Treblinkę z zagładą Żydów kojarzy zaledwie 13,8 proc. Polaków

Treblinkę z zagładą Żydów kojarzy zaledwie 13,8 proc. Polaków, Sobibór – 1,9 proc., a Bełżec niecały 1 procent – mówi prof. Jacek Leociak z Centrum Badań nad Zagładą Żydów. 22 lipca 1942 r. rozpoczęła się w getcie warszawskim Wielka Akcja likwidacyjna, będąca realizacją planu „rozwiązania kwestii żydowskiej” w GG.


PAP: 22 lipca 1942 r. rozpoczęła się w getcie warszawskim wielka akcja likwidacyjna, podczas której wywieziono do obozu zagłady w Treblince 300 tysięcy warszawskich Żydów.

Prof. Jacek Leociak: Aby wyjaśnić, co działo się 22 lipca 1942 roku, trzeba cofnąć się do jesieni 1941 roku, kiedy w październiku Odilo Globocnik, dowódca SS i policji dystryktu lubelskiego, i gen. Friedrich Wilhelm Krueger, wyższy dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie, dostali od Himmlera polecenie opracowania projektu „rozwiązania kwestii żydowskiej”, czyli eksterminacji Żydów Generalnego Gubernatorstwa. Od października zaczęły zapadać konkretne decyzje. Globocnik przystąpił do organizowania sztabu akcji „Reinhardt” (od imienia Reinharda Heydricha, szefa Głównego Urzędy Bezpieczeństwa Rzeszy). Zapadają decyzje dotyczące budowy ośrodków zagłady – w marcu 1942 r. rozpoczęto budowę ośrodka zagłady w Bełżcu, w kwietniu w Sobiborze. Treblinka – największy obóz zagłady akcji „Reinhardt” – zaczął funkcjonować dzień po rozpoczęciu akcji likwidacyjnej w getcie warszawskim, czyli 23 lipca 1942 r.

Kilka dni przed 22 lipca do getta warszawskiego przyjechał z Lublina sztab specjalnej jednostki mającej już za sobą doświadczenia w akcjach wysiedleńczych na Lubelszczyźnie. Dowodził nią SS-Sturmbanfuehrer Hermann Hoefle, który przejął władzę nad gettem. Komando zakwaterowało się na Żelaznej 103 i tam ustanowiono tzw. Befelstelle, czyli punkt dowodzenia. Rano 22 lipca Hoefle nakazał przewodniczącemu Rady Żydowskiej Adamowi Czerniakowowi podpisać dekret o wysiedleniu. Czerniaków odmówił. To była sytuacja bez precedensu.

Ogłoszenie sygnowane przez samą Radę Żydowską zostało rozwieszone rano 22 lipca na murach Warszawy i zawierało informację, że wszyscy Żydzi mieszkający w Warszawie „bez względu na wiek i płeć będą przesiedleni na Wschód” – co brzmiało dość enigmatycznie. Wyłączeni z nakazu mieli być m.in. ci, którzy pracowali w Radzie Żydowskiej, bądź w szopach, tj. warsztatach nakładczych produkujących na potrzeby Wehrmachtu. Zwolnieni mieli być też policjanci żydowscy i ich rodziny, personel medyczny. Jako że każdy chciał znaleźć się w grupie wyłączonej z wysiedlenia, podzieliło to bardzo żydowską społeczność. Mnóstwo ludzi ubiegało się o otrzymanie pracy w szopach. Mówiono, że maszyna do szycia może uratować życie, bo była niezbędna, żeby się dostać do szopu krawieckiego. Dawano łapówki, zawierano związki małżeńskie z funkcjonariuszami policji żydowskiej czy z członkami Judenratu. Nieliczni podejmowali próby ucieczki z getta.

PAP: Jak przebiegała akcja likwidacyjna?

Prof. Jacek Leociak: Policjanci żydowscy, szczególnie w pierwszym okresie akcji, byli na pierwszej linii, byli bezpośrednimi wykonawcami niemieckich rozkazów. Blokowali oni poszczególne odcinki ulic, poszczególne kamienice, już na podwórkach dokonując wstępnej selekcji. Następnie pędzono Żydów na Umschlagplatz. Potem większą rolę zaczęły odgrywać formacje pomocnicze złożone z Ukraińców, Łotyszy i Litwinów. Niemcy cały czas sprawowali nadzór nad akcją. Dziennie z getta wywożono około 10 tys. Żydów.

Początek sierpnia 1942 r. to koniec pierwszej fazy akcji. Do połowy sierpnia Żydzi musieli się przenieść na północ od ul. Leszno, zlikwidowano tym samym tzw. małe getto, czyli to po południowej stronie ul. Chłodnej. Na skrzyżowaniu Chłodnej z Żelazną był most wzniesiony w styczniu 1942 r., który służył już tylko do tego, żeby Żydzi z południowej części mogli przejść do dużego getta, podczas gdy małe getto zostało włączone już do aryjskiej części miasta.

Następna faza, a właściwie punkt kulminacyjny akcji likwidacyjnej, to majacy miejsce 6–12 września 1942 r. tzw. „kocioł na Miłej” czy „kocioł na Niskiej”. Niemcy wydali wtedy rozkaz, aby rano 6 września wszyscy znajdujący się na terenie getta Żydzi zebrali się w kwadracie ulic: Smocza, Gęsia, Zamenhofa, Miła. Wtedy właśnie rozdawano słynne „numerki życia”. Dramat polegał na tym, że numerków było znacznie mniej niż pracowników zatrudnionych w szopach czy szpitalu. Co gorsze, Żydzi sami musieli rozdzielać te numerki.

Ostatni transport z getta warszawskiego wyruszył 21 września. Tym transportem odjechali policjanci, którzy wcześniej sami zaganiali Żydów do wagonów. Niemcy zakpili więc z policjantów, którzy licząc na to, że ocaleją, stali się wrogami własnych rodaków.

We Francji o tym, co się stało z Żydami w czasie II wojny światowej, mówi się często „deportation”. Z kolei mieszkańcy Międzyrzeca Podlaskiego, Izbicy Podlaskiej i dziesiątków innych polskich miasteczek byli naocznymi świadkami Zagłady.  A Polacy, którzy mieszkali w pobliżu obozów zagłady, np. Treblinki czy Bełżca, czuli nawet swąd palonych ciał. Ten trupi zapach rozchodził się w promieniu wielu kilometrów.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: