Uncategorized

.Krótka historia Żydów w Polsce ( 5)

  • Żydzi wyjeżdżający do Palestyny w oknie wagonu kolejowego. Wśród nich widoczny mistrz Polski w tenisie stołowym z 1937 r. Stefan Finkelsztajn. Warszawa, 15 lutego 1937 r. Fot. NAC

Między potomkami narodów, które tyle wieków żyły obok siebie na jednej ziemi, powinno być możliwe nie tylko pojednanie, ale i przyjaźń.

Pisząc swoją książkę „Najkrótsza historia Polski”, starałem się objąć nią także historię narodu, który znalazł swoje schronienie dziejowe na ziemiach polskich. Myślę, że warto dzisiaj pokusić się o krótką historię Żydów w Polsce – by choć trochę oczyścić stosunki polsko-żydowskie z obciążeń zarówno mitami, jak i realnymi urazami, które szkodzą obu stronom.


Zmarnowane szanse

Niepodległa Polska nie stworzyła państwa wielonarodowego, mimo że na wschód od Bugu tylko 5,6 miliona spośród 13 milionów mieszkańców tych ziem podawało w roku 1931 język polski jako język ojczysty (przy 31,9 mln ogółu obywateli państwa). Z terenów tych nie uczyniła Polska wzoru wolności dla sowieckiej Ukrainy i Białorusi. Po śmierci Piłsudskiego rządy jego następców do końca zmarnują szanse porozumienia – będą prześladowały nawet spółdzielczość rolną Ukraińców, doszukując się w niej wpływów sowieckich.

Tak samo podejrzewały sympatie prosowieckie u Żydów. Jest oczywiście prawdą, że członkowie Komunistycznej Partii Polski od 1930 r. byli wręcz zobowiązani do systematycznego szpiegostwa na rzecz „ojczyzny światowego proletariatu”, czyli ZSRR. Jednak było ich ledwie kilka tysięcy wobec 3,1 miliona obywateli deklarujących w Polsce roku 1931 wyznanie mojżeszowe. Niestety, mało kto w Polsce znał Żydów. Z tych 3,1 mln prawie 2,8 mln podawało jako język ojczysty żydowski lub hebrajski, co w praktyce oznaczało, że prawie tyle obywateli państwa albo nie mówi, albo słabo mówi po polsku. Codzienne współżycie obcych sobie nacji nie układało się wrogo, ale społeczności żydowskie w wielkich miastach, z tysiącami małych warsztatów i sklepików, wystarczały same sobie i nawet nie potrzebowały szerszych kontaktów z polskim otoczeniem. Czego pełną ilustrację znaleźć można w twórczości Isaaka Bashevisa Singera i w tradycji sztetlu, żydowskiego miasteczka. Osobny świat sztetlu nie szukał przyjaźni ani akceptacji ze strony swego polskiego otoczenia.

Tej obcości nie mogli przełamać wielcy polscy uczeni i pisarze żydowskiego pochodzenia ani poeci najpiękniejszego języka polskiego, jego niedoścignieni artyści i mistrzowie, jak Leśmian i Tuwim. Jeden z delegatów Polski na konferencję pokojową w Wersalu po pierwszej wojnie światowej, wielki historyk polski, potomek żydowskiego lekarza królów polskich z XVI wieku, Szymon Askenazy, mawiał, że jak Polakami stali się polscy Tatarzy, nie wyrzekając się islamu, swoich obyczajów ani poczucia tożsamości, czy też Ormianie, tak samo Polakami być mogą Żydzi. Niemniej przygniatająca większość Żydów polskich nie wiedziała nawet o istnieniu Askenazego…

Wobec zagrożenia

Kiedy w roku 1933 władzę w Niemczech objął Hitler, stało się jasne, przynajmniej dla elity Żydów polskich, czym to grozi. Polski rząd mógł liczyć na sojusz nie tylko z nimi, ale i ze światową diasporą żydowską, której tylu przedstawicieli należało do elity finansowej ówczesnego świata i miało poprzez prasę niemały wpływ na opinię publiczną Zachodu. Niestety, ani jedna, ani druga strona nie zrobiła żadnego sensownego kroku w tym kierunku. Władze polskie, nie ufając Żydom, tolerowały endeckie ekscesy antysemickie na wyższych uczelniach i tzw. getta ławkowe. Ograniczano liczbę studentów żydowskich zasadą tzw. numerus clausus, a nawet numerus nullus. Z drugiej strony żydowskie elity Ameryki i zachodu Europy długi czas nie chciały wierzyć we wrogość Niemców wobec Żydów. Anglia programowo ograniczała napływ Żydów do Palestyny. W latach międzywojennych dostało się tam ich z Polski zaledwie 140 tysięcy. Zanim reżim hitlerowski rozpoczął zagładę wszystkich, których uznał za Żydów, politycy europejscy okresu międzywojennego, wśród nich i polscy, i żydowscy, i zachodnioeuropejscy, popełnili fatalne w następstwach błędy polityczne.

Atmosferę w polskim Kościele katolickim, coraz bardziej ludowym, w latach trzydziestych zdominowała aktywność pewnego franciszkanina, ojca Maksymiliana Kolbego. Ten ostentacyjnej skromności osobistej, charyzmatyczny menedżer wydawał najbardziej masowe czasopisma religijne, niestety powielające antysemickie stereotypy. Na Kościół powoływał się także w końcu lat trzydziestych marginesowy wprawdzie, choć krzykliwy polski ruch faszystowski. Ksiądz Stanisław Trzeciak jeździł do Niemiec na hitlerowskie parteitagi, mimo że hitleryzm także i chrześcijaństwa nienawidził patologicznie. Jednakże ani episkopat, ani ogół księży, ani ich wierni z miejskiej klasy średniej i chłopstwa nigdy nie podjęli działań na wzór niemiecki. Koszmarne wydarzenia w Jedwabnem i Radziłowie w roku 1941 pod okupacją hitlerowską można wiązać z antysemicką, przedwojenną postawą biskupa łomżyńskiego i niechęcią łomżyńskiego duchowieństwa do Żydów, trzymających w ręku cały tamtejszy handel. Jednakże przed rokiem 1939 nigdzie ta niechęć nie obróciła się w skrajne akty nienawiści.

Wyzwanie, które rzucą Polsce i jej Kościołowi katolickiemu hitleryzm i komunizm, przywróci Kościołowi jego tradycyjną rolę. Ojciec Kolbe, zesłany do Auschwitz, ofiaruje tam życie za współwięźnia skazanego na śmierć głodową, umrze w bunkrze oświęcimskim dobity zastrzykiem fenolu w serce. Wymaże dwuznaczną przeszłość ze swego życiowego rachunku, zostając bohaterem Kościoła i Polski zarazem. Niegdyś antysemiccy księża pójdą do gett pomiędzy skazanych na śmierć Żydów, których spędzą tam hitlerowcy. Księdza Trzeciaka hitlerowcy rozstrzelają. Zakony będą ukrywały dzieci żydowskie.

Dalszy ciąg historii Polski i Żydów określą procesy toczące się nie w Polsce, a w Niemczech. Bolszewizm w Rosji łatwiej było sobie wytłumaczyć, znając mechanizmy jej przemian. Niepojęte było natomiast (i jest zresztą do dziś), jak doszło do aż tak drastycznych przemian w Niemczech. Jak tylu normalnych ludzi z kulturalnego europejskiego narodu mogło w czasie tak krótkim ulec obłędowi nienawiści i pogardy wobec wszelkiej inności. Zwłaszcza wobec Żydów, przeważnie od dawna zasymilowanych, którzy włożyli tyle trudu w budowę potęgi przemysłowej, militarnej i kulturalnej Niemiec. I nadal nie sposób zrozumieć, jak tylu szanowanych obywateli mogło zdobyć się potem na zachowania i działania po prostu nieludzkie. Bo nie chodzi przecież tylko o krąg sfanatyzowanych wyznawców hitleryzmu żądnych rewanżu za przegraną pierwszą wojnę światową. Chodzi o to, co robili w czasie drugiej wojny światowej zwykli Niemcy. Koszmarne doświadczenie tej iście kafkowskiej przemiany byłoby warto w pełni wyjaśnić, bo ukazała ona, co może w stosunkowo krótkim czasie stać się z normalnymi, cywilizowanymi ludźmi.

Stefan Bratkowski – Dziennikarz, pisarz, publicysta, działacz społeczny. Założyciel „Studia Opinii”, długoletni przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. antysemityzm to cos co laczylo wszystkie warstwy narodu polskiego..jaka szkoda

  2. Cywiliziowany człowiek w kulturze zachodniej jest antysemitą, albo raczej antyjudaistą. Według opinii kilku dobrych historyków, antysemityzm jest jednym z węgłów kultury zachodniej. Na potrzeby tej dyskusji awansuję Polskę do kręgu kultury zachodniej.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: