.Jestem znów Zydem cz 38

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


My byliśmy niby bezpieczni, ale z wciąż wiszącym nad głową niebezpieczeństwem. Nie mieliśmy żadnej szansy, aby ukryć się pomiędzy dwoma ścianami ani aby uciec w przypadku odkrycia naszej kryjówki przez Niemców i Ukraińców. Dodatkowym problemem był dym z pieca w kuchni Raduchowskich. W domu nie było komina i dym wznosił się aż pod słomiany dach. Czasami wiatr kierował dym w naszym kierunku, a czasem w przeciwnym.  Wystawiając głowę z kryjówki widzieliśmy jak iskry zmieszane z dymem skakały koło słomy. Aż dziw, że do tej pory nie było pożaru. Ale my byliśmy pesymistami i nie mieliśmy wątpliwości, że któregoś dnia iskry spowodują pożar, a wtedy nie będziemy mieli żadnej szansy, aby ujść z życiem. W końcu zdecydowaliśmy się wykopać tunel pod fundamentami domu, bez wiedzy państwa Raduchowskich.  Postanowiliśmy kopać tylko wtedy, gdy deszcz będzie zagłuszał odgłosy kopania.  Jeden miał pilnować, czy nikogo nie ma w pobliżu, a drugi kopać. Przez szparę pod odpowiednim kątem mogliśmy obserwować otoczenie około dwóch metrów w każdą stronę.

Z niecierpliwością czekaliśmy na  deszcz, który w końcu zaczął padać. Wyciągnęliśmy drabinę i jeden z nas obserwował, i nadsłuchiwał czy nikt nie nadchodzi. Co jakiś czas zmienialiśmy się.  Nie mieliśmy łopaty ani innego narzędzia i trudno byłoby nazwać to co robiliśmy kopaniem. Po prostu skrobaliśmy paznokciami ubitą od lat ziemię. To co wyskrobaliśmy rzucaliśmy pod pryczę. Jednak, gdy deszcz przestał padać doszliśmy do dolnej części fundamentu, który jak się okazało, był grubą kłodą. Postanowiliśmy, że następnym razem będziemy kopać dalej. Ale ponieważ  ziemia z drugiej strony ściany nie była bardzo ubita i baliśmy się, że jeśli ktoś stanie tam, zapadnie się i kryjówka będzie odkryta postanowiliśmy kopać tunel jeszcze głębiej. W dziurę wpychaliśmy siano, które zabieraliśmy ze stodoły.



Pewnego dnia nasz przyjaciel i jedyny syn państwa Raduchowskich, Michał, przyszedł do nas. Bardzo nam się nudziło więc zapytaliśmy go czy ma coś ma do czytania. Poszedł do mieszkania i przyniósł nam miesięczniki: „Rycerz Niepokalanej”, które abonował pan Raduchowski. Każdy dzień był taki jak poprzedni. Czytaliśmy te czasopisma czasami po cztery razy. Znaliśmy wszystkie cuda, które zdarzyły się w Lourdes lub w Częstochowie.  Z nudów pletliśmy liny z siana. Pani Raduchowska przynosiła nam co tydzień dużą miskę i dzbanek wody. Mogliśmy się wtedy wykąpać i zmienić odzież na czystą, bez wszy.  Z pewnością przynieśliśmy ze sobą wszy z obozu. Ale zmiana odzieży nie pomagała.  Tylko w dzień kąpieli byliśmy wolni od tych ohydnych stworzeń., a już następnego dnia znowu były we wszystkich szwach naszych ubrań.

Państwo Raduchowscy śledzili wydarzenia na frontach i mówili nam o wszystkim, dzięki temu obliczaliśmy jak długo będziemy jeszcze w ukryciu.  Myśleliśmy, że po wielkim zwycięstwie pod Stalingradem Rosjanie będą w Bolechowie po kilku miesiącach.  Według nas zachodni front poruszał się za wolno.  Minęło lato, jesień i znów była zima, ale nie słyszeliśmy o żadnych wielkich sukcesach na froncie.
Front zatrzymał się w pobliżu Smoleńska i Briańska na północy, Charkowa w centrum i Krivoy Rog na południu.  Te miasta wyzwolono pomiędzy końcem sierpnia i początkiem listopada 1943 roku.  Pani Raduchowski była u nas codziennie, a Michał przychodził do kryjówki co najmniej dwa razy w tygodniu.  Opowiadał nam co się dzieje w okolicach Bolechowa. Pewnego dnia powiedział, że Niemcy ogłosili, że kto odda lub złapie Żyda dostanie cenną nagrodę.  Na początku, gdy Żydzi zaczęli się ukrywać, niemieckie nagrody nie były tak szczodre, za Żyda dawano dwa kilogramy cukru, jedną butelkę wódki i kilogram sztucznego miodu. Teraz Niemcy mieli hojniej płacić, bo aż 20 litrów wódki i 5000 złotych. Uznano to za bardzo dobrą cenę za Żyda, który przecież nie miał żadnej wartości.  Michał opowiadał też, że ksiądz w kościele ostrzegał wiernych przed ukrywaniem Żydów. Według księdza był to grzech ukrywać tych, którzy ukrzyżowali Jezusa. Michał zażartował: „pójdę was wydać, bo ukrzyżowaliście naszego Pana Jezusa”.Jeśli twój ojciec usłyszy to co wygadujesz, sam ciebie ukrzyżuje, z naszą pomocą”, odpowiedzieliśmy. Na szczęście to się zdarzyło tylko jeden raz i nigdy więcej tego nie mówił. To Michał pomógł swoim rodzicom podjąć decyzję, aby nas ukryć.  To on jeździł furmanką załadowaną sianem, i starał się znaleźć nas gdy uciekliśmy z obozu, żeby nas przyprowadzić do kryjówki.


A jednak zabrało nam dużo czasu by ochłonąć po tym co powiedział. Zaczęliśmy się bać, że kazania księdza lub innych antysemitów, wpłyną w końcu na Michała.  Baliśmy się, że narazi nas wszystkich na niebezpieczeństwo i odda nas w ręce Niemców lub księdza. Ale byliśmy w pułapce.  Zima była sroga, a my mieliśmy tylko nędzne ubranie, a butów w ogóle nie mieliśmy.  Daleko byśmy nie zaszli w śniegu i mrozie.

 

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: