Samuel Jarczyn – Moje wspomnienia Marca 1968 cz 9

Korespondencja z Toronto – Domorosły terroryzm

Samek Jarczyn 2006-06-21

To był poniedziałek 24 kwietnia, 2006 roku wczesne popołudnie. Stałem z Heńkiem w Łazienkach. Niedaleko od wejścia do Ogrodu Botanicznego. Mój brat Heniek mieszka w Warszawie przez ostatnie czternaście lat. Byliśmy na spacerze w Łazienkach i zatrzymaliśmy się wpierw przed pomnikiem Henryka Sienkiewicza. Ja wspomniałem Heńkowi: wiesz; ten człowiek wiele pisał.„Latarnik” i „Za

Chlebem” to nie są nowele z jego największych osiągnięć pisarskich. Szukałem powiązania polskiej emigracji w poszukiwaniu lepszych warunków bycia. Zdawałem sobie sprawę, ze Sienkiewicz pisał, bardzo dawno temu.

Heniek, mój brat, wyjechał z Polski jak miał 15 lat. Ja byłem starszym bratem i w ten to sposób wiedziałem więcej o kraju, w którym mieszkałem przez kilkanaście lat. Ale przecież nazajutrz po południu wyląduję w Toronto i będę z powrotem w mieście, w którym spędziłem trzydzieści parę lat, w mieście, w którym urodziły się już nasze dwa następne pokolenia. Miejscem, w którym dzisiaj mieszkam i które jest tylko „następnym” miejscem dla mnie, to wcale nie znaczy, ze wszystkie generacje podzielają moje zdanie

A opuściłem Polskę przecież w końcu nie tak dawno. Powodem mojego wyjazdu, bezpośrednio był Marzec ’68, a pośrednio napewno wojna sześciodniowa ’67.

Miałem 19 lat i cieszyłem się po raz pierwszy z osiągnięć militarnych Izraela. Ale zapomniałem gdzie mieszkam i jak zareaguje na mój wybuch radości społeczeństwo czy państwo, które określało wtedy mój dom. Zareagowano oczywiste wybuchem otwartej fali antysemityzmu skierowanej przeciwko obywatelom polskim. Nawet próbowali Żydów zdefiniować w kategorie mniej, czy też więcej sprzyjającej reżimowi komunistycznemu, szukali zmian ekonomicznych. W dwadzieścia parę lat później komunizm w Polsce znalazł odpowiedź na wszystko. Przestał istnieć jako system, który nie znalazł żadnej aprobaty społecznej. A dzisiejsza IV już Rzeczpospolita nazywa Marzec ’68 „Epoką błędów i wypaczeń”.

Warszawa przed wojna była drugim co do wielkości na świecie ośrodkiem ludności żydowskiej. Oczywiście po Nowym Jorku. W roku 1968 obliczano społeczność żydowska na jakieś trzydzieści tysięcy obywateli polskich, którym komunizm wmawiał, ze mają tylko jedna ojczyznę. Czy Polacy są, czy byli antysemitami, na to nie ma dzisiaj odpowiedzi. Po prostu komu dzisiaj na tym zależy? Będąc w Polsce dorwałem znowu „Kwiaty Polskie” Tuwima, spojrzałem na życiorys poety, żył tylko 53 lata. Wrócił do Polski z Toronto, chciał budować komunizm i zapił się na śmierć, a szkoda. Grób jego jest na Powązkach ale dlaczego. Jeszcze jeden paradoks do strawienia dla takiego tradycyjnego Żyda, jakim siebie określam

* * *

Żyd dzisiaj może pozbyć się antysemityzmu tylko w jedynym państwie na świecie, w Izraelu. I czy Izrael stanowi odpowiedz na wszystko, to sprawa wybitnie indywidualna i do osiągnięcia jedynie w systemie demokracji, która w zupełności gwarantuje osiągnięcia, każdego z nas. Słuchałem nagrań przemówienia prezydenta J. F. Kennedy. „To nie jest ważne co twój kraj może uczynić dla ciebie, lecz ważne jest to co ty możesz uczynić dla kraju” . Ale dzisiaj ja słyszę swój własny glos i jest najważniejsze dla mnie co mogę zrobić dla siebie i dla mojej najbliższej rodziny. Po tylu latach mogę przyznać się do tego, że jestem egoistą i skrajnym szowinistą. Nie znoszę Muzułmanów a szczególnie tych z Pakistanu, których w Toronto jest coraz więcej. Ja mam uczucie, ze każdy z nich jest zaangażowany w przemycaniu Bin Ladena. Teoria moja pewno opiera się na starym polskim banale „jak Staś cos źle zrobi, to on jest winien, ale jak Mosiek cos źle zrobi to wszyscy Żydzi są winni”. Metody kolektywnej odpowiedzialności obarczają wiele systemów tego świata i mnie także.

