Agata Tuszynska pieknie o Tuwimie..

Przyslala Rimma Kaul

126 rocznica urodzin Juliana Tuwima (13 wrzesnia)



U mnie w domu mówiło się Tuwimem. Tomy jego wierszy, poematów, prozy, przekładów, humoresek, piosenek, listów i wspomnień, zajmują kilka półek mojej biblioteki. Obcuję z nim od lat. Coraz bardziej dotkliwie.

Tuwimem przesiąkłam od dziecka. Od “Abecadła” („W stanęło do góry dnem i udaje, że jest M”), przez “Lokomotywę” („pot z niej spływa, tłusta oliwa”) i supełki zapominalskiego Słonia Trąbalskiego, po rozterki Pani Słowikowej („bo Pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji…”) I u nas wszystko stygło: zupa z muszek na wieczornej rosie, sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie… i tort z wietrzyka też. Tuwimiem nazywało się akacje i czarne irysy, mimozy, tuberozy i bzy, szczególnie bzy (A polski bez jak pachniał w maju. W Alejach i Ogrodzie Saskim, w koszach na rogu i w tramwaju…). Pomarańcze i mandarynki były jego, i “różowość” i złotowłose sny.Tuwimem oswajało się miłość („Zamknij pamięć, bo idzie burza, Wiatr firanki nadyma. Idzie burza, niebo się zachmurza I patrzy moimi oczyma.”) i miłowanie („taki to już los mój będzie, takie to już… przywitanie, pożegnanie”). I bezdomne serce („co chcesz z nim zrób… na swoje zamień…”).Tuwimem tańczyło się walca, „czy pamiętasz? – tajnym szeptem, żałobą. Czy pamiętasz jak z Tobą w ciemny las mego życia wkroczyłem…”Tuwimem deklinowało się kochane imiona („jakże było memu życiu na imię?”), wyrażało żal („bezbrzeżny”) i tęsknoty („uparte”). I nade wszystko powtarzało się Tuwimem: „warto warto żyć… mgławo jest za oknami, zaraz listonosz zadzwoni… To my? ja i ty?”Śpiewało się Tuwimem. Nie tylko z Hanką Ordonówną („Miłość ci wszystko wybaczy, na pierwszy znak”), ale i później z Ewą Demarczyk czy Czesławem Niemenem. Tuwim jest dobry na ciszę wrześniową i rozmowę smutnie nie skończoną. Na jesień najsłodszą, najzłotszą, która nas cieniem zwiędłych drzew dotyka. I na wiarę, że “rozwiośnimy się…” Jeszcze i jeszcze.O Tuwimie można nieskończenie, jak on o zieleni. I o słowach, które w jego poezji mają moc i smak, zapach i soczystość. Nie dość słowo z widzenia znać. Trzeba Wiedzieć, jaka wydała je gleba, jak zalęgło się, rosło, pęczniało, Nie – jak dźwięczy, ale jak dźwięczniało, Nie – jak brzmi, ale jakim nabrzmieniem Dojrzewało, zanim się imieniem, czyli nazwą, wyrazem, rozpękło. W dziejach wzrostu słowa – jego piękno.“Bania z poezją” rozbiła się dla łódzkiego gimnazjalisty wcześnie. Zachęcony przez mistrza Leopolda Staffa zapełniał kolejne kajety zachłannie i żarliwie. – Taki młody i już poeta – miał powiedzieć do twórcy grupy poetyckiej Skamander, warszawski taksówkarz. Czyhanie na Boga, Sokrates tańczący, Siódma jesień… kolejne tomy wierszy torowały mu drogę na literacki Parnas wolnej Polski. Liryk, twórca kabaretowy, autor piosenek stawał się najbardziej popularną postacią międzywojennej Warszawy. Czuł się u siebie w bogatej ojczyźnie polszczyźnie, choć byli tacy, którzy usiłowali mu to miejsce odebrać. Dla antysemitów zawsze pozostał Żydem. “Tuwim nie pisze po polsku, lecz tylko w polskim języku (…) a jego duch szwargoce”. Nazywano go “gudłajskim Mickiewiczem” a wiersze wywodzono z “mściwego ducha Talmudu”.Wojnę przeżył na emigracji. 17 września przekraczając granicę polsko rumuńską zerwał z drzewa liść, ostatni ślad ojczyzny. Zachowała się po nim jedynie koperta.Jestem Polakiem – mówił o sobie Tuwim, bo tak mi się podoba. Bo brzoza i wierzba, bo Mickiewicz i Chopin. Nazywał siebie także Żydem Doloris Causa. „Ta ranga niechaj będzie udzielona polskiemu poecie przez naród, który go wyda. Nie za żadne zasługi, bo Ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans i najwyższa nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem – imieniem Żyda polskiego.”Powstałe za oceanem “Kwiaty Polskie” nazywano arcydziełem.Wrócił do Polski w 1947 jeszcze bardziej podobny do księżycowego ptaka. Prosił ocalałych o wieści “stamtąd”: powinienem wiedzieć, muszę wiedzieć, jak umierali. Jego starą matkę Niemcy wyrzucili z balkonu na otwocki bruk. W jej grobie – notował syn – został “trup mojego imienia”.W grudniu 1953 pisał o śmierci Miłosiernej Dobrodziejce. I “odfrunął przez okno w Zakopanem” – jak powiedziała Izabela Czajka Stachowicz. Może lata teraz nad Giewontem (…) a potem wzbija się potężnym szumem skrzydeł wysoko, wysoko do słońca dniem, do gwiazd nocą i tak żyje tam najdziwniejszy z cudownych poetów.

2 komentarze to “Agata Tuszynska pieknie o Tuwimie..”

  1. „Polakiem bo Mickiewicz i Chopin..” …
    Mickiewicz z „matki obcej ” czyli przechrzcznej Zydowki,
    Chopin z matki z domu Krzyzanowskiej ,czyli z frankistow, przechrzcznych Zydow.Co mu nie przeszkodzilo w przylaczeniu sie do antysemickich wypowiedzi George Sand, jego kochanki-wannabe w Paryzu.
    p.s. Slowacki tez z z matki z przechrzczonych Zydow

  2. Wydawaloby sie, ze Agata pisala o Julianie Tuwimie w zupelnie innym kraju anizeli Alex o Salomonie Morelu. Niewatpliwie Morel chcial zemsty za smierc swojej calej rodziny, co chyba mozna zrozumiec, przynajmniej w pewnym stopniu. Julian Tuwim nikogo nie skrzywdzil swoimi wierszami, ale byl traktowany jakby byl zbrodniarzem.

    Agata, pieknie opisalas w jaki sposob Twoja rodzina nauczyla Cie jak delektowac sie poezja Tuwima – dziekuje.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: