Święto zmarłych w Rechcie ( 1 )

Napisali i przyslali

 
DARIUSZ LIBIONKA (ur. 1963) — adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN,

 pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN Oddział w Lublinie.

PAWEŁ P. RESZKA (ur. 1977) — dziennikarz „Gazety Wyborczej” w Lublinie.


Z nocy z 1 na 2 listopada 1943 w niewielkiej wiosce Rechta, położonej dwadzieścia kilometrów od Lublina, śmierć poniosło kilkunastu Żydów. Z wydanego w 1985 roku przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, przy współudziale Okręgowej Komisji, Rejestru miejsc i fak- tów zbrodni w województwie lubelskim wynika, że zostali oni rozstrzelani przez niemiecką żandarmerię. Informacja ta miała pochodzić z raportu niemieckiej komen- dantury polowej w Lublinie. W innym miejscu tego opracowania podano, że w miejscowości Dębina 10 sierpnia 1943 żołnierze Wehrmachtu zastrzelili czternastu Żydów, a ich zwłoki pochowano na podwórzu wymienionego z nazwiska go- spodarza. Powoływano się tym razem na ankiety dotyczące zbrodni niemieckich sporządzone tuż po wojnie. Chodzi o to samo zdarzenie — geograficzna bliskość obu miejscowości sprawia, że łatwo o pomyłkę.

Nazwa „Rechta” jest obecnie zwyczajowa, formalnie około dwudziestu domów, które leżą w jej obrębie, administracyjnie podlega wsi i gminie Strzyżewice. Kilkaset metrów od Rechty znajduje się miejsce mordu — osada Dębina, przez miejscową ludność nazywana „Dębniakiem”. Oryginalny niemiecki meldunek (prze- chowywany w Archiwum Państwowym w Lublinie), sporządzony w oparciu o doniesienie z lokalnego posterunku żandarmerii i zawierający szczegóły dotyczące zbrodni w Rechcie, rozmija się z zapisem w Rejestrze w kwestii zasadniczej: Żydzi zginęli nie z rąk niemieckich oprawców, lecz z rąk Polaków i to w okolicznościach tajemniczych i dramatycznych.

Ani w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, ani w ar- chiwum instytutu Yad Vashem w Jerozo- limie nie zachowały się żadne materiały na ten temat. Prawdziwy przebieg i moty- wy tej zbrodni poznajemy przede wszystkim z powojennych materiałów śledczych i procesowych. Okazało się bowiem, że po wojnie odbyło się kilka procesów, podczas których sądzono część uczestników tej zbrodni, na podstawie dekretu Pol- skiego Komitetu Wyzwolenia Narodowe- go z 31 sierpnia 1944 o ściganiu „zbrodniarzy hitlerowskich i zdrajców narodu polskiego”.

Była to jedna z licznych spraw karnych  toczonych przed powojennymi sądami, dotyczących przestępstw popełnionych przez Polaków na ludności żydowskiej w okresie okupacji niemieckiej.
Proble- matyka powojennych rozliczeń nie doczekała się jak dotąd dostatecznego opraco- wania ze strony historyków. Wiadomo jednak że szczególnie dużo takich przypadków sądzonych było w Lublinie oraz że stanowiły one bardzo poważny odsetek spraw karnych toczonych przed tamtej- szym Sądem Apelacyjnym.
Śledztwo w tej sprawie, jak wiele podobnych, zapoczątkowały informacje pozyskane z agentury w pierwszej poło- wie grudnia 1948. Wynikało z nich, że jed- nym z uczestników zbrodni miał być pra- cownik Urzędu Bezpieczeństwa w Lub- linie (informacja ta nie potwierdziła się). Inne doniesienie zawierało informację, iż Żydów wymordowali pomagający im uprzednio Polacy związani z Armią Kra- jową. Rewelacje tajnych współpracowni- ków uruchomiły Milicję Obywatelską, UB oraz prokuraturę, niebawem doszło do pierwszych aresztowań. Kilkanaście osób zostało osadzonych w więzieniu na Zamku w Lublinie. Większość z nich to członkowie lokalnych struktur Narodo- wych Sił Zbrojnych. W śledztwie, a póź- niej przed sądem, zeznawali wyłącznie Polacy. Głównym świadkiem oskarżenia został Edward Sidor, zastępca dowódcy jednej z placówek NSZ, który był naocz- nym świadkiem mordu. Co ważne, był on spowinowacony z polską rodziną, która w Rechcie udzielała schronienia Żydom.
Pierwszy proces odbył się przed lubelskim Sądem Apelacyjnym 27 września
1949. Na karę śmierci skazano dwie oso- by, dwie kolejne uniewinniono. Kolejne procesy toczyły się w latach 1950 i 1954, a później w okresie 1957–59. Łącznie ska- zano w nich trzy osoby (Jana Gajowiaka, Franciszka Mańkę, Józefa Tetera), a czte- ry (Jana Adamczyka, Teofila Madeja, Ro- mana Kaweckiego, Bolesława Świątka) uniewinniono. W kilku innych przypad- kach sprawa zakończyła się na etapie do- chodzenia. Dwóch uczestników mordu (Edward Kot, Ryszard Mierzwa) zmarło wcześniej.
Dokumentacja śledcza i procesowa, li- cząca w sumie ponad tysiąc stron, jest rozproszona. Część akt przechowywana jest w archiwach Instytutu Pamięci Naro- dowej w Warszawie i w Lublinie, część w archiwum Sądu Rejonowego w Lub- linie. Materiały te — mimo że większość aresztowanych zarówno podczas śledz- twa, jak i procesu konsekwentnie nie przyznawała się do winy, zaś świadkowie oskarżenia modyfikowali i zmieniali swo- je zeznania pod presją otoczenia — umożliwiają odtworzenie przebiegu zbro- dni i ustalenie jej sprawców. Zestawione ze współczesnymi relacjami mieszkańców gminy Strzyżewica, ukazują też aurę to- warzyszącą ukrywaniu Żydów na polskiej prowincji. Choć wycofujący swe wcześ- niejsze zeznania świadkowie mówili w la- tach 1958–59 o wymuszaniu ich przez UB, materiały te zdają się dowodzić, że presję wywierali raczej sami oskarżeni.
Juz jutro ciag dalszy

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: