
Kiedy wojna zostaje nagrodzona legitymizacją, pokój jest już stracony. Spotkanie na Alasce nie wskazało drogi naprzód – pokazało jedynie, jak daleko już upadliśmy i ile trzeba zrobić, aby ponownie przejąć kontrolę.
Kontrast, kapitulacja i koszty
Jeden jest wyśmiewany i poniżany, a drugi witany na czerwonym dywanie. Jeden walczy o integralność swojego kraju, o jego istnienie, a drugi ma na sumieniu Buczę, Mariupol i tysiące zbrodni wojennych. Kontrast między tymi dwoma postawami nie mógłby być wyraźniejszy.
Spotkanie Trumpa i Putina mówi więcej niż tysiąc słów. To lakmusowy papier naszych czasów, który pokazuje, czy zachodnie demokracje nadal potrafią bronić swoich ideałów nie tylko w słowach, ale także w czynach. Czy też strach przed konfliktem jest tak duży, że wolimy dać się oblegać i zniszczyć?
Tendencja jest niepokojąca: w każdej kwestii świat Zachodu daje się oszukiwać dyktatorom, którzy w zamian oferują iluzję pokoju. Wydaje się, że brak bezpośredniej konfrontacji, wynikający ze strachu przed eskalacją, jest utożsamiany z pokojem i wolnością. Rodzi się pytanie, ile warta jest w dłuższej perspektywie warunkowa wolność bez spokoju.
Przekonanie, że agresor nie może zostać zmuszony do podporządkowania, jest tak powszechne, że coraz więcej osób wierzy, iż ofiara ma obowiązek negocjować swoje istnienie. Przykład prezydenta Zełenskiego pokazuje, że istnieje inna droga. Pamięć historyczna wydaje się jednak boleśnie krótka. II wojna światowa zakończyła się bezwarunkową kapitulacją Niemiec i Japonii. Churchill i Roosevelt już w 1943 roku zgodzili się, że nie będą negocjować z Hitlerem, ponieważ zrozumieli, że z wrogiem, który odmawia prawa do istnienia, nie ma o czym rozmawiać. Ekstremalnym zagrożeniom należy przeciwstawiać się w ekstremalny sposób.
Powiem więc jasno: Putin chce całej Ukrainy. Nie zadowoli się 20 procentami, które Rosja dotychczas zagarnęła. Chce wojny, a my, dając się zastraszyć, podsuwamy mu kolejne palce. Fakt jest taki, że po bezkarnej aneksji Krymu wiedział, że eskalacja konfliktu nie wiąże się z żadnym ryzykiem. Jego długoterminowe cele wykraczają poza Ukrainę, która jest jedynie przystankiem na drodze do odbudowy imperium. Wojna nie zniknie, bo mamy nadzieję na cud.
Groźne porozumienie na Alasce
Porozumienie Trumpa i Putina na Alasce jest sygnałem, że „wymiana terytoriów” może prowadzić do „pokoju”. Zamiast postawić Rosji warunki i zagrozić sankcjami, Trump zdecydował się nagrodzić Putina za agresję, co stanowi odwrócenie zasady, że granic nie można zmieniać siłą. Takie działanie wzmacnia nie tylko Rosję, ale również autorytarne ambicje Chin, Korei Północnej i Iranu.
W dłuższej perspektywie stawką nie jest terytorium, ale to, jaki świat zamierzamy stworzyć: oparty na prawie i zasadach, czy taki, w którym ustępujemy pod groźbą użycia siły militarnej? Co stanie się, gdy ONZ, NATO, czy Unia Europejska skapitulują przed faktem, że despotyczni władcy nie przestrzegają zasad, a mimo to są nagradzani?
Podczas wspólnej konferencji Putin bezczelnie stwierdził, że Rosja ma uzasadnione obawy i chce „przywrócić sprawiedliwą równowagę”. Należy mu wierzyć na słowo. Putin nie dąży do pokoju. Chce zniszczyć wartości, które leżą u podstaw demokracji, a zagrożenie dla Europy jest jak najbardziej realne. Uznajemy to, ale nie jesteśmy gotowi na działania adekwatne do skali zagrożenia. Dlaczego tak jest?
Być może dlatego, że dla wielu ważniejsze stało się unikanie oglądania zdjęć z frontu niż powstrzymanie tych, którzy za nie odpowiadają. Moralność naszych czasów stała się estetyczna: cierpienie musi ustać, ale nie chcemy zbliżać się do źródła zła. W tej pozbawionej perspektywy historycznej sytuacji wydaje się racjonalne oczekiwać, że Ukraina pójdzie na kompromis z agresorem i odda część terytorium w zamian za „pokój”.
Czas na zmianę paradygmatu
Musimy zrozumieć, że Putin szanuje wyłącznie siłę. Chce wygrać i jest coraz bardziej przekonany, że Zachód, pomimo faktycznej zdolności, nie ma woli, aby go powstrzymać. Dlaczego miałby się zatrzymać, skoro dajemy mu motywację do dalszych działań? To nie zaczęło się na Ukrainie, ale gdy pozwoliliśmy mu bezkarnie zająć Krym i daliśmy się zwieść jego kłamstwom w Monachium i Helsinkach. A teraz, na Alasce, amerykański prezydent pod wieloma względami podziela światopogląd rosyjskiego tyrana.
W kontekście niepewności co do wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Europy, dyskusja toczy się wokół tworzenia nowych sojuszy. Niestety, przykład Ukrainy, która w 1994 roku zrzekła się broni jądrowej w zamian za obietnice, pokazuje, że obietnice te nie były wiele warte.
Gwarancje bezpieczeństwa, które nie precyzują, że w przypadku ponownej agresji Stany Zjednoczone podejmą działania militarne, nie są wystarczającym odstraszaczem. Sytuacja ta jest problematyczna nie tylko dla Ukrainy, ale także dla wszystkich krajów, które opierają swoje strategie obronne na dobrej woli USA. Długoterminowa ciągłość jest bowiem uzależniona od osobistych poglądów i priorytetów prezydenta.
W obliczu rosnących wpływów partii prorosyjskich w Europie istnieje poważne ryzyko spadku poparcia dla Ukrainy, podczas gdy zagrożenie dla nas wszystkich de facto rośnie. Fakt ten podkreśla, że gwarancje bezpieczeństwa mogą być łatwo podważone bez zbiorowej zgody, co wyjaśnia, dlaczego Rosja tak fundamentalnie dąży do polaryzacji i podziałów w społeczeństwach Zachodu.
Konsekwencje strachu i uległości
Największą słabością naszych demokracji jest nie nasza otwartość, ale nasz strach. Groźby Putina to retoryczna zasłona, uszyta na miarę zachodniej uległości. Zamiast zauważyć, że każde ustępstwo wobec agresji napędza kolejną eskalację, mówimy o ostrożności. Putin nie bierze tego, czego potrzebuje – bierze to, co dostaje. A do tej pory daliśmy mu zbyt wiele.
Jesteśmy źle przygotowani na problemy, z którymi się mierzymy. Instytucje powstałe po II wojnie światowej, takie jak UE, miały zapobiegać wojnie. Skoro jednak znaleźliśmy się w stanie wojny, czy nie powinniśmy zmienić naszego podejścia i zapewnić sobie zdolność do obrony? Czy nie powinniśmy uznać, że sytuacja ekstremalna wymaga środków ekstremalnych, wbrew dotychczasowym zasadom unikania konfliktów?
Musimy zdać sobie sprawę, że ci, którzy nam grożą, nienawidzą demokracji i wartości, które zapewniły nam długi pokój. Jeśli nasza reakcja na spotkanie na Alasce będzie taka jak dotychczas, już zaczęliśmy płacić cenę kapitulacji. A cena ta będzie rosła z każdym dniem.
Kategorie: Uncategorized


Włodek, warto sobie przypomnieć że Putin prosił o przyjęcie do NATO ale skazali jemu niet.
https://www.theguardian.com/world/2021/nov/04/ex-nato-head-says-putin-wanted-to-join-alliance-early-on-in-his-rule
WlodkuS
Nie zrozumiałem o co ci chodzi.
Marku, warto sobie przypomnieć co Putin uwazal o Nato i Ukrainie w 2002 roku.
Na szczycie Nato w 2008 Francja i Niemcy sprzeciwili się przyjęciu Ukrainy, więc nie bylo sprawy, szukaj innych przyczyn, moze TASS ci pomoze.
https://www.facebook.com/share/r/1Awuq5S9xr/?mibextid=wwXIfr
Europy nie trzeba przekonywać… ale USA zrozumiały, że powodem wojny była próba członkostwa Ukrainy w NATO. Ze strategicznego punktu widzenia koalicja Rosji z Chinami jest dla USA bardzo niekorzystna. Dlatego czlonkostwo Ukrainy w NATO jest wykluczone. UE nie ma tu nic do gadania.
Marek Pelc: Putin robi wszystko aby przekonać Europę i USA do przyłączenia Ukrainy do EU i NATO.
Taki sobie artrykuł ale ciekawa analiza.
Autor pisze:
“Spotkanie Trumpa i Putina mówi więcej niż tysiąc słów. To lakmusowy papier naszych czasów, który pokazuje, czy zachodnie demokracje nadal potrafią bronić swoich ideałów nie tylko w słowach, ale także w czynach.”
Przede wszystkim zawsze było modne powolywać się na demokracje. Obecna nararcja demokracji jest blisko. czegoś takiego jak na przykład była NRD (Niemiecka Republica Demokratyczna. Bardzo demokratyczna. Te obecne demokracje rzeczywiście usilnie coś bronią co zupełnie nie trzyma się ich ideałów. A to jest wielki problem z ich idziłalnościa i zawsze był. A obecnie ten problem urósł do olbrzymich rozmiarów.
Autor pisze:
“Największą słabością naszych demokracji jest nie nasza otwartość, ale nasz strach.”
Jakaś prawda w tym zdaniu powyżej jest. Ale nie dociera do tej naszej demokracji, że jej ideały nie odopowiadają naszym poczynaniam.
Rozważmy obecne 2 konflikty: Rosja-Ukraina, Hamas-Israel.
Według tej naracji Rosja i Israel sa zaciekłymi wrogami demokracji i trzeba protestować przeciw nim. Ale to nie takie proste, po pierwsze słabość a po drugie strach. Głównie strach. Przed kim? Przed Hamasem, czy przed Israelem, Rosją czy Ukrainą? Oczywiście przed Hamasem i Rosją Demokracja podtrzymuje Hamas i Ukrainę. Dlaczego Hamas i Ukraina? Bo mamy bardzo dużo u siebie zwolenników Hamasu i żadnych zwolenników Rosji. A gdyby nawet byli to by cicho siedzieli.
LR
Szanse na NATO zerowe, na UE przyjdzie długo poczekać.
Strålande ! ( swietny )
Są dwa kroki, których podjęcie zatrzyma Putina a mianowicie przyjęcie Ukrainy do EU i NATO.