Uncategorized

Goj krzywo patrzy na dobroczynność


Jakub Kopec

   Śród powodzi hejtu, jaki wylał się w związku z tekstem zatytułowanym prześmiewczym zdankiem zapożyczonym od Daniela Passenta – „Daleko sięgają macki Grossa”, rozsądnie brzmi zalecenie komentatora sygnującego się literkami „ml”, żebym przypomniał sobie „Medaliony” Nałkowskiej:

    „Starość nie radość, inaczej zamiast obświniać Grossa by sobie Kopeć przypomniał taką Zofię Nałkowską, której „Medaliony” były lekturą obowiązkową za moich czasów w Liceum. No wiec jest opis sąsiadki serdecznie zapraszającej żydowskich sąsiadów do ukrycia się w piwnicy – a jak oni to robią, to zamyka klapę do piwnicy, przesuwa ciężki kufer na klapę, siada dla pewności na kufrze i wysyła synka po policję… Do akcji p. Kopeć, obświniać …”

     Tak na zdrowy rozum, po co zapraszać żydowskich sąsiadów do piwnicy, zamykać klapę itd., skoro ma się zamiar popełnić śmiertelny  grzech szmalcownictwa? Wystarczyłoby wszak powiadomić policję , gdzie sąsiedzi mieszkają, żeby w nagrodę uzyskać szmal i kwartę wódki. Rzecz miałaby się całkiem inaczej , gdyby gospodyni zapraszała do piwnicy nie sąsiadów, lecz, na przykład, grupkę nieznanych sobie uciekinierów z getta. Dopiero wówczas trud przesuwania ciężkiego kufra byłby podjęty racjonalnie.

   Gwoli rzetelności kronikarskiej próbowałem motyw ciężkiego kufra odnaleźć u Nałkowskiej. Przekartkowałem „Medaliony” raz i drugi, lecz na ślad kufra na natrafiłem. No cóż, starość nie radość, trzeci raz już nie kartkowałem, bo oczy, z przeszczepionymi z nieboszczyka rogówkami i z silikonowymi soczewkami, zaczęły niedomagać. Poszukiwanie prawdy pozostawiam przeto młodzieniaszkowi „ml”.

    Sięgnąłem jednak do liczącej – przed potężnymi redakcyjnymi skrótami –  20 kartek znormalizowanego maszynopisu wersji szkicu o „mackach” Grosa, wysłanej pierwotnie do Michała Edelmana. Okazało się , że usunąłem z niej frapujący fragment o noweli pt. „Przy torze kolejowym”. Cytuję przeto siebie samego w ramach autoreklamy:

    «Czy w ogóle książkę zatytułowaną jednowyrazowo „Strach” może napisać socjolog , profesor w Uniwersytecie Columbia? Zjawisko strachu ze swej natury należy do nauk psychologicznych, w najgorszym razie do psychologii społecznej. Strach nie może być też przedmiotem badań historyka, albowiem sposób jego doznawania w niczym nie zmienił się od czasu, gdy jaskiniowcy chronili się przy ognisku przed wilkami.

  W dyskusji powszechnej nad „Strachem” J.T.Grossa głos zabrał na łamach „GW” także ksiądz Andrzej Luter, współpracownik „Więzi” i „Tygodnika Powszechnego”. Po wstrząsającej lekturze książki Grossa ksiądz Luter „po raz kolejny” obejrzał trzynastominutową etiudę filmową Andrzeja Brzozowskiego z 1963 r. „Przy torze kolejowym”, nakręconą na motywach opowiadania Zofii Nałkowskiej.

   W skrócie: Żydówka (Halina Mikołajska) wyskoczyła z transportu. Udręczona i wycieńczona utknęła w śniegu. Podszedł do niej chłopak (Marian Kociniak), podał papierosa. Zaczęli schodzić się ludzie. Gapie komentują: „Gdyby to było  parę godzin później, byłoby ciemno.”, „Gdyby wyskoczyła bliżej lasu, to by się tam schowała”. Nadjeżdżają saniami granatowi policjanci. Żydówka w poczuciu beznadziejności czołga się ku torom, by tam znaleźć śmierć. „Ja nie będę strzelał” –mówi jeden z policjantów. „Dajcie mi karabin. Ja to zrobię” – mówi chłopak, który podał Żydówce skręta. Pada strzał. Koniec etiudy.

   Ze wstydem przyznaję się, że Nałkowską czytywałem więcej niż pół wieku temu w klasie przedmaturalnej, a etiudy filmowej z wielką rolą Haliny Mikołajskiej nie oglądałem wcale. Próbowałem  film wypożyczyć lub kupić, lecz bezskutecznie. Nie słyszano o etiudzie Brzozowskiego ani w wypożyczalniach, ani w salonach „Empiku”. 

    Sięgnąłem do opowiadania Nałkowskiej i doznałem wstrząsu: tak, to jest to! Nowela, może raczej anegdota niźli nowela,  pokazuje istotę strachu doświadczanego przez ludność chrześcijańską w związku z tragedią ludności wyznania mojżeszowego. Chłopak być może pomógłby Żydówce w ucieczce, nie wykluczone, że udzieliłby jej po kryjomu schronienia, lecz został przez tłumek wieśniaków przyłapany na życzliwym poczęstunku papierosem. Może samo podanie Żydówce papierosa przed śmiercią nie było jeszcze przestępstwem w rozumieniu prawa okupacyjnego, lecz chłopak nie wie, co granatowi mogliby sobie o nim pomyśleć. Fakt, że słowiański podczłowiek usiadł przy boku zaszczutej Żydówki i zakurzył z nią skręta, może  już być uznany za wyraz solidarności z drugim człowiekiem, a Żydówka w myśl prawa norymberskiego nie była nawet podczłowiekim, lecz należała do rasy przeznaczonej na wytępienie. Chłopak chce teraz naprawić swój błąd, czy też raczej nieostrożność, szuka uznania w oczach granatowych, którzy wykonują prawo, lecz mają jeszcze jakieś ludzkie skrupuły. I dlatego bierze do rąk policyjny karabin. Jeśli nawet zabije, to przecież uśmierci osobę i tak skazaną na zagładę…

  Jakiś współczesny Kierkegaard na podstawie noweli Nałkowskiej powinien napisać traktat moralny, mówiący więcej jeszcze o kondycji człowieka, niźli przesławny esej o biblijnym Abrahamie, decydującym się zabić własnego syna na życzenie Boga. Paraliżująca myślenie bojaźń boża i mobilizujący do czynu strach przed współziomkiem  – oto problemat dla filozofa.

   Jan T. Gross pisze że „z rzeczywistością nie można się spierać – można żyć albo w kłamstwie, albo przyjąć prawdę i wyjść jej naprzeciw”, co ksiądz Luter kwituje zdaniem: „Autor nie ułatwia nam tego zadania, pobudza do buntu i niezgody”.»

    Nie chciałbym, żeby posądzono mnie o identyczność zapatrywań z jakimkolwiek księdzem, nie tylko z  A. Lutrem, który uchodzi za kapłana oświeconego. Uważam jednak, że jeśli już pełniło się jakiś błąd, to lepiej przyznać się do niego i  poprawić, niźli uparcie w błędzie tkwić. Na publikację czterech kawałków szkicu o publicystyce Grossa zdecydowałem się po lekturze wywiadu udzielonego przez autora „Sąsiadów” redakcji „Gazety Wyborczej” z okazji 84-tej ocznicy Mordu Jedwabińskiego. W wywiadzie tym Gross oświadcza , że po upływie ćwierćwiecza od ukazania się książki, nic w niej nie chciałby poprawić, nic zmienić.

   Twardy gość z tego Grossa. Nie minął miesiąc od postawienia kropki końcowej, a ja, maminsynek, już chciałbym w szkicu o Grosssie zmienić przynajmniej jedno zdanie. W cytowanym fragmencie napisałem „I dlatego bierze do ręki policyjny karabin”. W oryginale u Nałkowskiej powiedziane jest przecież, że „policjant wyjął rewolwer z futerału i podał nieznajomemu, ludzie usłyszeli strzał i odwrócili się ze zgorszeniem”. Jako człowiek szczególnie uwrażliwiony  na cudze błędy, powinienem był popamiętać katastrofalny, choć czarujący, błąd pisarki Nałkowskiej.  Granatowy policjant z zasady trzyma broń krótką w kaburze, a nie w futerale, i jest to raczej pistolet, niźli bębenkowiec.

    Inny komentator, podpisujący się ksywką „Tomcio Paluch”, przypuszczalnie należy do tego samego, co ja, pokolenia wygnańców 1968 roku. On udał się do Szwecji przez Izrael, ja w dniu 8 marca 1968, po wyrzuceniu mnie z Biuletynu Politycznego PAP i z zwodu dziennikarskiego w ogólności, za ustne zdemolowanie otwartego zebrania partyjnego, poświęconego uchwaleniu rezolucji potępiającej „wichrzycieli ze Związku Literatów”, udałem się na emigrację wewnętrzną i podjąłem pracę fornala w PGR Jadwisin  koło Serocka. Z powodu nieznajomości języków obcych, wybrałem Jadwisin, chociaż młoda niewiasta, obarczona dzieckiem z nieudanego żydowsko-polskiego związku małżeńskiego, nakłaniała mnie do wspólnego wyjazdu na Zachód. W 1971 roku do dziennikarstwa przywrócił mnie Jerzy Urban, publikując w „Polityce” sześć moich kawałków, za które w roku następnym uzyskałem nagrodę dla dziennikarzy przed trzydziestką, imienia żydowskiego działacza komunistycznego Juliana Bruna.

   „Tomcio Paluch” celnie wstrzelił się w moją piętę Achillesową:

   „Gdyby nie ten blog, to bym się nawet nigdy nie dowiedział o istnieniu Szanownego Pana Kopcia (bo i skąd?). Wstrętny Gross, w odróżnieniu od (tu brawa!) zacnego pana Kopcia jest osobą powszechnie znaną, znaną także tej części polskiego społeczeństwa, które czasem coś czyta.” 

     Od młodzieńczych lat nie ustawałem w dążeniu do sławy i chwały, lecz niestety okoliczności mi nie sprzyjały. Po raz drugi usunięto mnie z pracy w organie ateistów pt.„Argumenty”, bo przy okazji wizyty Papieża Polaka w Ojczyźnie, stanąłem w obronie osamotnionego i bezbronnego żyda Jezusa Chrystusa. I byłbym się może żmudną pracą w „Szpilkach” dochrapał nagrody im. B. Prusa , dedykowanej pismakom po trzydziestce, lecz w pierwszym miesiącu stanu wojennego straciłem robotę u satyryków i ponadto wyrzucono mnie powtórnie z zawodu dziennikarskiego.

   Trzeci raz i już na zawsze, w pierwszym roku trzeciego tysiąclecia wywaliłem się z zawodu dziennikarskiego własnoręcznie. Odszedłem  protestacyjnie z „Trybuny” po usunięciu ze stanowiska redaktora naczelnego mojego druha i dobrodzieja, Janusza Rolickiego. A stało się to na polecenie  Leszka Millera, niezadowolonego z morderczej krytyki  sprawowania przezeń urzędu premiera, pomieszczonej na łamach „Trybuny”.

   To byłoby na tyle tytułem wyjaśnienia. Sława? Starcowi sława do niczego nie jest już potrzebna, bowiem jego codzienną troską staje się spokojny sen i regularne trawienie (Kartezjusz?). Od ćwierci wieku wegetuję na chudej dziennikarskiej emeryturze, lecz bimbam sobie na świat cały, bo stać mnie na codzienne spożywanie kebabu z muzułmańskiej knajpki za oknem i na kieliszek czerwonego wina. Jak mam apetyt, to kupuję sobie szynkę z bułką maślaną w „Carrefourze”.  I jak ten goj, który patrzy na Getto, oglądam  w telewizji tłumy wygłodzonych Palestyńczyków, atakujących z pustymi miskami uliczne garkuchnie, obsługiwane przez międzynarodową dobroczynność. Mam gorzką pewność, że dostrzegam coś istotnego, czego nie chcą widzieć niektórzy moi Marcowi współwygnańcy.

                                                                               Jakub Kopeć

Wszystkie wpisy Jakuba TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. Kopec wpada wcale elokwentnie z deszczu pod rynnę. Szczególnie robiąc aluzje do domniemanego głodu w Gazie. Ta ”anegdota” o strachu ludności chrześcijańskiej ilustruje kolektywna niechrześcijańskosc i mord jako akt miłosierdzia.

  2. Motto: Dla uczczenia pamięci N.G., żydowskiego studenta medycyny, który zgłosił się do pracy w prosektorium, na ochotnika, ale pod warunkiem, że będzie kroił tylko „niecierpiące zwłoki”. 

    Sz. Panie Jakubie,
    Zacznę, aczkolwiek niechętnie, od przyznania Panu racji: Otóż historii z piwnicą, kufrem synkiem i policją nie ma w „Medalionach”  Zofii Nałkowskiej. Sądząc po stylu historia ta ujrzała światło dzienne znacznie później.

    Znacznie chętniej zwrócę Pańską uwagę na to, że nie za bardzo tutaj wypada pomawiać koryfeuszy polszczyzny o błędy językowe – oni się nie mylą, oni tworzą wzorce. Zwłaszcza, że to nie Nałkowska wymyśliła ten numer z „z futerałem na rewolwer/pistolet”. Znaleźć go można np u Stefana Żeromskiego (Promień), a także u licznych autorów i tłumaczy literatury. a w końcu u samego twardego gościa, T. Grossa (Strach). Także zdroworozumowa krytyka szkicowo przedstawionej i pozbawionej odnośnika źródłowego historyjki budzi pewne wątpliwości, zwłaszcza że zakres znaczeniowy terminu „sąsiedzi”,tak bardzo rozszerzony przez publikację Grossa, nie narzuca konieczności posiadania dokładnego adresu.

    I na koniec różnica w postrzeganiu medialnych doniesień z Gazy itp. między Panem a Marcowymi współwygnańcami czy też uważnymi czytelnikami tego Blogu, leży nie w złej woli tych ostatnich ale w świadomości rezultatów wojny propagandowej prowadzonej przeciwko Izraelowi przez Palestyńczyków, kraje arabskie oraz antysemitów z lewa i prawa. Wojny, którą Izrael wysoko przegrywa od dziesięcioleci ponieważ taka ich obfitość.

    Pozdrawiam
    Jerzy Holcman

  3. Kończy Pan swój artykul refleksją:

    „ I jak ten goj, który patrzy na Getto, oglądam w telewizji tłumy wygłodzonych Palestyńczyków, atakujących z pustymi miskami uliczne garkuchnie, obsługiwane przez międzynarodową dobroczynność. Mam gorzką pewność, że dostrzegam coś istotnego, czego nie chcą widzieć niektórzy moi Marcowi współwygnańcy.„

    Co chce Pan wyrazić?

    Analagię miedzy sytuacją w gettcie ( gettach), gdzie Żydom zgotowano przedsionek do śmierci z aktualną sytuacją mieszkańców Gazy?

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.