Opisałem swoje wrażenia, w kwietniowe popołudnie w poniedziałek w Warszawie. W poprzedni piątek i sobotę byliśmy z Heńkiem w Kopenhadze. Wylądowaliśmy na Kastrupie w ponury i deszczowy dzień. Pociągiem dojechaliśmy do dworca w śródmieściu. Z tamta pojechaliśmy na cmentarz żydowski. Taksówkę prowadził pewno Muzułmanin jeżeli nie to Arab z P. A. i ja oczywiście wspomniałem o tym w języku polskim do Heńka, bo po angielsku by pajac taksówkarz jeszcze zrozumiał. Wręcz odruchowo stwierdziłem, że wrogów to w tym kraju też nam nie brakuje. Ja dzisiaj nabyłem cech, które mają minimalną tolerancję dla tych, którzy pewno mnie też nie tolerują, później widziałem ich więcej gdziekolwiek szedłem w ten deszczowy dzien.

Przez wiele lat często podróżowałem do Kopenhagi, w ten deszczowy dzień mój nastrój jednoczył się z nie tak bardzo tolerancyjnym krajem. Czy duński król, czy Kopenhaga naprawdę pomogli Żydom? Ile żydowskich kont bankowych opróżnili Duńczycy, by przyjść z pomocą duńskim Żydom? Nie studiowałem za wiele faktów, ale nie wątpię w moje bezpodstawne podejrzenia.

Kopenhaski cmentarz to miejsce wiecznego spoczynku naszych rodziców i także miejsce wiecznego spoczynku naszych krewnych. I tu chociaż przez krótsza chwile oboje, Heniek i ja, w milczeniu ze smutkiem wyrażaliśmy swoja skruchę. Tak tylko na chwile bo oboje wiedzieliśmy o jednym, że świat poza murami tego cmentarza zmienia się codziennie i my musimy być zawsze gotowi do tych zmian.

* * *

W Polsce czułem się zupełnie wyzuty z poczucia braku tolerancji dla innych. W Polsce nie widziałem wielu ludzi wyglądających inaczej jak ja. Po 37 latach pojechałem sam samochodem do Bytomia. Zjechałem z autostrady w Będzinie i jechałem drogą do Bytomia. W dzieciństwie jechałem tą drogą często do Będzina, odwiedzałem żydowskich kolegów i czasem koleżanki. Fakty z tych dni wracały do mnie w opóźnionym tempie. Heniek ostrzegał: „Możesz zabłądzić”. Ja w to nigdy nie wierze, pomyślałem sobie. Wszyscy zawsze mnie mówią gdzie mam iść.

Ale Heniek wie, że ja mam dzisiaj bardzo selektywny słuch. W końcu zaparkowałem przed sądem na Piekarskiej. Szedłem do dworca po ulicy Dworcowej stanąłem przez moment przed brama TSKŻ, kiedyś na Placu Wolskiego 4. Zrobiłem zdjęcie. Gdzie są Żydzi? Owszem zostało nie tak wielu. Spotkałem Karolinę Wolek (Bretsznajder), Beatę (kiedyś Sznajder), Hankę (kiedyś Katz), Malwinę – siostrę Karoliny i Olka Habera. Byłem zaledwie przez trzy godziny w mieście, w którym mieszkałem prez. 21 lat.

Dotarła do mnie świadomość jakby Polacy reagowali na większa ilość ludzi wyglądających inaczej jak oni sami. Mieli okazje to robić w okresie międzywojennym. Internacjonalizm komunistów pozostał największa farsa zupełnego braku tolerancji do wszystkich wiar świata.. W przyszłości Polacy będą znowu mieli okazje wyrazić swoja tolerancje.

Ale mój brak tolerancji znów poszedł na spacer w Ein Boquek, nad Morzem Martwym widziałem dwóch Muzułmanów przy zachodzie słońca modlących się na dywanikach. Tu w Izraelu oni mogą się beztrosko modlić, tak jak w Toronto, gdzie widziałem zbliżona scenę, z grupa nad jeziorem Ontario, modląca się przy zachodzie słońca.

* * *

W sobotę 3 czerwca 2006 aresztowano w Toronto grupę siedemnastu terrorystów; spytałem syna jakie są ich nazwiska? odpowiedział: „Tato wszyscy Muzułmanie”. Jakie mieli intencje? Jeszcze się okaże, Reportaże mówią o dużych ilościach materiałów wybuchowych. Trzykrotnie większe jak te, które były użyte w Oklohoma City. Jaki był ich cel?

Ich rozsadek dyktuje świat wypełniony: wrogością do innych, zagłada dla innych i zmianami, które nie maja nic wspólnego z jakakolwiek tolerancją i akceptacją demokracji.

Jak do tej pory demokracja ich toleruje. My nie wyrażamy zasad kolektywnej odpowiedzialności

Koniec

Poprzednie czesci

TUTAJ

One Response to “Samuel Jarczyn – Moje wspomnienia Marca 1968 cz 9”

  1. Mądry i obiektywny Autor. Dziękuję!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: