Krakus

Zenon Rogala

 


 

Najgorsza była wtedy, gdy ściskała za gardło, jeszcze gorsza gdy wytrącała z rytmu, a już najgorsza, gdy przyćmiewała umysł i pozbawiała poczucia rzeczywistości  – tęsknota. Dojmująca tym bardziej, że powiększona pełną blokadą wieści od rodziny z Krakowa. 

        Kiedy wracałem z popołudniowej pracy  przy Munster Road, wstępowałem do otwartego całą dobę magazynu, gdzie mogłem przejrzeć polską prasę. Przeważnie opóźnioną o kilka dni, co  w stanie wojennym, było całkiem zrozumiałe. I wcale mi nie przeszkadzało, że Przekrój, Forum czy Trybuna Ludu donosiły o sprawach już dawno nieaktualnych. Przychodziłem tu nachłeptać się polskich liter, najeść się polskich tytułów i delektować się tym, co ewentualnie mogłem przeczytać o Krakowie. Miło było zanurzyć się w polskiej pisanej mowie i wytarzać się do woli w każdej stronie zapisanego tekstu. Ruch uliczny i specyficzny hałas dochodzący zza sąsiadujących regałów, z szacunku dla stęsknionego Polaka milkły, a zwykle rozmowni Anglicy, zaczynali porozumiewać się na migi. Lubiłem zostawać sam na sam z tą ciszą. Dopiero pełna treści, trzy obrazkowa historia profesora Filutka z Przekroju jako deser, kończyła tę specyficzną ucztę łączności z krajem.

         – Zobacz, tu stoi, czy ja dobrze widzę, nie to chyba niemożliwe  – dotarł do mnie głos z drugiej strony regału – tu stoi nasz kochany Krakus. 

         Tak, wyraźnie słyszę czyjś polski kochany głos, który nie tylko brzmi w tej ciszy jak najpiękniejsza muzyka – oczywiście Szopena, ale w dodatku jeszcze chyba dotyczy mojej osoby, fizycznego pracownika na tej, póki co, gościnnej ziemi  – oczywiście Szekspira. Tak, zza regału wyraźnie słyszę, jak jedna ktosia przekonuje drugą ktosię, że ja z Krakowa tu właśnie stoję. Chyba nawet jakimś filuternym gestem pokazuje jej także kierunek, w którym należy patrzeć, żeby mnie zobaczyć.

          – Jak to nie widzisz?  – była bardzo natarczywa – tu stoi nasz kochany Krakus. Szkoda tylko, że postawili go w samym kącie tak nisko, ale cóż wymagać od tych Angoli. U nich tylko Fish and Chips. A nasz Krakus musi się jeszcze dobijać o godne miejsce pośród tylu światowych marek.

Dreszcz emocji był już poza mną. Moja pycha została srodze ukarana. To nie o mnie mówił ten dźwięczny głosik, ale słuchałem dalej tej pięknej mowy zwłaszcza, że dowiadywałem się czegoś, o czym wcześniej nie miałem absolutnie pojęcia.

         – Otóż moja droga, Krakus to najlepsza nasza polska firma eksportująca na cały świat nasze polskie, rodzime przetwory. Przetwory mięsne, owoce, warzywa, jarzyny. Jeśli nie jadłaś jeszcze, ot choćby takich jak te, ogórków, lub takiego jak ten, dżemu z czarnej porzeczki, to teraz masz najlepszą okazję –  słuchałem z zapartym tchem i choć chciałem wyskoczyć zza regału i ujawnić, że brzydko podsłuchiwałem polską mowę i uściskać te dwie rodaczki, wolałem poczekać aż umilkła ich wymiana zdań, a kiedy przeszedłem na drugą stronę regału, już wiedziałem co będę jadł na jutrzejsze angielsko-polskie śniadanie. Grzanki z dżemem z czarnych porzeczek polskiej firmy „KRAKUS”

 


Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

 

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: