.Jestem znów Żydem cz. 9

Szlomo Adler

 

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


Życie pod okupacją sowiecką, z ekonomicznego punktu widzenia, było bardzo trudne.   Trudno było znaleźć podstawowe produkty. Pieniądze traciły swoją wartość, a sklepikarze nie śpieszyli się pozbywać towarów zgromadzonych od pierwszych powiewów wojennych.  Sytuacja trochę się poprawiła, gdy władze sowieckie zabroniły sklepikarzom chować produkty, nie sprzedając ich chętnym. Towary chowane były określane przez władzę jako przeznaczone na czarny rynek. Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z tym pojęciem. Władze wykonywały niespodziane rewizje w sklepach i sklepikarze, którzy ukrywali towary byli natychmiast aresztowani. Dopiero   po zapłaceniu łapówki zwalniano ich. 

Fabryki zostały znacjonalizowane, a ich właściciele zaczęli pracować jako zwykli robotnicy w swojej fabryce. Ta zmiana odbyła się natychmiast po wkroczeniu Czerwonej Armii, a żaden właściciel nie oponował ze strachu przed tym, żeby nie uznano go za   „wyzyskiwacza i krwiopijcę biednego proletariatu”.

Trzeba przyznać, że wszyscy ci nowoprzybyli, byli lojalnymi „patriotami” i oddanymi komunistami. Wychwalali osiągnięcia rewolucji i ich „wspaniałego” życia w ZSRR przed kim tylko mogli.  

Chociaż dla nas było to dziwne, w zestawieniu z ich niepohamowaną chęcią zakupów. Kupowali wyroby, które wydawały się im ładne lub były im nieznane. Po zakupieniu czegokolwiek, nabywca bawił się zakupem i oświadczał: „W naszym kraju mamy wiele tego, doprawdy mnóstwo. Ogromne fabryki produkują wszystkie te wyroby, dosłownie wszystko”. Gdy padało pytanie: „A perfumy Channel lub cytryny? Można kupić w ZSRR?” Jak wytresowane papugi automatycznie odpowiadali: „Mamy mnóstwo tego. Ogromne fabryki produkują to wszystko”. Nie wiem, czy ktoś miał odwagę zapytać się: „Więc dlaczego wykupujecie wszystko, opróżniając sklepy?”
Żołnierze uprawiali dużo sportów. Ich ćwiczenia na metalowej sztabie wywierały na mnie ogromne wrażenie. Niektórzy żołnierze grali na akordeonie zwanym ‘garmoszka”, podczas gdy inni tańczyli zapraszając widzów do wspólnej zabawy. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem wtedy kobietę w wojskowym mundurze.

Pod koniec 1939 roku władze nakazały wszystkim Niemcom mieszkającym na kolonii niemieckiej w Bolechowie spakować swój dobytek i wyjechać do Niemiec. Kolonia niemiecka mieściła się na południowy zachód od centrum miasta, w górnej części rzeki Sukiel.  Mieszkańcy kolonii zajmowali się rolnictwem i drobnym przemysłem. Niemcy lub jak na nich mówiono ‘Szwabi”, byli bardzo pracowitymi ludźmi. Ich pola były zawsze uporządkowane, a ich samych uznawano za bardzo uczciwych ludzi. Zapamiętałem, że mieli piękne, silne i potężne konie, a wiśnie w ich sadach były najsmaczniejsze. Gdy wieść o tym rozkazie, rozeszła się w miasteczku, moi rodzice poszli pożegnać się z rodziną Faifer, z którymi znali się dobrze. Jeden z moich wujów miał niemieckiego wspólnika w swojej garbarni. Niemcy opuścili miasto swoimi furmankami lub koleją. Pierwszy raz byliśmy świadkami wygnania ludzi ze swoich domów. Wiele lat później stało się dla nas jasne, że Rosjanie byli specjalistami w wypędzaniu ludzi ze swoich domów, a nawet całych okręgów. Wtedy nie byliśmy świadomi, że w najbliższych latach sami będziemy ofiarami deportacji i stracimy dom.

 

Zima 1939-1940 była jedną z najszczęśliwszych zim w moim życiu.  Miałem dziewięć i pół roku i byłem uważany za prawie dorosłego. Pozwalano mi chodzić samemu na narty do odległych miejsc i od czasu do czasu mogłem uczestniczyć w wycieczkach starszych dzieci.  Starsze dzieci jechały wynajętym koniem, daleko, na lepsze narciarskie stoki, nie bojąc się antysemitów, którzy kiedyś prześladowali nas przekleństwami i wyzwiskami.  Teraz musieli trzymać język za zębami ze strachu przed Rosjanami. 

Opublikowany został rozkaz rejestracji wszystkich obywateli. Natychmiast zaczęto plotkować, że celem ma być listę burżujów i kułaków. Według tej listy postanowią kto zostanie w mieście, a kto będzie wysłany do „białych niedźwiedzi”, czyli na Syberię.

Ojciec, który zdążył już się wyrobić sobie dobrą znajomość z komisarzem miasta, za pomocą 30.000 rubli, przekonał go, aby w spisie pominął nasze rodziny, w tym Żydów uchodźców z Niemiec mieszkających w naszych domach od 1938 roku. Wtedy wydawało się, że to mądry krok, ale miało się okazać, że był to duży błąd.

Po miesiącu radzieckiej obecności w mieście dzieci powróciły do szkoły. Ale według opinii nowych władz poziom nauczania w polskich szkołach był niezadowalający, więc zdecydowali się cofnąć wszystkich uczniów o jedną klasę.  Zostałem więc zmuszony do nauki w trzeciej klasie, po raz drugi.  Pewnego dnia zjawił się w klasie, wraz z dyrektorem szkoły “politruk” odpowiedzialny za nauczanie doktryny stalinowskiej. Opowiedział nam, że w ZSRR uczniowie są aktywnymi obywatelami, i że władze będą się nimi opiekować. Władze nie będą tolerować antysemityzmu, ale także żadnej przemocy wobec uczniów ze strony nauczycieli. Nie wolno im będzie ani nas obrażać, ani bić. nauczycieli.  Kto będzie złapany na akcie antysemityzmu, będzie surowo karany. My uczniowie, musimy donosić władzom o wszelkich widzianych przez nas bądź słyszanych czynach lub wypowiedziach krytykujących osiągnięcia rewolucji.  Mieliśmy też zgłosić, jeśli nauczyciel uderzył ucznia. To samo miało dotyczyć naszego życia rodzinnego. Mieliśmy donosić na rodziców, jeśli powiedzą coś albo nas uderzą.

Prawdę mówiąc- bardzo nas ucieszyła ta niezwykła swoboda. Wszyscy są sobie równi. Biedni i bogaci stali się równymi, wszyscy byli teraz „towariszczami”. Ojciec nie mógł już pokazać się na ulicy ze swoim złotym zegarkiem na łańcuszku, który zawsze wisiał w dolnej części kamizelki, z jednej kieszeni do drugiej. Wujek Izrael, który wygrał ogromną fortunę na loterii, nie mógł z tych pieniędzy korzystać, aby nie być oskarżonym o kułactwo. Jako dzieci-nie mieliśmy pojęcia na ile dorośli byli zastraszeni.

Nie rozumieliśmy co to znaczy, gdy w godzinach wieczornych nasi rodzice mówili: „żeby tylko nikt w nocy nie pukał do drzwi, żeby nikt nie został aresztowany…” 

Ludzie żyli tak jak w powiedzeniu, które słyszałem dziesięć lat później, już w Izraelu: „w ZSRR 50 % ludności siedzi w więzieniu, a pozostałe 50% boi się, że wkrótce tam trafi”.

Któregoś ranka, wiosną 1940 roku, po Bolechowie rozniosła się informacja, że na stacji stoją wagony kolejowe, a w nich mnóstwo ludzi-którzy będą wywiezieni Syberię.  Moja matka zamartwiła się, bo okazało się, że aresztowano naszych sąsiadów-rodzinę Sobel. Mama wypełniła kosz z pieczywem i kilkoma paczkami cukru w kostkach i posłała mnie na dworzec, żebym dał to wszystko pani Sobel. Pobiegłem na stację kolejową, ale wagony były już zamknięte, a pociąg miał odjechać lada chwilę.  Biegłem wzdłuż wagonów krzycząc: „Pani Sobel, pani Sobel!” i zauważyłem machającą rękę z małego okienka jednego z wagonów. Gdy zbliżyłem się poznałem pani Sobel patrzącą na mnie z wysoka.  Zapytała, po co przyszedłem.  Oczy miała czerwone od płaczu i ledwo mogła mówić. Powiedziałem jej, że przyniosłem jej i innym znajomym kilka chałek i trochę cukru. Drzwi wagonu były zamknięte od zewnątrz a ja nie byłem w stanie doskoczyć do zamka, bo byłem za mały. Nie było w pobliżu dorosłych, których mógłbym poprosić o pomoc. Poprosiłem panią Sobel, aby odeszła od okienka i zacząłem rzucać cukier i chałkę, jedną po drugiej. Byłem tak zajęty, że nie zauważyłem kolejarza, który zbliżył się do mnie. Złapał mnie za rękę, gdy zamierzałem rzucić jedną z ostatnich chałek.

„A szto eto?” „Co to jest?” „Chleb, chleb” odpowiedziałem. Złamał chałkę na dwie części i wrzucił je do środka. „Uciekaj! Jeśli „naczalnik” tu przejdzie, ciebie też wsadzić do wagonu! “. Krzyknąłem: „Pani Sobel, dobrej podróży” i uciekłem. Spotkałem panią Sobel dwadzieścia dwa lata później, w 1962 roku w Nowym Jorku.

Wróciłem do domu i powiedziałem matce, co widziałem i jak udało mi się wrzucić do wagonu wszystko co posłała. Matka zapytała smutno:” Jak ona będzie świętować Szawuot?”  Nie wiedziała, że za rok będzie zazdrościć tym, którzy dziś zostali wysłani pociągiem, nie wiadomo, dokąd. Następnego dnia w szkole powiedziano nam, że jedynym usprawiedliwieniem na nieobecność może być tylko zaświadczenie lekarskie.  List od rodziców już nie będzie wystarczający.   Kim w ogóle są rodzice przy sowieckiej władzy?  Ich zadaniem było tylko przynieść nas na świat. To sowiecka władza wychowa nas i zrobi z nas pionierów, a później komsomolców i członków partii.

 

Od chwili rosyjskiej okupacji ojciec pracował jako zwykły robotnik we własnej garbarni, a jeden z pracowników został przełożonym, i teraz to on, niby kierował pracą. Niby-bo przecież nie miał pojęcia jak zarządzać tak dużym warsztatem, nie znał się na technologii ani wszystkich chemicznych tajemnicach procesu garbowania skór.   Nasi pracownicy lubili rodzinę Adler i dlatego informacja o nich jako właścicieli garbarni nie dotarła do władz.

Pewnego dnia komisarz miasta wezwał mego ojca do swego biura. Ojciec obawiał się, że usłyszy od niego złe wieści lub, co gorsza, wyrok o Syberii. Gdy ojciec wszedł do biura, komisarz nieoficjalnie powiedział mu, że władze zrobiły błąd wysyłając właścicieli fabryk na Syberię. W ten sposób fabryki zrobiły się bezużyteczne. Komisarz nie zapomniał o „podarunku”, który dał mojemu ojcu, gdy nastała radziecka władza, czyli o tym, że nie wpisał nas na listę „kułaków i burżujów”. Teraz zażądał zapłaty za niewysłanie nas na Syberię. Ojciec podniósł brwi oczekując jaka padnie suma pieniędzy. Ale komisarz zwrócił się do niego z nieoczekiwaną propozycją: aby ojciec przejął zarząd kilku garbarni.  Obiecał mu wolną rękę, i wsparcie, jeśli to będzie potrzebne. Ojciec zgodził się i natychmiast zaczął działać.

Handel wymienny był w owych latach ogólnie przyjęty w ZSRR. Ojciec dostał kontrolę nad jednym z najbardziej poszukiwanych towarów: skórzanymi butami dla bosej ludności.  Po krótkim czasie sytuacja ekonomiczna naszej rodziny jak i komisarza, poprawiła się nie do poznania. W czasie, gdy ojciec nadzorował różne fabryki, kontynuował również prywatną produkcję skóry.  Było to z wiedzą komisarza, którzy korzystał z tego w dużej mierze. Pieniądze, które ojciec zarabiał były natychmiast zamieniane na biżuterię, złote dolary i dukaty rosyjskie.  Któregoś dnia komisarz powiedział do ojca: „zobaczysz, Adler, będziemy atakować Niemców w przyszłym roku”. Opowiadał, że zmobilizowano młodych ludzi w wieku poborowym do Armii Czerwonej i że niektóre z tych jednostek zostały przeniesione na front z Finlandią, wzdłuż linii Mannerheima.

Życie płynęło jak dotychczas. Moja siostra, Miriam codziennie jeździła do Stryja i nadal uczyła się w tej samej szkole.  Profesor Dogilewski uczył nas matematyki i pracował jako kierownik szkoły. Już nie uczył nas Biblii. Nie było już szkoły „Tarbut”.  Dyrektor szkoły „Tar but”, Pesach Lew, uczył nas hebrajskiego w domu.
Aż do wybuchu wojny baliśmy się Pana Lewa. Teraz pracował w fabryce naszego ojca jako zwykły robotnik. Mój ojciec wiedział, że on jest słaby fizycznie i że jest bardzo biedny. Po pracy w garbarni, Lew ukradkiem wchodził do naszego domu, mając nadzieję, że nikt go nie zauważył. W naszym domu mył ręce, jadł obiad i uczył nas języka hebrajskiego i Biblii.

Syjonistyczne organizacje młodzieżowe, jak „Hanoar Hazioni”, „Betar” lub „Haszomer Hacair” już nie mogły istnieć.  Także organizacja kobiet „WIZO”, do której mama należała, przestała funkcjonować. Dzieci w moim wieku stały się pionierami.  Nauczono nas jak witać się nawzajem przez salutowanie, „budź gatow!” “bądź gotów”, a spotkany kolega miał odpowiedzieć:”wsiegda gatow!”, „zawsze gotowy”. Nosiliśmy białe koszule i czerwone krawaty, z metalowym pierścieniem   z czerwoną gwiazdą, sierpem i młotem. Starsza młodzież musiała wstąpić do Komsomołu.

 

Wtedy słyszeliśmy już o utworzeniu getta w Warszawie i Krakowie. Nie pamiętam co mówiono o tych wiadomościach i nie wiem, jak reagowali moi rodzice.  Dla dzieci słowo “getto” nie miało znaczenia. Nam, dzieciom, nigdy nie było tak dobrze. Nauczyciele i rodzice wiedzieli, że nie wolno im „edukować” dzieci za pomocą paska lub rózgi.  Żyliśmy w bardzo dobrym świecie, który będzie jeszcze lepszy, gdy komunizm w końcu zawładnie e światem. Miało być tak, jak w słowach „Międzynarodówki”, którą śpiewaliśmy:

Ruszymy z posad bryłę świata,

Dziś niczym – jutro wszystkim my!”  

Byliśmy zbyt szczęśliwi, aby zadawać pytania.  O co nasi rodzice martwią się w takim dobrym świecie? W domu mojej babci, w jednym z pokoi mieściło się jakieś biuro wojskowe. Wujek Herman, który mówił po rosyjsku, powiedział nam, że jeden z wyższych oficerów powiedział mu, że za dwa lub trzy lata ZSRR zacznie wojnę przeciwko Niemcom.  Ta wiadomość pokrywała się z tym to co powiedział wcześniej komisarz mojemu ojcu.  Ale Niemcy wyprzedzili ich. 

 

 

Poprzednie czesci TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksizka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: