Perła

Zenon Rogala


Byłem tego ciekaw. Bardzo byłem. I choć mogło się wydawać, że zgoda na spotkanie przychodzi mi z trudem, w gruncie rzeczy bardzo mi zależało , aby do tego spotkania doszło i abym mógł doświadczyć tego dziwnego przeżycia w jakich przecież wielokrotnie uczestniczyłem. Dziś będzie inaczej, dziś to ja będę ten najważniejszy, dziś to na mnie przyjdą. Byłem bardzo ciekaw jak wygląda takie spotkane od tej drugiej strony. Wiele razy siedziałem wśród zgromadzonych przed spotkaniem, a również wiele razy wchodziłem w ostatniej chwili na takie spotkania, a przecież bywało, że wiele razy wychodziłem  z różnych spotkań, syty tych wrażeń jakich doznawałem, lub jakie mnie rozczarowały.

         Dziś inaczej. Dziś to na mnie przychodzą, i dziś to ja będę siedział na środku. I to na mnie patrzeć będą zgromadzeni w  tej średniej wielkości sali . Stałem z panią kierowniczką za kulisami i właściwie wszystko już zostało ustalone, wszystko to, co za chwilę miało się zacząć. Tych ustaleń było niewiele. Ot, po prostu pani kierowniczka wyjdzie, zapowie i zaprosi na spotkanie z młodym pisarzem.

         Światło mocno oświetlało tę niewielką scenę i umieszczony na środku kwadratowy stolik. Przed spotkaniem prosiłem, aby pluszowa narzuta służąca  za obrus do przykrycia blatu, zwisała z przodu widowni aż do samej ziemi po to, żeby widok szanownych nóg autora nie był niepotrzebną okazją do rozpraszania uwagi zebranych czytelników. Wielokrotnie bowiem przekonałem się, uczestnicząc w takich spotkaniach, jak bardzo rozpraszał mnie widok nóg pod stołem, którymi autor nieświadomie odwracał uwagę zebranych.  Raz trzymał je skrzyżowane i w tym czasie jedna stopa wykonywała dziwne ćwiczenia gimnastyczne w przegubie stopy. Innym znów razem nagle i niespodziewanie nawet dla właściciela kończyn, jakby dla odpoczynku, obie nogi nagle zostawały wysunięte w kierunku widowni i założone jedna na drugą potrafiły kołysać się nieustannie. Żeby tego rozpraszania oszczędzić swojej widowni, prosiłem o stosowną kurtynę dla  moich nóg w celu oszczędzenia dodatkowych wrażeń w czasie spotkania.

         – Proszę państwa, gościmy dziś autora wydanego na jesieni zbioru opowiadań pod tytułem „Perełki”. Ponieważ jest młodym pisarzem, prosimy o liczne pytania, żeby mógł się przekonać, że w naszym miasteczku również jest znany i chętnie czytany. Mam nadzieje, że ze spotkania obie strony wyjdą zadowolone – taki był mniej więcej sens tego co powiedziała przed spotkaniem pani kierowniczka, zanim faktycznie zostałem sam na sam z widownią.

         – Ja w kilku słowach zapowiem pana, a potem już sam będzie pan sobie radził – zapowiadała, kiedy przed chwilą kończyliśmy pić kawę w jej maleńkim gabinecie.

         – Proszę być przygotowany na grad pytań, taką mamy dziś widownię – dodała tajemniczo.

         Wszedłem na tę oblaną światłem podłogę sceny. Starałem się przebyć odległość między kulisami, a środkiem sceny najszybciej jak się da, aby jak najszybciej znaleźć się na środku, gdzie czekała na mnie zbawienna wysepka, dająca poczucie bezpieczeństwa. Kiedy usiadłem, z ulgą zobaczyłem, że kurtyna na moje nogi została zapuszczona dość szczelnie. Zanim usiadłem i zanim wzrok przyzwyczaił się do nietypowej ilości luksów, zauważyłem, że sala była niewielka,  a na widowni znajdowało się kilkanaście osób, przeważnie rozrzuconych po całej widowni w zupełnie przypadkowy sposób. Zanim usiadłem, zobaczyłem też panią kierowniczkę zmierzającą do jej stałego w takich okazjach, środkowego miejsca w pierwszym rzędzie.

         – Bardzo przepraszam za to co powiedziała o mnie pani kierowniczka, że jestem młodym pisarzem, otóż, chce od razu powiedzieć, a już po moim wyglądzie każdy stwierdzi, że jestem stary, bo jestem starej daty jegomościem, a czy pisarzem, to trzeba się przekonać po przeczytaniu tych opowiadań, bo przecież nie każdy, kto coś tam napisał od razu jest pisarzem.

         – No właśnie, właśnie  – zobaczyłem majaczącą postać w głębi sali. Wstała i przyciskając do płaskiej piersi, płaską torebkę, widać że zaraz zacznie…

Ja też wstałem zanim zaczęła i żeby nie wypaść na gbura, od razu powiedziałem, że nie mogę siedzieć, jeśli pani będzie stała. Więc ona usiadła, potem ja…

         – Pan zatytułował ten zbiorek „Perełki”, a ja myślę, że zrobił to pan z taką perfidią, żeby ukryć swój stosunek do czytelnika, którego traktuje pan jak stado co najmniej baranów, jeśli nie wieprzy, bo przecież jest takie powiedzenie o rzucaniu pereł przed wieprze, i pan właśnie chcąc zakamuflować swoje o nas, czytelnikach zdanie, specjalnie taki tytuł dał pan tym swoim perłom. Więc niech pan przyzna, że tym tytułem chciał pan nas urazić i dać wyraz pogardy dla prostego człowieka

         Dobrze, że siedziałem. Nie wiem co by było gdybym stał, ale prawdopodobnie leżałbym już na podłodze znokautowany przez tą panią z płaską torebką.

         – Ja chcę zapytać, jaki ma pan warsztat, to znaczy jak to się dzieje, że nagle siada pan i pan pisze, jak pan pisze, czy ręcznie, po prostu na papierze, a potem przepisuje, czy ołówkiem,  czy długopisem, czy też może na komputerze, bo sądząc z pana wieku nie wiadomo czy umie się pan tym posługiwać.

         – A dlaczego nie nazwał pan tej swojej pisaniny pamiętnikami. Przecież ciągle pan wraca do zamierzchłych czasów swego dzieciństwa lub młodości i sądzi pan, że to zainteresuje zwłaszcza młodzież, która dzisiaj posiada inne wzorce.

         – Czy pisze pan teraz  coś jeszcze, bo widać, że pisanie przychodzi panu z łatwością i mniemam, że powinien pan już mieć napisanych kilka powieści.

         – Ile pan dostał za ten tomik opowiadań i czy z pisania da się w ogóle wyżyć.

         – Czy ma pan żonę i dzieci, a może miał pan już kilka żon, bo z wami poetami i pisarzami nigdy nic nie wiadomo.

         – Czy chodzi pan do kościoła i czy wierzy pan w boga i życie pozagrobowe.

         – Czy ten Opel, co stoi przed naszą świetlicą, to pański samochód.

         – Zauważyłam, że ma pan bardzo charakterystyczny styl, właściwy tylko pańskiej prozie. Poznałabym pańskie pióro już z daleka. Bardzo mi się to podoba i niech pan tak trzyma dalej.

         – Skoro już pan jest, jak sam pan mówi, całkiem niemłody, to proszę powiedzieć, ale całkiem szczerze, czy miał pan w życiu kochanki i czy miały one na pana i pańską twórczość jakiś wpływ.

         – Czy mam pan dzieci i ile.

         – Pańskie zdania są zbyt rozbudowane. Czytałem już w życiu tyle różnych książek, ale tam, panie, przeważnie zdania są krótkie, treściwe i wszystko wiadomo od początku do końca o co tam chodzi. Panie, a u pana, jak pan zacznie jakąś nawet ciekawą myśl, to tak pan to zagmatwa i podkoloruje, że muszę często dwa razy czytać to jedno zdanie, żeby połapać się o co panu chodzi. Miej pan litość i pisz pan prosto i węzłowato.

         – Co pan teraz pisze bo, że pan pisze, to jestem całkiem pewna…

         – Ciekaw jestem pańskiego zdania na temat obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej naszego kraju, słowem jak pan widzi przyszłość…

         – Czy wierzy pan, że jeszcze za naszego życia będzie koniec świata.

         – A czy ten dziennikarz z telewizji, co nazywa się tak jak pan, to pańska rodzina, bo trochę nawet do pana jest podobny…

         – Czy powinno się karać za palenie marihuany, bo picie alkoholu i palenie tytoniu nie jest karane, a przynosi straszliwe skutki w społeczeństwie.

         – A czy pan wie, że aby powstała  nawet jedna najmniejsza perełka, to zwierzątko, które ją wytwarza, okupuje to wielkim bólem i cierpieniem. I to, co dla nas ludzi jest przedmiotem pożądania i chluby, dla innej istoty jest przekleństwem i katorgą. A im większa perła, tym większe cierpienie i kalectwo.

         – Tak, wiem o tym bardzo dobrze i dlatego ten zbiorek nosi tytuł „Perełki”, a ten grad pytań utwierdza mnie tylko, że tytuł jest bardzo trafny – powiedziałem wychylając się spod stołu zaplątany w pluszowy obrus.

Wszystkie opowiadania Zenona

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: