądrowego, aby potwierdzić posiadanie bomby A.

Irańskie społeczeństwo silnie podzielone, debata publiczna odżyła

Radykalne postulaty spotkały się z krytyką gołębich komentatorów, którzy twierdzą, że zamknięcie Cieśniny Ormuz tylko zaostrzy napięcia, a zbudowanie bomby atomowej nie ochroni Republiki Islamskiej przed Izraelem. „W mało prawdopodobnym przypadku, gdybyśmy odnieśli sukces [w zbudowaniu bomby], w jaki sposób system, który nie jest w stanie ochronić swoich najwyższych urzędników, może obronić tę bombę?”, napisał jeden z internautów, według portalu Iran International.

Irańskie społeczeństwo jest silnie podzielone na zwolenników i przeciwników reżimu. W ostatnich latach ci pierwsi niemal całkowicie przejęli stery rządów, a aktywność tych drugich widoczna była w protestach i kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa. Sygnałem, że coś się zmienia, był nieoczekiwany wybór reformisty Masuda Pezeszkiana na prezydenta. Debata publiczna ożyła i zaczyna przypominać tę z czasów poprzedniego prezydenta wywodzącego się z obozu reformatorskiego, Mohameda Chatamiego. To za jego kadencji przed niemal dekadą Iran zawarł porozumienie nuklearne z Zachodem, oczywiście za zgodą najwyższego przywódcy, do którego należą najważniejsze decyzje.

Po stronie radykałów widać rozżalenie. Zwłaszcza zwolennicy Sajeda Dżaliliego, który dopiero co przegrał wybory z Pezeszkianem, krytykują nowego prezydenta i jego rząd za „bezczynność” wobec Izraela, nie zważając na to, że taka musiała być decyzja Chameneiego jako głównodowodzącego sił zbrojnych.

„Teheran musi przekonać Hezbollah do zakończenia starć z Izraelem i powrotu do stanu sprzed 7 października”

A Chamenei niby grzmi, ale te grzmoty rozchodzą się jak burza bez deszczu. W serii wpisów na X ajatollah wezwał wszystkie kraje muzułmańskie do wsparcia narodu libańskiego. Lecz radykałowie wyczekują odwetu i to co najmniej od lipca, kiedy Izrael zabił w Teheranie szefa politycznego Hamasu Ismaila Haniję.

Inni przedstawiciele reżimu też są powściągliwi. Kilku po prostu wskazało, że wszyscy zabici dowódcy Hezbollahu zostaną zastąpieni nowymi. Takie stanowisko zajął Ahmad Vahidi, założyciel Sił Kuds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, które pomogły zbudować potęgę Hezbollahu. Dodajmy, że w zamachu na Nasrallaha zginął także generał tej formacji Abbas Nilforoushan.

Część mediów konserwatywnych podjęła tę grę: niby grzmi, ale o pomstę woła raczej do nieba. W gazecie „Vatan-e Imruz” felietonista Hamid Malekzadeh nazwał powściągliwość po śmierci Hanii błędną i nieskuteczną, stwierdzając, że Iran powinien był wydać Izraelowi „stanowcze ultimatum”. Z kolei „Dżomhouri Islami” wezwała do zdecydowanych działań międzynarodowych, postawienia Netanjahu przez Międzynarodowym Trybunałem Karnym i do wspólnego „dążenia do sprawiedliwości, aby zapobiec dalszym okrucieństwom”.później

Tymczasem umiarkowany dziennik „Ham-Mihan” przestrzegł przed niebezpieczeństwami medialnego szumu i „wzbudzania nierealistycznych oczekiwań”. Gazeta podkreśliła, że naciskanie na „konfrontację militarną” lub tworzenie wrażenia, że wojna jest jedyną opcją, nie przyniesie korzyści ani krajowi, ani jego przywódcom. Iran zostanie ze „słabą pozycją negocjacyjną”, z „przewidywalnymi negatywnymi skutkami”.

Hassan Nasrallah

Hassan NasrallahFot. REUTERS/Aziz Taher

Mohammad Khadżoi, szef sekcji libańskiej w czołowym teherańskim think tanku i były szef biura w Bejrucie głównej irańskiej agencji informacyjnej w artykule opublikowanym w czwartek argumentował, że „Iran nie może wdawać się w konflikt militarny z Izraelem. Musi szybko znaleźć sposób, aby Hezbollah zachował twarz i wycofał się, nie ponosząc większych szkód”. Teheran, napisał Khadżoi, „musi przekonać Hezbollah do zakończenia starć z Izraelem i powrotu do stanu sprzed 7 października” (czyli ataku Hamasu na Izrael). Skrytykował nawet Hamas za wciągnięcie Iranu i jego sojuszników w wojnę, do której nie byli przygotowani.

Chamenei rozumie, że nieustępliwość może być zabójcza

Co Iran zrobi dalej, zależy od Chameneiego. Najwyższy przywódca nie zrezygnował ze swojej krucjaty przeciwko Zachodowi, Izraelowi oraz liberalnym ciągotom we własnym narodzie. Ale chyba też zrozumiał, że nieustępliwość może okazać się samobójcza dla jego reżimu. Dlatego sygnalizuje chęć powrotu do negocjacji z Zachodem, które mogłyby znieść sankcje i poprawić sytuację ekonomiczną kraju. Wysunął do tej roli Pezeszkiana.

Prezydent Iranu Masud Pezeszkian na zgromadzeniu narodowym ONZ, 23.09.2024

Ten na zeszłotygodniowym szczycie ONZ wprawdzie bronił Hezbollahu i Hamasu, ale więcej czasu poświęcił na przekazywanie pokojowych wibracji. Powiedział nawet grupie dziennikarzy, że Iran złoży broń, jeśli zrobi to również Izrael.

Na to się jednak nie zanosi. Benjamin Netanjahu bombarduje kolejnych sojuszników Iranu w regionie, jakby testował, jak daleko można się posunąć, żeby zmusić Iran do odwetu. Chamenei nie wychodzi ze schronu.

Dlaczego Iran nie pali się do pomszczenia Hassana Nasrallaha i obrony Hezbollahu


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Do Jerzego M: jak najbardziej aktualny. Pozycja Iranu jeszcze bardziej się osłabiła, Izrael ma teraz ”prawo” odwetu.

  2. Wpis już nieaktualny, sprzed ataku irańskiego (180 rakiet balistycznych) na Izrael.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.